fot. PTWP

Wbrew pozorom o "rynkowości" pakietu zimowego, Komisja Europejska nie ufa rynkowi i stawia na administracyjne sposoby zapewniania bezpieczeństwa energetycznego. Wprowadzenie rynku mocy może być tańsze niż funkcjonowanie tylko samego rynku energii – to kilka konkluzji z panelu "Reforma rynku energii elektrycznej w Europie", który odbył się podczas IX Europejskiego Kongresu Ekonomicznego.

- Nie można mówić o stanowisku rządu wobec pakietu zimowego jako całości, przygotowywane jest stanowisko do poszczególnych dokumentów tworzących ten pakiet – poinformował Tomasz Dąbrowski, dyrektor Departamentu Energetyki w Ministerstwie Energii.

W jego ocenie do najważniejszych dokumentów pakietu zimowego należy rozporządzenie  rynkowe, dyrektywa dot. OZE,  dyrektywa efektywnościowa i dot. efektywności energetycznej budynków, projekty rozporządzeń Komisji dot. ekoprojektu, rozporządzenie dot. zarządzania unia energetyczną. Wszystkie dokumenty zawarte w pakiecie mają łącznie ok. 3,5 tys. stron.

Co wolno państwom, a co Komisji?

Ważnym jest projekt rozporządzenia dot. zarządzania unią energetyczną. To akt prawny zobowiązujący państwa członkowskie do przygotowania krajowych planów na rzecz energii i klimatu, w którym powinny zostać określone wszystkie te elementy, które obecnie zawarte są w polityce energetycznej państwa, która jest uregulowana krajowymi przepisami.

- Najistotniejszym zastrzeżeniem, wyrażonym w stanowisku polskiego rządu, jest to,  że państwa członkowskie są przymuszane do określenia celów w zakresie OZE, efektywności energetycznej i redukcji emisji gazów cieplarnianych w sposób taki, który w zasadzie – choć nie jest to wprost wyrażone – powoduje zobowiązania dla państwa. Inną bardzo kontrowersyjną kwestią z punktu widzenia państw członkowskich jest to, że należy określić ścieżki dochodzenia do celów, które mają być określone – dodał Tomasz Dąbrowski.

Wskazywał, że w przypadku gdyby państwa członkowskie nie realizowały wcześniej przyjętych celów i ścieżek dochodzenia to istnieje możliwość wydawania przez KE wytycznych adresowanych do państw członkowskich, pokazujących co należy zmienić w zakresie przyjętych i realizowanych polityk, aby te cele zostały osiągnięte.

- Tutaj pojawia się w relacjach państwo członkowskie- instytucje unijne istotna kwestia kompetencyjna. Tego rodzaju wytyczne, choć w traktatach mają charakter niewiążący, w praktyce stają się silnym instrumentem oddziaływania na kształtowanie polityki każdego państwa członkowskiego. Wiele państw ma z tym istotny kompetencyjny problem i są zgłaszane zastrzeżenia w tej sprawie – informuje Tomasz Dąbrowski.

Dyskusja nad pakietem zimowym dopiero jest na dość początkowym etapie i prawdopodobnie wiele propozycji przedstawionych w listopadzie 2016 r. przez Komisję Europejską się zmieni.

Administracyjne regulacje zamiast rynku

Ważnym celem pakietu zimowego jest integracja rynków energii elektrycznej, co ma zwiększać bezpieczeństwo energetyczne poszczególnych państw. Cel teoretycznie szczytny, budzący jednak wiele wątpliwości praktycznych.

- Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy rynek jest w stanie zagwarantować bezpieczeństwo czy nie. Wydaje się, że Komisja Europejska  wbrew pozorom i wbrew wielu zaklęciom, które tyczą się „rynkowości” pakietu zimowego, nie ufa rynkowi i stawia na administracyjne sposoby zapewniania bezpieczeństwa energetycznego – mówił Eryk Kłossowski, prezes zarządu Polskich Sieci Elektroenergetycznych (PSE).

Przypomniał, że doświadczenia ostatniej zimy nie są szczególnie budujące, gdy idzie o sposób w jaki kooperują operatorzy i wytwórcy z państw członkowskich UE. Powszechnie mówiło się o ratowaniu francuskiego systemu energetycznego, gdzie wystąpiło rekordowe zapotrzebowanie na energię. Eryk Kłosowski przekonywał, że ratowanie Francji to w istocie było odciążanie silnie obciążonych sieci w północno-zachodnich Niemczech. A raczej było to ratowanie Niemców, bardzo histeryczne, uruchamiane z pominięciem mechanizmów rynkowych i z pominięciem najlepszych praktyk współpracy OSP jakie się wytworzyły w ostatnich 20 latach.  Np. nikt nie interesował się tym, że w Szwajcarii i północnych Włoszech będą uruchamiane rezerwy  w celu odciążenia sieci w zachodnich Niemczech.

- Niezbędne jest wprowadzenie rynku i maksymalnie przejrzystych procesów regulujących współpracę międzynarodową. Tymczasem KE stawia na działania pozarynkowe, nietransparentne i jeszcze stara nam się je pokazywać jako przykład właściwego działania – ocenił Eryk Kłossowski.

Regulator zaspał

W Polsce chyba najistotniejszym aktem prawnym, nad który trwają prace, jest projekt ustawy wprowadzający rynek mocy. Ustawa prawdopodobnie zostanie przyjęta jeszcze w 2017 r. Jest ona bardzo dobrze odbierana przez krajowe grupy energetyczne.

- Bardzo dobrze, że rynek mocy się pojawia. Pojawienie się tego tematu wiąże się z porażką regulacyjną. Nie mieliśmy żadnego kataklizmu, a jednak w sierpniu 2015 r. zabrakło energii, Krajowy System Elektroenergetyczny jest napięty i jeśli będą jakieś opóźnienia we wchodzeniu nowych jednostek, albo nastąpią większe odstawienia, to systemowi grozi praca w reżimie trudnym. Wynika to z tego, że z niewystarczającym wyprzedzeniem szeroko pojęty regulator przygotował instrumenty do tego, aby rynek mógł odpowiednio działać  – oceniał Jarosław Broda, wiceprezes zarządu Tauron Polska Energia ds. zarządzania majątkiem i rozwoju.

Pojawia się opinia, że obecna sytuacja w KSE jest efektem nieefektywnego działania rynku energii. Jarosław Broda się z tym nie zgadza.

- To bardzo rzadkie zjawisko, że rynek działa nieefektywnie. Najczęściej rynki działają efektywnie, tylko regulacje je otaczające powodują, że wynik tego działania nie jest godny z oczekiwaniami – odpowiadał.

Wraz z pojawieniem się rynku mocy pojawia się pytanie, czy rozwiąże on wszystkie problemy na zawsze czy tylko na pewien okres.

- Myślę, że to jest rozwiązanie czasowe, na kilka- kilkanaście lat, a potem ten rynek będzie przechodził dalszą rewolucję – prognozował Jarosław Broda.

Jego zdaniem rynek mocy może przynieść pewien spadek cen na rynku hurtowym ponieważ część – lub całość – kosztów stałych będzie przenoszona przez rynek mocowy. Nie należy się jednak spodziewać spadków cen dla odbiorców końcowych.

Ideą rynku mocy jest wykreowanie impulsów albo dla utrzymania istniejących albo dla budowy nowych jednostek, co wymaga napływu dodatkowych pieniędzy dla sektora wytwarzania energii. Pers saldo nie oczekiwałbym więc spadków kosztów dla klienta końcowego – dodał Jarosław Broda.

Rynek mocy nie będzie drogi?

Często pojawiają się opinie, że rynek mocy to nie jest rynek, lecz subsydiowanie starych elektrowni i niedopuszczalna interwencja. Przedstawiciele firm energetycznych odrzucają te zarzuty.

- Rynek mocy, jak sama nazwa wskazuje, to też jest rynek. To nie są żadne subsydia. To, że wprowadzamy rynek mocy równolegle z rynkiem energii, jest zmianą architektury tego rynku, który mamy teraz. To nadal jest rynek, lecz z tą różnicą, że wycenia dwa produkty: nie tylko energię, ale także moc, czyli gotowość do wytworzenia energii – wyjaśniała Monika Morawiecka, doradca prezesa PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Pojawiają się także zarzuty, że rynek mocy będzie za drogi. Przeciwnicy rynku mocy przekonują, że sam rynek energii w przyszłości ma wygenerować – bo teraz nie generuje – bodźce inwestycyjne do tego, aby moce mogły się utrzymać na rynku moce istniejące i żeby opłacało się budować nowe moce.

- Zgodnie z tym założeniem mają pojawić się okresy,  kiedy system energetyczny będzie na granicy wydolności a wtedy ceny energii mają rosnąć bardzo wysoko, i przez ileś godzin w roku wszyscy wytwórcy  wystarczająco zarobią. Czyli ceny energii też będą rosnąć. Może się jednak okazać, że rynek tylko energii będzie droższym rozwiązaniem – a na pewno będzie mniej przewidywalnym – niż rynek mocy – podkreśliła Monika Morawiecka.

Czekając na szczegóły rynku mocy

Rynki mocy funkcjonują już na wielu rynkach, w Stanach Zjednoczonych funkcjonują już dość długo. To że funkcjonują świadczy o tym, że są potrzebne i generują odpowiednie bodźce inwestycyjne.

- W przypadku rynku polskiego nieznane są jeszcze parametry aukcji. Sukces rynku mocy w długim terminie w dużej mierze będzie zależał od tego, jak aukcje będą sparametryzowane i jakie ceny w będą w poszczególnych koszykach aukcyjnych – podkreślił Przemysław Paul, dyrektor w zesple Energy & Resources w Deloitte.

Zwrócił uwagę, że w dość podobnym rozwiązaniu, jakie wprowadzono w Wielkiej Brytanii , do tej pory nie wegenerowano wystarczających bodźców do powstawania nowych źródeł w preferowanych przez Brytyjczyków technologiach, jak bloki gazowo-parowe. To działo się także ze względu na otaczające regulacje, które w pewnym stopniu zakłóciły wynik aukcji.

- Dla istniejących jednostek rynek mocy jest kluczowym elementem  - podkreślił Przemysław Paul.

Google Play
Pobierz aplikację Europejskiego Kongresu Gospodarczego na swój telefon
App Store
Pobierz aplikację Europejskiego Kongresu Gospodarczego na swój telefon