Fot. PTWP (Andrzej Wawok)

W górnictwie nieco lepsze nastroje, gdyż ceny węgla już nie szorują po dnie. Jednak w branży spokój jest tylko pozorny, podobnie zresztą jak w energetyce. Są bowiem liczne obszary sporu - począwszy od niezwykle restrykcyjnej polityki klimatycznej UE, po wiele problemów rodzimych producentów węgla oraz energii.

Na czoło wysuwają się tu między innymi propozycje zawarte w tzw. pakiecie zimowym. Uderzają one bowiem wprost w elektroenergetykę bazującą na węglu, jaką mamy w Polsce. Propozycje pakietu spędzają sen z powiek przedstawicielom polskiego rządu i szefom przedsiębiorstw przemysłowych, w tym elektrowni i spółek górniczych.

Pakiet Zimowy, czy Nord Stream II. no i gdzież ta solidarność energetyczna w UE?!


- Pakiet zimowy jest bardzo krytycznym przykładem legislacji przygotowywanej w sposób bardzo nietransparentny - powiedział portalowi wnp.pl w trakcie IX edycji Europejskiego Kongresu Gospodarczego Konrad Szymański, wiceminister spraw zagranicznych. - I która niestety, przynajmniej w projekcie, przenosi rozwiązania, które są wprost dyskryminacyjne wobec tylko jednego państwa członkowskiego, to jest Polski. Zapisy, które zmieniają zagadnienie technologicznej neutralności w de facto dyskryminację źródeł węglowych w elektroenergetyce - które są obecne w wielu krajach członkowskich, są obecne również w Polsce i mają być w Polsce rozwijane pod kątem ukształtowania rynku mocy - są bardzo złym przykładem tworzenia legislacji w sposób nietransparentny. To powód, dla którego ta sprawa bardzo szybko stanęła na najwyższym poziomie politycznym. Pani premier Beata Szydło parę tygodni po tym, jak projekt się ukazał, podniosła tę sprawę na forum Rady Europejskiej wśród szefów rządów. Uznajemy bowiem, że sprawa ta nie dotyczy tylko energetyki, to kwestia dotycząca istotnych interesów państwa. I chcielibyśmy, by UE zaprzestała takich praktyk. Liczymy na to, że w drodze prac legislacyjnych znajdziemy rozwiązanie, które będzie satysfakcjonujące dla wszystkich stron. Liczymy też na to, że polski rynek mocy, który był zgłaszany w Komisji Europejskiej wcześniej, będzie podlegał innym regułom regulacyjnym - zaznaczył Szymański.

Poziom emisji dwutlenku węgla 550 g na kilowatogodzinę - ta właśnie propozycja pakietu zimowego jest szczególnie niebezpieczna dla naszej energetyki.

- To jest krytyczny element tej regulacji, aczkolwiek niejedyny kontrowersyjny - zaznaczył wiceminister Szymański. - W przypadku tego wskaźnika faktycznie mamy do czynienia z uniemożliwieniem realizacji projektów opartych o nowoczesne technologie węglowe. W przypadku Polski tylko taki model może prowadzić do ograniczenia emisji. Więc to stawia przed nami pytanie, czy w polityce UE chodzi o faktyczną redukcję emisji dwutlenku węgla, która jest możliwa poprzez modernizację bazyelektroenergetycznej opartej o węgiel, ale również o nowe terchnologie, czy też chodzi o to, aby w inny sposób ukształtować miks energetyczny w poszczególnych państwach członkowskich. Na to drugie nie ma traktatowych podstaw i Komisja Europejska powinna ostrożniej podchodzić do pośrednich mechanizmów, które w definitywny sposób wpływają na miks energetyczny - podkreślił Szymański.

Brak solidarności energetycznej w UE można także zaobserwować chociażby w przypadku projektu Nord Stream II, budzącego uzasadniony  sprzeciw i kontrowersje nie tylko w Polsce.

- W sprawie Nord Stream II my nie oczekujemy ani specjalnego traktowania, ani jakiejś nadzwyczajnej solidarności - zaznaczył w rozmowie z wnp.pl wiceminister Konrad Szymański. - Oczekujemy tylko tego, aby Komisja Europejska zgodnie z regułami traktatów stosowała prawo. Prawo, na które wszyscy się zgodziliśmy. Nord Stream II jest niezgodny nie tylko z prawem unijnym, ale jest całkowicie niezgodny z modelem rynku, na który się zgodziliśmy: rynku otwartego, konkurencyjnego. Jest niezgodny ze strategiami UE w zakresie gazu. Jeżeli mamy na serio myśleć o budowie konkurencyjnego rynku gazu, to musimy na tym rynku mieć nowy gaz. Nord Stream II, gdyby był zrealizowany w tej skali, jaka jest proponowana, spowodowałby trwałą dominację gazu z jednego źródła, rosyjskiego, w tej częśći Europy, co jest całkowicie niezgodne nie tylko z prawem, ale również ze strategiami politycznymi, na które wszyscy się zgodziliśmy w konsekwencji wieloletnich negocjacji - podkreślił Konrad Szymański.

- W UE głos Europy Środkowej jest wysłuchiwany - mówił Maroš Šefčovič, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej, w trakcie sesji zatytułowanej Energetyka w Europie - najważniejsze pytania, która odbyła się w ramach IX edycji Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

Maroš Šefčovič  wskazał, że obecnie w Unii Europejskiej ok. 70 proc. dostaw gazu i 90 proc. dostaw ropy pochodzi z importu, ten udział będzie się systematycznie zwiększać, gdyż  wewnętrzna produkcja w UE będzie maleć. 

Procedura żółtej kartki


- Dlatego też będziemy inwestować w OZE. Wzmacniamy połączenia energetyczne wewnątrz Europy, staramy się zmniejszać liczbę państw członkowskich uzależnionych od jednego dostawcy. Chcemy, by każde państwo miało przynajmniej trzech dostawców - mówił Šefčovič. 
Zwrócił także uwagę na konieczność redukcji emisji dwutlenku węgla.

- Pojawił się pomysł, że do 2050 roku będziemy mieli w UE energetykę bez węgla. To na pewno nie uda się z Polską - zaznaczył Krzysztof Tchórzewski, minister energii. - Do roku 2050 możemy z dużym wysiłkiem, przy kosztach ok. 200 mld zł, uzyskać w kraju poziom ok. 50 proc. energii z węgla, a 50 proc. z innych źródeł, zachowując równomierny rozwój kraju i nie powodując sfer dużego bezrobocia - podkreślał Tchórzewski. 

Wiadomo, że polityka klimatyczna UE zupełnie nie wpasowuje się w nasze realia. Bazujemy głównie na węglu, a to paliwo jest coraz bardziej intensywnie rugowane z unijnego miksu energetycznego. Z różnych stron padają razy, co tylko potwierdziło niedawne głosowanie nad konkluzjami BAT. A przecież to początek, a nie koniec - wielu obserwatorów rynku wskazuje, że UE coraz mocniej będzie z różnych stron uderzać w węgiel i w produkcję energii z tego paliwa.

Według ministra Tchórzewskiego czysta energia jest bardzo istotna i Polska nie bagatelizuje tej kwestii. Jednak żyjemy w konkretnym otoczeniu i trudniej nam spełnić wszystkie wymogi środowiskowe.

- Po roku 1990 Polska zajęła w Europie trzecie miejsce pod względem redukcji emisji dwutlenku węgla w ujęciu procentowym - podkreślił minister Krzysztof Tchórzewski. 

I zaznaczył, że bloki energetyczne budowane w elektrowniach Opole, Turów, Kozienice i Jaworzno III spełniają najwyższe standardy w zakresie emisji szkodliwych substancji. Jednak nie spełnią wymogu zawartego w tzw. pakiecie zimowym: 550 gram dwutlenku węgla na jedną kWh. 

Stąd Polska rozpoczęła procedurę żółtej kartki w sprawie limitu emisji dwutlenku węgla wynoszącego 550g/kWh w propozycji tzw. pakietu zimowego. Wiceminister energii Grzegorz Tobiszowski zaznaczył, że Polska nie może zaakceptować takiego rozwiązania, bowiem wyklucza ono nawet te najnowocześniejsze technologie węglowe.

Janusz Olszowski, prezes Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej, wiceprezydent Euracoal, w trakcie sesji Węgiel w Polsce i w Europie, która odbyła się w ramach Europejskiego Kongresu Gospodarczego, odniósł się do wizyty na Kongresie Marosa Šefčovicia.

Dekarbonizacji stanowcze nie!


- Znamy go, jako jednego z najbardziej zaciekłych wrogów węgla i zwolennika dekarbonizacji - zaznaczył Janusz Olszowski. - Trzeba być całkowitym ignorantem, albo mieć niesłychany tupet, żeby przyjechać do stolicy największego w Europie zagłębia górniczego, do kraju, w którym energetyka w ponad 80 proc. jest oparta na węglu, z propozycją udzielenia pomocy na likwidację skutków utraty miejsc pracy po zlikwidowanych kopalniach i pewnie w przemyśle energetycznym opartym na węglu też. Bo taki właśnie był wydźwięk wizyty tego pana.

Janusz Olszowski podkreślił, że Komisja Europejska podejmuje działania mające na celu całkowite wyeliminowanie węgla z unijnego miksu energetycznego. Prezes GIPH spomniał tu między innymi o niedawnym głosowaniu nad konkluzjami BAT i jego konsekwencjach.

- Nie mamy innego wyjścia, nie możemy być grzeczni i układni. Musimy po pierwsze budować i wzmacniać koalicję krajów węglowych, które będą się przeciwstawiać tego typu działaniom antywęglowym. Powinniśmy też wykorzystać wszystkie możliwe środki prawne, jakie są w UE, łącznie ze skargami do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości - ocenił Janusz Olszowski.

A czy można dostrzec jakieś pozytywy? Czy jest coś, co pozwala bardziej optymistycznie spoglądać na położenie węgla jako paliwa w przyszłości?

- Polska energetyka zyskała potężnego sprzymierzeńca. Amerykański prezydent Donald Trump nie tylko zapowiedział w kampanii wyborczej całkowity odwrót od polityki swojego poprzednika w Białym Domu, ale i słowa danego wyborcom dotrzymuje - stwierdził prezes Janusz Olszowski w Biuletynie Górniczym wydawanym przez Górniczą Izbę Przemysłowo-Handlową. - Przykład pierwszy z brzegu: ostatnie, kwietniowe spotkanie ministrów do spraw energii Grupy G7 i Unii Europejskiej zakończyło się bez wspólnego oświadczenia. Powodem była postawa przedstawiciela USA, który nie chciał poprzeć tekstu dotyczącego paryskiego traktatu klimatycznego i transformacji na czystą energię. Sekretarz stanu USA Rick Perry chciał za to, aby w oświadczeniu nawiązano do węgla i innych paliw kopalnych. Waszyngton pod rządami Trumpa wycofał się w marcu z polityki klimatycznej Obamy. Bardziej mu bowiem zależy na realnych miejscach pracy w górnictwie, niż na iluzji obrony ziemskiego klimatu. Amerykański prezydent pokazał brukselskim biurokratom, że warto bronić stu tysięcy miejsc pracy. Parafrazując hasło innego prezydenta, Billa Clintona „Gospodarka, głupcze”, można rzec, że obecny lokator Białego Domu kieruje się przesłaniem „Miejsca pracy, głupcze”. Przesłanie tego hasła jest, na szczęście, realizowane w Polsce. Nasze górnictwo węglowe generuje co najmniej pół miliona miejsc pracy. I dlatego powinniśmy w sprawie przemysłu wydobywczego dalej pójść drogą kreśloną przez Trumpa, a nie przez unijnego komisarza ds. energii Miguela Ariasa Canete, który między innymi zablokował realizację unii energetycznej, a energią z węgla się brzydzi - podsumował prezes Janusz Olszowski.

Z kolei były wiceminister gospodarki Jerzy Markowski podkreślił podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego, że ustalenia konferencji paryskiej są w przeciwieństwie do tego, co proponuje się w tzw. pakiecie zimowym. Wychodzi więc na to, że sama UE wysyła niespójny przekaz, pełen sprzeczności.

- Podzielam stanowisko polskiego rządu w sprawie tzw. pakietu zimowego - powiedział portalowi wnp.pl Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki. - Zawiera on wiele mądrych regulacji, natomiast jest niestety również przykładem arogancji i braku roztropności urzędników unijnych. Nie mając ku temu żadnych kompetencji zaproponowali bowiem mechanizm właściwie eliminujący elektrownie węglowe. Chodzi o proponowany limit emisji dwutlenku wegla na jedną kilowatogodzinę wynoszący 550 g, co na obecnym poziomie rozwoju techniki wyklucza elektrownie węglowe. Gdyby zastosowano benchmark, czyli normę emisji osiągalną przy obecnym stanie techniki - byłoby to mobilizujące do modernizacji elektrowni bazujących na węglu. Ale jeżeli zakłada się limit 550 g na kilowatogodzinę, to jest to jakaś kpina. To już może mogli zapisać, że z rynku mocy wyłączone będą elektrownie zasilane paliwami stałymi, a nie uciekać się do pseudourzędniczych sztuczek - typu 550 g na kilowatogodzinę - podkreślił Janusz Steinhoff.

Jego zdaniem tzw. pakiet zimowy nie zostanie raczej wdrożony w życie w tak fatalnej dla nas formule.

Trwał bal na Titanicu


- Dlatego, że przeciwko temu są Niemcy, a to jak wiadomo znacząca siła w UE - podkreślił Janusz Steinhoff. - Poza tym jest też opór ze strony innych krajów, które nie są w stanie wyeliminować paliw stałych z miksu energetycznego. Oczywiście musimy dywersyfikować nasze nośniki energii, nie możemy trwać jedynie przy węglu - podsumował Janusz Steinhoff.

Jego zdaniem w górnictwie skumulowało się wiele problemów. Także dlatego, że poprzednia koalicja rządząca PO-PSL zaklinała rzeczywistość i nie podejmowała decyzji dotyczących górnictwa. Za to w najlepsze, wskazuje Steinhoff, trwał bal na Titanicu.

To jednak nie przeszkadza posłom PO w krytyce obecnego rządu. Według posłów Platformy Obywatelskiej polska pozycja negocjacyjna w UE jest obecnie wyjątkowo słaba, a ewentualne zmiany niekorzystne dla Polski będą skutkować między innymi wzrostem cen prądu.

Na pewno przed nami jeszcze wiele trudnych negocjacji, by nie dać sobie narzucić rozwiązań, które mogą się pojawić, a które będą uderzać w naszą elektroenergetykę. Bazujemy i wiele lat będziemy jeszcze bazować na węglu, a ten jest coraz bardziej na cenzurowanym w UE.

Dochodzi wiele wewnętrznych problemów. Niedoinwestowane spółki węglowe mają problem z poziomem wydobycia. Polska Grupa Górnicza, połączona niedawno z Katowickim Holdingiem Węglowym, stara się nadrobić braki w wydobyciu, jednak nie będzie to wcale łatwe zadanie. Spółka zamierza ustabilizować roczną produkcję na średnim poziomie ok. 30 mln ton węgla. Capex, czyli nakłady na inwestycje, mają się kształtować na poziomie ok. 1,7 mld zł rocznie.

Przeszło 13,1 mld zł spółka zamierza wydać do 2030 roku na roboty drążeniowe. W sumie ma powstać prawie 1,8 tys. km nowych wyrobisk. Ponad 2,1 mld zł PGG chce wydać na inwestycje w urządzenia transportowe, przeszło 1 mld zł na głębienie i modernizację szybów. Nieco niższe inwestycje obejmą także modernizację zakładów przeróbki węgla. Z 16 ma ich zostać w PGG  9. Mają one dać możliwość produkcji węgla o wysokich parametrach jakościowych, na który jest zapotrzebowanie na rynku. W ciągu najbliższych 14 lat PGG zamierza udostępnić do wydobycia nowe złoża: Imielin Północ, Śmiłowice, Za Rowem Bełckim i Murcki Głębokie. W sumie chodzi o 261 mln ton węgla.

Minister energii Krzysztof Tchórzewski - odnosząc się do strategii Polskiej Grupy Górniczej do roku 2030, którą przedstawił prezes zarządu spółki Tomasz Rogala w trakcie Europejskiego Kongresu Gospodarczego - zaznaczył, że PGG ma jeszcze wiele potrzeb i problemów do rozwiązania.

- Nierozwiązany został problem nowego układu zbiorowego, trzeba będzie wynegocjować wewnętrzne stosunki pracownicze - mówił minister Tchórzewski. Tu przed zarządem PGG szykują się ciężkie negocjacje ze związkowcami.

W Jastrzębskiej Spółce Węglowej związki chcą rozmawiać z zarządem o powrocie do stanu sprzed porozumienia oszczędnościowego. W Polskiej Grupie Górniczej związki zamierzają podjąć rozmowy o podwyżce płac, chcą także rozmawiać o odwieszeniu czternastki.

- Podstawowe kierunki naszych działań pozostają bez zmian. Spółka generuje coraz większe przychody, coraz większy „tort” jest do podziału, a pracownicy, póki co, w podziale tego tortu nie uczestniczą. Chciałbym przypomnieć, że w porozumieniu z 19 kwietnia 2016 roku, które umożliwiło powołanie Polskiej Grupy Górniczej mamy paragraf, zgodnie z którym poprawa sytuacji finansowej PGG jest przesłanką do rozpoczęcia dyskusji na temat przywrócenia w całości lub w części zawieszonych elementów pracowniczych wynagrodzeń. Realizację tego zapisu będziemy chcieli wyegzekwować - zaznaczył Bogusław Hutek, szef Solidarności w PGG, cytowany przez Solidarność Górniczą. - Po drugim kwartale, po czerwcu, usiądziemy do rozmów z nastawieniem takim, by coraz lepsze wyniki PGG przełożyły się na sytuację pracowników, na przykład przez to, że wspomniane elementy wynagrodzenia zostaną przywrócone - zaznaczył szef Solidarności w Polskiej Grupie Górniczej.

PGG, JSW: związki chcą rozmawiać o płacach


Sprawy płacowe zapewne zdominują kolejne spotkania strony związkowej PGG z zarządem, bowiem cięcia z ubiegłego roku w wynagrodzeniach sprawiły, że największa polska spółka węglowa przestała być zdaniem związków atrakcyjnym miejscem pracy.

- Jeśli nie zaczniemy rozmawiać o płacach, jeśli nie nastąpi realny wzrost wynagrodzeń pracowników PGG, nie powinniśmy liczyć na to, że młodzi ludzie przyjdą do pracy w górnictwie - ocenił Bogusław Hutek. - Ten problem jest już bardzo zauważalny. Sporo ludzi młodych po prostu odchodzi z górnictwa. Ci, którzy chcą sobie zostawić „furtkę”, idą na urlopy bezpłatne, ale tylko po to, by szukać sobie innego zajęcia - czasami już do pracy w kopalni nie wracają. Oni wszyscy muszą z czegoś spłacić zaciągnięte kredyty czy rachunki bieżące i mieć z czego żyć. Ten problem na pewno trzeba rozwiązać - powiedział Bogusław Hutek.

- To jest działanie nieracjonalne - zaznaczył w wywiadzie dla portalu wnp.pl prof. Andrzej Barczak z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. - Mamy bowiem do czynienia z chwilową poprawą koniunktury, jeszcze niedawno w branży siało zgrozą, bo ceny węgla szorowały po dnie. I trzeba myśleć o sytuacji spółek węglowych w dłuższej perspektywie czasowej. Ceny węgla poszły w górę, ale przecież niebawem sytuacja może ulec zmianie. W przypadku Jastrzębskiej Spółki Węglowej ceny węgla koksowego będą uzależnione od kondycji branży stalowej. Jeżeli te firmy, czyli Jastrzębska Spółka Węglowa oraz Polska Grupa Górnicza złapały oddech, to nie można od razu wyciągać rąk po podwyżki - podkreślił prof. Andrzej Barczak. 

Jego zdaniem trzeba pamiętać, że rynki surowcowe znajdują się pod olbrzymią presją. Nie wiadomo do końca, jak będzie się kształtował rynek.

- Należy tu mieć na uwadze między innymi podejście do węgla w UE i coraz bardziej restrykcyjną unijną politykę klimatyczną. Trzeba więc być bardzo ostrożnym i rozważnie gospodarować i lepiej oszczędzać, żeby mieć z czego żyć, kiedy nadejdą chudsze czasy - zaznaczył prof. Barczak. - Tak więc presja płacowa ze strony związków zawodowych jest nierozsądna. Niedawno chwaliłem związkowców za ich zachowanie przy łączeniu Polskiej Grupy Górniczej z Katowickim Holdingiem Węglowym. Ale widać, że już zaczynają grać na starą nutę. Powinni przyhamować swoje postulaty dotyczące płac, bo jak ceny węgla spadną, to będzie dramat. Polityka nie może być ponad gospodarką. Tyle że rzeczywiście ostatnie rządy uginały się pod żądaniami górniczych związków chcąc utrzymać spokój społeczny, a co za tym idzie jako taki komfort rządzenia. Ale jak ceny węgla spadną, to politycy będą wówczas odpowiedzialni za złą sytuację. Politycy obecnego rządu nie mogą się zgadzać z wszystkimi roszczeniami górniczych związków zawodowych. Funkcjonujemy na globalnym, otwartym rynku. Trzeba zatem zabiegać o to, by nasze górnictwo było efektywne. Zadaniem polityków jest usiąść i porozmawiać z przedstawicielami związków zawodowych, żeby wyhamowali z roszczeniami płacowymi. Dla dobra branży, a co za tym idzie, również dla dobra ich samych - podsumował prof. Andrzej Barczak. 

Uchronić się przed katastrofą


Z pewnością napięcie będzie towarzyszyło przekazywaniu nierentownych aktywów do Spółki Restrukturyzacji Kopalń. Resort energii przypomina tu, że jesteśmy pod pręgierzem upływającego czasu.

- Jeżeli do końca 2018 roku nie przekażemy do SRK nierentownych kopalń generujących straty, to potem już nie będziemy mogli ich przekazać - powiedział portalowi wnp.pl minister energii Krzysztof Tchórzewski. - Później już ich restrukturyzację musi spółka węglowa przeprowadzać sama na własny koszt. Jeżeli zdecydujemy się na pozostawienie jakieś kopalni, a ona będzie generować znaczące straty i trzeba będzie ją odstawić od wydobycia, to spółka węglowa będzie musiała to już robić własnymi siłami. A to są przecież olbrzymie koszty. Dlatego jeżeli teraz mamy szansę, by tę restrukturyzację prowadzić na koszt Skarbu Państwa, to należy to robić. Później już przepisy unijne będą w tym zakresie bezwzględne - podkreślił minister Tchórzewski.

Z jednej strony mamy rozwiązania forsowane przez KE niekorzystne dla polskiej elektroenergetyki bazującej na węglu, a z drugiej liczne problemy rodzimych producentów tego surowca. Dochodzą też napięcia na linii energetyka, mająca olbrzymie własne potrzeby inwestycyjne - górnictwo, które udało się uratować między innymi dzięki zaangażowaniu firm z branży energetycznej, co miało i nadal ma bardzo wielu oponentów.

Obszarów sporu i potencjalnych kłopotów nie brakuje. I niestety, ale raczej będzie ich przybywać. O sposobie ich przezwyciężania pewnie będzie mowa w trakcie kolejnego posiedzenia Zespołu Trójstronnego do spraw Bezpieczeństwa Socjalnego Górników, którego zebranie mocno przeciąga się w czasie, bo resortowi energii zadań ostatnio nie brakuje. Lepiej jednak już teraz we wspólnym gronie (rząd, pracodawcy, przedstawiciele strony społecznej) pomyśleć o tym, jakie działania trzeba będzie podjąć i na co ostatecznie będzie się można zgodzić, a na co stanowczo nie, żeby ewentualny spadek cen węgla - w dalszej, bądź bliższej przyszłości - nie oznaczał dla naszego sektora węglowego totalnej katastrofy…

Jerzy Dudała

Google Play
Pobierz aplikację Europejskiego Kongresu Gospodarczego na swój telefon
App Store
Pobierz aplikację Europejskiego Kongresu Gospodarczego na swój telefon