AI to nie bańka. Legenda Wall Street: Ta rewolucja stworzy nowych gigantów
Aleksandra Helbin - 24-12-2025
Skala inwestycji w sztuczną inteligencję rodzi pytania o kolejną bańkę technologiczną, ale zdaniem legendy Wall Street Ricka Sherlunda takie porównania są uproszczeniem. - To nie jest bańka w klasycznym znaczeniu. Jesteśmy w trakcie dużej zmiany platformowej - mówi jeden z najbardziej doświadczonych analityków rynków technologii.
- Rick Sherlund, starszy doradca Wedbush i założyciel Sherlund Partners, wyjaśnia, dlaczego obecna fala inwestycji w AI wpisuje się w długą historię przełomów technologicznych, a nie w schemat klasycznej bańki spekulacyjnej.
- Rynek AI ma dziś charakter oligopolu, w którym dominują nieliczni gracze – m.in. Nvidia, OpenAI, Google i Microsoft – a ogromne koszty budowy modeli językowych sprawiają, że sektor będzie duży, lecz skoncentrowany.
- O tempie dalszego rozwoju sztucznej inteligencji zdecydują przede wszystkim inwestycje w infrastrukturę – centra danych, energię, pamięć i kapitał – a nowi giganci tej rewolucji dopiero zaczynają się wyłaniać.
- Rozmowa z Rickiem Sherlundem została nagrana podczas spotkania EEC Members, społeczności skupionej wokół Europejskiego Kongresu Gospodarczego.
Sztuczna inteligencja jest dziś jednym z najczęściej odmienianych pojęć w globalnej gospodarce. Skala inwestycji, tempo rozwoju modeli oraz rosnące zapotrzebowanie na infrastrukturę powodują, że coraz częściej pojawia się pytanie, czy mamy do czynienia z kolejną bańką technologiczną.
Zdaniem Ricka Sherlunda, wieloletniego analityka Wall Street i jednego z najbardziej doświadczonych obserwatorów rynków kapitałowych, taka diagnoza byłaby jednak uproszczeniem.
- To nie jest bańka w klasycznym znaczeniu. Jesteśmy w trakcie dużej zmiany platformowej - podkreśla Rick Sherlund w rozmowie nagranej podczas spotkania EEC Members.\
Zmiana platformy, nie chwilowa moda
Jak zauważa rozmówca WNP, w swojej karierze obserwował już kilka podobnych momentów: przejście od komputerów typu mainframe do architektury klient–serwer, później do chmury, następnie do rozwiązań mobilnych. Każda z tych zmian początkowo budziła sceptycyzm i obawy o przegrzanie rynku, a w dłuższej perspektywie prowadziła do trwałej przebudowy całych sektorów gospodarki.
AI – jego zdaniem – znajduje się dziś na bardzo wczesnym etapie tej drogi, zwłaszcza w segmencie biznesowym. Choć narzędzia generatywne są powszechnie znane konsumentom, dopiero teraz są one masowo integrowane z systemami wykorzystywanymi przez firmy.
Giganci rodzą się w trakcie rewolucji
Historia pokazuje, że każda rewolucja technologiczna wynosi na szczyt nowych liderów. W poprzednich cyklach byli to m.in. Microsoft, Apple czy – w ostatnich latach – Nvidia. Pytanie, kto stanie się dominującym graczem w erze AI, pozostaje jednak otwarte.
Obecnie rynek przypomina raczej oligopol niż środowisko z jednym wyraźnym zwycięzcą. Nvidia dominuje w obszarze chipów, ale kluczowe znaczenie mają także platformy i modele językowe rozwijane przez OpenAI, Google, Microsoft czy Anthropic.
W tle pojawiają się również chińskie, modele typu open source, które mogą wpłynąć na ceny i marże w dłuższym okresie.
- Budowa dużych modeli językowych kosztuje miliardy dolarów, dlatego rynek będzie duży, ale skoncentrowany - ocenia Sherlund.
Infrastruktura jako wąskie gardło
Popyt na centra danych, energię, zasoby pamięci i – wreszcie - kapitał rośnie dziś w tempie, które samo w sobie staje się ograniczeniem dla dalszego rozwoju. To właśnie te czynniki – a nie tylko dostęp do chipów – będą w najbliższych latach decydować o tempie wzrostu rynku AI.
W ocenie Sherlunda zapotrzebowanie na moc obliczeniową i inferencję w systemach firmowych dopiero się zaczyna i będzie systematycznie rosnąć, niezależnie od krótkoterminowych wahań wycen spółek technologicznych.
Bańka cenowa czy trwała zmiana?
Choć nie można wykluczyć lokalnych przewartościowań – zwłaszcza przy tysiącach startupów finansowanych przez fundusze venture capital – fundamentalny trend pozostaje silny.
AI nie jest chwilowym zjawiskiem, lecz kolejnym etapem ewolucji technologicznej, który z czasem przetasuje układ sił w globalnej gospodarce.
Na pytanie, kto ostatecznie zostanie największym beneficjentem tej zmiany, Rick Sherlund odpowiada ostrożnie.
- Rynek jest zbyt młody, by dziś wskazywać jednego zwycięzcę. Pewne jest jedno – tak jak w każdej poprzedniej rewolucji, nowi giganci dopiero się wyłaniają - konkluduje nasz rozmówca.