EEC Poland
Polskie marki nie są znane na świecie, choć sama Polska i Polacy kojarzą się często bardzo dobrze jako fachowcy w swoich dziedzinach.

Polskie marki nie są znane ani w Stanach Zjednoczonych, ani w Hiszpanii czy Włoszech. Dzieje się tak, mimo że sama Polska i Polacy kojarzą się często bardzo dobrze jako fachowcy w swoich dziedzinach. Brakuje promocji i jasnej strategii działania. I w tym właśnie kontekście warto podpatrywać tych, którym się udało. Zwłaszcza że często nie są to wcale globalne mocarstwa.

  • Przedstawiciele polskich izb handlowych są zgodni: nasze marki są bardzo słabo kojarzone za granicą, co często jest skutkiem braku strategii oraz promocji.
  • Tymczasem sukces marki może też oddziaływać szerzej. – Kiedy dane marki zaczynają osiągać sukcesy w danym kraju, wtedy ludzie zaczynają to wiązać z marką danego kraju – podkreśla Fredrik Udd, wiceprzewodniczący Rady Szwedzko-Polskiej Izby Handlowej w Sztokholmie.
  • – Ameryka nie przyjdzie do was, wy musicie jechać do Ameryki i pokazać swoją obecność. To Polska musi zrobić pierwszy krok – wzywa z kolei Daniel Santos Cori, starszy partner i dyrektor generalny ds. spółek zależnych w United States Foreign Trade Institute.

Polska marka za granicą przypadkowa i tymczasowa

– Włochom Polska nie kojarzy się z żadną konkretną marką, może poza żubrówką i wódką wyborową – otwarcie przyznaje Ewa Trzcińska, prezes zarządu Polskiej Izby Biznesowej we Włoszech. Jak podkreśliła przy okazji odbywającej się w ramach Europejskiego Kongresu Gospodarczego debaty "Bezpieczna ekspansja", polskie produkty często są w Italii anonimowe, choć w rzeczywistości mnóstwo naszych firm sprzedaje swoje produkty w tym kraju. Jako jeden z nielicznych wyjątków wskazuje podkrakowski Oknoplast, który z początkiem zeszłej dekady został sponsorem Interu Mediolan. A że Włosi kochają futbol, zaś sam Inter to jeden z najbardziej utytułowanych klubów piłkarskich w tym kraju, więc natychmiast zaczęto pytać, kto za nim stoi i tym sposobem polska firma zaistniała w świadomości mieszkańców Italii.

Ewa Trzcińska, prezes zarządu Polskiej Izby Biznesowej we Włoszech. Fot. KOS/PTWP Ewa Trzcińska, prezes zarządu Polskiej Izby Biznesowej we Włoszech. Fot. KOS/PTWP

– Najwyższy czas się pochwalić, bo mamy potencjał i w poszczególnych sektorach ludzie o tym wiedzą, ale w świadomości ogólnej nie mamy żadnej marki, którą moglibyśmy się pochwalić – apeluje Ewa Trzcińska.

– W gronie specjalistów jest prestiż jakości pracowników, jakości produktów, ale polska marka nie jest rozpoznawalna – potwierdza Javier Sosnowski, prezes zarządu stowarzyszenia Polskich Izb Handlowych za Granicą PolChambers i zarazem prezes Hiszpańsko-Polskiej Izby Handlowej. 

Javier Sosnowski, prezes zarządu stowarzyszenia Polskich Izb Handlowych za Granicą PolChambers i zarazem prezes Hiszpańsko-Polskiej Izby Handlowej. Fot. KOS/PTWP Javier Sosnowski, prezes zarządu stowarzyszenia Polskich Izb Handlowych za Granicą PolChambers i zarazem prezes Hiszpańsko-Polskiej Izby Handlowej. Fot. KOS/PTWP

Podobnie wygląda to zresztą także za Atlantykiem. Jan Rudomina, dyrektor Polish American Business Club w Nowym Jorku, a przy tym dyrektor PolChambers, tłumaczy, że w Stanach Zjednoczonych wizerunek Polski jest bardzo niejednoznaczny, w zależności od tego, do jakiego środowiska się trafi. Generalnie jednak nie mamy w USA stałej, powszechnie z nami kojarzonej marki.

– Marką sezonową byli Wałęsa i Jan Paweł II. Niektórym osobom Polska kojarzy się z wódką, bigosem i tańcem polka – stwierdził Jan Rudomina.

Jan Rudomina, dyrektor Polish American Business Club w Nowym Jorku, a przy tym dyrektor PolChambers. Fot. KOS/PTWP Jan Rudomina, dyrektor Polish American Business Club w Nowym Jorku, a przy tym dyrektor PolChambers. Fot. KOS/PTWP

– Lech Wałęsa i Solidarność to wciąż dobra marka, ale to nie była marka gospodarcza. Podobnie jak Jan Paweł II – zwraca jednak uwagę Mariusz Tomaka, prezes Polsko-Amerykańskiej Rady Współpracy w Polsce i wiceprezes zarządu PolChambers. Przy braku powszechnie znanej marki gospodarczej pozostaje liczyć na "marki osobiste" pracujących w USA Polaków bądź osób o polskich korzeniach. A takich – jak podkreślają przedstawiciele PolChambers – spotkać można zarówno wśród wysoko postawionych specjalistów zajmujących się AI w Dolinie Krzemowej, jak i menedżerów dużych firm finansowych w Nowym Yorku czy lekarzy.

– Tak więc nie jest z tą marką zbyt dobrze, ale nie jest też beznadziejnie – uważa Mariusz Tomaka.

Brak promocji i strategii. Dlatego warto uczyć się tego od innych

Z czego wynika ów brak obecności polskich marek na światowych rynkach? Fredrik Udd, wiceprzewodniczący Rady Szwedzko-Polskiej Izby Handlowej w Sztokholmie, sugeruje, że to efekt skoncentrowania się przez polskie firmy na dość chłonnym rynku wewnętrznym i odpuszczeniu zagranicy, aczkolwiek wskazuje, że obecnie Szwecja staje się dla polskich firm coraz ważniejsza, co widać choćby po rosnącym ich udziale w Izbie. Javier Sosnowski i Ewa Trzcińska mówią raczej o braku promocji.

– Przed nami jeszcze kilka lat albo jakiś dobrze zorganizowany plan – mówi Sosnowski.

W kontekście konieczności stworzenia takiego właśnie planu inni uczestnicy debaty zwracali uwagę na doświadczenia krajów, które, choć znacznie mniejsze od Polski, to jednak potrafiły zbudować sobie renomę na światowych rynkach.

– Marka Estonii to digital. Ta marka została zbudowana w bardzo przemyślany sposób. Stworzono system edukacji nastawiony na edukację inżynierów i edukację związaną z komputerami – opowiada Artur Kuczmowski, prezes zarządu Polsko-Estońskiej Izby Gospodarczej w Estonii i członek zarządu PolChambers. Przypomina o udziale estońskich programistów w stworzeniu znanego komunikatora Skype i o ogromnej dbałości Estonii o swój wizerunek.

Artur Kuczmowski, prezes zarządu Polsko-Estońskiej Izby Gospodarczej w Estonii i członek zarządu PolChambers. Fot. KOS/PTWP Artur Kuczmowski, prezes zarządu Polsko-Estońskiej Izby Gospodarczej w Estonii i członek zarządu PolChambers. Fot. KOS/PTWP

– Istnieje jedna spójna strategia, nad którą pracuje jednocześnie kilka agend rządowych, które ze sobą współpracują – mówi Kuczmowski.

– Szwecja podchodzi do budowania marki w sposób holistyczny, zaczynając od firm odnoszących sukcesy, takich jak Ikea, Volvo czy Spotify. A kiedy dane marki zaczynają osiągać sukcesy w danym kraju, wtedy ludzie zaczynają to wiązać z marką danego kraju – podpowiada Fredrik Udd.

Fredrik Udd, wiceprzewodniczący Rady Szwedzko-Polskiej Izby Handlowej w Sztokholmie. Fot. KOS Fredrik Udd, wiceprzewodniczący Rady Szwedzko-Polskiej Izby Handlowej w Sztokholmie. Fot. KOS

Jesteśmy tygrysem rozwoju gospodarczego. Z taką opowieścią ruszymy na podbój światowych rynków?

– Ameryka nie przyjdzie do was, wy musicie jechać do Ameryki i pokazać swoją obecność. Trzeba tam być, tylko wtedy można przeprowadzić udaną kampanię marketingową i przyciągnąć uwagę amerykańskiej wspólnoty biznesowej. To Polska musi zrobić pierwszy krok – wzywa Daniel Santos Cori, starszy partner i dyrektor generalny ds. spółek zależnych w United States Foreign Trade Institute.

Nie zaczynajcie jednak od całej Ameryki, na początku skoncentrujcie się na Nowym Yorku, na Buffalo, Chicago, gdzie macie już jakąś swoją wspólnotę, stamtąd wychodźcie dalej – radzi.

Daniel Santos Cori, starszy partner i dyrektor generalny ds. spółek zależnych w United States Foreign Trade Institute. Fot. KOS/PTWP Daniel Santos Cori, starszy partner i dyrektor generalny ds. spółek zależnych w United States Foreign Trade Institute. Fot. KOS/PTWP

Przedstawiciel United States Foreign Trade Institute podkreśla przy tym, że w kontekście amerykańskiego rynku ważna jest nie tylko treść, ale też norma.

– Mówicie o biznesie, ale to wszystko sprowadza się do narracji: kim jesteście, co sobą reprezentujecie, jakie macie wartości. Nowe pokolenie potrzebuje nowej narracji. Polska musi zdobyć uwagę młodych, nie opowiadać o przeszłości – dodaje.

– Polska jest tygrysem rozwoju gospodarczego. Z samego dna przez ostatnie 30 lat znaleźliśmy się w zupełnie innym świecie – odpowiada na pytanie o to, co mogłoby być potencjalnie taką nową polską narracją towarzyszą ekspansji na zagraniczne rynki, Mariusz Tomaka.

Mariusz Tomaka, prezes Polsko-Amerykańskiej Rady Współpracy w Polsce i wiceprezes zarządu PolChambers. Fot. KOS/PTWP Mariusz Tomaka, prezes Polsko-Amerykańskiej Rady Współpracy w Polsce i wiceprezes zarządu PolChambers. Fot. KOS/PTWP

– Dlaczego Luksemburg interesuje się Polską? Bo tu już jest w cholerę bogatych ludzi. A oni nas interesują – stwierdza w tym kontekście Artur Sosna, prezes zarządu Luksembursko-Polskiej Izby Handlowej.

Artur Sosna, prezes zarządu Luksembursko-Polskiej Izby Handlowej. Fot. KOS/PTWP Artur Sosna, prezes zarządu Luksembursko-Polskiej Izby Handlowej. Fot. KOS/PTWP

– Estończycy patrzą na Polskę jako na pierwszy przystanek w swojej ekspansji na zachód, jako na duży rynek zbytu, ale też jako na rynek, z którego mogą czerpać i kupować wiele produktów. Patrzą na nas jak na większego brata, z którym fajnie byłoby robić biznes – wtóruje mu Artur Kuczmowski, choć zwraca uwagę, że wciąż jeszcze z tego nie korzystamy.

– Myślę też, że czasy dla relacji polsko-szwedzkich są bardzo dobre. Polska staje się coraz mocniejsza, zarówno w kontekście europejskim, jak i światowym: gospodarka radzi sobie świetnie, także w kontekście politycznym w UE zyskuje na znaczeniu, a pod względem obronności jest jednym z kluczowych graczy w Europie – optymistycznie patrzy w przyszłość Fredrik Udd.

Zobacz relację z debaty "Bezpieczna ekspansja":

Szanowny Użytkowniku!

Oglądasz archiwalną wersję strony Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

Co możesz zrobić:

Przejdź do strony bieżącej edycji lub Kontynuuj przeglądanie
Google Play
Pobierz aplikację Europejskiego Kongresu Gospodarczego na swój telefon
App Store
Pobierz aplikację Europejskiego Kongresu Gospodarczego na swój telefon
App

Aplikacja mobilna EEC

Pobierz oficjalną aplikację mobilna Europejskiego Kongresu Gospodarczego. Aplikacja zapewnia kompleksową obsługę uczestników kongresu oferując wygodny dostęp do wszystkich najważniejszych informacji i funkcji.