Budowlańcy chcą rozliczyć przeszłość i zamknąć drzwi firmom z Azji, by zmierzyć się z przyszłością
Michał Wroński - 02-05-2025
Realizacja wielkich inwestycji infrastrukturalnych w Polsce w dużej mierze zależy od kondycji branży budowlanej. Ta zaś, mając przed sobą nieuchronną kumulację zamówień, ostrzega, że zmierzy się z tym wyzwaniem, będąc coraz mocniej "podgryzana" przez konkurencję firm z Azji i mając niezwaloryzowane zawarte kilka lat temu kontrakty. Coraz głośniej padają też pytania, z jakich środków będziemy realizować inwestycje infrastrukturalne w kolejnej dekadzie.
- W kontekście dyskusji o waloryzacji kontraktów przyzwoite wyniki spółek budowlanych mogą paradoksalnie obrócić się przeciwko nim. Bo jak uzasadnić potrzebę zwiększenia limitów dla wykonawców?
- Według szacunków Polskiego Związku Pracowników Budownictwa podmioty z Azji budują obecnie od 10 do 20 proc. dróg ekspresowych i autostrad w Polsce. Przedstawiciele rodzimych firm są zdania, że zamawiający za szeroko otworzyli drzwi dla podmiotów z Chin czy Turcji.
- Projekty realizowane w formule PPP (Partnerstwo Publiczno-Prywatne) stanowią w Polsce zaledwie 2 proc. w gospodarce narodowej, mimo że jesteśmy w Europie Środkowo-Wschodniej jednym z krajów, które były pionierami wdrażania modelu PPP koncesyjnego.
Ochrona rynku, waloryzacja i kumulacja – te trzy wątki zdominowały odbywającą się podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego debatę „Budownictwo i infrastruktura”. Wśród jej uczestników znaleźli się zarówno przedstawiciele największych zamawiających publicznych w Polsce, jak też czołowych firm budowlanych. Dla tych ostatnich była to kolejna okazja, by zwrócić uwagę na trapiące ten sektor bolączki. Zwłaszcza w kontekście zapowiadanej, choć nie do końca jeszcze widocznej w bieżących przetargach, kumulacji zamówień.
Skoro nie ma strat, to nie ma problemu? "Rozliczamy kontrakty, a nie rozmawiamy o kondycji spółki"
- Jako branża nie możemy wchodzić w kumulację inwestycji z osłabionymi fundamentami ekonomicznymi. Musimy być mocni, żeby zrealizować wszystkie plany, które rząd przed nami stawia – podkreślił prowadzący debatę dr Damian Kaźmierczak, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.
W tym kontekście wytknął, że wedle szacunków PZPB ponad połowa kontraktów ofertowanych i zawartych przed wybuchem wojny w Ukrainie już dziś przekracza 15-proc. limit. To efekt gwałtownego wzrostu cen materiałów i usług.
- Jeżeli dalej tak pójdzie, to niemal wszystkie kontrakty osiągną wartość waloryzacji w okolicach 20-21 proc. – stwierdził Kaźmierczak.
Dr Damian Kaźmierczak, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa. Fot. PTWP- Jeśli zwiększylibyśmy próg do 20 proc., to wtedy 20 proc. kwoty wyjmuję z rynku już na samym początku programu inwestycyjnego i mam je zamrożone przez cały czas realizacji programu – zaznaczył w odpowiedzi Marcin Mochocki, członek zarządu i zarazem dyrektor ds. realizacji inwestycji w PKP Polskie Linie Kolejowe, tłumacząc obecne mechanizmy finansowania tej spółki. Zakładają one mrożenie środków na samym początku realizacji programu, co oznacza, że przy większym progu automatycznie zmniejszy się ilość pieniądza w obrocie i skala realizacji inwestycji.
- Faktycznie ten problem się pojawił. Z naszych analiz wynika, że ok. 30 projektów przekroczyło poziom 15 proc. Będziemy podejmowali odpowiednie kroki, żeby naszą branżę zabezpieczyć. Obecnie trwają już rozmowy zarówno z Ministerstwem Infrastruktury, jak też z Ministerstwem Finansów odnośnie tego, że będziemy musieli do tego tematu podejść – tak z kolei odniósł się do kwestii waloryzacji Paweł Woźniak, p.o. Generalny Dyrektor Dróg Krajowych i Autostrad.
Zwrócił jednak uwagę, że konieczny jest odpowiedni przekaz, który pozwoli tę potrzebę jakoś uzasadnić, gdyż pojawiają się głosy przekonujące, że skoro w wynikach spółek nie widać strat i zapaści, to branża nie ma powodów do narzekań.
Paweł Woźniak, p.o. Generalny Dyrektor Dróg Krajowych i Autostrad. Fot. PTWP
- To nie będzie żadna nadmierna troskliwość, bo my rozliczamy kontrakty, a nie rozmawiamy o kondycji spółki – odrzucił taki punkt widzenia Piotr Kledzik, przewodniczący rady PZPB i prezes spółki PORR. Jak ocenił, przyjętego kilka lat temu wzoru waloryzacji kontraktów nie należy już wstecznie zmieniać, ale należy podnieść limit i "zamknąć sprawę".
- Tak będzie najuczciwiej – mówił Piotr Kledzik.
Piotr Kledzik, przewodniczący rady PZPB i prezes spółki PORR. Fot. PTWPPolska otwarła swój rynek jak nikt inny w Unii. Inne kraje dużo mniej gościnne
O ile waloryzacja jest swego rodzaju rozliczeniem z trudną przeszłością, to teraźniejszość i przyszłość branży budowlanej w dużej mierze określa to, w jaki sposób Polska podejdzie do sprawy ochrony rynku przed firmami spoza terenu Unii Europejskiej.
Obecnie – jak szacuje PZPB – podmioty z Azji budują od 10 do 20 proc. dróg ekspresowych i autostrad w Polsce. Obecne są też na dużych przetargach kolejowych (chociażby na przetargu związanym z przebudową katowickiego węzła kolejowego czy budową tunelu dla kolei dużych prędkości w Łodzi).
Zdaniem przedstawicieli rodzimych firm budowlanych polscy zamawiający zdecydowanie za szeroko otworzyli drzwi dla podmiotów z Chin czy Turcji, gdyż tak naprawdę grają one "w zupełnie innej lidze" i trudno mówić o faktycznej z nimi konkurencji.
- Nie możemy dopuścić do tego, byśmy doprowadzali do wspólnego ubiegania się podmiotów, które działają na innych zasadach, posługują się innymi mechanizmami finansowania i mają ulgi podatkowe w swoich krajach pochodzenia. My z takimi firmami jako wykonawcy nie możemy i nie chcemy konkurować – kategorycznie stwierdził Dariusz Kolasa, członek zarządu Strabagu.
Dariusz Kolasa, członek zarządu Strabagu. Fot. PTWP- Jaki jest powód do tego, by dopuszczać na polski rynek firmy chińskie? Co one wnoszą, byśmy powiedzieli, że ich potrzebujemy? W UE mamy wolny rynek, równe zasady konkurencji, ale z jakiegoś powodu go chronimy. Nie mamy pewności, czy te firmy działają w takim samym otoczeniu prawnym albo finansowym, w jakim przychodzi nam funkcjonować. Sposób finansowania czy subsydiowania, bądź inne cele, które mogą towarzyszyć składanym ofertom, mogą powodować, że nie mówimy o uczciwej konkurencji tylko o nieuczciwej, dumpingowej konkurencji – wtórował mu Adam Poliński, wiceprezes Unibepu.
Adam Poliński, wiceprezesu Unibepu. Fot. PTWPW kontekście ochrony polskiego rynku branża budowlana powołuje się na przykłady "zza miedzy", wskazując, że formułowane przez nią postulaty nie są niczym nadzwyczajnym, a inne kraje Wspólnoty skrupulatnie przyglądają się temu, kto chce realizować u nich inwestycje infrastrukturalne i bynajmniej nie wykazują się przy tym przesadną gościnnością.
- Mimo dobrej oferty, mimo pierwszego miejsca można być bez końca dopytywanym o różne szczegóły w sposób mniej czy bardziej formalny. Jedno postępowanie odwoławcze, drugie, trzecie, czwarte, piąte, po dwóch latach to przestaje się w ogóle kalkulować. Niestety, z tym się spotykamy na rynkach ościennych, a jesteśmy w tej samej UE. Mamy te same kryteria, te same dyrektywy – tak swoje doświadczenia z ekspansji na zagraniczne rynki opisywał Cezary Łysenko, członek zarządu i dyrektor operacyjny budownictwa infrastrukturalnego i ogólnego w Budimeksie.
- W Polsce każdy może przyjść i złożyć ofertę. Jeśli ma dobre dokumenty, które często są nieweryfikowalne, to staje się naszym konkurentem – dodał Łysenko.
Cezary Łysenko, członek zarządu i dyrektor operacyjny budownictwa infrastrukturalnego i ogólnego w Budimeksie. Fot. PTWPDrogowcy chcą iść śladem kolejarzy. Na A2 nie wpuszczą każdej jednej firmy
- Zależy nam, aby naszą infrastrukturę kolejową budowały spółki usprzętowione, mające sprzęt i ludzi na miejscu, mające doświadczenie w budowie sieci kolejowej tutaj według naszych standardów i naszych norm. A nie spółki, które przyniosą tylko referencje i będą realizować kontrakt jakąś łapanką podwykonawców – deklarował, w odpowiedzi na te głosy, Marcin Mochocki.
PKP PLK jest do tej pory jedynym w Polsce zamawiającym, który zdecydował się odgórnie ograniczyć udział w przetargu firmom spoza UE. Obostrzenia takie wprowadził w przypadku postępowania na wybór wykonawcy dla przebudowy linii kolejowej z Białegostoku do Ełku (w ramach Rail Baltica), korzystając z możliwości, jakie dał listopadowy wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE.
- Przeprowadziliśmy szerokie konsultacje z Urzędem Zamówieniem Publicznych w zakresie tego, jak zastosować wyrok TSUE. Wyszliśmy z dość szeroką interpretacją, ale potem podobna interpretacja ukazała się na stronie UZP, więc wydaje się, że chyba poszliśmy w dobrą stronę – mówił Mochocki.
Marcin Mochocki, członek zarządu i zarazem dyrektor ds. realizacji inwestycji w PKP Polskie Linie Kolejowe. Fot. PTWP- Analizujemy to podejście u kolejarzy, będziemy chcieli zastosować te zapisy już przy naszym pierwszym przetargu w tym roku, czyli na A2 w stronę wschodu. Będziemy chcieli wprowadzać takie zapisy zabezpieczające interesy Skarbu Państwa i branży, żeby te przedsięwzięcia mogły być zrealizowane zgodnie z naszym planem. Przede wszystkim skupiamy się na tym, aby firmy, które to będą realizowały, były firmami rzetelnymi, które dają gwarancję terminowości, jakości i innych elementów, które są istotne przy realizacji – zapowiadał w imieniu GDDKiA Paweł Woźniak.
- Będziemy analizowali, jakie będą konsekwencje takiego podejścia. Jeśli będzie to w pozytywny sposób wpływało na całą gospodarkę i realizację naszych zamierzeń, to nie wykluczamy, że będziemy te działania wprowadzać – dodał.
Z braku pieniędzy państwo może wrócić do koncesji. Dziś jesteśmy pod tym względem outsiderem
W dyskusji o przyszłości inwestycji infrastrukturalnych w Polsce coraz głośniej padają też pytania o to, z jakich w ogóle środków będziemy realizować w kolejnej dekadzie tego typu przedsięwzięcia. Do tej pory głównym sponsorem były unijne fundusze, ale obecna perspektywa jest zapewne ostatnią, kiedy w takiej skali można będzie liczyć na dofinansowanie z tego źródła.
- Spodziewamy się, że ten okres kiedy państwo będzie miało pieniądze na sfinansowanie wszystkich potrzeb drogowych, może się skończyć i może być potrzeba powrotu do układu, w którym wykorzystujemy do tych celów kapitał prywatny. Jeżeli jesteśmy na granicy potencjału rządowego i mamy doświadczenia koncesyjne w Polsce, to powinniśmy je kontynuować – sugerował Andrzej Kaczmarek, prezes zarządu Stalexportu Autostrada Małopolska. To właśnie ta spółka od 28 lat zarządza odcinkiem autostrady A4 między Krakowem a Katowicami (czynić będzie to jeszcze do roku 2027).
Andrzej Kaczmarek, prezes zarządu Stalexportu Autostrada Małopolska. Fot. PTWPW skali całego kraju model koncesyjny nie zyskał jednak w Polsce do tej pory popularności. Jak zwracała uwagę Adriana Mierzwa-Bronikowska, partner kierująca Zespołem Infrastruktury w Dentons, obecnie projekty PPP stanowią w naszym kraju zaledwie 2 proc. w gospodarce narodowej – to kilkakrotnie mniej niż średnio w Europie i ponad 10 razy mniej niż wynosi średnia światowa.
Adriana Mierzwa-Bronikowska, partner kierująca Zespołem Infrastruktury w Dentons. Fot. PTWP- To zawstydzające dla nas. Jesteśmy w Europie Środkowo-Wschodniej jednym z krajów, które były pionierami wdrażania modelu PPP koncesyjnego, zbudowaliśmy praktykę, know-how, nauczyliśmy się na błędach i grzechach pierworodnych. Uczyliśmy się tego przez prawie 30 lat, powinniśmy go mieć w jednym palcu – komentowała Adriana Mierzwa-Bronikowska.
- PPP czy koncesja to zwykłe zamówienia publiczne, za które inaczej płacimy jako zamawiający. To nie jest maszyna do zarabiania pieniędzy przez koncesjonariusza w sposób nadmierny. Koncesjonariusz składając ofertę w modelu finansowym, zaszywa swój planowany zwrot z kapitału. To transparentny, sprawiedliwy proces, wielokrotnie badany przez NIK – przekonywała.
Zobacz relację z debaty "Budownictwo i infrastruktura”