Cła Trumpa to tylko wierzchołek góry lodowej. Dzieją się znacznie głębsze zmiany
Jakub Lachert - 03-05-2025
Unia Europejska, w tym Polska, szuka nowego modelu gospodarczego, żeby uchronić się przed poważnymi turbulencjami gospodarczymi. Eksperci zaznaczają, że gorsze od ceł jest samo rozregulowanie zasad istniejących na rynku globalnym, które powoduje, że przedsiębiorcy wstrzymują się z inwestycjami.
- - Z perspektywy amerykańskiej Polska to kraj dobrobytu, który jest silny, odporny i bezpieczny, pomimo tego że jest położony blisko strefy wojny - podkreślił Mark Brzezinski, były ambasador Stanów Zjednoczonych w Polsce, członek Rady Doradców Strategicznych w firmie Unimot.
- - Spadek ilości fuzji i przejęć na rynku amerykańskim jest porażający, ponieważ zamknięto 1500 transakcji w pierwszym kwartale roku w stosunku do 8 tys. w ostatnim kwartale ub.r. - podkreśliła Weronika Achramowicz, partner zarządzająca, współkierująca praktyką transakcyjną w Baker McKenzie.
- - Chiny będą mogły narzucać ceny produkcji hutniczej, jeśli przejmą cały rynek w tym sektorze - poinformował Piotr Krzyżewski, wiceprezes zarządu ds. finansowych w KGHM Polska Miedź.
- Na temat wyzwań stojących przed światowymi rynkami w dobie ceł rozmawialiśmy w sesji: "Globalny rynek od nowa" podczas XVII Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach (EEC 2025).
- Z perspektywy amerykańskiej Polska to kraj dobrobytu, który jest silny, odporny i bezpieczny, pomimo tego że jest położony blisko strefy wojny. W 2025 roku musimy pamiętać o tym, że czasy są niepewne. Bez względu na nasze preferencje polityczne trzymamy wszyscy kciuki za prezydenta Donalda Trumpa. Pomimo tego, że jego polityka jest trochę niejasna i chaotyczna, w szczególności w kontekście międzynarodowym. Sojusznicy USA nie wiedzą, jakie będą kolejne kroki administracji w Waszyngtonie - podkreślił Mark Brzezinski, były ambasador Stanów Zjednoczonych w Polsce, członek Rady Doradców Strategicznych w firmie Unimot.
Mark Brzezinski, były ambasador Stanów Zjednoczonych w Polsce, członek Rady Doradców Strategicznych UNIMOT (Fot. PTWP)Były amerykański dyplomata dodał, że Polska w tym kontekście ma zarówno wiele do wygrania, jak i do przegrania.
- Patrząc na plusy, spójrzmy na tę konferencję (EEC 2025 - przyp. red.), na której nastąpiła mobilizacja biznesu zarówno lokalnego, jak i międzynarodowego, w miejscu, obok którego toczy się wojna. To świadczy o tym, jaki sukces odniosła rynkowa gospodarka w Polsce - stwierdził Brzezinski.
Pokazując pewne minusy położenia międzynarodowego Polski, Brzeziński zwrócił uwagę, że administracja Donalda Trumpa nie w pełni wsłuchuje się w głos Warszawy w kwestiach dotyczących bezpieczeństwa w Europie. Jego zdaniem polscy politycy w tej kwestii nie posiadają pełnej wiedzy dotyczącej działań Waszyngtonu.
Logika amerykańskich ceł nie jest rozumiana przez europejski biznes. Pojawiają się obawy
- Można zgubić się w kwestii wprowadzania amerykańskich ceł na przestrzeni ostatnich miesięcy. Od marca na osi USA – Unia Europejska mamy amerykańskie 25-procentowe cła na aluminium i stal. W kwietniu doszły jeszcze 25-procentowe cła na samochody i części do pojazdów. Są to bardzo duże obciążenia, jeśli weźmiemy np. pod uwagę, że średnie cła w ramach WTO wynoszą 2-3 proc. Dodatkowo 2 kwietnia UE została obłożona 20-procentową ogólną stawką, którą później obniżono do 10 proc. Jest to nadal wysoka stawka, która jest pobierana codziennie od unijnych towarów. Unia Europejska miała wprowadzić również cła odwetowe na produkcję przemysłową, które zostały jednak zawieszone - stwierdził Sławomir Czajka, partner w Dziale Doradztwa Podatkowego, lider zespołu Global Trade w firmie doradczej EY Polska.
Według niego główny niepokój przedsiębiorców w związku z cłami nie ogranicza się jedynie do dyskusji dotyczącej ich wysokości, ale również terminów wdrażania nowych restrykcji.
Sławomir Czajka, partner w Dziale Doradztwa Podatkowego, lider zespołu Global Trade, EY Polska (Fot. PTWP)- Pojawia się konsternacja wśród biznesu, który chciałby być gotowy na zwiększenie obciążeń celnych. Jeśli mamy modyfikować łańcuchy dostaw lub zmieniać swój produkt, musimy znać stan końcowy - podkreślił przedstawiciel EY Polska.
Amerykańska gospodarka traci nie na samych cłach, ale na rozczarowaniu inwestorów
- Cła nie są fundamentalnym problemem. Kłopot stanowi ich zmienność, niepewność i to, że swoimi ruchami administracja amerykańska podważyła stabilność swojej gospodarki. To, co było atrakcyjne w USA dla inwestorów, to przede wszystkim proste i stabilne prawo, niewielka doza regulacji w porównaniu do Unii Europejskiej. Te czynniki sprawiały, że amerykańskie spółki były wyżej wyceniane niż te pochodzące z Azji czy Europy - zaznaczył Dawid Jakubowicz, prezes zarządu Kulczyk Investments.
Dawid Jakubowicz, prezes zarządu Kulczyk Investments (Fot. PTWP)Podkreślił, że problemem amerykańskich spółek nie jest to, że będę obecnie raportować niższe zyski co kwartał, tylko fakt, że aktualnie mamy do czynienia z pewnym przewartościowaniem spółek na amerykańskim Nasdaq-u w związku z tym, że zaufanie do nich zostało podważone. W tym wymiarze cła spowodowały „efekt motyla”, który spowoduje z kolei fundamentalne zmiany i kapitał będzie się realokować w kierunku gospodarek bardziej stabilnych – i to jest szansa dla Europy - wyjaśnił Jakubowicz.
Fuzje i przejęcia podlegają pośrednio zmianom wywołanym przez politykę celną
Rynek fuzji i przejęć reaguje inaczej niż branża produkcyjna na cła, pojawiają się nowe możliwości, ale niestabilność, jaka wiąże się z nieprzewidywalną polityką handlową Donalda Trumpa, odbija się na tym sektorze.
- Rynek publicznych inwestycji przestraszył się niestabilności, natomiast pojawiły się możliwości dla tych sektorów, które są bardziej odporne na kryzysy, w obszarze private equity. Pojawiają się nowe inwestycje w obszarze np. atomu czy obronności. Warto wspomnieć jednocześnie, że Międzynarodowy Fundusz Walutowy obniżył prognozę wzrostu dla Stanów Zjednoczonych z 2,7 na 1,8 proc. Widać już teraz, że ten nieprzewidywany przez amerykańską administrację cios uderzy już teraz - poinformowała Weronika Achramowicz, partner zarządzająca, współkierująca praktyką transakcyjną w Baker McKenzie.
Weronika Achramowicz, partner zarządzająca, współkierująca praktyką transakcyjną w Baker McKenzie (Fot. PTWP)Cła w odniesieniu do fuzji i przejęć mają przede wszystkim znaczenie w obszarze wyceny łańcuchów dostaw danej spółki.
- Odnosząc się już do samych fuzji i przejęć, chociaż cła nie mają na nie bezpośredniego wpływu, to jednak zastopowały transakcje, ze względu na ogólną niepewność, jak również ze względu na niepewność w kwestiach wyceny. Nie wiemy, ile dana spółka jest warta, czy w ogóle jakaś marża, zysk jej zostanie po tym, jak będzie musiała zaabsorbować dodatkowe koszty, które np. w całym jej łańcuchu dostaw lub w produkcji się pojawiają. Spadek ilości fuzji i przejęć na rynku amerykańskim jest porażający, ponieważ zamknięto 1500 transakcji w pierwszym kwartale roku w stosunku do 8 tys. w ostatnim kwartale ub.r. - podkreśliła przedstawicielka Baker McKenzie.
Wojny handlowe to nie tylko cła. Branża hutnicza zmaga się z innymi zagrożeniami
Branża hutnicza posiada pewną specyfikę, w której zagrożenia w światowej wojnie handlowej są ulokowane w innym miejscu niż w pozostałych sektorach, gdzie cła mają bezpośrednie przełożenie na produkcję.
- Mamy nadwyżkę mocy hutniczych nad wydobyciem miedzi. Co to powoduje? Powinna być presja dotycząca ograniczenia działań hut na świecie – to się zaczyna dziać. Jednak ta asymetria jest przepotężna. Proszę sobie wyobrazić, jak dochodzi do transakcji w naszym sektorze. Jak w USA mam kopalnię, to przy sprzedaży do huty wycenia się metal zawarty w koncentracie i odejmuje się opłatę za tę usługę, tzw. tooling. W zeszłym roku wynosiła ona 80 dolarów, a w tym już tylko 20 dol., to jest już poniżej opłacalności. W tym momencie huta musi dopłacić, żeby przerobić materiał - wyjaśnił Piotr Krzyżewski, wiceprezes zarządu ds. finansowych KGHM Polska Miedź.
Piotr Krzyżewski, wiceprezes zarządu ds. finansowych KGHM Polska Miedź (Fot. PTWP)Przedstawiciel KGHM jednocześnie przestrzegł, że zmiany, jakie mogą zajść na tym rynku, będą odbywać się na korzyść Chin, które doprowadzą do takiej sytuacji, że przemysł hutniczy z Państwa Środka zmonopolizuje cały rynek i będzie mógł narzucać swoje reguły.
- Największe huty zlokalizowane są w Chinach. Miałem okazję spotykać się często na tym rynku z innymi firmami z Azji i Ameryki Południowej jako przedstawiciel jedynej firmy z Europy. Tam nie działają już prawa ekonomii, ale siły i konflikty, które mają wymiar międzynarodowy. Huty z Państwa Środka są dotowane. Uważam, że zwiększenie cen przerobu miedzi nie nastąpi do momentu, w którym większość mocy hutniczych pozostanie w Chinach. W konsekwencji to nie kopalnie będą określały opłaty toolingu, tylko chińskie huty pójdą do wszystkich aktywów kopalnianych, których nikt nie jest w stanie przejąć, i określą cenę np. na poziomie 300 dol. W efekcie na rynku miedzi nastąpią takie same procesy jak w przypadku metali ziem rzadkich. W tym sensie cła są jedynie pewnym małym epizodem w całym cyklu zarządzania światową gospodarką - podsumował Krzyżewski.
Dywersyfikacja zakupów może budować odporność na cła, ale tylko krótkoterminowo
Biorąc pod uwagę naszą sytuację jako Orlen zastanawiamy się, czy te nowe zawirowania gospodarcze (spowodowane m.in. nową polityką celną Trumpa – przyp. red.) nie spowodują osłabienia aktywności gospodarczej. Mamy pewne ostrzeżenia w tym względzie. Musimy się przygotować jako grupa działająca w wielu segmentach na spowolnienie. Chociaż Polska ma dosyć dobre wyniki gospodarcze, jeśli osłabieniu ulegnie np. gospodarka Niemiec, to odbije się to również na naszym kraju - zaznaczył Ireneusz Sitarski, wiceprezes zarządu ds. handlu hurtowego i logistyki w Orlenie.
Ireneusz Sitarski, wiceprezes zarządu ds. handlu hurtowego i logistyki w Orlenie (Fot. PTWP)- Odnosząc się do naszej branży, my, jako Orlen, prowadzimy dosyć zdywersyfikowane zakupy surowców, także w tym zakresie nie widzimy dużego zagrożenia. W kwestii ceł monitorujemy sytuację i staramy się zabezpieczyć różne segmenty naszej działalności. Wiadomo jednak, że w dłuższej perspektywie nie da się w pełni uchronić przed wszystkimi zagrożeniami - dodał.
Amerykanie potrzebują nadal europejskiego rynku, który powinien być bardziej ujednolicony
- W bieżącej sytuacji szukamy innowacji z perspektywy klienta. Prowadzimy dialog z decydentami. Jako Amazon zainwestowaliśmy w Europie 180 mld dolarów i mamy tutaj 150 tys. pracowników zatrudnionych bezpośrednio, ale również pośrednio współpracujemy z wieloma małymi firmami poprzez centra Amazona. Uważamy, że ułatwieniem byłaby koordynacja w ramach UE przepisów dotyczących np. podatku VAT, który jest różnie naliczany w poszczególnych krajach – podkreślił Rocco Braeuniger, country manager DACH & EU expansion countries w firmie Amazon.
Rocco Braeuniger, Country Manager DACH & EU Expansion countries w firmie Amazon (Fot. PTWP)Polska nadal jest perspektywicznym rynkiem dla Amazona, w szczególności w kontekście pewnego zapóźnienia MŚP w obszarze eksportu.
- Z naszej perspektywy biznes transatlantycki jest bardzo ważny. Przykładowo 70 tys. osób pracuje dla Amazona w Polsce, a 90 proc. sprzedawców, którzy korzystają z naszych usług, eksportuje 70 proc. w Europie i 50 proc. globalnie, więc nadal są szanse, żeby te wskaźniki zwiększać. Jak się przyjrzymy sytuacji w Polsce, to 66 proc. wszystkich zatrudnionych pracuje w MŚP, ale tylko 1/3 odpowiada za eksport. Mamy więc w tym obszarze wiele do zrobienia - podsumował przedstawiciel Amazona.
Zobacz retransmisję debaty "Globalny rynek od nowa" na XVII Europejskim Kongresie Gospodarczym: