Czego polska budowlanka może zazdrościć Niemcom? Dostało się zamawiającym
Michał Wroński - 14-06-2025
Gdy polski rynek budowlany jest niczym rollercoaster, w Niemczech wahania w okresach spowolnienia i ożywienia są dużo mniej zauważalne. - Główną przyczyną tej sytuacji jest przede wszystkim niewłaściwe planowanie inwestycji przez administrację państwową i publicznych zamawiających – uważa dr Damian Kaźmierczak, wiceprzewodniczący i zarazem główny ekonomista Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa, który w swej analizie nie szczędzi cierpkich słów pod adresem publicznych zamawiających w Polsce.
- W ciągu ostatniej dekady wahania produkcji budowlanej w Niemczech mieściły się w przedziale od minus 1 proc. do plus 6 proc. w porównaniu do roku poprzedniego, gdy tymczasem dla Polski zakres wahań wyniósł od minus 16 proc. do plus 25 proc.
- Zdaniem Damiana Kaźmierczaka, wiceprzewodniczącego i zarazem głównego ekonomisty Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa, to wina zamawiających, którzy mimo wiedzy o harmonogramie napływu unijnych środków do Polski "niewiele robią, by realizację projektów mądrze rozplanować".
- - Każdy resort i jego zamawiający funkcjonują w swoich silosach, realizują inwestycje bez współpracy z innymi interesariuszami, a na poziomie centralnym rządowych programów infrastrukturalnych nikt nie koordynuje – wytyka Kaźmierczak.
Chybotliwy rynek fatalnym środowiskiem dla firm z branży budowlanej. Planowanie na kilka lat wprzód niemożliwe
Damian Kaźmierczak, wiceprzewodniczący i zarazem główny ekonomista Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa, chętnie analizuje i komentuje (nie tylko w social mediach) trendy dotyczące sektora budowlanego. Tym razem, bazując na danych Eurostatu, przyjrzał się wahaniom produkcji budowlanej w Polsce i w Niemczech między rokiem 2015 a 2025.
Wnioski? W ciągu ostatniej dekady u naszego zachodniego sąsiada wahania produkcji budowlanej mieściły się w przedziale od minus 1 proc. do plus 6 proc. w porównaniu do roku poprzedniego, gdy tymczasem dla Polski zakres wahań wyniósł od minus 16 proc. do plus 25 proc.
- Główną przyczyną tej sytuacji jest przede wszystkim niewłaściwe planowanie inwestycji przez administrację państwową i publicznych zamawiających. Doskonale znają oni harmonogram napływu środków UE do Polski, od których zależy duża część inwestycji infrastrukturalnych, ale niewiele robią, by realizację projektów mądrze rozplanować i zapewnić nowe mechanizmy finansowania oparte na funduszach krajowych. W efekcie każdy resort i jego zamawiający funkcjonują w swoich silosach, realizują inwestycje bez współpracy z innymi interesariuszami, a na poziomie centralnym rządowych programów infrastrukturalnych nikt nie koordynuje – ocenia dr Damian Kaźmierczak. Jego zdaniem właśnie to powoduje, że polski rynek budowlany, będący pod względem wartości jednym z największych w Europie, porusza się po swoistej sinusoidzie – od głębokich "dołków" do wysokich "górek", co w efekcie destabilizuje cały sektor.
- Dodatkowo, na tę sytuację nakłada się specyfika państwa: "Polska resortowa" często współistnieje z "Polską koalicyjną", ponieważ inwestycje infrastrukturalne są rozdzielone pomiędzy kilka resortów, które często podlegają nadzorowi różnych ugrupowań koalicyjnych tworzących rząd – stwierdza wiceprzewodniczący PZPB.
- Chybotliwy rynek to fatalne środowisko dla firm budowlanych, które nie mogą rozwijać się w sposób równomierny i zrównoważony. Planowanie na kilka lat wprzód staje się niemożliwe, ponieważ większość firm nie jest w stanie przewidzieć sytuacji na rynku za kilka, a nawet kilkanaście miesięcy – dodaje.
Pozostaje czekać, aż zwiększy się udział remontów? One stabilizują dynamikę rynku
Zarzut o niewłaściwe planowanie inwestycji przez administrację państwową i publicznych zamawiających nie jest niczym nowym. Od lat mniej lub bardziej dosadnie powtarzają go przedstawiciele firm budowlanych i reprezentujących to środowisko organizacji branżowych.
- My startujemy do wszystkiego, bo nie wiemy, co będzie dalej. Plany PLK zamykają się na roku 2025, a co z rokiem 2026 i 2027? Nie mamy też opublikowanych planów CPK. Dopóki nie będziemy znać planów przetargowych w dłuższej perspektywie niż jeden rok, to nic się w tej sprawie nie zmieni. Rynek oczekuje planowania inwestycji – mówiła podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w kontekście planowania inwestycji na kolei Marita Szustak, prezes zarządu Izby Gospodarczej Transportu Lądowego i zarazem prezes zarządu Track Tec Construction.
- Co będziemy robili jako kraj po roku 2030 kiedy ostatnia prawdopodobnie tak duża perspektywa unijna się skończy i będziemy potrzebowali innych źródeł finansowania? – pytał Artur Popko, prezes Budimeksu, zwracając równocześnie uwagę na "wąskie gardło w administracji" skutkujące tym, że w niektórych inwestycjach drogowych za sprawą tylko i wyłącznie zbyt wolno toczącego się procesu administracyjnego opóźnienia sięgają już od roku do nawet dwóch lat.
- Namawiamy od wielu lat GDDKiA do zmiany podejścia, by z formuły "projektu i buduj" chociaż częściowo przechodzić na "buduj" tak, żeby projekty były gotowe, leżały na półce i później można je było realizować – mówił Popko.
Komentujący w mediach społecznościowych analizę Kaźmierczaka zwracają uwagę, że podniesiona przez niego niestabilność rynku budowlanego powoduje, że firmy działają w trybie reaktywnym, a to z kolei przekłada się na kolejne problemy: od masowych aneksów i roszczeń kontraktowych, przez ryzyka związane z waloryzacją, aż po trudności z obsługą finansową i ubezpieczeniową projektów.
Niektórzy zwracają też uwagę, że większe rozchwianie rynków budowlanych w Europie Środkowo-Wschodniej w porównaniu np. z Niemcami, Hiszpanią czy Włochami można częściowo tłumaczyć tym, że w naszym regionie ok. 70 proc. rynku stanowi nowe budownictwo, a jedynie ok. 30 proc. remonty już istniejącej infrastruktury podczas gdy w krajach Europy Zachodniej proporcje te wyglądają dokładnie odwrotnie.
- Większy udział remontów stabilizuje dynamikę rynku. Wraz z wyższym poziomem rozwoju polskiego budownictwa, dynamiki będą się stopniowo spłaszczać, co już miało miejsce przy przechodzeniu pomiędzy dwoma 7-letnimi budżetami unijnymi: korekta z 2024 r. to -8 proc., podczas gdy w 2016 r. doświadczyliśmy -16 proc. – wskazuje w komentarzu Bartłomiej Sosna, ekspert rynku budowlanego w firmie Spectis.