Najpierw masa, potem debiut. "Giełda się sprofesjonalizowała"
Hubert Bigdowski - 05-05-2025
Wymagania dla emitentów są wyższe niż były 10 lat temu, a to często warunkuje wielkość firm debiutujących na giełdzie. - Mniejsze spółki muszą najpierw zbudować "masę krytyczną" na rynku prywatnym, żeby z powodzeniem przeprowadzić IPO - mówi WNP Ryszard Czerwiński, partner zarządzający w domu maklerskim Trigon.
- Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie się sprofesjonalizowała - zauważa w rozmowie z WNP Ryszard Czerwiński, partner zarządzający w Domu Maklerskim Trigon, który był gościem XVII Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.
- Jak dodaje, wymagania dla emitentów są znacznie większe niż były jeszcze 10 lat temu.
- Jak przewiduje nasz rozmówca, wprowadzenia Unii Rynków Kapitałowych, czyli jednego wspólnego rynku kapitałowego dla całej Unii Europejskiej, może doprowadzić do marginalizacji GPW.
Ryszard Czerwiński, partner zarządzający w Domu Maklerskim Trigon był gościem XVII Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach. Porozmawialiśmy z nim m.in. o tym, jakim spółkom opłaca się debiutować na giełdzie, jakie z kolei są za małe na debiut oraz jak na Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie wpłynęłoby powstanie Unii Rynków Kapitałowych.
Giełda się sprofesjonalizowała, a debiuty muszą przyciągać zagraniczny kapitał
Ryszard Czerwiński nie ma wątpliwości, że warszawska giełda się sprofesjonalizowała.
- Wymagania dla emitentów są znacznie większe niż były 10 lat temu. Ta profesjonalizacja objawia się między innymi w skali transakcji IPO, która potem decyduje o poziomie płynności na rynku wtórnym. Musimy pamiętać, że to właśnie duże debiuty (IPO Żabki czy Diagnostyki - przyp. red.) przyciągają zagraniczny kapitał, który potem może konkurować z lokalnym kapitałem, co podnosi płynność na rynku wtórnym - wylicza zależności ekspert.
- Jeżeli chodzi o mniejsze spółki, które planują pozyskać np. 50-100 mln zł w ramach IPO, dla nich rynek giełdowy wydaje się niedostępny. Tak relatywnie niewielki kapitał przyciągnie bowiem tylko mniejszych, lokalnych inwestorów, ponieważ ci więksi nie będą mieli apetytu na tak małe spółki - dodaje Ryszard Czerwiński.
W jego opinii droga na rynek publiczny wiedzie przez fundusze venture capital oraz private equity.
- W start-upy najpierw zainwestować muszą fundusze venture capital, następnie private equity i w momencie kiedy te firmy dojrzeją, czyli zbudują kapitalizację około miliarda złotych, wówczas możemy mówić o debiucie na warszawskiej giełdzie - mówi Czerwiński.
Unia Rynków Kapitałowych zmarginalizuje warszawską giełdę
Zapytaliśmy go również o pomysł i ewentualne implikacje wprowadzenia Unii Rynków Kapitałowych, czyli jednego wspólnego rynku kapitałowego dla całej Unii Europejskiej.
- Warszawska GPW jest lokalną giełdą, która oprócz zobowiązań wobec akcjonariuszy, ma do spełnienia swego rodzaju funkcję misyjną, w postaci dbania o lokalny rynek. Biorąc pod uwagę ten punkt widzenia, sądzę, że nasza giełda w kategoriach całej Unii Europejskiej byłaby zmarginalizowana. Uważam, że ten scenariusz jest politycznie niewykonalny - podsumował Ryszard Czerwiński.