EEC Poland

Prezes Respect Energy: zielona energia ma swoją cenę, ale nie mamy innego wyboru

Aleksandra Helbin - 14-03-2025
Jak zapewnić Polakom czystą, tanią i stabilną energię? - To kwestia determinacji, właściwego wyznaczania celów i później ich realizacji - mówi Sebastian Jabłoński

Odnawialne źródła energii, choć mają swoją cenę, długofalowo będą jednak bardziej rozsądną opcją. To tak naprawdę kwestia wyboru, czy wybieramy niższą cenę energii, za którą zapłacimy wolnością, czy poczekamy dłużej na tańszą energię, ale zachowamy niezależność i bezpieczeństwo - mówi Sebastian Jabłoński, prezes Respect Energy.

  • - Sami sobie robimy krzywdę; moglibyśmy w Europie i nawet tu, w Polsce, realizować dużo więcej inwestycji w OZE, które dawałby nam niższe ceny energii - mówi Sebastian Jabłoński.

  • Prezes Respect Energy przekonuje, że znosząc opłatę solidarnościową, jesteśmy w stanie obniżyć koszty energii w przemyśle o 20-40 proc.
  • Zdaniem Jabłońskiego system oparty na OZE będzie tańszy. - Widzimy to już teraz, w sytuacji wysokiej produkcji - energia z OZE jest najtańsza i żadna inna technologia tego nie pobije. Jednak droga dojścia do tego momentu, niestety, jest usłana kłodami pod nogi - dodaje.

  • Portal WNP.PL obchodzi w tym roku 25-lecie. Specjalny, jubileuszowy projekt "25 na 25 WNP.PL" to cykl rozmów z 25 osobami, które w godny uwagi sposób współkształtowały i współkształtują gospodarczy obraz naszego kraju. Finał cyklu planowany jest na Europejskim Kongresie Gospodarczym (23-24 kwietnia 2025 r.).

Finał jubileuszowego cyklu rozmów Finał jubileuszowego cyklu rozmów

Polska ma najwyższe ceny energii w Europie. Czy jesteśmy w stanie to zmienić?

- Miewa najwyższe ceny energii - tak bym to ujął.

To i tak nie najlepsza pozycja. Premier w swojej nowej strategii gospodarczej rządu postawił jeden cel: zapewnić Polakom tanią i czystą energię. Jak to osiągnąć?

- To kwestia determinacji, właściwego wyznaczania celów i później ich realizacji. Liczy się też punkt odniesienia, bo musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy chcemy mieć tańszą energię niż kraje ościenne, niż Niemcy czy Czesi, czy bardziej Skandynawowie.

Co zatem powinno być benchmarkiem dla Polski?

- Moim zdaniem ceny energii w Polsce powinny być niższe niż średnia europejska, niższe niż w Niemczech.

To gwarantować nam będzie zachowanie konkurencyjności na europejskim rynku.

Czy to osiągalne?

- Średnioterminowo jesteśmy w stanie to osiągnąć - dzięki dalszej rozbudowie odnawialnych źródeł energii. Przy czym główną rolę musi tu odgrywać lądowa energetyka wiatrowa, w dalszej kolejności - fotowoltaika i realizacja pierwszej fazy offshore.

Tak zintensyfikowane działania pozwolą nam konkurować ceną energii z naszymi zachodnimi sąsiadami, którzy mają podobny do nas miks energetyczny, oparty na węglu, gazie i odnawialnych źródłach energii.

Musimy odblokować potencjał OZE. Konieczna deregulacja

Przy czym potencjał Niemiec do dalszego rozwoju energetyki wiatrowej na lądzie jest mniejszy niż nasz. Dzięki temu jesteśmy w stanie zapewnić większy udział energii z wiatru w krajowym miksie energetycznym i zyskać przewagę nad naszymi zachodnimi sąsiadami. Może to nastąpić w perspektywie 5-7 lat. Oczywiście, jeśli nastąpi deregulacja…

Od lat mówi się o blokowaniu potencjału OZE. Najlepszym przykładem jest tu chyba słynna już "ustawa wiatrakowa". Regulacje pozostają największą barierą inwestycyjną w branży OZE?

- Zwłaszcza jeśli mówimy właśnie o lądowej energetyce wiatrowej. Ale pilnie potrzeba także liberalizacji innych przepisów, jak np. o budowie linii bezpośredniej. Trzeba znieść również opłatę solidarnościową dla linii bezpośredniej, która w gruncie rzeczy jest "penalizacją" korzystania z tańszej energii...

Zastanawiamy się nad podniesieniem konkurencyjności przemysłu, a tylko znosząc tę opłatę, jesteśmy w stanie obniżyć koszty energii w przemyśle o 20-40 proc., nie zmieniając przy tym nic więcej.

Kolejną potrzebną zmianą jest umożliwienie budowania fabryk w Polsce bez konieczności przyłączania do sieci. Obecne wymogi uniemożliwiają takie wyspowe stawianie elektrowni i zakładów.

Okresowe wyłączenia odnawialnych źródeł to norma. Liczą się racjonalne cele, a nie pełne wykorzystywanie OZE

Jednak mimo barier regulacyjnych odnawialne źródła energii rozwijają się w Polsce bardzo dynamicznie. W ostatni weekend lutego odnawialne źródła energii odpowiadały za grubo ponad połowę generacji energii w kraju. Polski system nie radzi sobie jednak z taką pulą zielonej energii. Problemem zatem nie jest generacja, ale sam system…

- Przyzwyczailiśmy się, że OZE mają pierwszeństwo dostępu do sieci i oczywiście to było wskazane w sytuacji, gdy prawie nie mieliśmy energii z wiatru i słońca. Wraz z ewolucją miksu energetycznego naturalnym zjawiskiem jest jednak to, że 100 proc. energii wyprodukowanej przez OZE nie mieści się w systemie.

Moim zdaniem okresowe wyłączenia odnawialnych źródeł są czymś normalnym, bo naszym celem powinno być racjonalne, a nie pełne ich wykorzystywanie.

Za kilka lat możemy mieć nawet 50 GW mocy zainstalowanej w fotowoltaice i nie sądzę, by w czasie szczytowej produkcji popyt pokrywał taką produkcję. Zapewne nie będzie także tylu magazynów energii, które byłyby w stanie przyjąć nadwyżki, dlatego najbardziej opłacalne będzie, po prostu, wyłączanie źródeł.

Ale rozumiem, że pyta pani o kwestie elastyczności systemu: jak ją zwiększyć?

Dokładnie tak. Jak zapewnić nie tylko tanią i czystą, ale przede wszystkim stabilną energię…

- Oczywiście najprostszym rozwiązaniem w tej chwili, uzupełniającym odnawialne źródła energii, są magazyny energii, które najprawdopodobniej będą się dynamicznie rozwijać w najbliższych latach.

Oceniam, że inwestycji w magazyny będzie na ciągu 2-3 lat więcej niż w nowe elektrownie - ze względu na potrzebę bilansowania dobowego systemu.

Przy czym nie rozwiązuje to długoterminowego problemu. Wciąż magazynowanie energii elektrycznej w perspektywie tygodni, miesięcy, kwartałów czy roku nie jest opłacalne. Dlatego ciekawszy wydaje mi się rozwój magazynów ciepła.

Respect Energy chce wchodzić na ten rynek?

- Polskie ciepłownictwo jest dużą gałęzią gospodarki. Na rynku jest blisko 60 GW mocy cieplnej, co pokazuje skalę potencjalnej elastyczności, którą ciepłownictwo mogłoby zapewnić rynkowi energii elektrycznej.

Jako spółka chcemy opracowywać modele biznesowe i pomagać ciepłowniom i lokalnym systemom ciepłowniczym się transformować. Mamy już pilotażowe projekty.

Jakie to modele?

- Przykładowo: jeśli w lokalnej ciepłowni zainstalowalibyśmy grzałki, które produkowałyby ciepło w momentach, gdy OZE wytwarzają za dużo prądu, wówczas moglibyśmy nie tylko zastąpić węgiel czy gaz w ciepłowni, ale koszt zmienny ciepła wynosiłby wówczas zero (jeśli byłoby ono produkowane w godzinach o ujemnych cenach energii elektrycznej).

To najprostszy sposób, by powiększyć pojemność naszego systemu elektroenergetycznego dla OZE, przy czym oczywiście konieczne byłyby preferencyjne taryfy dystrybucyjne dla produkcji ciepła z prądu.

Jaką rolę w tym modelu odgrywać zamierza Respect Energy?

- Chcemy budować lokalne źródła energii, doradzać ciepłownictwu w wyborze docelowego rozwiązania produkcji ciepła z energii oraz optymalizować cały system ciepłowniczy.

Mrożenie rynku energii blokuje jego rozwój

W ubiegłym roku Respect Energy wprowadził do swej oferty sprzedaż energii dla gospodarstw domowych. Jakie są wnioski z tych pierwszych miesięcy w nowym segmencie rynku? Czy to dobry biznes?

- Wciąż działamy na niekonkurencyjnym rynku, na którym do końca III kwartału ceny pozostaną zamrożone, a ten mechanizm może zostać jeszcze przedłużony.

Bo ma chronić przeciętnego Kowalskiego przed wysokimi rachunkami za energię w dobie kryzysu energetycznego…

- Ten przeciętny Kowalski może podpisać z nami umowę ze stałą ceną energii nawet na 10 lat - i pozbyć się tych obaw. To cena niezależna od mechanizmów rządowych.

W tej ofercie zobowiązujemy się dostarczać prąd w niezmiennej cenie, niezależnie od obowiązujących na rynku regulacji. Tym samym Kowalski, podpisując teraz umowę z nami, gwarantuje sobie, że jak skończy się wsparcie rządu, to dalej będzie płacić tyle samo.

Na razie jednak mamy tarcze osłonowe na rynku. Czym zatem konkurujecie o klientów, jeśli nie ceną?

- Naszym klientom zależy, żeby kupować zieloną energię, dlatego wybierają naszą ofertę. Oczywiście dynamika sprzedaży byłaby znacznie wyższa, gdyby nie obowiązywały limity cenowe, ale - pomimo tego - uważam, że to był dobry ruch z naszej strony, iż rozszerzyliśmy naszą ofertę o gospodarstwa domowe. Systematycznie, codziennie nowi klienci podpisują z nami umowy, wszystkie przez internet.

Kanał e-commerce jest dla nas bardzo istotny. Minimalizujemy obsługę procesów niezbędnych do kupna prądu przez gospodarstwo domowe - i w ten sposób skracamy łańcuch wartości, a nasi klienci mogą płacić mniej.

Dodatkowo uruchomiliśmy właśnie sprzedaż energii przez internet dla małych i średnich przedsiębiorców. I teraz już nie tylko Polacy jako gospodarstwa domowe, ale też Polacy jako przedsiębiorcy mogą podpisać umowę na zielony prąd w 100 proc. przez internet.

Pierwsi klienci już skorzystali z tej opcji i liczę, że ten segment będzie bardzo mocno rósł. To najtańsze rozwiązanie dla klienta - kupno energii elektrycznej przez internet bez żadnych pośredników i dodatkowych kosztów.

Zielona energia jest najtańsza. Jednak transformacja systemu usłana jest kłodami

A co dużymi odbiorcami? Przemysł energochłonny alarmuje, że przez wysokie ceny energii traci konkurencyjność względem Azji czy Stanów Zjednoczonych, które nie mają takich ambicji klimatycznych jak Europa. Pojawiają się postulaty rewizji lub skasowania Zielonego Ładu. Czy - pana zdaniem - Europa powinna zmienić obrany kurs?

- To nie jest łatwe pytanie, bo odpowiedź jest zależna od tego, czego chcemy jako Europejczycy... Jeżeli chcemy być zależni od importu surowców niezbędnych do produkcji prądu, czyli ropy, gazu czy węgla, to możemy realizować inną strategię.

Jako kontynent możemy doprowadzić do pokoju z Rosją za wszelką cenę, przywrócić import wszystkiego, co ten kraj tylko zechce nam sprzedać, znieść ETS. W takim scenariuszu na pewno mielibyśmy od razu niskie ceny energii. Pozostaje tylko pytanie, czy my tego naprawdę chcemy?

Jeśli weźmiemy pod uwagę kwestie bezpieczeństwa, to może się szybko okazać, że będąc całkowicie uzależnieni od zewnętrznych dostaw, będziemy mieli o wiele droższą energię od tej zielonej. Dlatego odnawialne źródła energii, choć mają swoją cenę, długofalowo będą bardziej rozsądną opcją.

To tak naprawdę kwestia wyboru, czy wybieramy niższą cenę energii, za którą zapłacimy wolnością, czy poczekamy dłużej na tańszą energię, ale zachowamy niezależność i bezpieczeństwo.

Ostatecznie system oparty na OZE będzie tańszy, bo zielone źródła mają zerowy koszt końcowy. Widzimy to już teraz, w sytuacji wysokiej produkcji, energia z OZE jest najtańsza i żadna inna technologia tego nie pobije. Droga dojścia do tego momentu niestety jest jednak usłana kłodami pod nogi.

Jakie to kłody?

- Cały czas mamy kolosalne bariery administracyjne, które utrudniają realizację inwestycji, przez co procesy inwestycyjne są ekstremalnie długie.

Finansowanie OZE też nie jest proste. Działamy w środowisku relatywnie wysokich stóp procentowych i nie mamy odpowiednich mechanizmów finansowania, co też wpływa na trudność w realizacji projektów nowych elektrowni.

Sami sobie robimy krzywdę, bo moglibyśmy w Europie, i nawet tu, w Polsce, realizować dużo więcej inwestycji w OZE, które dawałby nam niższe ceny energii.

Rozwój projektów wiatrowych w naszym kraju właśnie przez złe regulacje jest upośledzony od 2016 roku. Cały czas tracimy gigawaty nowych mocy, które - oprócz niższych cen - dawałyby nam uniezależnienie się od importu.

Respect Energy stawia jednak nie tylko na odnawialne źródła energii. W planach firmy jest także mały atom. Na jakim etapie pozostaje projekt rozwoju małych, modułowych reaktorów jądrowych, który firma rozwija w partnerstwie z EDF-em?

- Nasza współpraca rozwija się zgodnie z planem. Realizujemy kolejne punkty wspólnej strategii rozwoju małej energetyki jądrowej w Polsce.

Na tym etapie jednak nie będę zdradzał żadnych dat. Kiedy będziemy wchodzić na budowę pierwszej elektrowni atomowej, to wtedy o tym poinformujemy.

Respect Energy od ubiegłego roku prowadzi pełnoskalowy biznes w Niemczech, gdzie sprzedaje zieloną energię klientom końcowym. Firma działa też na innych rynkach. Jakie widzicie różnice w handlu energią? Czy warto byłoby wdrożyć rozwiązania z innych krajów w Polsce?

- W tej chwili jesteśmy obecni na 27 rynkach i każdy jest unikalny, dlatego ciężko je porównywać. Na pewno nie można powiedzieć, że wszędzie jest lepiej niż u nas... Każdy rynek ma swoją specyfikę i wszystkie kraje mają swoje mocne i słabe strony.

Najważniejsze, że europejski rynek energii elektrycznej jest w miarę otwarty i nie stawia się barier nowym podmiotom, co ułatwia prowadzenie biznesu w skali europejskiej.

Zatem czy do tych 27 rynków, na których działa Respect Energy, dojdą kolejne?

- Teraz skupiamy się na powiększaniu skali działania tam, gdzie już jesteśmy obecni, żeby wykorzystać potencjał tych rynków. Z pewnością będziemy tam dodawać kolejne produkty, które już oferujemy w Polsce.

Jakiego wsparcia, jako biznes, oczekiwalibyście w tej ekspansji zagranicznej?

- Na pewno większa proaktywność polskiej dyplomacji gospodarczej byłaby dobra dla naszej gospodarki.

Służby dyplomatyczne naszego kraju powinny ułatwiać polskim przedsiębiorcom kontakty biznesowe z zagranicznymi partnerami i pomagać w walce o zagraniczne rynki.

Polska wciąż ma szansę znaleźć dla siebie miejsce w transformacyjnych technologiach

Na koniec porozmawiajmy o technologiach. Jakie rozwiązania będą dominować w przyszłości? Czy pojawi się technologiczny game changer, który odmieni sposób wytwarzania energii?

- Myślę, że w średnim terminie, czyli w ciągu najbliższych 5 lat raczej nie pojawi się nowa technologia, która zmieni zasady gry. Co też oznacza, że jako kraj nie mamy szansy na wejście na rynek producentów.

W sektorze paneli fotowoltaicznych i wiatraków karty zostały rozdane. Możemy walczyć o jakąś część łańcucha wartości, maksymalizując local content przy realizacji poszczególnych inwestycji.

Ale jest to już ukształtowany przez ostatnie dekady rynek, na którym możemy jedynie kupować technologie.

To raczej niezbyt optymistyczna wizja przyszłości, bo oznacza, że znów jesteśmy uzależnieni w tym zielonym wyścigu - tym razem od dostawców technologii.

- Krajów-producentów technologii jest bardzo niewiele. Mamy europejskie turbiny wiatrowe, część łańcucha wartości tych turbin jest u nas, ale w przypadku paneli fotowoltaicznych stworzenie lokalnej produkcji konkurencyjnej kosztowo z Chinami raczej nie jest możliwe.

Pamiętać jednak musimy, że dzisiaj, gdy budujemy elektrownię fotowoltaiczną, 20 proc. kosztów stanowią panele, 80 proc. to reszta. I właśnie w tej "reszcie" widać szansę na udział lokalnego biznesu. Bo fakt, że nie produkujemy urządzeń wytwarzających energię elektryczną, nie oznacza przegranej w transformacji.

Wystarczy spojrzeć na inne branże. Polska jest liderem w transporcie i logistyce, nie produkując samochodów ciężarowych. Innym przykładem może być lotnictwo.

To jednak oznacza, że jesteśmy skazani na partnerstwa. Z kim je budować w obliczu geopolitycznych zawirowań?

- Warto postawić, zwłaszcza w kwestii energetyki wiatrowej, na europejskie sojusze. W przypadku fotowoltaiki raczej nie jesteśmy w stanie zrezygnować z importu. Podobnie jak w przypadku magazynów bateryjnych.

Jedyne, co tu nam pozostaje, to maksymalizacja naszego udziału w pozostałej części łańcucha wartości. I tam wciąż jest dla nas miejsce.

Szanowny Użytkowniku!

Oglądasz archiwalną wersję strony Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

Co możesz zrobić:

Przejdź do strony bieżącej edycji lub Kontynuuj przeglądanie
Google Play
Pobierz aplikację Europejskiego Kongresu Gospodarczego na swój telefon
App Store
Pobierz aplikację Europejskiego Kongresu Gospodarczego na swój telefon