Receptę dla wzrostu polskiej gospodarki podsuwa himalaizm
Jacek Ziarno - 24-05-2025
Z polską gospodarką jest trochę jak w himalaizmie… Trzeba najpierw założyć, ale i zabezpieczyć, ugruntować bazę, by potem atakować kolejny wierzchołek - uważają menedżerowie biznesu.
- - Jesteśmy w stanie wytłumaczyć, dlaczego stopa inwestycji jest niższa w Polsce niż krajach naszego regionu czy średnia unijna, ale nie jesteśmy jednak w stanie dokładnie wytłumaczyć, że aż o tyle niższa - ocenia w rozmowie z WNP Leszek Kąsek z Biura Analiz Makroekonomicznych ING Banku Śląskiego.
- - Nawet gdyby były świetne regulacje, to firmy miałyby inne ważne powody, by być ostrożne w inwestowaniu - sumuje nasz rozmówca. Menedżerowie wskazują jakie…
- Prócz narzekań na koszty energii biznes wskazuje recepty. Możliwością poważnej korekty cen energii jest - według menedżerów - m.in. ograniczenie roli instytucji finansowych w handlu emisjami.
- Nasza rozmowa toczyła się wokół raportu "Motory polskiego wzrostu gospodarczego. Postulaty i obawy biznesu", dzieła ING Banku Śląskiego i Europejskiego Kongresu Gospodarczego, które premierę miał podczas Kongresu w Katowicach. Jego podstawą – przypomnijmy - stało się 28 pogłębionych wywiadów z przedstawicielami średnich i dużych firm, a także zagranicznych izb gospodarczych (na potrzeby tego opracowania) oraz 25 przekrojowych wywiadów z okazji XXV lat portalu WNP.PL.
- W raporcie zderzamy podejście "spojrzenie naprzód" z tym retrospektywnym. I retrospekcja wygląd bardzo dobrze - jesteśmy krajem cudu gospodarczego: PKB rośnie niemal nieprzerwanie od prawie trzech dekad - możemy się porównywać z Koreą Południową. Niepokój dotyczy spojrzenia w przyszłość, gdyż mamy świadomość, że podstawy źródła wzrostu, które działały bardzo dobrze w przeszłości, w dużej mierze się wyczerpują - mówi (także o opiniach menedżerów) Leszek Kąsek, starszy ekonomista ING Banku Śląskiego, współautor - wraz z Rafałem Beneckim, głównym ekonomistą tego banku - "Motory polskiego wzrostu gospodarczego. Postulaty i obawy biznesu".
I wskazuje, że charakterystycznym przykładem jest tu fakt, że duże firmy w decydującej mierze wpływają dziś na wyniki gospodarek. I coś, co w Polsce było atutem w ostatnich dekadach, czyli wielki w PKB udział małych i średnich firm, staje się rodzajem ciężaru - jeżeli chcemy wejść na wyższy stopień w drabinie łańcucha wartości (jest tu potrzebna siła finansowa, by inwestować więcej, by mobilizować środki na badania i rozwój).
"Nawet gdyby były świetne regulacje, to firmy miałyby inne ważne powody, by być ostrożne w inwestowaniu"
No właśnie: ostatnimi czasy inwestycje w stosunku do PKB krążyły u nas wokół poziomu PKB 16-17 proc. To daleko mniej niż średnia unijna i zarazem mniej o kilka procent niż inwestycje np. u naszych południowych sąsiadów.
Pierwotne plany rządu Mateusza Morawieckiego, przewidujące podniesienie tego pułapu już w roku 2020 do poziomu 22-25 proc. (Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju), brzmią w tym kontekście jako przykład zupełnego oderwania od realiów. To zresztą nasz zastarzały kłopot, bo inwestycje zaczęły praktycznie spadać od 2014 r.
- Jesteśmy w stanie wytłumaczyć, dlaczego stopa inwestycji jest niższa niż krajach naszego regionu czy średnia unijna, ale nie jesteśmy jednak w stanie dokładnie wytłumaczyć, że aż o tyle niższa - biorąc m.in. pod uwagę czynniki strukturalne, stopień udziału mniejszych firm w gospodarce, może nawet problemy w klasyfikacji inwestycji względem konsumpcji przez GUS - ocenia nasz rozmówca.
Niewątpliwie w głosach, które padały w analizowanych w raporcie rozmowach, dominującym powodem (ale i wskazówką zmian) było przeregulowanie działalności w gospodarce, w tym nadmierne obciążenie biurokratyczne przedsiębiorstw.
- Pochodzę jednak do tego ostrożnie, gdyż uważam, że nawet gdyby były świetne regulacje, to firmy miałyby inne ważne powody, by być ostrożne w inwestowaniu, jak choćby oczywiście wojna u sąsiadów czy narastająca niepewność geopolityczna. Deregulację traktuję tu jako warunek konieczny, ale niewystarczający, by pobudzić inwestycje - akcentuje Leszek Kąsek.
Idzie o posunięcia strategiczne, bo najbliższa inwestycyjna przyszłość – lata 2025 i 2026 - wygląda w Polsce nie najgorzej. Wydatnie wzmacniać tu inwestycyjną aktywność będą dodatkowe wydatki zbrojeniowe (na poziomie krajowym i unijnym) czy też środki z Unii na infrastrukturę.
"Firmy powinny, a wręcz muszą poszukiwać technologii 'oszczędzających' pracę"
Charakterystyczne, że bardzo silna w rozmowach z menedżerami – to niemal lejtmotyw – jest obawa przed skutkami silnych niedoborów na rynku pracy, co dodatkowo powoduje windowanie płac.
- Niestety, demografia w Polsce jest, jaka jest, populacja się kurczy się, a prognozy demograficzne wyglądają bardzo słabo i nieoptymistycznie, więc firmy tym bardziej powinny, a wręcz muszą poszukiwać technologii 'oszczędzających' pracę, uśmierzających kadrowe braki – m.in. poprzez robotyzację, automatyzację, zastosowania AI. A jest tu co robić, bo na przykład polski dystans do państw-liderów klasyfikacji wykorzystywania robotów w gospodarce (na 10 tys. zatrudnionych) jest zastraszająco wielki - przypomina Leszek Kąsek.
Coś niecoś jednak w ostatnich latach w naszym kraju udało się zrobić – podkreśla ekonomista: w dużej mierze zmobilizować "wolne zasoby" na rynku pracy (bez tego sytuacja byłaby jeszcze gorsza), choć nadal są tu rezerwy – chodzi np. stopę zatrudnienia starszych roczników wśród kobiet czy sytuację w rocznikach młodszych.
Menedżerowie w odpowiedziach na nasze pytania mocno też wskazują konieczność wcielenia w życie mądrej polityki imigracyjnej – przyciągania tych, którzy chcą się pracować w Polsce i długofalowo związać swój los z naszym krajem; uważają też, że efekty może przynieść też przemyślana stymulacja przez państwo powrotów naszych rodaków z zagranicy, m.in. – przy tak niestabilnej polityce amerykańskiej – zza Oceanu.
Raport "Motory polskiego wzrostu. Obawy i postulaty biznesu", autorstwa ING Banku Śląskiego i Europejskiego Kongresu Gospodarczego - do pobrania pod poniższym linkiem:
Menedżerowie konsekwentnie kładą nacisk na potrzebę reformy edukacji
- Raport dotyczy wzrostu, a ja lubię podejście od strony "komponentów" produkcji: praca-kapitał-produktywność - mówi o charakterystyce raportu Leszek Kąsek.
O pracy już było. A kapitał? Nasi rozmówcy dostrzegają słabość rodzimego rynku kapitałowego – to jedno. Wcale liczne grono "respondentów" – mimo kurczącej się i blednącej palety naszych atutów – nadal eksponuje to, że dla inwestorów zagranicznych jesteśmy, rzecz jasna, w wielu dziedzinach mało konkurencyjni w stosunku do Azji, ale Polska nadal pozostaje bardzo atrakcyjna inwestycyjnie w porównaniu z zachodnią Europą.
Wśród sektorów, gdzie te przewagi można ciągle wykorzystywać - ekonomista przykładowo wymienia sektor usług (IT, usługi medyczne) czy też zaangażowania w czystą energię.
- A produktywność… Nasi rozmówcy w dużym stopniu akcentowali tu potrzebę reformy edukacji: kształcenia na poziomie średnim i wyższym odbiega od potrzeb biznesu, szczególnie oczywiście w kierunkach technicznych. Niestety, polska gospodarka nadal nie jest innowacyjna – według menedżerów współpraca nauka-sektor przedsiębiorstw ciągle stanowi duże pole do poprawy - sumuje liczne szczegółowe wypowiedzi Leszek Kąsek
"Byłem zaskoczony, jak dużo jest postulatów zmian kierowanych pod adresem Unii"
Na wzrost gospodarczy danego kraju mocno oddziałuje też skuteczna rywalizacja na międzynarodowym rynku. Co tu najbardziej bruździ naszym firmom?
- Po lekturze ponad 50 wywiadów byłem zaskoczony, jak dużo jest postulatów zmian kierowanych pod adresem Unii. Dotyczyły dwóch obszarów. Ten bardziej oczywisty to polityka dotycząca konkurencji ze strony Chin… - dzieli się obserwacją ekonomista.
I przytacza drastyczny przykład, gdy jedna z wiodących polskich firm odzieżowych skarży się, że w przypadku producentów unijnych drobiazgowo reguluje się nawet długość sznurków w kapturach bluz, a ubrania czy zabawki z Azji trafiają na rynek Wspólnoty bez żadnych atestów – faktycznie nikt nie kontroluje tej sprzedaży.
- Druga kwestia, często podnoszona przez naszych rozmówców, to unijna "ostrość" w polityce klimatycznej, w tym poziom "opodatkowania" emisji… A ceny energii w Polsce należą przecież do najwyższych w Europie – i to jest obciążenie - najkrócej, syntetycznie sumuje liczne postulaty-pretensje Leszek Kąsek.
Ceny energii? "Problemem pozostaje okres przejściowy, który może trwać nawet dekadę"
Praktycy polskiego biznesu zgodnie podkreślają, że na drodze do szybkiego rozwoju i wydatnego wzmocnienia konkurencyjności naszej gospodarki już nie kłodami, ale barykadami są i ceny energii elektrycznej, i regulacje.
- Ceny energii na rynku hurtowym w Polsce należą do najwyższych w Europie (są m.in. z 15-20 proc. wyższe niż w Niemczech); te proporcje były trochę inne w czasie globalnych zawirowań, gdy gaz był horrendalnie drogi - wskazuje ekonomista.
I uwypukla, że – prócz narzekań – menedżerowie mają też konkretne postulaty. Przykłady: skromnie wykorzystywany cable pooling (czyli podłączenie przynajmniej dwóch odnawialnych źródeł energii do tego samego przyłącza); możliwe w teorii, lecz trudne w praktyce rozwiązanie w postaci stosowania tzw. linii bezpośredniej; obniżka czy nawet likwidacja opłaty solidarnościowej, bo mogłoby obniżyć cenę energii – szacuje niekiedy biznes – nawet o 1/4.
- Możliwością poważnej korekty cen energii jest też ograniczenie roli instytucji finansowych w handlu emisjami. To podobny postulat, gdy notowaliśmy bardzo wysokie ceny energii i zarazem wielu spekulantów na rynkach międzynarodowych – wprowadzono pewne ograniczenia dla instytucji finansowych, co doprowadziło do redukcji zmienności cen - opowiada Leszek Kąsek.
Przypomina zarazem, że Polska musi zainwestować bardzo dużo w czystą energię, która długofalowo z pewnością będzie tańsza niż tradycyjne rozwiązania.
- Problemem pozostaje okres przejściowy, który może trwać nawet dekadę… I będzie dobrze, jeśli ceny energii nie będą istotnie rosnąć, bo jakichś dużych nadziei, że da się je obniżyć specjalnie nie widzę - uważa Leszek Kąsek.
Deregulacja? "Diabeł tkwi w szczegółach – między innymi w regulacjach branżowych"
Deregulacyjny kurs – czego przejawem jest inicjatywa Tusk-Brzoska – przedsiębiorcy oczywiście gremialnie wspierają. Ale też wyłuskać można postulaty idące znacznie dalej: bez konkretnej deregulacji w branżach – bo tam jest pies pogrzebany – te ogólne rozwiązania będą, powiedzmy, połowiczne. Da się też wyczuć nieufność części naszych rozmówców co do ostatecznych efektów obecnych deregulacyjnych inicjatyw…
Pojawiają się takie "głosy ostrożności": "czy to coś zmieni", "co to da" - bo mówią tu przecież doświadczeni menedżerowie zarządzający firmami. Były już przecież takie inicjatywy w naszym kraju…
- Diabeł tkwi w szczegółach – m.in. w regulacjach branżowych. Charakterystyczny jest tu dla mnie głos sektora farmaceutycznego: już jakiś czas temu została przygotowana "biała księga" z rozpoznanymi głównymi problemami branży, których rozwiązanie spowodowałoby zwiększenie produkcji substancji czynnych w Polsce (podstawowe składniki leków, które skutkują efektem terapeutycznym - przyp. red.) i ograniczeniem importu (teraz w ponad 90 proc. z Chin czy Indii). I niewiele w tej mierze administracja rządowa zrobiła… Także stąd ten sceptycyzm - mówi ekonomista.
Generalna obserwacja, wynikająca z raportu "Motory polskiego wzrostu gospodarczego. Postulaty i obawy biznesu"? Ostrożność, ale i zarazem ambitne spojrzenie w przyszłość: Polska powinna zadbać o to, co udało się dotychczas osiągnąć, ale i próbować wspinać się na wyższy poziom. To trochę jak w himalaizmie, we wchodzeniu na wielką górę: założyć, ale i zabezpieczyć i ugruntować bazę, by potem atakować kolejny wierzchołek...
