Rząd myśli o unifikacji zbrojeniówki w Europie. Ponad 800 mld euro na stole
Włodek Kaleta - 18-05-2025
- Stajemy przed głównym pytaniem: czy chcemy budować europejski przemysł obronny, czy nasz przemysł obronny? - stwierdził wiceminister aktywów państwowych Konrad Gołota. - Powinniśmy rozpocząć poważną dyskusję na temat pewnej standaryzacji sprzętu, uzbrojenia - zaznaczył.
- Ministerstwo Obrony Narodowej chce, by połowa środków przeznaczonych na zakup uzbrojenia dla wojska pozostawała w Polsce. Do krajowego przemysłu mają trafić też ogromne środki z Unii Europejskiej.
- Dotąd w Europie mało było wspólnych projektów, myślenia w kontekście europejskim.
- - Powinniśmy rozpocząć poważną dyskusję na temat pewnej standaryzacji sprzętu, uzbrojenia - powiedział na XVII Europejskim Kongresie Gospodarczym Konrad Gołota, wiceminister aktywów państwowych.
W obecnej sytuacji międzynarodowej największym wyzwaniem i zadaniem jest zbudowanie trwałej odporności państwa. Nie uda się to bez silnego przemysłu obronnego, który potrzebuje nowych technologii i sojuszniczej współpracy, by zagospodarować środki europejskie. Jak to zrobić?
W sytuacji, kiedy wojna w Ukrainie nie ustaje, konieczne jest zwiększenie krajowej produkcji spółek obronnych zarówno sektora państwowego, jak i prywatnego, w celu przyśpieszenia dostaw dla sił zbrojnych, jak też zwiększenia efektywności produkcji, poprzez wykorzystanie znacznych funduszy europejskich, które napływają do Polski.
Rozwój krajowego przemysłu zbrojeniowego, własna produkcja wszystkiego, co niezbędne siłom zbrojnym to priorytet. W tym kontekście kluczowa jest również obecna międzynarodowa sytuacja bezpieczeństwa, która spowodowała, że europejskie państwa NATO zwiększają wydatki na obronność oraz zwiększają produkcję amunicji i uzbrojenia, aby w większym niż dotychczas stopniu Europa była w stanie obronić się sama.
- W europejskiej świadomości dotyczącej bezpieczeństwa i wysiłku koniecznego, by je zapewnić, dokonała się w ostatnich miesiącach wyraźna zmiana. Takie głosy słychać w całej Europie - zaznaczył Władysław Kosiniak-Kamysz, wicepremier i minister obrony narodowej, podczas inauguracji Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach (EEC - European Economic Congress).
Stwierdził, że choć Europa zaczęła odbudowywać swój potencjał obronny, który zaniedbywała przez ostatnie 30 lat, to brakuje jej czynów, zdecydowania i stanowczości. Tego, jak podkreślił, oczekujemy od KE i nowego Parlamentu, by przemysł zbrojeniowy się mógł odrodzić.
Czego Polska oczekuje od współpracy z europejskimi sojusznikami, jakie problemy do pokonania na tej drodze czekają polski przemysł i co zrobić, by perspektywy planowanych założeń stały się realne? Odpowiedzi na te pytania padły właśnie na XVII Europejskim Kongresie Gospodarczym. Ciekawe koncepcje przedstawił m.in. Konrad Gołota, wiceminister aktywów państwowych.
Dzisiaj współpraca europejska jest bardziej licencyjna
Bezpieczeństwo Polski nie ogranicza się jedynie do kwot wydatków na obronę i procentów PKB na ten cel ani do zakrojonych na szeroka skalę zakupów sprzętu wojskowego. To także przemyślana strategia, uwzględniająca możliwe zagrożenia oraz skuteczne reagowanie w programowaniu tego bezpieczeństwa zarówno samodzielnie, jak i z sojusznikami. Dlatego ważne jest nie tylko to, jak wzmocnić polski przemysł zbrojeniowy, ale również to, co w tym zakresie robi Europa.
- W większości krajów europejskich Unii Europejskiej przemysł obronny jest przemysłem prywatnym, u nas większość tego przemysłu jest w rękach państwa. To powoduje, że zupełnie inna jest dynamika rozwoju tych przemysłów. Obecnie, tak jak wszyscy w Europie, przechodzimy zmianę myślenia o geopolityce, jak również o polskiej zbrojeniówce - podkreślił na EEC 2025 Konrad Gołota, podsekretarz stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych.
Zaznaczył, że jest to ewolucyjny proces zmiany myślenia. Do tego myślenia powinniśmy mocno włączyć nowe technologie, które zdynamizują produkcję dla wojska, a jednocześnie pozwolą na podejmowanie bardziej globalnych planów eksportowych, które przez lata, jego zdaniem, całkowicie ograniczone. Przez długie lata PGZ ograniczono bowiem tylko i wyłącznie do roli dostawcy dla polskich sił zbrojnych.
- Mamy teraz przed sobą dużo większe możliwości, by zwiększyć produkcję na eksport - podkreślił wiceszef MAP. To m.in. efekt tego, że wiele naszych systemów uzbrojenia sprawdziło się w walkach w Ukrainie i coraz częściej znajdują zagranicznych nabywców. Przykładem może być niedawna umowa z Belgią, która zdecydowała się kupić 200 przeciwlotniczych systemów obrony powietrznej Piorun -sławnych ze skuteczności w walkach z rosyjskimi celami powietrznymi na Ukrainie.
Przeciwlotnicze systemy obrony powietrznej Piorun (fot. Mesko)- Powtarzam to do znudzenia. Stajemy przed głównym pytaniem: czy chcemy budować europejski przemysł obronny, czy nasz przemysł obronny? Dzisiaj współpraca w Europie jest bardziej licencyjna. Te licencje mają różny zakres, natomiast mało jest wspólnych projektów, mało jest też myślenia w kontekście europejskim - zauważył wiceminister Gołota.
Powinniśmy preferować standaryzację sprzętu uzbrojenia
Jak wyjaśnił, za europejskie pieniądze rozwijamy kompetencje i możliwości produkcyjne tam, gdzie jest to najbardziej potrzebne, gdzie jest najwięcej do nadrobienia i można to zrobić w miarę szybko. Tyle że w ten sposób konserwujemy klasyczny do tej pory układ, kiedy kilka największych firm zagranicznych przy wielu programach dyktowało mniejszym firmom rolę podwykonawców.
- Jeśli nie usprawnimy tego, co nie działa dobrze, jeżeli chodzi o współpracę, o łańcuchy dostaw i logistykę z europejskimi partnerami, to po wydaniu setek miliardów euro przemysł nieco urośnie, ale w kontekście bezpieczeństwa europejskiego nic się nie zmieni - stwierdził Konrad Gołota.
Według wiceministra w Europie dzisiaj nie ma synergii. W większości przypadków przemysły poszczególnych krajów pookopywały się na swoich pozycjach. Każdy kraj preferuje własne firmy i na tym się skupia. Mało jest myślenia w kontekście europejskim, choćby o tym, co oznaczają łańcuchy logistyczne, łańcuchy dostaw, możliwości specjalizacji produkcji w poszczególnych krajach.
- Powinniśmy rozpocząć poważną dyskusję na temat pewnej standaryzacji sprzętu, uzbrojenia. Rewolucyjną rzeczą byłoby, gdybyśmy ustandaryzowali amunicję 155 mm, nie mówiąc o tym, że mamy 20 kilka rodzajów czołgów w Europie. To wynika właśnie z tego, że budowaliśmy osobne przemysły. Każda armia, każdy kraj miał swoją własną koncepcję rozwoju. Dzisiaj przed nami, przed wszystkimi w Europie, stoi duże wyzwanie, by odpowiedzieć sobie, czy jest możliwa specjalizacja poszczególnych krajów w produkcji uzbrojenia - stwierdził Konrad Gołota.
Powinniśmy stawiać na sprawiedliwy podział środków
Według niego, jeżeli mamy rozwijać europejski przemysł obronny, to nie może być tak, że wszyscy produkują wszystko. Oczywiście każdy kraj chce mieć do pewnego stopnia autonomię w ramach tego, co jest na jego terytorium budowane i chce mieć jak największy zakres własnych produktów, ale Polska myśl techniczna nie wystarczy, byśmy wybudowali obecnie myśliwce szóstej generacji, za to jesteśmy lepsi w innych dziedzinach - np. mamy świetnie rozwinięty dział wojsk lądowych i produkujemy lub niedługo będziemy produkować niemal wszystko to, czego te wojska potrzebują.
W związku z tym powinniśmy dzisiaj stawiać na sprawiedliwy podział środków; taki podział produkcji sprzętu i uzbrojenia, który rzeczywiście wzmocni europejską obronność, a nie wyłącznie poszczególne firmy. Osadzi tę produkcję w ramach strategii państw, żebyśmy wzmacniali obronność jako europejski przemysł, a nie poszczególnych krajów.
Tylko wówczas, gdybyśmy dobrze wykorzystali rozwojowo perspektywę, którą rysują przed nami pieniądze, które są dzisiaj na europejskim stole - czyli 800 mld euro plus budżety narodowe -moglibyśmy, jako europejski przemysł, stanowić jeszcze większą i bardziej efektywną przeciwwagę dla przemysłu amerykańskiego czy koreańskiego.
Wiceminister Gołota zdaje sobie sprawę, jak trudne to wyzwanie. Przyjęcie zupełnie nowych założeń wymagałoby rewolucji w myśleniu; zmiany myślenia o planowaniu potrzeb sił zbrojnych, bo wojna w Ukrainie pokazuje, że nasz stan świadomości o tym, czego obecnie naprawdę potrzebują siły zbrojne, jest zupełnie inny niż 3 lata temu. Stąd tak ważne jest planowanie w perspektywie 20 lat. Z drugiej jednak strony pewne elementy tego planowania za 2 lata mogą wyglądać zupełnie inaczej, niż nam się to dzisiaj wydaje.