Stany Zjednoczone patrzą na złoża Ukrainy i Rosji, bo nie mają szans w Afryce
Piotr Myszor - 05-06-2025
- Chiny opanowały złoża Afryki i Amerykanie potrzebowaliby wielu lat ryzykownej pracy, by tam wejść - mówi Piotr Krzyżewski, wiceprezes ds. finansowych KGHM Polska Miedź. Dlatego USA sięgają do innych państw. Zakończenie wojny w Ukrainie ma otworzyć drogę do rosyjskich surowców.
- - Jednobiegunowy świat definitywnie odchodzi w przeszłość, a nowe ośrodki władzy jeszcze się nie poukładały. Powinniśmy rozmawiać i robić interesy ze wszystkimi - uważa Piotr Krzyżewski, wiceprezes ds. finansowych KGHM Polska Miedź.
- - W Ukrainie trzeba najpierw zbadać, gdzie i jakie są surowce i wybudować całą potrzebną infrastrukturę. To będzie wymagało od 7 do nawet 15 lat - stwierdza nasz rozmówca.
- W Polsce KGHM jest w trakcie analiz i podejmowania decyzji dotyczących wybudowania trzech nowych szybów, niezbędnych z punktu widzenia dostępu do nowych zasobów.
Piotr Krzyżewski, wiceprezes ds. finansowych KGHM Polska Miedź Fot. Materiały prasowe KGHMCzy na rynku miedzi trwa wojna podobna do tej, jaką obserwujemy w stali, zwłaszcza od czasu wprowadzenia ceł przez administrację amerykańską?
- Wojna na rynku miedzi zaczęła się pół roku przed wprowadzeniem ceł przez administrację amerykańską. Tu większe znaczenie mają posunięcia Chin.
Tak, ich droga do dominacji na tym rynku, podobnie jak w przypadku metali ziem rzadkich, rozpoczęła się już wiele lat temu i prowadzi przez Afrykę.
- Spędziłem trochę czasu w Afryce - w Rwandzie i Kongo. Znam te realia i wiem, ile lat Chińczycy spędzili na opanowywaniu tamtejszych złóż. W wielu państwach Afryki już stworzono w tym celu ekosystem, w którym są nie tylko miejscowe firmy, ale także administracja lokalna, a nawet centralna kraju.
Wiem, że teraz Stany Zjednoczone próbują wejść na afrykańskie rynki, ale obecnie to jest już ekstremalnie trudne. Chcąc tego dokonać, trzeba uruchomić obarczony dużym ryzykiem proces liczony nie w miesiącach, tylko w latach.
Może dlatego Stany Zjednoczone patrzą na Grenlandię i Ukrainę? Liczą, że będzie im łatwiej opanować tamtejsze zasoby i uzyskać jakieś korzyści dla siebie.
- Myślę, że w wypadku Ukrainy może chodzić o coś innego. Nie do końca wiemy, ile i jakich surowców faktycznie jest dostępnych na tym terenie. Dążenie do zakończenia zarówno konfliktu, jak i izolacji Rosji może być wstępem do zapewnienia Stanom Zjednoczonym dostępu do rosyjskich złóż.
W Ukrainie trzeba najpierw zbadać, jakie surowce i na jakich głębokościach są dostępne, a potem wybudować całą infrastrukturę wydobywczą, przeróbczą i metalurgiczną. To będzie wymagało od 7 do nawet 15 lat.
Bardzo możliwe, że Ukraina jest źródłem rozpatrywanym w dalszym horyzoncie czasowym, ale przede wszystkim chodzi o dostęp do surowców, które są zlokalizowane na terenie Rosji. Tam infrastruktura istnieje, choć obecnie jest niedoinwestowana. Zakończenie konfliktu i izolacji Rosji może otworzyć Amerykanom drogę do tych zasobów.
Jaka jest w tym wszystkim nasza pozycja? Co możemy, czy powinniśmy robić? Miałem nadzieję, że to Europa wejdzie w eksploatację ukraińskich surowców. Przede wszystkim dlatego, że jest bliżej i ma lepsze stosunki z Ukrainą.
- Też mam nadzieję, że Europa będzie miała w tym swój udział. Z drugiej jednak strony wejście kapitału amerykańskiego to w pewnym sensie kwestia bezpieczeństwa. Wiele zakładów można relokować, ale w wypadku kopalń surowców czy zakładów metalurgicznych to niemożliwe. Gdyby więc pojawiły się tam amerykańskie zasoby, to region stałby się w dłuższej perspektywie bezpieczniejszy.
Jak KGHM zamierza się po tym rynku poruszać? Gdzie widzicie swoją przyszłość? Gdzie widzicie możliwości rozwoju, zmiany?
- Pax Americana, który sprawiał, że świat był bardzo "jednobiegunowy", definitywnie odchodzi w przeszłość. Zaczynamy widzieć zalążki nowych ośrodków władzy, ale jeszcze nie wiemy, ile ich ostatecznie będzie i jak się między sobą poukładają.
Jako kraj i jako firma powinniśmy rozmawiać i robić interesy ze wszystkimi. KGHM z jednej strony jest największym eksporterem polskich towarów do Chin. To największy rynek, a więc dla nas bardzo atrakcyjny i ważny.
Wielobiegunowość świata wymusza dywersyfikację rynków
Z drugiej strony działamy na rynkach obu Ameryk – w USA, Chile i Kanadzie. Moim zdaniem umiejętność dialogu i prowadzenia interesów ze wszystkimi partnerami jest bardzo ważna.
Kluczem do tego, co się obecnie dzieje, jest dywersyfikacja. Skupienie się na jednym rynku, z aktywami tylko w tym jednym miejscu, może nie być optymalne z punktu widzenia właśnie nowej "wielobiegunowości" świata.
Jeśli chodzi o aktywa w Polsce tym, co buduje naszą przewagę, jest bezpieczeństwo, które zapewniamy i które powinniśmy zapewniać całej Europie. KGHM odpowiada za ponad 40 proc. wydobycia miedzi pierwotnej w Europie. Kolejni są Serbowie, a w zasadzie Chińczycy, bo to oni są właścicielami tamtejszych kopalni. Na trzecim miejscu jest szwedzki Boliden Odda.
Można więc powiedzieć, że w znacznym stopniu na KGHM, na naszej produkcji stoi bezpieczeństwo i technologie, które rozwijają się i będą się rozwijać w Europie.
Zintegrowanie od surowca po materiał daje przewagę
Przewagę daje nam też to, że jako firma jesteśmy zintegrowani. Mamy własny materiał, który samodzielnie przetwarzamy, dostarczając materiały katodowe czy walcówkę. To ważny wyrób, wykorzystywany do produkcji kabli.
Znajduje się więc we wszystkich instalacjach czy sieciach, które są teraz budowane w Niemczech, Danii czy Polsce. W dużej części bazują one na polskiej miedzi. Przy ostatniej dyskusji na temat morskich farm wiatrowych w Polsce okazało się, że lokalny udział to w zasadzie głównie kable z naszej miedzi.
Kto jest waszym odbiorcą w Chinach, jakie gałęzie przemysłu?
- Historycznie największym odbiorcą była branża budowlana, która bardzo dynamicznie się rozwijała. Obecnie głównym odbiorcą jest branża energetyczna – od fotowoltaiki, przez energetykę wiatrową, po produkcję kabli.
Oczywiście wraz ze zwiększaniem się produkcji aut elektrycznych rośnie sprzedaż do segmentu motoryzacji. W samochodzie benzynowym wykorzystuje się nieco ponad 20 kg miedzi, a w elektrycznym już 80 kg.
Moim zdaniem w najbliższych latach wzrost zapotrzebowania na miedź w Chinach, a docelowo na świecie, będzie wynikać z budowy infrastruktury do ładowania samochodów elektrycznych.
W szybkiej ładowarce jest trzykrotnie więcej miedzi niż w wolnej
To z jednej strony wynik zwiększania się liczby ładowarek, a z drugiej – wzrostu ich mocy. W Europie superchargery mają moc 360 kW. W Chinach będą produkowane ładowarki o mocach 800-900 kW, w których czas ładowania będzie zbieżny z czasem tankowania samochodu spalinowego.
W takiej ładowarce znajduje się nawet trzykrotnie więcej miedzi niż w wolniejszych. Biorąc pod uwagę, jak olbrzymi obszar jest do pokrycia takimi ładowarkami w Chinach, a następnie na całym świecie, to widać, jak olbrzymia gałąź biznesu się rozwija.
Jak to wpłynie na ceny? Obecnie są dość niestabilne.
- Popyt na miedź będzie się zwiększać, a liczba kopalń na świecie nie rośnie. Wybudowanie nowej kopalni z punktu widzenia choćby takich aspektów jak ochrona środowiska jest coraz trudniejsze. W wielu regionach pozyskiwanie pracowników także jest bardzo trudnym procesem.
Wydaje się więc, że cena miedzi w średnim i długim horyzoncie ma duże perspektywy wzrostu.
Nie sposób nie zapytać, jakie są perspektywy KGHM-u w Polsce, patrząc przez pryzmat wielkości dostępnych zasobów?
- W Polsce nasze złoża eksploatujemy od 60 lat, więc ten depozyt jest już dobrze rozpoznany. Wciąż widzimy perspektywy dalszej eksploatacji. Jednak trzeba to robić na coraz głębszych poziomach, w coraz trudniejszych geologicznie warunkach. Natomiast postęp technologiczny powinien dawać handicap czy budować dźwignię operacyjną.
Kluczem są zawsze szyby, bez których nie można uruchomić eksploatacji nowego złoża. Dlatego też jesteśmy w trakcie analiz, podejmowania decyzji dotyczących wybudowania trzech nowych szybów, niezbędnych z punktu widzenia dostępu do nowych zasobów w ramach naszej koncesji.
Perspektywa budowy nowych kopalń, w zasadzie wszystkich surowców, napotyka w ostatnim okresie coraz większe opory społeczne.
W ubiegłym roku pojawiło się badanie pokazujące średni czas budowy kopalń w różnych szerokościach geograficznych. W przypadku kopalń głębinowych na świecie średni czas budowy, od pierwszego wiercenia do wydobycia pierwszej tony, wynosi od 13 do 20 lat.
Wysokie standardy wydłużają proces decyzyjny w Unii Europejskiej
Ten okres w ostatnich latach tylko się wydłużał, także w wyniku różnych czynników społecznych. Mamy tego świadomość i wiemy, jak współpracować ze społecznością lokalną. To też jest swego rodzaju dość wyjątkowa umiejętność i kompetencja, którą przez tyle lat nabyliśmy jako organizacja.
Te 20 lat to średnia, ale wiele firm mówi, że w Indiach czy Chinach proces decyzyjny jest kilkukrotnie krótszy niż u nas. To może być kolejnym powodem do tego, żeby przemysł z Unii uciekał do Azji.
- W Unii Europejskiej ten proces decyzyjny jest dłuższy od tych w innych szerokościach geograficznych. Wynika to z faktu, że wyznaczamy i spełniamy najwyższe standardy.
Oczywiście, ale czy to nie będzie powodowało, że w międzynarodowej konkurencji będziemy trochę skazani na przegraną, bo kiedy my jeszcze będziemy załatwiać pozwolenia, konkurenci w innych miejscach będą już zaczynali wydobycie?
- Zgadzam się z panem. Zakładam jednak, że w Brukseli nastąpi rewizja pewnych założeń. Strategia, która do tej pory była przyjęta na poziomie Unii Europejskiej, zakładała, że wyznaczając najwyższe standardy, rozpowszechniamy je w świecie, wyrównując warunki konkurowania.
Jednak miało to zastosowanie, kiedy żyliśmy w starym, globalnym, "jednobiegunowym" układzie. Obecnie wchodzimy już w okres "wielobiegunowości" ośrodków decyzyjnych na świecie.
Dążenie do konkurencyjności powinno zmienić procedury
Moim zdaniem każdy z nich będzie miał własne standardy i śmiem twierdzić, że powinniśmy się dostosować do tych zmian na świecie, żeby być konkurencyjnymi.
Dyskutujemy o tym w kraju i z naszymi partnerami za granicą. Spójrzmy choćby na kwestię raportowania ESG. To olbrzymi obszar, który pochłonął wiele zasobów ludzkich i finansowych. Nasi partnerzy z innych szerokości geograficznych nie mają takich obciążeń. To również sprzyja traceniu konkurencyjności przez nasze firmy.
Unia Europejska zapowiadała, że mamy się stać bardziej konkurencyjni. Dlatego też liczymy, że nastąpi jakaś rewizja polityki i zmiana procedur.