Wojskowe kontrakty potrzebują elastyczności. Prezes Unibepu radzi, by pójść ścieżką drogowców
Michał Wroński - 05-07-2025
O perspektywach dla polskich firm budowlanych w kontekście odbudowy Ukrainy, aktualnych realiach prowadzenia tam biznesu, realizacji w Polsce inwestycji wojskowych i wyzwań z tym związanych rozmawiamy z Andrzejem Sterczyńskim, prezesem spółki Unibep.
- - Ukraińcy stracili podczas tej wojny 23 proc. zasobów mieszkaniowych, więc na początek mieszkalnictwo będzie prawdopodobnie jednym z ważniejszych priorytetów - przewiduje w rozmowie z WNP Andrzej Sterczyński.
- Jak wskazuje prezes Unibepu, dla firm chcących realizować kontrakty wojskowe w Polsce kluczowymi wyzwaniami będą: posiadanie odpowiedniej kwalifikacji w zakresie bezpieczeństwa przemysłowego, zbudowanie odpowiednich zasobów i referencji, zapewnione finansowanie, a także tempo przygotowania się i penetracji rynku.
- Im szybciej zamawiający zgodzą się na dialog z rynkiem budowlanym, tym szybciej dojdziemy do kompromisów i tym szybciej będzie można skupić się już na realizacji inwestycji - ocenia w kontekście przedsięwzięć obronnych Andrzej Sterczyński.
Andrzej Sterczyński, prezes Unibepu. Mat. pras. Unibep SA.
Komisja do spraw budownictwa ma konkretyzować relacje między Polską i Ukrainą w zakresie wsparcia odbudowy
Podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach mówił pan, że w ciągu najbliższych dwóch - trzech miesięcy będziecie ponownie myśleć o otwarciu biura w Kijowie. Dwa miesiące minęły i….
- I otwieramy. Otwarcie biura będzie polegało na zatrudnieniu osoby reprezentującej część rozwojową naszego biznesu na Ukrainie i budowaniu relacji wśród partnerów u naszego wschodniego sąsiada. Nastąpi to jeszcze w wakacje.
Natomiast równolegle pracujemy z naszymi partnerami, którzy nas już znają, czyli z Polsko-Ukraińską Izbą Gospodarczą, a także z partnerami, których poznaliśmy, czy to w ciągu wielu lat naszej działalności, czy to uczestnicząc w różnego rodzaju spotkaniach czy kongresach.
Byliśmy też niedawno na Ukrainie jako uczestnicy misji gospodarczej, gdzie jako reprezentanci biznesu pojechaliśmy na zaproszenie ministra Pawła Kowala. Proszę także pamiętać, że wciąż jesteśmy na Ukrainie, gdyż budujemy przejście graniczne Medyka-Szeginie.
Co konkretnie ma być zadaniem tego biura? To ma być bardziej swego rodzaju wasza wizytówka czy operacyjna jednostka służąca nawiązaniu nowych relacji?
- Konkrety dopiero przyjdą. Proszę pamiętać, że działania wojenne wciąż jeszcze trwają, także nad Kijowem, więc sytuacja nie jest prosta. Efektem wspomnianej przeze mnie misji gospodarczej i towarzyszących jej panelowych spotkań było powołanie kilku komisji, w tym m.in. komisji do spraw budownictwa, która ma konkretyzować relacje między stroną polską i ukraińską w zakresie wsparcia Ukrainy w procesie jej odbudowy.
Może pan coś więcej ujawnić z przebiegu tej wizyty?
- Najpierw odbyło się duże, plenerowe spotkanie, podczas którego ministrowie z obu stron wymienili się wnioskami i wskazali ogólne kierunki działań, a potem przeszliśmy do rozmów kuluarowych w mniejszych grupach.
Był z nami trzon polskiego biznesu budowlanego, prezesi największych spółek, więc w grupie dotyczącej budownictwa prezentowaliśmy, jakie mamy możliwości jako partnerzy i oczekiwaliśmy ze strony ukraińskiej skonkretyzowania planów i priorytetów.
Ze względu na ograniczony czas podczas spotkania i brak możliwości szczegółowej dyskusji, zdecydowaliśmy, że konieczne będzie przejście do rozmowy w innym formacie. Ustaliliśmy, że powstanie podgrupa robocza, która będzie konkretyzować te kwestie.
Obie strony muszą nabrać przekonania, że sytuacja militarna jest na tyle spokojna, że można się zająć biznesem
Jak na razie przedstawiają się ukraińskie priorytety w kontekście przyszłej odbudowy tego kraju?
- Pierwszym, najważniejszym elementem jest zapewnienie bezpieczeństwa infrastruktury krytycznej. Chodzi głównie o budownictwo energetyczne, rozwój w kierunku energetyki odnawialnej, czyli rozproszonej, żeby zminimalizować ryzyko związane z prowadzonymi wciąż działaniami o charakterze terrorystycznym czy wojennym. Po drugie zabezpieczenie tego, co już funkcjonuje, a po trzecie budowa infrastruktury mieszkaniowej.
Ukraińcy stracili podczas tej wojny 23 proc. zasobów mieszkaniowych, więc na początek mieszkalnictwo będzie prawdopodobnie jednym z ważniejszych priorytetów.
Dalsze plany to jest infrastruktura drogowa i kolejowa. Przy czym priorytety ukraińskie na dzisiaj wciąż są związane z sytuacją wojenną, więc odbudowa będzie się rozwijała bardzo powoli. Należy mieć też świadomość, że Ukraina nie ma już na swoim terytorium dużej części pracowników segmentu budowlanego, ponieważ albo oni wyjechali, albo są w wojsku, więc tamtejsze firmy nie mają takich zdolności wykonawczych, jak przed wojną. Polskie firmy z kolei jeszcze nie są gotowe organizować sił własnych, żeby odbudowywać Ukrainę. Obie strony muszą nabrać przekonania, że sytuacja militarna jest na tyle spokojna, że można się zająć biznesem. Dlatego z naszego punktu widzenia na razie raczej chodzi o to, żeby tam po prostu być i sprawdzać, jakie pojawiają się szanse na współpracę. Będziemy też szukać swoich miejsc, głównie w ramach bezpiecznych, finansowanych z zagranicy kontraktów, które coraz częściej się tam pojawiają.
Do inwestycji rządu ukraińskiego podchodzicie z pewnym dystansem?
- Nie, po prostu z tej strony nie ma konkretnych planów. Rząd ukraiński prowadzi działania wojenne, więc nie jest w stanie ani zdefiniować planów, ani środków, które miałyby ten plan wspierać.
Każda firma, która chciałaby wziąć udział w procesie odbudowy, w pierwszej kolejności będzie musiała odpowiedzieć na pytania dotyczące tego, kto i w jaki sposób zostanie wysłany na miejsce. Należy również rozważyć, gdzie zorganizować bezpieczne zakwaterowanie dla pracowników, którzy mają tam być oddelegowani, a także, czy będą to Polacy, czy Ukraińcy. Jeśli Ukraińcy, to trzeba ich jeszcze znaleźć.
My akurat mamy klasyfikację przedsiębiorcy specjalnego przeznaczenia, co pozwala naszym pracownikom uniknąć poboru do wojska, ale każdy nowy podmiot musi liczyć z tym, że w każdej chwili część załogi może zostać wcielona do armii.
Wojsko czeka podobny proces, jaki miał miejsce między pracodawcami budownictwa a GDDKiA
Skoro już wątek wojskowy nam się pojawił w rozmowie, to jak się wam układa współpraca z polskim wojskiem, które ostatnio mocno wzmogło swój program inwestycyjny?
- Spodziewamy się dużego boomu inwestycyjnego w tym obszarze, bo ambicje wojska są bardzo duże i rozłożone na lata. Na ich realizację wojsko ma wydać znaczące kwoty, sięgające w perspektywie nawet ponad 100 mld zł, a do tego dojdą jeszcze wydatki na obronę cywilną, co związane będzie chociażby z rewitalizacją schronów.
My nie widzimy jakiejś wyjątkowości w zakresie relacji z wojskiem. Każda z firm, które uczestniczą w tych przetargach, buduje swoją własną filozofię, jak ten rynek penetrować. Faktem jest, że Polski Związek Pracodawców Budownictwa na przestrzeni lat wypracował bardzo dobrą relację z PKP PLK, czy GDDKiA w zakresie takich kwestii jak waloryzacja, koszty wydłużonego okresu realizacji, koszty zarządu, czy rekompensata. Wydaje mi się, że wojsko będzie wymagało podobnego podejścia, szczególnie w kwestii waloryzacji.
Sądzę, że w ciągu najbliższych lat czeka nas proces podobny do tego, który miał miejsce między pracodawcami budownictwa a np. GDDKiA. Celem będzie uelastycznienie kontraktów wojskowych oraz zabezpieczenie ich przed rosnącymi kosztami materiałów i robocizny.
Waloryzacja na poziomie 0,5 proc. faktycznie wygląda dosyć śmiesznie…
- Określony z góry limit waloryzacyjny to jedno, ale proszę pamiętać, że każdy kontrakt ma swoje własne, indywidualne uwarunkowania. Prowadzimy przecież kontrakty o charakterze militarnym na terenach, które bardzo często wymagają pewnego rodzaju uwagi wojskowej. To spowalnia cały proces, stawia go też w trochę innym otoczeniu, więc każdy z nas, generalnych wykonawców, stara się budować taką relację z zamawiającym, żeby można było kontrakt zrealizować w terminie, ale też, żeby można było odzyskać utracone korzyści, jeżeli np. następuje sytuacja, że budowa jest opóźniona z przyczyn leżących nie po stronie generalnego wykonawcy. Przed nami na pewno jeszcze długi, ciężki, żmudny proces budowania takiej właśnie filozofii.
A druga rzecz, która nas czeka, to zadbanie o ten polski kontent. Sądzę, że będziemy budować definicję polskości w kontekście tworzenia potencjału naszego kraju, dyskutować o tym, czym dokładnie jest polski podmiot i ta definicja będzie mogła być później wykorzystywana właśnie w relacjach z wojskiem.
Najważniejszym wyzwaniem będzie otwartość ze strony zamawiającego. Potrzebny dialog z rynkiem budowlanym
Czy zrozumiała w przypadku wojska niejawność pewnych informacji faktycznie może być utrudnieniem dla firm wykonawczych, które chciałyby wiedzieć, czego mogą spodziewać ze strony tej kategorii zamawiających?
- Plany inwestycyjne albo przynajmniej ogólne ich kierunki zostały zarysowane. Wiemy, co to budowa polskiej wschodniej flanki, wiemy, o których kluczowych polskich lotniskach mówimy w sensie modernizacji wojskowej, wiemy, co to znaczy bazy czołgowe. Cały ogólny zakres pracy w zakresie strategicznych obszarów wojskowych, czy budownictwa garnizonowego został zdefiniowany. Wiemy, jaki jest budżet MON-u i wszyscy, którzy chcą w tym uczestniczyć powoli się do tego przygotowują. Może faktycznie brakuje konkretów, ale one pojawiają się, trzeba tylko zbudować swoją własną filozofię penetracji rynku.
Z drugiej strony przykłady z sektora infrastruktury cywilnej są takie, że np. plany GDDKiA na ten rok były zakomunikowane w zeszłym roku, ale już po kilku miesiącach nastąpiło odchylenie. Plany akwizycyjne dotyczące podaży nowych ofert przesunęły się i w związku z tym dziś mamy duże spowolnienie na rynku. Tak więc to, że są plany, nie oznacza, że nie będą one podlegały ewolucji. I w drugą stronę, nie widzę problemu w tym, że wojskowe plany nie są jakoś bardzo klarownie opublikowane w szczegółach, bo tu jest mnóstwo różnych uwarunkowań.
To, co będzie największym wyzwaniem, jeśli idzie o realizację kontraktów wojskowych?
- Pierwszym wyzwaniem będzie posiadanie odpowiedniej kwalifikacji w zakresie bezpieczeństwa przemysłowego, gdyż nie wszyscy wykonawcy mogą brać udziału we wszystkich kontraktach, niektóre z tych zadań będą wymagały certyfikacji.
Druga rzecz to zbudowanie odpowiednich zasobów, referencji, bo kontrakty dla wojska, szczególnie dla amerykańskiego wojska, wymagają trochę innych uwarunkowań np. z zakresu odbiorów. Odbiory to rzeczywiście duża trudność, dlatego kluczowe jest odpowiednie zadbanie o to, aby harmonogramowanie kontraktów było naprawdę precyzyjne. Brak takiej uwagi może prowadzić do opóźnień w realizacji, co w konsekwencji może stać się poważnym problemem.
Trzeci aspekt to finansowanie, bo jeśli uwzględnić skalę zjawiska, jakim jest budowa instalacji wojskowych w Polsce, to oczywiście powstaje pytanie, jak będziemy to finansować w zakresie finansowania gwarancyjnego, bo to jest najważniejsze dla wszystkich generalnych wykonawców.
I ostatnia rzecz to tempo przygotowania się i penetracji rynku w zakresie tego, co będzie ogłaszane.
Najważniejsze jest jednak, żeby była otwartość ze strony zamawiającego, tak aby wypracowywać koncepcję bezpieczeństwa realizacyjnego.
Mówię o aspektach związanych z waloryzacją i z tym, co w warunkach przetargowych wpisywane jest w umowach, aby nie powodować kłopotów, które pojawiłyby się, gdyby nastąpić miała spodziewana kulminacja realizacji w kolejnych latach.
Kiedy wzrośnie inflacja oraz koszty materiałów, a kilkuletnie kontrakty będą miały charakter sztywny, bez zapisów waloryzacyjnych, to skutkiem będzie kolejna fala presji cenowej na generalnych wykonawców, a w konsekwencji rosnące zjawisko spadku marży i skala bankructw. To by wszystkim, łącznie z zamawiającym, przysporzyło tylko samych kłopotów.
Stąd im szybciej zamawiający zgodzą się na dialog z rynkiem budowlanym, tym szybciej dojdziemy do kompromisów i tym szybciej będzie można skupić się już na realizacji inwestycji.