EEC Poland

Wyścig z Chinami już przegraliśmy, ale możemy zyskać na współpracy. "Demonizowanie nic nie da"

Adrian Ołdak - 14-05-2025
Zdaniem Pawła Jarskiego, prezesa Elementalu, Chiny legitymują się dziś zdecydowanie największą produktywnością w świecie

- Daleki jestem od demonizowania firm azjatyckich czy chińskich, bo to nam nic nie da. Musimy być otwarci na technologię, którą dysponują i która daje im przewagę konkurencyjną - mówi Paweł Jarski, prezes Elementalu, odpowiadając na pytanie, jak zwiększyć produktywność polskich przedsiębiorstw.

  • Ułożenie mądrych relacji gospodarczych z Chinami może być jednym z nowych motorów polskiego wzrostu. Biznesmeni są o tym przekonani. Jeżdżą do Chin szukać możliwości, które otwierają się w związku z nagłymi zmianami w światowym handlu.
  • Polskie firmy liczą też na nową politykę Unii Europejskiej wobec przemysłu i ograniczenie ambicji w zielonej polityce. Dzięki Unii polska gospodarka już raz dokonała ogromnego skoku. 
  • Teraz nie możemy być jedynie podwykonawcami prac. Motorem wzrostu gospodarczego może być osiągnięcie przez polskie prywatne firmy odpowiedniej skali. Powiedzenie "duży może więcej" sprawdza się na europejskim i światowym rynku.

Wsparcie od państwa, finansowe i organizacyjne, zapewnienie odpowiedniej liczby pracowników fizycznych, ograniczenie unijnych aspiracji dotyczących zielonej polityki, zwiększenie produktywności dzięki czerpaniu know-how od zagranicznych inwestorów, także od chińskich, którzy powinni być coraz silniej obecni w Polsce, budowa dużych firm opartych na kapitale prywatnym, zbudowanym przez już ponad 30 lat wolnego rynku w naszym kraju - m.in. to ma pozwolić Polsce na kontynuację trendu wzrostowego w gospodarce.

To kluczowa sprawa, bo chociaż od 1989 r. zwiększyliśmy realny PKB trzy razy i od lat wzrost gospodarczy, poza pandemicznym 2020 r., jest na plusie, dużo wskazuje, że dotychczasowe motory rozwoju Polski słabną. Coraz rzadziej przewaga konkurencyjna polskich produktów bierze się z niskich kosztów pracy, a małe i średnie przedsiębiorstwa, które stoją za polskim cudem gospodarczym, tracą impet i nie potrafią przeskalować swojej działalności do rozmiaru, który pozwoliłby im na walkę z zagranicznymi konkurentami.

W pierwszym kwartale 2025 r. zapytaliśmy menedżerów znanych polskich firm, jak widzą niełatwą teraźniejszość, ale i przyszłość naszej gospodarki. Na podstawie rozmów przeprowadzonych przez dziennikarzy WNP.PL, wspartych wywiadami przygotowanymi z okazji 25-lecia naszego portalu, powstał raport "Motory polskiego wzrostu. Obawy i postulaty biznesu" opracowany przez ING Bank Śląski i Europejski Kongres Gospodarczy. Jego premiera odbyła się na Kongresie podczas debaty "Nowy model polskiego wzrostu".

Główne wnioski z raportu "Motory polskiego wzrostu. Obawy i postulaty biznesu"

- Firmy zwracają uwagę, że konkurencja jest nierówna. Dekarbonizacja ma charakter asymetryczny. W Europie mamy wysokie ceny uprawnień do emisji CO2, obciążające ceny energii. To naprawdę robi różnicę nie tylko dla przemysłu energochłonnego, ale dla całej gospodarki, bo w każdym jej sektorze używana jest energia - powiedział Leszek Kąsek, starszy ekonomista Biura Analiz Makroekonomicznych w ING Banku Śląskim, referując główne punkty raportu.

Jeszcze 20 lat temu Chiny posiadały 5-proc. udział w globalnej wartości dodanej wytwarzanej przez przemysł. Teraz ten udział to 30 proc. Tymczasem udziały Unii Europejskiej i USA spadły w tym czasie z 25 proc. do około 15 proc. Zmiana jest diametralna. 

- Mamy już realny problem z Chinami, jeśli chodzi o presję konkurencyjną. Stawki celne na chińskie towary wprowadzone przez prezydenta USA oznaczają de facto embargo w handlu. Chińskie towary, którym Donald Trump zablokował drogę na amerykański rynek, muszą się gdzieś pojawić. Wydaje się, że będzie to Europa. Pojawiają się głosy, że trzeba się na to przygotować, ale na razie o żadnych konkretnych instrumentach nie słyszeliśmy - dodał.

Prezentacja raportu ING/EEC. Na zdjęciu Leszek Kąsek, starszy ekonomista Biura Analiz Makroekonomicznych w ING Banku Śląskim. Fot. PTWP Prezentacja raportu ING/EEC. Na zdjęciu Leszek Kąsek, starszy ekonomista Biura Analiz Makroekonomicznych w ING Banku Śląskim. Fot. PTWP

Autorzy raportu ING/EEC wskazali na krajowe przyczyny problemów polskich firm.

- Zakładaliśmy, że powodem stagnacji w polskim przemyśle jest sytuacja w Niemczech. Główny rynek eksportowy stoi, stąd takie, a nie inne wyniki. Wywiady przeprowadzone przez dziennikarzy WNP pokazują, że problem jest głębszy. Mamy do czynienia ze skokowym pogorszeniem konkurencyjności polskich firm ze względu na wzrost płac - zwrócił uwagę Rafał Benecki, dyrektor Biura Analiz Makroekonomicznych, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.

W ciągu sześciu lat pensja minimalna się podwoiła (z 2250 zł w styczniu 2019 r. do 4666 zł w styczniu 2025 r.). Firmy twierdzą, że w tak krótkim czasie nie były w stanie skompensować tego wzrostem wydajności. Z punktu widzenia efektywności kosztowej utraciliśmy atrakcyjność na rzecz Rumunii, Serbii, Turcji i Egiptu.

Mimo to polska gospodarka cały czas rośnie i to najszybciej w Unii Europejskiej. Z tym że "driverem" wzrostu nie jest produkcja, są nim usługi. To pozytyw. Z raportu wynika, że nadal walorem Polski jest duża liczba wykształconych ludzi. Natomiast coraz bardziej uwidacznia się niedobór pracowników fizycznych, rzemieślników, pracowników wykwalifikowanych. Problemem jest też brak klarownej polityki państwa w obszarze gospodarki.

- Wielu przedstawicieli biznesu ostrzega przed dryfem rozwojowym. Gramy już w innej lidze i potrzebujemy strategii. Widzimy to także my, makroekonomiści. Firmy oczekują jasno określonych priorytetów w gospodarce, analizy przewag komparatywnych, wyznaczenia sektorów perspektywicznych - dodał Rafał Benecki.

Polska jest bogata w firmy z sektora małych i średnich przedsiębiorstw, ale rozwój gospodarczy potrzebuje ich skalowania. Bez wyłonienia dużych marek i sektorów, które będą w stanie się skalować, trudno będzie kontynuować wzrost gospodarczy w Polsce. Dlaczego? Bo duzi są bardziej produktywni, więcej inwestują i robią więcej badań.

- Kolejna ważna uwaga: w przeszłości Polska średnio zadbała o dyfuzję wiedzy, czyli przenikanie know-how i technologii od zagranicznych firm produkcyjnych do polskich, właśnie z sektora małych i średnich przedsiębiorstw, które obsługiwały ich przedsięwzięcia w Polsce. Warto stworzyć warunki, w których przepływ wiedzy od inżynierów pracujących w zagranicznych firmach do polskich byłby lepszy. Wspaniałym przykładem jest tu Tajwan. 30 lat temu 80 proc. wkładu w produkcję procesorów pochodziło z Ameryki. Dzisiaj jest odwrotnie, 80 proc. wkładu pochodzi z rynku lokalnego - podkreślił główny ekonomista ING Banku Śląskiego.

Potrzebne produkty na miarę. Chiny ważne dla rozwoju polskich firm

Tym, co ma pomóc polskim firmom w konkurencji z zagranicznymi podmiotami i per saldo w ich rozwoju, jest odpowiednie przygotowanie oferty.

- Trudno jest nam w sektorze mleczarskim konkurować z firmami z Francji czy z Hiszpanii kosztami energii. Czasami są one nawet dziesięciokrotnie niższe. Dlatego musimy wytwarzać produkty, które są szyte na miarę, które trudniej będzie wyprzeć z rynku, gdy już go zdobędziemy - stwierdził Szymon Borucki, prezes Polmlek Trading.

Polmlek skupia się na produktach specjalistycznych B2B, ingredientach, tam upatruje swoich szans. Chodzi o produkty wysokobiałkowe, takie jak WPC (koncentrat białka serwatkowego), a od tego roku także laktoferyna (białko poprawiające metabolizm żelaza i wzmacniające układ odpornościowy).

Trzeba też mieć szybki refleks i umieć zareagować na to, co dzieje się na świecie. Tak jak w przypadku nagłego zapotrzebowania na produkty serwatkowe w Chinach, po tym, jak na skutek wojny handlowej z USA Chińczycy stracili dostęp do importu z tego kraju. Polmlek chce ten moment wykorzystać do zaprezentowania swoich produktów i znalezienia swojej niszy na chińskim rynku.

- Na rynkach eksportowych polskie firmy nie powinny skupiać się na prostych commodities (towarach). Czas przewag kosztowych, które mieliśmy w Polsce, się skończył - zarekomendował Szymon Borucki, dodając, że powinniśmy iść wzorem krajów zachodnich, gdzie jest normalne, że prezydent czy rząd udający się na delegację do danego kraju lecą jednym samolotem, a drugim delegacja biznesowa.

Szymon Borucki, prezes Polmlek Trading. Fot. PTWP Szymon Borucki, prezes Polmlek Trading. Fot. PTWP

Szef Polmlek Trading był niedawno w Chinach  i wrócił stamtąd zadowolony, bo nawet osoby niezwiązane z branżą rozpoznawały polskie marki mleczarskie: Małe M i duże M, czyli Mlekowitę i Mlekpol. To znaczy, że polskie mleczarstwo zajmuje w Kraju Środka coraz lepszą pozycję.

Słowo "Chiny" odmieniane jest dziś w rozmowach biznesowych przez wszystkie przypadki.

Zdaniem Pawła Jarskiego, prezesa Elementalu, kraj ten legitymuje się dziś zdecydowanie największą produktywnością. Europa wyścig o to już przegrała. Przepaść między Chinami a Europą w zależności od gałęzi przemysłu wynosi 10-20 lat. To samo odnosi się do relacji Chiny-USA, stąd być może próba opóźnienia chińskiej dominacji na świecie przez wojnę taryfową.

Jak Polska może poprawić swoją sytuację, jeśli chodzi o produktywność?

- Przede wszystkim musimy być otwarci i grać mądrze, zdając sobie sprawę, gdzie znajdujemy się na drabinie produktywności i jakie mamy przewagi w konkurencji na rynku europejskim i globalnym. Daleki jestem od demonizowania firm azjatyckich czy chińskich, bo to nam nic nie da. Musimy być otwarci na technologię, którą dysponują i która daje im przewagę konkurencyjną - odpowiedział Paweł Jarski.

Paweł Jarski, prezes Elementalu. Fot. PTWP

Podobnie jak prezes Polmleku Trading ma za sobą niedawną podróż do Chin. Spędził tam trzy tygodnie, odwiedzając firmy głównie z branży EV i produkcji baterii litowo-jonowych.

- Widziałem rozmiar chińskich fabryk, widziałem, jak budowane są łańcuchy dostaw. My do tego w Europie nigdy nie dojdziemy. Nigdy nie zagramy na tak dużym boisku. Możemy się jednak postarać o współpracę z Chińczykami, o jakąś formę reengineeringu, o skorzystanie z chińskiej oferty handlowej i inwestycyjnej, tak jak to robią Węgrzy. Oczywiście przychylam się do tego, żeby ten proces regulować, ale musimy zachować przy tym otwartą głowę - zauważył.

Duży może więcej, czyli polskiej gospodarce do rozwoju potrzebne są firmy prywatne o odpowiedniej skali

Niestety zdaniem Michała H. Mrożka, wiceprezesa ING Banku Śląskiego, w ostatnich 10 latach w segmencie małych i średnich przedsiębiorstw nastąpiła negatywna zmiana w podejściu do rozwoju i wzrostu. Pod koniec drugiej dekady w związku z niepewnością związaną z polityką gospodarczą kraju przedsiębiorcy zaczęli się wstrzymywać z inwestycjami. Potem na ich sytuację silnie wpłynęły pandemia i wojna w Ukrainie. Te firmy nie budują swojej skali. Nie mają masy, a co dopiero mówić o rzeźbie.

- Dlatego uważam, że tutaj trzeba działać. Trzeba pomóc w budowie championów, niekoniecznie tzw. narodowych, powstających przez fuzje dużych państwowych koncernów, ale championów wywodzących się z prywatnego rynku - powiedział Michał H. Mrożek.

Michał H. Mrożek, wiceprezes ING Banku Śląskiego. Fot. PTWP Michał H. Mrożek, wiceprezes ING Banku Śląskiego. Fot. PTWP

Obserwację wiceprezesa ING Banku Śląskiego potwierdza Mikołaj Raczyński, wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju.

- Dzisiaj duża rola PFR w gospodarce wynika głównie z tego, że brakuje w Polsce zasobu kapitału prywatnego, który mógłby podjąć się spektakularnego przedsięwzięcia gospodarczego, np. przejęcia dużego portu w Gdańsku. Jest to jednak naturalne, bo gospodarka rynkowa w naszym kraju ma dopiero 30 lat. Dlatego państwo nadal będzie wspierać budowę siły polskich przedsiębiorstw, dostarczać kapitał, pomagać w stawianiu nowych fabryk i wchodzeniu na nowe rynki - zapowiedział.

Zobacz relację z debaty:



W Polskim Funduszu Rozwoju poświęcono w tym roku dużo czasu na przygotowanie nowej strategii na lata 2026-30. Uwzględnia także ona wsparcie transformacji energetycznej, powstawanie nowych mocy, z jeszcze większym naciskiem na elastyczne źródła energii, bo ich w systemie brakuje najbardziej - chodzi o siłownie gazowe i magazyny energii. PFR chce też pomagać w bardzo trudnej transformacji ciepłownictwa, które dzisiaj jest przede wszystkim na barkach spółek samorządowych, mających praktycznie zerowe kapitały własne, co uniemożliwia im pozyskanie innych funduszy. Udział PFR ma to zmienić.

Mikołaj Raczyński, wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju. Fot. PTWP Mikołaj Raczyński, wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju. Fot. PTWP

Więcej optymizmu, jeśli chodzi o możliwości budowy dużych, polskich i międzynarodowych firm o stricte prywatnym rodowodzie, ma w sobie Krzysztof Pawiński, prezes Maspeksu.

- Rynek polski ma swoją głębię. Jeśli ktoś jest silny na rynku polskim, ma wpisowe do gry na rynku, powiedzmy, Europy Środkowej. 30 lat to dobry czas, zebraliśmy już masę kapitału, możemy odważyć się na krok akwizycyjny w Europie czy nawet na niektórych rynkach światowych. To jest to momentum. Mamy wpisowe do gry i do niej wchodzimy - powiedział.

Jak dodał, dobrze, gdy firma ma przygotowaną strategię, ale nie wszystko da się wpisać do arkusza kalkulacyjnego. Trzeba umieć reagować na bieżąco. Inaczej na świecie rozwijaliby się tylko potentaci dysponujący kapitałem.

Krzysztof Pawiński, prezes Maspeksu. Fot. PTWP Krzysztof Pawiński, prezes Maspeksu. Fot. PTWP

Unia Europejska na nowo. Mniej ESG, więcej wsparcia dla przemysłu

Innym kluczowym wątkiem, który przewija się w rozmowach przedsiębiorców, jest polityka unijna. Z jednej strony nadzieję dają atmosfera przebudzenia w przemyśle, nowe inwestycje infrastrukturalne, obronne, repatriacja kapitału z Ameryki do Europy. Z drugiej nie wiadomo, na ile ograniczone zostaną ambicje w polityce klimatycznej prowadzące np. do obowiązku raportowania ESG. To bardzo ciąży firmom.

- Jeśli chodzi o ESG i certyfikację łańcucha dostaw, to, używając normalnego języka, totalny bullshit. Więcej raportowania nie uczyni naszego biznesu lepszym. Tego nie da się zadekretować - powiedział Krzysztof Pawiński.

Jak dodał, europejska gospodarka jest przeregulowana, a Unia chce regulacjami obejmować kolejne obszary, np. rynek AI, podczas gdy nie ma w Europie znaczących w skali świata graczy AI. Jest też przekonana, że tworzy wzorzec dla świata, a jest wzorcem do śmiechu.

- Unia musi zdefiniować od nowa model, w którym funkcjonuje. Chodzi o trzy obszary: obronności, energetyki i łańcuchów dostaw. A jeżeli mówimy o obronności, to mówimy o NATO i amerykańskim parasolu nuklearnym. Jeśli mówimy o energetyce, mówimy o dostawach gazu z Rosji. Jeżeli mówimy o łańcuchach dostaw, to mamy na myśli dostawy komponentów z Chin - wskazał Michał H. Mrożek, dodając, że jeśli chodzi o przyszłość UE, kluczowe będzie przywództwo. Polska po zdobyciu doświadczeń przez ponad 20 lat obecności w Unii może być w niej rozgrywającym.

To technologia zdecyduje, w jakim miejscu będziemy za 10-20 lat

Dla rozwoju firm bardzo ważny jest ekosystem inicjujący innowacyjne rozwiązania.

- Kiedy patrzymy na sukces Doliny Krzemowej, zadajemy sobie pytanie, jak do niego doszło. Wszystkie badania wskazują, że to efekt działania inteligentnej sieci, w której znalazło się bardzo wiele elementów, ale nakierowanych na jeden cel. Pierwszy i najważniejszy w sieci jest rząd, sektor publiczny, nie tylko jako dawca kapitału, ale także facylitator i klient innowacji. Ogromną rolę odgrywają w niej też korporacje i firmy lokalne zainteresowane tym, żeby wspierać sektor innowacji. U nas oba te silniki nie pracowały tak, jak powinny - stwierdziła Monika Morali-Majkut, przewodnicząca rady nadzorczej Atlas Ward.

W ostatniej dekadzie zaczęło się to wprawdzie zmieniać, ale nadal brakuje w Polsce dużych skalowalnych przedsiębiorstw, które są zdolne i chętne zainwestować w innowacje - czy to jako odbiorca nowej technologii, czy jako podmiot finansujący fundusze venture capital.

- Skąd te pieniądze brać? Chociażby z mojej branży budowlanej. Jeśli chodzi o digitalizację, jest ona w miejscu, w którym bankowość znajdowała się 30 lat temu. Ten, kto będzie w stanie wykorzystać sztuczną inteligencję czy używać cyfrowych bliźniaków, a nie tylko specjalizować się w wylewaniu dużych ilości betonu, wykona skok w modelu biznesowym podobny do tego, jaki wykonały polskie banki - dodała. 

Źródłem środków dla gospodarki jej zdaniem powinny być, tak jak w USA czy w Europie Zachodniej, fundusze emerytalne zarabiające na rynku private equity, w tym obejmującym inwestycje w infrastrukturze.

Monika Morali-Majkut, przewodnicząca rady nadzorczej Atlas Ward. Fot. PTWP Monika Morali-Majkut, przewodnicząca rady nadzorczej Atlas Ward. Fot. PTWP

Nie można odpuścić w rywalizacji o unijne środki na nowe obszary inwestycyjne. Chodzi o szeroko pojęty sektor defence i infrastruktury bezpieczeństwa, ale także o rozwój rynku półprzewodników w oparciu o Chips Act 1.0, a za chwilę 2.0.

- W Polsce dzisiaj prawie nie ma firm branży półprzewodników, ale tuż obok polskiej granicy, w Dreźnie, buduje się europejska Dolina Krzemowa. Możemy stworzyć pod nią łańcuch dostaw. Trzeba wesprzeć polskie firmy w - przepraszam za słowo - zaatakowaniu tematu i wykorzystaniu tektonicznej zmiany w łańcuchach dostaw chipów. To technologia zdecyduje o tym, w jakim miejscu będziemy za 10 lat czy 20 lat, zarówno jeśli chodzi o transformację energetyczną, udział w łańcuchach dostaw, jak i value add produktów, którymi możemy się w nowych łańcuchach dostaw odróżnić - podsumowała Monika Morali-Majkut.

* * *

Debatę "Nowy model polskiego wzrostu" na Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach, która odbyła się 24 kwietnia 2025 r., prowadził Jacek Ziarno, redaktor prowadzący WNP Economic Trends.

Szanowny Użytkowniku!

Oglądasz archiwalną wersję strony Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

Co możesz zrobić:

Przejdź do strony bieżącej edycji lub Kontynuuj przeglądanie
Google Play
Pobierz aplikację Europejskiego Kongresu Gospodarczego na swój telefon
App Store
Pobierz aplikację Europejskiego Kongresu Gospodarczego na swój telefon