Cele klimatyczne mają teraz ratować unijne fabryki. "Trudna kwadratura koła"

Kacper Świsłowski • 2026-03-11 06:02
Ostateczna wersja unijnego Aktu o Akceleracji Przemysłu (IAA) wreszcie ujrzała światło dzienne. Jednak na fetowanie sukcesu jeszcze za wcześnie, zwłaszcza że odzywają się pierwsi niezadowoleni.
Konferencja prasowa, podczas której Stéphane Séjourné ogłosił założenia Industrial Accelerator Act.
  • Nowe unijne regulacje mają jednocześnie ochronić przemysł i dać mu wiatr w żagle. Jak jednak przyznają rozmówcy WNP: diabeł tkwi w szczegółach.
  • IAA wprowadza preferencje dla poszczególnych branż przemysłu, ale nie zawsze uwzględnia bieżące realia.
  • Przepisy, choć proprzemysłowe, skrywają w sobie również nacisk na dekarbonizację, a tym samym – realizację celów klimatycznych Unii Europejskiej.
  • Rozwój europejskiego przemysłu będzie istotnym tematem debat na XVIII Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach (22-24 kwietnia). Trwa rejestracja na wydarzenie.

Komisja Europejska przedstawiła wreszcie długo wyczekiwany Industrial Accelerator Act (IAA, Akt o Akceleracji Przemysłu), którego prezentacja była kilka razy przekładana. Ostatecznie od 4 marca jest wreszcie uzgodniona wersja dokumentu, który ma wspomóc unijny przemysł.

Nie brakuje jednak opinii, że obecna KE pod płaszczykiem przemysłowej pomocy i wytycznych realizuje w zasadzie swoją klimatyczno–gospodarczą politykę. I sporo w nich prawdy, bo dokument jest przepełniony wzmiankami o niskoemisyjności i dekarbonizacji.

Komisarz ds. dobrobytu i strategii przemysłowej Stéphane Séjourné ocenia to jednak inaczej, zapewniając, że IAA to w zasadzie implementacja rekomendacji ze słynnego raportu Draghiego.

Niemniej proponowane przepisy wyglądają niemal jak uszyte pod to, by tak konstruować zamówienia publiczne, aby z jednej strony utrudnić lub wyrugować napływ technologii z Chin, a z drugiej – pchnąć przemysł ku dekarbonizacji. Wpisuje się to w zmieniającą się narrację, widoczną także w Polsce: walka o niższe emisje CO₂ przestaje być związana z klimatem, a staje się w ustach polityków sposobem na bezpieczeństwo i niezależność.

Piękne założenia, ważniejsze wykonanie

Jak zwykle jednak w takich przypadkach: trzeba będzie wziąć cały akt pod lupę, bo jeden dokument nie pozwoli na rozwiązanie wszystkich bolączek. Nie uwzględni również specyfiki każdego z państw i sektorów.

Trzeba jednak pamiętać, że nad IAA pochylą się dopiero Parlament Europejski i Rada Unii Europejskiej. Akt wytycza kierunki i zasady dla poszczególnych sektorów przemysłu i pochodnych, od energetyki (technologie zeroemisyjne) przez wytwórczy (cementowy, szklany, stalowy) po motoryzacyjny.

Wszystkie jego życzeniowe założenia można zamknąć w haśle przewodnim IAA: "Made in EU" ("Wyprodukowano w UE"). Ma być: bardziej europejsko, z mniejszą zależnością od państw trzecich, zwłaszcza od Chin i ma być nisko lub zeroemisyjnie.

A przemysł, który dotąd alarmował, że kolejne regulacje spychają go na ubocze unijnych gospodarek, ma być kołem zamachowym Wspólnoty. W końcu, jak twierdzą autorzy IAA, wpływ samego przemysłu wytwórczego na PKB do 2035 roku ma wzrosnąć do 20 proc. Pomóc ma w tym stawianie na local content (tzw. komponent krajowy), z naciskiem na produkty i usługi mających pochodzenie unijne (hasłowo zamknięto w "Made in Europe" oraz "Union origin").

Te hasłowe definicje są dosyć obszerne, ale odnoszą się przede wszystkim do przepisów celnych. Kluczowe dla uznania produktu za "europejski" jest więc jego miejsce "ostatniego istotnego przekształcenia". Jednocześnie przewidziano, że w zależności od branży, będą pewne modyfikacje definicji. Dla motoryzacji ważne jest miejsce montażu końcowego, dla sektora bateryjnego – skąd pochodzą komponenty.

Odepchnąć Chiny, a euro zostawić w Unii

Nastroje wokół IAA są umiarkowane. Nie ma hurraoptymizmu, panuje raczej dalsze oczekiwanie, bo to przecież początek drogi do uczynienia tego aktu obowiązującym prawem. – Wdrażając swoją pierwszą politykę "Made–in–Europe", UE stawia na dawno oczekiwany realizm gospodarczy i dostosowuje się do nowej, brutalnej rzeczywistości – mówi w rozmowie z WNP Neil Makaroff z paneuropejskiego think tanku Strategic Perspectives.

Jak zauważa, każde euro pieniędzy podatników powinno być kierowane właśnie na projekty, które stworzą nowe miejsca pracy i zasilą budżety firm na Starym Kontynencie.

– Zamiast pozwalać, by jednolity rynek był otwartym ujściem dla chińskich nadwyżek produkcyjnych, każde euro z pieniędzy podatników może zostać skierowane na odbudowę bazy produkcyjnej Europy – stwierdza Makaroff.

Podobne obserwacje ma Judith Kirton–Darling, generalna sekretarz europejskiej federacji związków zawodowych industriAll Europe.

Europa próbuje dokonać trudnej kwadratury koła: pozostać konkurencyjną, dotrzymać zobowiązań klimatycznych i zapewnić, by produkcja energii oraz produkcja przemysłowa pozostały przystępne cenowo. To nie będzie łatwe, ale to jedyna droga naprzód – mówi. Jak dodaje, przy tak zglobalizowanej gospodarce nie da się – i nie powinno się – odcinać więzi z resztą świata.

– Musimy jednak ograniczyć niebezpieczne zależności i wzmocnić własną suwerenność przemysłową, aby Europa mogła stać jako partner na równi z innymi wielkimi gospodarkami –kwituje Kirton-Darling.

Nie wylać dziecka z kąpielą

Eksperci, oceniając IAA, podkreślają też ryzyka, jakie niesie za sobą Akt o Akceleracji Przemysłu. Nie ulega wątpliwości, że premiuje – pośrednio – te państwa, które już w znaczącym stopniu mają zelektryfikowany przemysł lub mają dostęp do taniej energii elektrycznej, jak np. Francja. Dla nich IAA to jak długo wyczekiwany prezent. Dla innych może być to przekreślenie ambicji w wielu sektorach lub zamykanie kolejnych branż.

Widać to po tonie deklaracji i reakcjach po publikacji IAA. Stowarzyszenie WindEurope, zrzeszające sektor energetyki wiatrowej, jest nim zachwycone. Nie bez powodu, bo akurat wiatraki to jedna z ostatnich "europejskich" branż, która skorzysta na przepisach. Mniejszy entuzjazm IAA budzi za to wśród przemysłu hutniczego, zwłaszcza stalowego.

Makaroff wskazuje, że przez różne wątpliwości, ponownie najważniejsza będzie unijna jedność lub co najmniej zaawansowany dialog.

Diabeł często tkwi w szczegółach – tekst pozostawia organom publicznym decyzję o tym, czy stosować te przepisy, co grozi fragmentacją jednolitego rynku i może przynieść efekty odwrotne do zamierzonych – ocenia. Jego zdaniem dużą rolę odegrają państwa członkowskie i Parlament Europejski – to na ich barkach spoczywa odpowiednie skalibrowanie IAA.

Kirton–Darling podkreśla, że warto próbować zmienić obecny stan rzeczy. – IAA nie jest cudownym środkiem, ale stanowi część szerszego wysiłku, którego Europa potrzebuje, aby odbudować swoją bazę przemysłową przy jednoczesnym napędzaniu zielonej transformacji – stwierdza.

Publikacja IAA to tylko pierwszy akt żmudnego procesu, co do którego efektów ponownie nie można mieć pewności. Przecież już podatek od emisji granicznych (CBAM) miał uszczelnić umowne granice UE i wspomóc europejskie gospodarki.