- Budowa połączenia Harmony Link o mocy 800 MW pozwoli na wzrost mocy handlowych między rynkami z 150 do 1200 MW – ocenia prezes Ignitis Renewables w Polsce. Co przełoży się prawdopodobnie na niższe ceny energii elektrycznej w Polsce, bo ułatwi import z obszaru Nord Pool.
- Aby jednak ceny prądu w Polsce były odczuwalnie niższe, nie może zabraknąć magazynów energii. To niemal niezbędny warunek, aby niskie ceny giełdowe były widoczne również na rachunkach odbiorców.
- Transformacja energetyczna wymusza na przemyśle i samorządach nie tylko inwestowanie we własne źródła czy magazyny, ale i zmianę modeli zakupowych.
Nowe połączenie transgraniczne to tańsza energia dla Polski?
Jak zmieni się nasz system elektroenergetyczny po ukończeniu inwestycji Harmony Link, połączenia między Polską a Litwą?
- Obecnie kraje bałtyckie są energetycznym "półwyspem", połączonym z systemem europejskim poprzez LitPol Link. Choć to połączenie ma 2000 MW mocy, ze względu na ograniczenia sieciowe komercyjnie wykorzystuje się zaledwie 150–200 MW.
Nowe połączenie, Harmony Link, ma za zadanie zharmonizować te dwa obszary i umożliwić zwiększenie przepływów komercyjnych. Sam Harmony Link ma mieć około 800 MW mocy, ale jego pojawienie się w systemie około 2030 roku powinno pozwolić na zwiększenie mocy handlowych do 1200 MW. To ośmiokrotny wzrost – ogromna zmiana. Co kluczowe dla krajów bałtyckich, będzie to połączenie synchroniczne, które realnie zwiększy bezpieczeństwo sieciowe obu stron.
Czy można przewidzieć, jak wpłynie to na stabilność cen w Polsce?
- Na pewno będzie to istotny wkład, choć nie przeceniajmy pojedynczego połączenia względem całkowitego zapotrzebowania Polski. Handel transgraniczny opiera się na zasadzie market coupling – energia powinna płynąć z rynku tańszego na droższy, obniżając ceny i zwiększając efektywność. Kraje bałtyckie należą do obszaru Nord Pool Spot, gdzie ceny są niższe dzięki dużej penetracji OZE i braku obciążeń emisyjnych.
Długoterminowo będzie to korzystne dla polskich cen energii. Jednocześnie zwiększy to bezpieczeństwo krajów bałtyckich, które dziś polegają głównie na niesynchronicznych kablach podmorskich, miewających swoje "przygody". W momentach kryzysowych umożliwi to dostawy energii w obie strony.
Trzy główne modele zakupu energii
A patrząc na odbiorców – który model zakupu energii jest dziś najbardziej optymalny przy rosnącym udziale OZE?
- To zależy od tego, kto i po co kupuje. Obecnie mamy trzy główne modele. Pierwszy to cena stała (taryfy) – zasadny dla mniejszych odbiorców, którzy nie śledzą rynku. Drugi to rynek spotowy, czyli ceny dynamiczne. Przenosi on ryzyko fluktuacji na odbiorcę, co zazwyczaj jest tańsze, ale w momentach kryzysów, takich jak obecny, bywa kosztowne. Trzeci model, lubiany przez przemysł, to kontraktacja transzowa, tzw. klikana. Odbiorca zamawia energię w konkretnych okresach w oparciu o rynek forward na TGE. To system niezwykle efektywny kosztowo, ale wymaga dużych kompetencji i własnych służb energetycznych.
Co w takim razie rekomendowałby pan gospodarstwom domowym, a co samorządom?
- W gospodarstwach domowych dominuje cena stała. Nasz rynek cen dynamicznych dopiero się rozwija, ale to model przyszłościowy dla prosumentów, a szczególnie dla osób posiadających magazyny energii. Jeśli chodzi o samorządy, mniejszym sugeruję cenę stałą, a większym organizacjom – jak metropolie czy związki miast – modele transzowe, ponieważ dysponują one odpowiednią wiedzą i zasobami do zarządzania takim portfelem.
Kiedy realnie odczujemy spadek cen energii dzięki OZE? Często słyszymy, że to nastąpi, ale na rachunkach tego nie widać.
- Ten efekt już jest widoczny, wystarczy spojrzeć na ceny giełdzie w godzinach dużego nasłonecznienia. Problem w tym, że bez magazynów energii ta tania energia często się marnuje lub trafia do systemu w godzinach, które trudno wykorzystać przeciętnemu odbiorcy.
Rozwój magazynów pozwoli ustabilizować te korzyści i sprawi, że wpływ OZE na portfel będzie bardziej zauważalny w skali całego roku. W krajach bałtyckich, które są o rok lub dwa lata przed Polską pod względem pewnych inwestycji, magazyny już teraz bardzo szybko dostarczają stabilizacji cen.
Jak pan ocenia potencjał inwestycji we własne źródła? Czy samorządy i przemysł powinny stawiać na autokonsumpcję?
- Modele są różne. Samorządy często odnoszą największe korzyści nie z budowy własnych źródeł, ale z podatków od instalacji budowanych przez inwestorów. Tu jednak barierą są kwestie kadrowe przy wydawaniu zgód, problemy planistyczne oraz dezinformacja uderzająca w lokalne społeczności.
Rozwój magazynów pozwoli ustabilizować te korzyści i sprawi, że wpływ OZE na portfel będzie bardziej zauważalny w skali całego roku - przekonuje Maciej Kowalski. Fot. Lukas Gojda / ShutterstockW przemyśle jeszcze kilka lat temu pierwszym wyborem była sama fotowoltaika. Dziś, ze względu na fluktuacje rynku, PV musi iść w parze z magazynem energii. Coraz większą rolę będzie odgrywał też biogaz, szczególnie w branży spożywczej i odpadowej. Lokalne źródła "za licznikiem" będą się popularyzować, o ile zyskamy większą stabilność regulacyjną.
Konflikty na świecie zwiększają presję na transformację energetyczną
Mówimy o skali mikro, ale w skali makro potrzebujemy źródeł bilansujących. Czy budowa elektrowni gazowych nadal się opłaca przy obecnych cenach uprawnień do emisji?
- Bez systemów wsparcia w energetyce nie opłaca się dziś budować praktycznie niczego. Dlatego korzystamy z rynku mocy czy usług systemowych – to one, a nie tylko sprzedaż energii na giełdzie, pozwalają domknąć model finansowy elektrowni gazowych.
Strategia polska i europejska zakłada odejście od węglowodorów, ale gaz jest paliwem, które jesteśmy w stanie importować z wielu kierunków, nie tylko z "jednej rury". Krótkoterminowo ryzyko istnieje, ale nie zbudujemy nowego systemu bez źródeł responsywnych i takich, które potrafią odpowiedzieć na potrzeby rynku w czasie rzeczywistym.
Czy to moment, w którym debata o odejściu od paliw kopalnych wraca z nową siłą – nie tylko ze względu na klimat, ale na bezpieczeństwo łańcuchów dostaw?
- Zdecydowanie tak. Proszę spojrzeć na terminale LNG w Katarze – wystarczy kilka rakiet, by fizycznie odciąć nas od surowca na lata. To jest prawdziwe materialne ryzyko. Jeśli konflikty na świecie nie zostaną rozwiązane w krótkim okresie, to presja na transformację będzie tylko rosła. Czekamy na rządowe dokumenty planistyczne, które powinny być dla nas "latarnią" pokazującą, dokąd zmierzamy.
Na koniec – jak połączenia transgraniczne wpływają na bezpieczeństwo całej Unii?
- Zwiększenie mocy transgranicznych i współpraca operatorów budują odporność całego regionu. Przykładem jest Ukraina, gdzie mimo zniszczeń system nadal funkcjonuje dzięki synchronizacji i współpracy. Bezpieczeństwo kosztuje, a odwrót od paliw kopalnych jest nieunikniony, choćby dlatego, że one się po prostu kiedyś skończą.
Nie należy zapominać o roli węgla, którą wciąż odmienia się tu w Katowicach przez wszystkie przypadki – te źródła mają niesamowicie ważną rolę stabilizacyjną, póki nie znajdziemy dla nich pełnowymiarowej alternatywy.
***
Wywiad zrealizowany w ramach współpracy z Ignitis Polska