Czas na legalizację kasyn on-line? "Nie chcemy robić z Polski drugiego Las Vegas"

Nikodem Chinowski • 2026-04-02 14:00
- Szara strefa w grach kasynowych on-line to dziś ok. 40 proc. rynku, czyli prawie 80 mld zł rocznie. Tracą na tym użytkownicy oraz budżet państwa - mówi w wywiadzie dla WNP Zdzisław Kostrubała, prezes Stowarzyszenia na rzecz Likwidacji Szarej Strefy Gier i Zakładów Wzajemnych „Graj Legalnie”.
Zdzisław Kostrubała, prezes Stowarzyszenia na rzecz Likwidacji Szarej Strefy Gier i Zakładów Wzajemnych „Graj Legalnie”
  • Zdaniem Zdzisława Kostrubały administracyjne regulacje na wybrane odcinki gospodarki się nie sprawdzają, bo zaburzają wolny rynek, duszą gospodarkę i ograniczają wpływy do budżetu.
  • Nasz rozmówca przekonuje, że dzięki dopuszczeniu licencjonowanych platform do prowadzenia kasyn on-line użytkownicy byliby bezpieczniejsi, a państwo miałoby zjawisko pod kontrolą.
  • Szara strefa w grach kasynowych on-line to dziś, zdaniem Stowarzyszenia, ok. 40 proc. rynku, czyli prawie 80 mld zł rocznie.
  • Zdzisław Kostrubała, prezes Stowarzyszenia na rzecz Likwidacji Szarej Strefy Gier i Zakładów Wzajemnych „Graj Legalnie”, będzie panelistą sesji "Szara strefa", podczas tegorocznego European Economic Congress w Katowicach.

Po decyzji Finlandii o odejściu od monopolu państwowego Polska pozostaje jedynym państwem UE utrzymującym pełny monopol w segmencie kasyn online. Samotna walka z wiatrakami?

Zdzisław Kostrubała, prezes Stowarzyszenia na rzecz Likwidacji Szarej Strefy Gier i Zakładów Wzajemnych „Graj Legalnie”: - Niestety tak, w Polsce nadal utrzymuje się model, który - jak pokazują doświadczenia innych państw - nie przynosi oczekiwanych efektów w ograniczaniu szarej strefy. Jesteśmy ostatnim krajem podtrzymującym monopol, co ma również negatywne implikacje dla budżetu, bo kosztuje Polskę miliardy złotych.

Niestety, temat ten nadal nie znajduje wystarczającego zrozumienia w debacie publicznej. Kiedyś utrzymywaliśmy monopol państwa w innych branżach - np. na paliwa i alkohol - i doskonale wiemy, że nie zdało to egzaminu. Takie administracyjne regulacje zaburzają bowiem wolny rynek, duszą gospodarkę, ograniczają wpływy do budżetu.

Czy to nie jest właściwe, że państwo - mając monopol na kasyna on-line - ma jednocześnie kontrolę nad skalą i zjawiskiem hazardu on-line?

- Taka jest narracja Totalizatora Sportowego, czyli spółki Skarbu Państwa, w której interesie jest utrzymanie status quo. Istnieje cały katalog dowodów na to, że interes spółki operacyjnej, jaką jest Totalizator Sportowy, nie zawsze jest tożsamy z interesem państwa jako regulatora rynku. 

Natomiast nie ma żadnego dowodu ani bezpośredniego powiązania z utrzymywaniem monopolu a bezpieczeństwem gry czy skłonnością do uzależnień. Dobitnym tego przykładem jest sektor zakładów wzajemnych, czyli tzw. bukmacherki. W 2010 r. szara strefa w zakładach wzajemnych online wynosiła 100 proc. Po otwarciu tego rynku, umożliwieniu rejestracji bukmacherów i wprowadzeniu systemu licencyjnego szara strefa spadała - tu podaję dane Ministerstwa Finansów - do 12,5 proc. To pokazuje, że kluczowe nie jest ograniczanie rynku, lecz jego uregulowanie i objęcie realnym nadzorem.

Co więcej, bukmacherzy wprowadzili zasady odpowiedzialnej gry, prowadzą rejestry użytkowników, inicjują działania przeciwdziałające praniu pieniędzy, czyli uruchomili wszystkie te procedury, których w szarej strefie nie ma. Dzięki temu klient jest bezpieczniejszy, a państwo ma zakłady bukmacherskie on-line pod kontrolą.

Jak duża jest dziś szara strefa w grach kasynowych on-line?

- To ok. 40 proc. rynku, czyli według najnowszych danych znacznie ponad 77,8 mld zł obrotu rocznie. Obecne narzędzia państwa okazują się niewystarczające wobec skali zjawiska. I to nie jest zarzut do Totalizatora Sportowego czy też obecnie rządzących. To jest wina wadliwego systemu - obecne przepisy były tworzone 10 lat temu. W tym czasie rozwój technologiczny tak poszybował i się rozwinął, że nie jesteśmy już w stanie zapanować nad tymi ograniczeniami. 

Branża szacuje, że szara strefa w grach kasynowych on-line w Polsce to ok. 40 proc. rynku, czyli prawie 80 mld zł rocznie (fot. SergeiShimanovich/ shutterstock) Branża szacuje, że szara strefa w grach kasynowych on-line w Polsce to ok. 40 proc. rynku, czyli prawie 80 mld zł rocznie (fot. SergeiShimanovich/ shutterstock)

Brać przykład z Finlandii

Czy to nie byłaby kapitulacja państwa, że ze względu na to, iż nie jest w stanie walczyć z szarą strefą, to po prostu legalizuje ten proceder?

- Jest wręcz odwrotnie. Chcemy podążać śladem Szwecji, Danii, Finlandii - trudno o tych krajach mówić, że są słabe legislacyjnie. Tymczasem to państwa, w których niedawno dokonano demonopolizacji. W Finlandii za inicjatywą otwarcia rynku stał odpowiednik naszego Totalizatora, czyli Veikkaus. Słusznie uznali, że dalsze utrzymywanie ich monopolu nie ma sensu, bo nie są w stanie z jego pomocą dłużej walczyć z szarą strefą. Finowie, tak jak pozostałe kraje UE, wiedzą, że najskuteczniejszym narzędziem do walki z nielegalnymi operatorami jest otwarcie rynku, konkurencja i szersza oferta, tak aby gracz mógł wybierać z szeregu legalnych ofert, które pozostają pod jurysdykcją państwa. Celem nie jest liberalizacja rynku, lecz przywrócenie nad nim realnej kontroli państwa.

Mówił pan o stratach, jakie ponosi budżet państwa. O jakich kwotach mówimy?

- Utracone dochody Skarbu Państwa z tytułu podatku od gier - licząc od 2017 r., czyli od wejścia w życie przepisów obecnie obowiązującej ustawy - to prawie 9 mld zł. Pieniądze, które mogłyby pracować w gospodarce czy wspierać polski sport.

Skąd tak wysoka, wręcz astronomiczna kwota wynikająca z waszych wyliczeń?

- To wartość utraconych korzyści z tytułu niezapłaconego podatku od gier. Takie wyliczenia przedstawiła firma EY - oni mają bardzo dokładny aparat analityczny. To są wyliczenia przy założeniu, że szara strefa wynosi 0 proc., co oczywiście jest niemożliwe, niemniej pokazuje skalę utraconych środków. Gdyby po otwarciu rynku sprowadzić nielegalne zakłady do poziomu 10 proc. - czyli tyle, ile dziś jest w Szwecji, Danii, Holandii - to i tak dałoby budżetowi państwa miliardy złotych. To twarde dane z raportów EY oraz H2GC, na których wyniki bardzo często powołuje się Ministerstwo Finansów.

W MF żadne prace nie trwają

Jakie jest stanowisko resortu finansów? 

- Resort dostrzega korzyści, jakie dla budżetu państwa płynęłyby z otwarcia rynku. Przypomnę wypowiedź ministra Jarosława Nenemana, odpowiedzialnego w MF za ten sektor rynku, który w lutym ubiegłego roku w Sejmie przyznał, że nie zdawał sobie sprawy ze skali szarej strefy w sektorze hazardu w Polsce. Przyjęliśmy tę wypowiedź jako dobry omen. Niestety do dziś nic się nie zmieniło. Nie są prowadzone żadne prace przygotowawcze zmierzające do poprawy sytuacji, już nie wspominając o legislacji. Zatem po stronie ministerstwa jest impas - oni czekają na decyzje polityczne. 

A stanowisko Ministerstwa Aktywów Państwowych, czyli właściciela Totalizatora Sportowego?

- Na ten moment nie ma żadnych oficjalnych wypowiedzi Ministerstwa Aktywów Państwowych w temacie monopolu. Natomiast, jako właściciel tej spółki, zapewne będzie ją wspierał. Mamy niestety wrażenie, że Ministerstwo Aktywów Państwowych posiada wiedzę o tym problemie tylko z jednego źródła, czyli od samego Totalizatora.

Totaliztor Sportowy utrzymuje w Polsce monopol na gry losowe on-line. Fot: Longfin Media / Shutterstock Totaliztor Sportowy utrzymuje w Polsce monopol na gry losowe on-line. Fot: Longfin Media / Shutterstock

Jakie więc argumenty przedstawia Totalizator Sportowy w obronie zamkniętego rynku i swojego monopolu?

- Dla nich utrzymanie status quo jest lepsze niż dzielenie się rynkiem, mimo iż doświadczenia innych państw pokazują, że spółki Skarbu Państwa po otwarciu rynku radzą sobie bardzo dobrze i dalej wiodą prym w tym sektorze. My też Totalizatorowi życzymy, żeby on utrzymał prym, żeby był dobrym przykładem do naśladowania. Ale też życzymy sobie, by nie tworzył narracji propagandowej, iż tylko oni działają odpowiedzialnie i tylko oni mają patent na to, żeby rynek był pod kontrolą. To jest błędne myślenie.

"Nie chcemy, żeby rynek rósł"

Przeciwnicy liberalizacji przepisów wskazują, że obecne prawo - hamujące otwarcie legalnych kasyn on-line  - ogranicza skalę uzależnienia.

- To jest teza, która nie znajduje potwierdzenia w danych. Jeśli szara strefa sięga już 40 proc., to oznacza, że ponad 3 mln osób w Polsce gra nielegalnie, w tzw. kasynach offshore'owych, czyli tych poza Polską. Co z tego wynika? Brak ochrony gracza - m.in. jego danych osobowych czy pieniędzy.

Temu zaradziłby system licencyjny, ponieważ nowi legalni uczestnicy rynku musieliby z mocy prawa odpowiadać na wszystkie wymagania licencji, które narzuciłoby państwo polskie. My, jako odpowiedzialna branża, chcielibyśmy doprowadzić do sytuacji, w której rynek w ogóle nie rośnie - nie chcemy rozwoju tego rynku, nie chcemy promować hazardu, nie chcemy szukać nowych użytkowników.

Czyli zaakceptowalibyście rozwiązanie, w którym utrzymany jest zakaz promowania i reklamowania gier hazardowych?

- Absolutnie tak i podpisujemy się pod tym wszyscy, jak jeden mąż. Nie chcemy robić z Polski drugiego Las Vegas. My chcemy tylko doprowadzić do sytuacji, w której państwo będzie miało kontrolę nad tym sektorem rynku.

***

Artykuł powstał przy współpracy ze Stowarzyszeniem na rzecz Likwidacji Szarej Strefy Gier i Zakładów Wzajemnych „Graj Legalnie”.

Google Play
Pobierz aplikację Europejskiego Kongresu Gospodarczego na swój telefon
App Store
Pobierz aplikację Europejskiego Kongresu Gospodarczego na swój telefon
App

Aplikacja mobilna EEC

Pobierz oficjalną aplikację mobilna Europejskiego Kongresu Gospodarczego. Aplikacja zapewnia kompleksową obsługę uczestników kongresu oferując wygodny dostęp do wszystkich najważniejszych informacji i funkcji.