- Zgodnie z danymi Komisji Europejskiej, udział ETS w cenach energii elektrycznej w państwach UE wynosi od 11 do 24 procent, ale niektórych krajach, takich jak Polska, jest to nawet 50 proc.
- Prawdopodobnie w lipcu Komisja Europejska przedstawi propozycje zmian w unijnym systemie handlu emisjami (ETS).
- Polski Komitet Energii Elektrycznej (PKEE) proponuje, aby reforma ETS była głęboka i odpowiadała na nowe okoliczności geopolityczne, ale również ekonomiczne.
- Spodziewamy się propozycji Komisji Europejskiej dotyczącej zmian w systemie ETS, zostanie ona przedstawiona prawdopodobnie w lipcu, tuż przed wakacjami. Jako Polski Komitet Energii Elektrycznej (PKEE) bardzo zabiegamy o to, żeby ta reforma nie była prostym dostosowaniem dyrektywy o ETS do nowego celu redukcji emisji na 2040 r., który niedawno został przyjęty. Chcemy, żeby była to głęboka, poważna reforma tego systemu, odpowiadająca na nowe okoliczności geopolityczne, ale również ekonomiczne - mówi Ryszard Pawlik z przedstawicielstwa Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej (PKEE) w Brukseli.
PKEE to stowarzyszenie, do którego należą polskie firmy z sektora energetycznego.
Nowy cel zakłada redukcję emisji gazów cieplarnianych w Unii Europejskiej o 90 proc. do 2040 r.
W Polsce system ETS odpowiada za ok. 50 proc. ceny energii elektrycznej
Ryszard Pawlik przypomina, że reforma ETS była przedmiotem szczytu Rady Europejskiej w marcu 2026 r., gdzie liderzy państw członkowskich rozmawiali o tym, w którą stronę ta reforma powinna iść.
Zgodnie z danymi Komisji Europejskiej, udział ETS w cenach energii elektrycznej w państwach UE wynosi od 11 do 24 procent, ale niektórych krajach, takich jak Polska, jest to nawet 50 proc. To oznacza, że dyskusja o reformie ETS jest nierozerwalnie związana z dyskusją o wysokościach cen energii, o konkurencyjności naszej gospodarki, o tym, jak obniżać cenę energii i zwiększać konkurencyjność gospodarki.
Jako Polski Komitet Energii Elektrycznej od wielu miesięcy bardzo aktywnie działamy w Brukseli na rzecz właśnie takiej poważnej, głębokiej reformy ETS. Organizujemy wydarzenia, organizujemy spotkania z przedstawicielami Komisji Europejskiej, również w Parlamencie Europejskim, z przedstawicielami państw członkowskich - dodaje Ryszard Pawlik.
Podkreśla, że w tej reformie głównie chodzi o to, żeby obniżyć presję cenową, zwiększyć ilość uprawnień do emisji CO2 dostępnych na rynku, bo to powinno doprowadzić do obniżenia ceny tych uprawnień, co powinno z kolei pozytywnie przełożyć się na cenę energii elektrycznej.
- Z obecnych regulacji wynika, że około roku 2038 skończy się podaż nowych uprawnień na rynek ETS, co oznacza, że tych uprawnień zacznie dramatycznie brakować, co będzie z kolei podbijać ich cenę. Tego nie chcemy. A więc musi być ta podaż nowych uprawnień - wyjaśnia Ryszard Pawlik.
Wzmocnienie mechanizmów antyszokowych
PKEE postuluje również wzmocnienie mechanizmów antyszokowych, dzięki którym będzie większa przewidywalność i stabilność cen w systemie ETS. To jest kluczowe z punktu widzenia i cen energii, procesów inwestycyjnych oraz transformacji energetycznej prowadzonej w racjonalny kosztowo sposób.
Trzeci postulat to jest przedłużenie funkcjonowania Funduszu Modernizacyjnego po 2030 r. Ryszard Pawlik przypomina, że Polska jest dzisiaj największym jego beneficjentem. To jest fundusz, z którego 100 proc. środków systemu ETS przeznaczanych jest na projekty obniżające emisje, na rozwój odnawialnych źródeł energii i poprawę efektywności energetycznej, a więc to wszystko, co sprawia, że transformacja energetyczna postępuje. I ważne byłoby, żeby to po 2030 roku było kontynuowane.
Kolejna rzecz to kwestia wpływu systemu ETS na bezpieczeństwo energetyczne. W Polsce mamy jednostki szczytowe, które stabilizują Krajowy System Elektroenergetyczny (KSE) i które są kluczowe z punktu widzenia nieprzerwanych dostaw energii.
- Postulujemy jako Polski Komitet Energii Elektrycznej, żeby w większym stopniu istniała możliwość wyłączenia takich jednostek z systemu ETS. W tej chwili jest dopuszczone wyłączenie takich jednostek na trzysta godzin rocznie. My postulujemy o to, żeby zwiększyć taką derogację do 1500 godzin rocznie, co pozwoliłoby takim krytycznym jednostkom szczytowym funkcjonować bez ponoszenia tego kosztu, który później odbija się na rachunkach odbiorców końcowych - tłumaczy Ryszard Pawlik.
Czy Polska może wyjść z ETS?
W Polsce nie brak głosów, że Polska powinna wystąpić z systemu ETS. Nie jest to jednak prosta sprawa.
- To jest dyskusja, która powraca od dwudziestu lat. To oczywiście nie jest możliwe bez wyjścia Polski z Unii Europejskiej. Ale nawet wtedy będzie przecież mechanizm CBAM, który nakazuje producentom spoza UE wyrównywać i kompensować przewagę konkurencyjną wynikającą z tego, że nie są objęci systemem ETS. Więc bez zmniejszenia emisyjności naszej energetyki, nawet w zupełnie teoretycznym scenariuszu wyjścia z tego systemu, nadal byłoby to dla nas bolesne i uciążliwe - ocenia Ryszard Pawlik.
Dodaje, że dyskusje o wychodzeniu z systemu ETS są trochę stratą czasu, bo nie ma do tego żadnej większości.
Nie jest to jakkolwiek poważnie rozważany scenariusz w Brukseli. To, nad czym się koncentrujemy, to są konstruktywne, konkretne propozycje, które przedstawiamy i o które będziemy zabiegać i po przyjęciu których myślę, że system ETS może działać i spełniać swoją rolę, którą na początku miał spełniać, czyli stymulować do tego, żeby tę transformację gospodarczą, tę transformację energetyczną przeprowadzać. Natomiast bez uszczerbku dla konkurencyjności gospodarki - podsumowuje Ryszard Pawlik.