- Program „Czyste Powietrze” przechodzi kolejny lifting – NFOŚiGW chce wprowadzić bony na audyt energetyczny o wartości ok. 50 mln zł rocznie, ale pieniądze trafią tylko do tych gmin, które zdecydują się zostać operatorami programu i realnie obsługiwać mieszkańców.
- W poprzedniej odsłonie programu „Czyste Powietrze” VAT był często „zaszywany” w cenach usług, przez co beneficjenci formalnie go nie płacili, ale w praktyce podbijało to koszty całej inwestycji; teraz takie praktyki mają zniknąć, bo podatek musi być rozliczony wprost i pokrywany przez beneficjenta.
- Wstrzymanie części wypłat z programu nie wynikało z decyzji Komisji Europejskiej – problem polegał na tym, że Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej nie skierowało wniosków o kolejne transze do Brukseli; skala sprawy była jednak marginalna - mówi WNP Robert Gajda, wiceprezes NFOŚiGW.
- O wsparciu transformacji energetycznej Polski będziemy rozmawiać podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego, który 22-24 kwietnia odbędzie się w Katowicach. Rejestracja na to wydarzenie już trwa.
Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej zakończy 16 marca konsultacje społeczne dotyczące reformy programu „Czyste Powietrze”. Jakie są główne cele tej reformy i które zmiany uważa pan za najważniejsze dla efektywności programu?
- Nie będzie to rewolucja w porównaniu do wcześniejszych zmian, bo po wstrzymaniu programu musieliśmy zabezpieczyć cały system przed nadużyciami. Najważniejsze było zadbanie o beneficjentów.
Analiza ostatnich 12 miesięcy pokazała, co działało słabo i dlaczego spadała liczba wniosków. Jednym z głównych czynników był zakaz finansowania kotłów gazowych wprowadzony przez dyrektywę EPBD (chodzi o dyrektywę w sprawie charakterystyki energetycznej budynków - przyp. red.) – dotyczyło to aż 35 proc. wszystkich wniosków.
Po reformie kluczowym celem nie jest już sama wymiana źródła ciepła, lecz poprawa jakości całego budynku. W przeszłości zdarzało się, że montowano nowoczesne piece w starych domach bez wcześniejszej termomodernizacji – efekt był odwrotny do zamierzonego.
Nasza zasada jest prosta: wymiana źródła ciepła wraz z ociepleniem budynku, tj. kompleksowe działanie w zakresie termomodernizacji.
Chcemy, by beneficjenci wychodzili z ubóstwa energetycznego, ale nie wpadali w ekonomiczne, bo rachunki za źródła droższe w utrzymaniu mogły rosnąć, a ludzie wracali do pieców węglowych.
Zmieniacie też warunek dotyczący wymogu czasowego posiadania nieruchomości z trzech lat do roku. Dlaczego?
- To kwestia dostępności i ograniczenia nadużyć. Wcześniejszy wymóg służył m.in. ochronie przed sytuacjami typu „na wnuczka”. Teraz wystarczy rok własności i 50 proc. udziału we własności nieruchomości w przypadku darowizny na rzecz dzieci lub wnuków albo w przypadku zakupu. Program staje się stricte dla osób potrzebujących, a nie dla próbujących obejść zasady.
Drugim problemem był koszt audytu energetycznego, który dla wielu osób był barierą wejścia. Rozwiązaniem jest tzw. bon na audyt, finansowany ze środków Funduszu, który pozwoli gminom – operatorom programu – sfinansować wykonanie audytu jeszcze przed złożeniem wniosku o dofinansowanie.
Bon na audyt tylko dla gmin-operatorów
Jak będzie to rozwiązanie działać?
- Chcemy dać pieniądze z naszych własnych środków Funduszu na audyty energetyczne. Najważniejsze będą gminy, które są operatorami programu.
Chcemy też nakłonić inne gminy, które jeszcze nie pełnią funkcji operatora, żeby się tym zainteresowały. Bo jeśli mieszkaniec danej gminy zobaczy, że nie może dostać bonu, bo jego włodarz nie zdecydował się na utworzenie punktu operatorskiego, to rozliczy go przy następnych wyborach samorządowych.
Nam przede wszystkim chodzi o to, żeby każdy mieszkaniec miał równe prawo dostępu do programu.
Jeśli dobrze rozumiem, ktoś, kto zgłosi się do swojej gminy – operatora, będzie mógł dostać bon na audyt, natomiast w przeciwnym razie, jeśli gmina nie jest operatorem programu, będzie musiał pokryć koszt samodzielnie?
- Dokładnie tak. To są po prostu nasze środki zabezpieczające funkcjonowanie programu. Nie chcemy, żeby beneficjenci ponosili ciężar kosztów, dlatego zabezpieczamy pulę pieniędzy, a jednocześnie mobilizujemy gminy, aby zdecydowały się na otwarcie punktów operatorskich, nie tylko informacyjnych, jak to było dotychczas.
A ile pieniędzy przeznaczyliście na te bony?
- Nie chcemy, żeby gmina ponosiła ciężar kosztów, więc zabezpieczamy odpowiednią pulę pieniędzy. Szacujemy, że będzie to kwota około 40-50 mln zł rocznie.
Z audytem wiąże się też kolejna zmiana dotycząca elastyczności w realizacji prac wynikających z audytu energetycznego. Na czym będzie polegać?
- Zbyt rozległe audyty zwiększały koszt inwestycji, czasem ponad możliwości beneficjentów, wliczając VAT. Wcześniej wymagano oszczędności energii użytkowej do ogrzewania na poziomie 40 proc. Teraz proponujemy dodatkowo możliwość realizacji przedsięwzięcia, w wyniku którego zostanie osiągnięta redukcja zapotrzebowania na energię pierwotną na poziomie co najmniej 30 proc., co jest minimum wymaganym przez Europejski Bank Inwestycyjny (EBI) w związku z finansowaniem programu z Funduszu Modernizacyjnego.
To uwzględnia całe zużycie energii, nie tylko ogrzewanie, np. produkcję i transport energii. Wdrożenie zależy od zgody EBI, najwcześniej pod koniec roku.
Kilka dni temu w wywiadzie ze mną wiceprezes EBI, pani profesor Teresa Czerwińska, powiedziała, że wszystko, co usprawnia dostęp do finansowania, będzie przez bank rozpatrzone i z dużym prawdopodobieństwem przychylnie…
- Ten temat musi zostać uzgodniony z EBI.
Bez czarnej listy wykonawców za to z rejestracją elektroniczną wniosków
A co z legendarną listą wykonawców?
- Kwestia utworzenia listy wykonawców programu obecnie znajduje się w fazie konsultacji społecznych i jest to trudny temat.
Lista będzie referencyjna, nie obligatoryjna, oparta na kryteriach formalnych i jakościowych będących podstawą wpisu i pozostania na niej dla wykonawców.
Lista ma wskazywać sprawdzonych wykonawców pod względem ustalonych kryteriów, jednocześnie nie ograniczając konkurencji.
Wykonawcy prosili też o urealnienie okresu rozliczania zaliczek.
- Planujemy rzeczywiście wydłużenie okresu rozliczania zaliczek. Mechanizm będzie działał podobnie jak w programach Feniks – z dotychczasowych 120 dni przedłużamy do 180 dni, biorąc pod uwagę warunki atmosferyczne.
Chcemy też dawać możliwość wykonawcom i beneficjentom przekształcenia umowy z prefinansowania na refinansowanie.
Jakie inne usprawnienia planujecie jeszcze dla beneficjentów?
- Planujemy umożliwić beneficjentom samodzielne wypełnianie wniosków elektronicznie, a operator będzie jedynie weryfikował i zatwierdzał. System przypomina rejestrację samochodu – przyspieszy proces i skróci kolejki.
Chcemy również, aby beneficjenci byli świadomi zakresu inwestycji. Często przychodzą z zamiarem wymiany kotła, a okazuje się, że potrzebna jest pełna kompleksowa termomodernizacja, co zwiększa koszty. Przy maksymalnym dofinansowaniu około 170 tys. zł może to oznaczać dodatkowo 12 tys. zł VAT do zapłaty. Beneficjent musi więc być przygotowany finansowo na te wydatki.
Koniec „ukrytego” VAT i wsparcie dla poszkodowanych
Swoją drogą to ciekawe, że ludzie najubożsi zgadzali się na wykładanie z własnej kieszeni po kilka, a nawet kilkanaście tysięcy złotych na VAT.
- W poprzedniej odsłonie programu większość beneficjentów nie płaciła VAT, ponieważ firmy wliczały go w cenę usług, co z kolei windowało koszty całej inwestycji. Obecnie mamy ustalone maksymalne dotacje jednostkowe dla poszczególnych prac w ramach usługi wykonania ocieplenia budynku, więc VAT nie może już być dodawany do kwoty usługi w sposób ukryty – beneficjent musi go pokryć samodzielnie.
Przejdźmy do kolejnej kwestii, czyli projektu specustawy dla pokrzywdzonych w programie „Czyste Powietrze”. Polski Alarm Smogowy wskazuje, że projekt ustawy pomija wielu poszkodowanych. Chodzi nie tylko o nierzetelnych wykonawców, ale i zawyżanie cen.
- Fundusz wspiera poszkodowanych, w tym możliwość dokończenia inwestycji przez innego wykonawcę. Co do cen: jeśli np. ocieplenie kosztuje 200 zł za m2, a faktura pokazuje 1tys. zł za m2 – różnicę beneficjent pokrywa samodzielnie. To eliminuje nadużycia, np. „prezenty” od firm zwiększające koszty. Podobnie stolarka okienna i drzwiowa: jedne drzwi za 2,9 tys. zł nie mogą być fakturowane na 43 tys. zł.
Zasada jest taka, że fundusz nie działa wstecz w zakresie nowych wytycznych cenowych – rozliczenia dokonuje się według zasad obowiązujących w momencie realizacji inwestycji. Wcześniej koordynatorzy również oceniali racjonalność wydatków, uwzględniając ceny rynkowe.
Na czym więc polega negocjowanie warunków w przypadku wyższych kosztów niż ustalone w tabeli?
- Jeżeli koszty na danym grancie są wyższe, niż przewiduje tabela, beneficjent jest proszony o złożenie wyjaśnień dotyczących przyczyn różnicy. Jeżeli wzrost jest racjonalny – np. starszy budynek wymagał dodatkowych prac, takich jak naprawa nadproży lub wzmocnienie konstrukcji – koszty te są uwzględniane.
W większości przypadków wojewódzkie fundusze dopuszczają różnice w granicach około 30–40 proc. Natomiast przypadki ewidentnego nadużycia nie są akceptowane.
W jednym z wywiadów prasowych wiceminister funduszy Jan Szyszko stwierdził, że „rząd stoi przed koniecznością znalezienia dodatkowych środków, aby program mógł funkcjonować bez obciążenia budżetu państwa” oraz że trudności z certyfikacją w Komisji Europejskiej mogą wymusić zwrot części środków unijnych. Fot: Rafał Guz / PAP
W jednym z wywiadów prasowych wiceminister funduszy Jan Szyszko stwierdził, że „rząd stoi przed koniecznością znalezienia dodatkowych środków, aby program mógł funkcjonować bez obciążenia budżetu państwa” oraz że trudności z certyfikacją w Komisji Europejskiej mogą wymusić zwrot części środków unijnych. Fot: Rafał Guz / PAPPieniądze zabezpieczone, płynność gwarantowana
W jednym z wywiadów prasowych wiceminister funduszy Jan Szyszko stwierdził, że „rząd stoi przed koniecznością znalezienia dodatkowych środków, aby program mógł funkcjonować bez obciążenia budżetu państwa” oraz że trudności z certyfikacją w Komisji Europejskiej mogą wymusić zwrot części środków unijnych. Kasa Funduszu świeci pustkami?
- To nieprawda. Pod koniec 2023 r. faktycznie były ograniczone środki, bo rząd nie zapewnił finansowania. Ale podpisaliśmy umowy zabezpieczające: KPO ponad 13 mld zł, fundusz Feniks ponad 7 mld zł, Fundusz Modernizacyjny 10 mld zł. Płynność jest zapewniona, beneficjenci nie odczuwają problemów.
Problem dotyczył certyfikacji wydatków w UE, nie braku środków.
Skąd więc te alarmy o wstrzymaniu czy ograniczeniu środków w UE?
- Powtarzam: problem nie dotyczył braku pieniędzy, lecz certyfikacji wydatków w Komisji Europejskiej. Certyfikacja wymaga wykazania, że środki zostały wydatkowane zgodnie z zasadami i spełniają wymogi unijne. Część transz nie mogła zostać certyfikowana od razu, co wymagało zabezpieczenia środków z własnych zasobów Funduszu i opóźniało wypłaty od strony unijnej, ale beneficjenci tego nie odczuli.
Co spowodowało te opóźnienia w certyfikacji?
- Zwiększone wymagania wynikające z doniesień medialnych i kontroli Komisji Europejskiej. Należało m.in. sprawdzić urządzenia montowane w domach, które mogły być ryzykowne lub nie spełniały wymogów dyrektywy EPBD.
Kontrole obejmowały także sytuacje, w których wykonawcy zawyżali koszty inwestycji. W rezultacie proces certyfikacji został wydłużony, ale dotyczyła zaledwie 2 proc. wszystkich transz – w praktyce około 5,5 mln zł z kwoty 280 mln zł w jednej z paczek wniosków.
Więc jednak nastąpiło „zamrożenie” części środków. Jak Fundusz sobie z tym poradził?
- Część środków nie mogła być od razu certyfikowana, ponieważ Ministerstwo Funduszy uznało, że nie wszystkie wymagania formalne zostały spełnione, np. brak było wpisów części urządzeń do bazy EPREL (European Product Registry for Energy Labelling - europejska baza danych produktów z etykietą energetyczną, prowadzona przez Komisję Europejską, w której producenci rejestrują urządzenia, np. kotły, pompy ciepła, AGD - przyp. red.). Fundusz przygotował te wnioski od nowa, pomniejszając kwotę o problematyczne elementy, i przesłał do ministerstwa do weryfikacji.
Zatem to resort funduszy nie przesłał rozliczeń do Brukseli i stąd nie mogła być wypłacona kolejna transza pieniędzy?
- Zgadza się, środki nie zostały „zamrożone” przez Komisję Europejską, lecz wynikało to z faktu, że Ministerstwo Funduszy nie przekazało rozliczeń do Brukseli, co uniemożliwiło wypłatę kolejnej transzy.
Należy przy tym podkreślić, że ministerstwo pełni rolę przedstawicielstwa Komisji w Polsce, a naszym priorytetem jest prawidłowe i rzetelne rozliczenie wydatkowanych środków. Wydanie pieniędzy samo w sobie nie stanowi wyzwania – kluczowe jest ich prawidłowe rozliczenie.
Chcę podkreślić to dobitnie: Fundusz wykorzystuje własne środki i odsetki z pożyczek, a nie budżet państwa, aby zapewnić płynność finansową do momentu odblokowania środków po certyfikacji. Beneficjenci nie ponoszą żadnych konsekwencji tych opóźnień.
Czy 2 proc. wątpliwych wniosków stanowi zagrożenie dla dalszego finansowania całego programu?
- Nie, nawet w pesymistycznym scenariuszu dotyczący 2 proc. środków, które mogłyby nie spełniać wymogów, Fundusz ma środki własne, aby pokryć ewentualne korekty. W praktyce beneficjenci nie odczuwają żadnych problemów z wypłatami, a finansowanie programu pozostaje w pełni zabezpieczone.
Według raportów fundacji SmogLab jakość powietrza tej zimy w wielu miastach znacząco się pogorszyła w porównaniu z rokiem ubiegłym. Zdążycie przygotować gospodarstwa domowe do ETS2 od 2028 r.?
- Program wspiera szczególnie najuboższe gospodarstwa, dla których termomodernizacja samodzielnie byłaby poza zasięgiem. Kompleksowe ocieplenie budynku plus wymiana źródła ciepła znacząco obniża zużycie energii i emisje. Samodzielna wymiana źródła bez ocieplenia często prowadziła do wyższych rachunków.
Jednocześnie sektor wykonawczy jest ograniczony: rocznie może zrealizować ok. 82 tys. inwestycji, podczas gdy wnioski mogą sięgać setek tysięcy. Program musi być planowany realistycznie, z uwzględnieniem mocy przerobowych branży i możliwości rozliczeniowych wniosków.