- Podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach, 22 kwietnia odbyło się Polsko-Francuskie Forum Gospodarcze „Polska–Francja: przemysł i konkurencyjność”.
- Dyskutowano o kluczowych napięciach w europejskim przemyśle: transformacji klimatycznej, globalnej konkurencji i regulacyjnej niepewności.
- Joanna Czynsz-Piechowiak, wiceprezes Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej (CCIFP), uderzyła w sedno: dziś nie koszty energii, lecz brak przewidywalności prawa na 10–15 lat jest realnym hamulcem inwestycji w Europie.
- Michał Baranowski, wiceminister gospodarki, ostrzegł, że Europa dryfuje w stronę deindustrializacji, bo przegrywa z USA i Azją kosztami energii i tempem regulacyjnym.
- Yann Barou, członek zarządu i wiceprezes Grupy Somfy, podkreślił zaś, że bez równych zasad gry konkurencja spoza UE systemowo zyskuje przewagę, szczególnie w imporcie tanich, słabo kontrolowanych produktów.
22 kwietnia w Katowicach, w ramach Europejskiego Kongresu Gospodarczego 2026 – największej imprezy gospodarczej w tej części Europy – odbyło się Polsko-Francuskie Forum Gospodarcze. Polska-Francja: przemysł i konkurencyjność.
Wydarzenie to było bezpośrednią kontynuacją polsko-francuskiego szczytu międzyrządowego z 20 kwietnia w Gdańsku z udziałem prezydenta Francji Emmanuela Macrona, premiera Donalda Tuska i liderów biznesu. Tam padły polityczne deklaracje o nowym otwarciu w relacjach gospodarczych.
W Katowicach biznes bardzo szybko przeszedł jednak od dyplomacji do konkretów – i zrobiło się naprawdę gorąco.
Przedstawiciele rządów, unijnych instytucji i największych firm nie zostawili złudzeń: europejski przemysł znalazł się pod ścianą.
Problemem nie są już wyłącznie wysokie ceny energii, surowców czy zaburzone łańcuchy dostaw. Coraz większym ciężarem staje się chaotyczne, nieprzewidywalne prawo, które utrudnia firmom planowanie inwestycji liczonych nie w kwartałach, ale dekadach.
Podkreślano, że przemysł planuje na 10–15 lat do przodu. Najwyższym kosztem nie jest sama transformacja klimatyczna, ale brak przewidywalności regulacyjnej – wybrzmiało podczas debaty wielokrotnie.
Europa sama wiąże sobie ręce
Michał Baranowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii, mówił wprost, że relacje polityczne między Warszawą i Paryżem są dziś najlepsze od lat, ale dzieje się to w wyjątkowo trudnym momencie dla globalnej gospodarki.
Globalizacja się załamuje. Mamy nieprzewidywalnych partnerów handlowych, świat zmienia się gwałtownie i Europa musi szukać nowych rynków – podkreślał.
Jak zaznaczył, kluczowe staje się dziś bezpieczeństwo ekonomiczne oraz dywersyfikacja partnerów handlowych.
Energia to dla europejskiego przemysłu kwestia życia i śmierci. Jeśli połączymy wysokie ceny energii z nadmiernymi regulacjami, grozi nam deindustrializacja – ostrzegał.
Baranowski krytycznie odniósł się również do systemu ETS i mechanizmu CBAM. – Konkurujemy z firmami spoza Europy, które nie mają takich ograniczeń. Europa nie może sama ograniczać własnego przemysłu, podczas gdy reszta świata gra według innych zasad.
Jednocześnie wskazał, że Francja może uczyć się od Polski cyfryzacji usług i innowacyjności technologicznej.
Wolny handel tylko dla wybranych?
Yann Barou, członek zarządu i wiceprezes ds. ekspansji na rynki wschodzące Grupy Somfy, zwracał uwagę na nierówne zasady konkurencji.
My musimy spełniać restrykcyjne normy środowiskowe, podatkowe i jakościowe. Tymczasem część konkurencji spoza UE tych obowiązków po prostu nie ma – mówił.
Szczególnie ostro ocenił napływ tanich przesyłek z Azji.
Francja zdecydowała, że małe paczki z Chin będą objęte dodatkowymi opłatami, bo dziś wiele z nich omija VAT. To nie jest uczciwa konkurencja.
Dodał, że firmy mogą inwestować i rozwijać się tylko wtedy, gdy znają reguły gry. – Potrzebujemy stabilności prawa, a nie permanentnych zmian - zaznaczył.
Bruksela zaczyna słuchać biznesu
Adam Jarubas, poseł do Parlamentu Europejskiego i przewodniczący Komisji Zdrowia Publicznego Parlamentu Europejskiego, przyznał, że Unia Europejska zaczyna dostrzegać skalę problemu.
Europa importuje 90 proc. surowców energetycznych, a energia w USA i Chinach jest nawet dwa razy tańsza – przypomniał.
Jego zdaniem UE zaczyna odchodzić od ideologii na rzecz większego pragmatyzmu.
Cel redukcji emisji na poziomie 90 proc. do 2040 r. jest ogromnym obciążeniem dla przemysłu - ocenił.
Jarubas zwrócił uwagę, że coraz większe znaczenie ma energia jądrowa.
To bardzo ważne, że atom został uznany w końcu w Brukseli za zrównoważone źródło energii.
Mówił też o problemie europejskiej innowacyjności.
Nie może być tak, że największym beneficjentem zielonej transformacji Europy będą Chiny.
Surowce drożeją, fabryki znikają
Tadeusz Nowicki, wiceprzewodniczący Rady Głównej Konfederacji Lewiatan, mówił z kolei o dramatycznych skutkach przeregulowań dla przemysłu chemicznego i przetwórczego.
Polska eksportuje tworzywa sztuczne, ale jednocześnie importuje kluczowe surowce, jak polietylen. Jak wskazał, europejska baza przemysłowa realnie się kurczy.
Trzech producentów surowców do tworzyw sztucznych w Europie już się zamknęło. Deindustrializacja dzieje się na naszych oczach.
Nie zostawił suchej nitki na unijnych legislatorach.
Tworzymy regulacje bez realnej oceny skutków dla biznesu.
Zamówienia publiczne też czeka reset
Agnieszka Olszewska, prezes Urzędu Zamówień Publicznych, zwracała uwagę, że zmiana filozofii zamówień publicznych będzie jednym z kluczowych elementów wzmacniania europejskiej konkurencyjności.
Jak podkreślała, system przestaje być wyłącznie technicznym narzędziem wydatkowania środków publicznych, a staje się instrumentem realizacji strategicznych celów państwa i całej Unii Europejskiej.
Zamówienia publiczne nie mogą być dziś postrzegane wyłącznie przez pryzmat ceny i procedur. To narzędzie wspierania polityki przemysłowej, bezpieczeństwa dostaw, innowacyjności czy transformacji energetycznej – mówiła.
Szefowa UZP wskazała, że rynek stoi obecnie przed dużą reformą, która ma uprościć system zakupowy. – Trwają prace nad upraszczaniem procedur, ich większą elastycznością oraz standaryzacją procesów, tak aby zarówno administracja, jak i przedsiębiorcy mogli szybciej przechodzić przez procedury przetargowe - poinformowała.
Kluczowy spór – jak zaznaczyła – dotyczy przyszłego modelu regulacyjnego na poziomie unijnym. Chodzi o to, czy nowe przepisy powinny być wdrażane poprzez dyrektywy, które pozostawiają państwom członkowskim większą swobodę implementacji, czy poprzez rozporządzenia, które narzucają jednolite, sztywne rozwiązania w całej UE.
– To fundamentalna różnica. Dyrektywy pozwalają uwzględnić specyfikę krajowych rynków. Rozporządzenia odbierają tę elastyczność – podkreślała.
Olszewska wskazywała również na rosnący problem nadprodukcji przepisów sektorowych.
Zamiast deregulacji obserwujemy często dokładanie kolejnych obowiązków. Powstają dziesiątki nowych regulacji dotyczących konkretnych sektorów zakupowych i to zaczyna paraliżować system.
Jej zdaniem konieczna jest również większa profesjonalizacja zamawiających oraz lepsze przygotowanie administracji do prowadzenia dialogu z rynkiem jeszcze przed uruchomieniem przetargów.
– Musimy lepiej badać rynek przed ogłoszeniem postępowań i rozmawiać z biznesem wcześniej, aby uniknąć sytuacji, w której prawo wyprzedza rzeczywistość gospodarczą - zakończyła.
L’Oréal: regulacyjny chaos zabija biznes
Valéry Gaucherand, prezes Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej (CCIFP) i przedstawiciel L’Oréal również mówił o absurdach regulacyjnych, które uderzają nawet w najbardziej innowacyjne branże Europy.
Europejski sektor kosmetyczny generuje 180 mld euro dla PKB, a mimo to jest dziś pod ogromną presją regulacyjną.
Przypomniał, że Polska jest piątym producentem kosmetyków w Europie. – Polska ma ogromne moce produkcyjne, Francja ma silne kompetencje badawcze. To naturalne partnerstwo - zaznaczył.
Krytykował przepisy dotyczące składników kosmetycznych.
Dobre intencje nie mogą kończyć się złym prawem.
Podkreślał także znaczenie wizyty Macrona. – Szczyt w Gdańsku pokazał, że relacje polsko-francuskie wchodzą na nowy poziom - ocenił prelegent.
Energia zdecyduje o przyszłości przemysłu
Joanna Czynsz-Piechowiak, wiceprezes Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej (CCIFP), stwierdziła wprost: dziś dla europejskiego przemysłu największym zagrożeniem nie jest sama transformacja klimatyczna, ale tempo regulacyjnych zmian przy jednoczesnym braku stabilnego zaplecza energetycznego.
Podkreślała, że wiele firm reprezentowanych przez francuski kapitał w Polsce działa w sektorach wyjątkowo energochłonnych – od materiałów budowlanych, przez przemysł szklarski, po zaawansowaną produkcję przemysłową – i bez przewidywalnych cen energii ich konkurencyjność będzie dramatycznie spadać.
– Bez stabilnych i konkurencyjnych cen energii Europa przegra globalny wyścig przemysłowy – ostrzegała.
Jak zaznaczyła, przedsiębiorcy są dziś gotowi inwestować w zieloną transformację, ale potrzebują warunków, które pozwolą im planować inwestycje na dekadę lub dwie do przodu.
Przemysł nie myśli w perspektywie jednego kwartału czy jednej kadencji politycznej. Inwestycje planujemy na 10–15 lat. Jeśli w tym czasie zasady gry zmieniają się co kilka miesięcy, biznes po prostu wstrzymuje decyzje inwestycyjne – podkreślała.
Jako przykład podała sektor budowlany i materiałowy.
– Wszędzie będą potrzebne nowe drogi, centra danych, magazyny, infrastruktura logistyczna czy nowe zakłady produkcyjne. To oznacza ogromne zapotrzebowanie na szkło, cement, stal i materiały budowlane. Jeśli europejski przemysł nie będzie konkurencyjny energetycznie, te inwestycje zaczną odpływać poza Europę.
Czynsz-Piechowiak wskazywała, że Europa musi przyspieszyć inwestycje w infrastrukturę energetyczną.
Potrzebujemy nowych sieci przesyłowych, magazynów energii, większego udziału OZE, ale również stabilnych źródeł bazowych, takich jak energetyka jądrowa. Bez tego nie utrzymamy przemysłu w Europie.
Jej zdaniem problemem jest również to, że nowe regulacje często powstają szybciej niż realne analizy ich wpływu na biznes.
Potrzebujemy prawa opartego na danych i realnej ocenie skutków gospodarczych, zanim zaczniemy nakładać kolejne obowiązki na przedsiębiorców.
Nowy rozdział relacji Warszawa–Paryż
Forum otworzył Étienne de Poncins, ambasador Francji w Polsce, który przypomniał, że spotkanie w Katowicach było naturalną kontynuacją szczytu polsko-francuskiego w Gdańsku.
– Traktat z Nancy opiera się na trzech filarach: bezpieczeństwie, gospodarce oraz kulturze – mówił.
Ambasador podkreślał, że wobec wojny w Ukrainie, napięć geopolitycznych i rosnącej konkurencji gospodarczej współpraca Warszawy i Paryża nabiera strategicznego znaczenia.
– 20 kwietnia stanie się symbolicznym Dniem Przyjaźni Polsko-Francuskiej – zapowiedział.
Europa chce być zielona, ale bez taniej energii i przewidywalnych regulacji może bardzo szybko stać się kontynentem świetnych ambicji i zamykanych fabryk.
Z Katowic wybrzmiał jasny komunikat do Brukseli: jeśli UE nie przestanie regulować szybciej, niż przemysł jest w stanie inwestować, przyszłość europejskiej produkcji napiszą Chiny i USA.