- - Coś, co dziś nazywa się AI, my faktycznie robiliśmy już 13 lat temu. Największą barierą były wtedy koszty i brak dostępu do odpowiednich mocy obliczeniowych – opowiada Paweł Potakowski, dyrektor ds. komunikacji w firmie Migam.
- Projekt Migam AI to zwycięzca EEC Startup Challenge 2026 w kategorii „4TECH – technologie przyszłości”. Umożliwia komunikację Głuchym: działa już model tłumaczący na amerykański język migowy (ASL) i zaczęły się prace nad polskim językiem migowym (PJM).
- Startupom, które zdobyły pierwsze granty na swoje projekty, radzi zabezpieczyć najpierw środki na ZUS, podatki, wynagrodzenia pracowników i faktury podwykonawców. - Bez własnej poduszki finansowej ryzyko jest tak duże, że zamiast zajmować się rozwojem technologii, innowator musi nurkować w tematy, na których się nie zna.
Na czym polega projekt Migam AI, jak działa i jaki problem rozwiązuje?
- Migam AI to projekt, który zaprezentowaliśmy z sukcesem w konkursie podczas XVIII Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach – i który jest realizacją już trzynastoletniej pracy nad automatyzacją tłumaczenia języków migowych.
Nasza firma od 2011 r. zajmuje się szeroko rozumianą dostępnością dla osób ze szczególnymi potrzebami, ze szczególnym uwzględnieniem osób niesłyszących. Podstawowym biznesem Migam jest zapewnianie firmom i instytucjom dostępu do połączeń online z żywymi tłumaczami polskiego języka migowego (PJM) – realizujemy je za pośrednictwem naszej autorskiej platformy OMMI.IO jako usługa Tłumacz Migam. To usługa abonamentowa świadczona dla podmiotów, które są zobowiązane do zapewniania dostępności lub po prostu chcą być dostępne dla klientów niesłyszących.
Prawo wymusza dostępność, rynek jej oczekuje
W takim razie nowe przepisy, kładące nacisk na większą dostępność produktów i usług, pewnie wam sprzyjają?
- Tak. Zmieniający się kontekst prawny sprawił, że katalog podmiotów zobowiązanych do dostępności jest już niezwykle szeroki. Europejska dyrektywa o dostępności – European Accessibility Act – została implementowana do polskiego systemu prawnego w 2019 r., a 28 czerwca 2025 r. w pełni weszła w życie ustawa o dostępności niektórych produktów i usług. Obejmuje ona już nie tylko podmioty publiczne, ochronę zdrowia czy edukację, ale także transport, telekomunikację i cały sektor e-commerce.
Wymogi te są uzależnione od wielkości przedsiębiorstwa: mały przedsiębiorca do 10 osób i określonych obrotów nie jest zobowiązany wdrażać dostępności w pełni. Ale już wyraźnie widać, że rynek tego oczekuje. Nawet klienci pełnosprawni zdają sobie sprawę, że tak powinno być. To staje się argumentem sprzedażowo-biznesowym, którego świadomi przedsiębiorcy nie mogą pominąć. Bo każdy może im dziś zwrócić uwagę: „A dlaczego tu są tylko schody, a nie ma podjazdu? Przecież to wyklucza”.
Tłumacze migający online mają dużo pracy?
- Liczba osób z problemami ze słuchem w Polsce, według danych GUS i NFZ, wynosi około 950–970 tys. Ale jeżeli ktoś traci słuch w trakcie swojego życia, a wcześniej nauczył się języka polskiego, zdobył wykształcenie – ma szereg możliwości komunikacyjnych: aparat słuchowy, mail, strona internetowa, kartka i długopis.
Są też jednak osoby – według naszych szacunków nie mniej niż 200 tys. – które nie mają innego wyboru niż pośrednictwo tłumacza języka migowego. Bo jeżeli ktoś stracił słuch we wczesnym dzieciństwie albo urodził się niesłyszący, to pierwszą i naturalną formą komunikacji jest język migowy.
Dopóki nie przeczytałam książki „Głusza” Anny Goc, nie zdawałam sobie sprawy, że dla Głuchych polski to język obcy i że dosłowne tłumaczenie polskich zdań na znaki migowe, z zachowaniem gramatyki – czyli system językowo-migowy (SJM) – jest trudne w odbiorze. A polski język migowy (PJM) to naprawdę odrębny język, z własnym słownictwem i gramatyką.
- Zdecydowanie polecam książkę „Głusza”. Na kartach tego reportażu obnaża się nasza niewiedza i nieświadomość jako osób słyszących. Ta lektura porusza bardziej niż raport NIK z grudnia 2022 r., pokazujący, jak tragiczna jest sytuacja edukacyjna Głuchych. Proszę sobie wyobrazić: tylko 40 proc. nauczycieli w szkołach, w których uczą się takie dzieci, miga w jakimkolwiek stopniu. To oznacza, że 6 na 10 nauczycieli nie ma z dziećmi wspólnego języka i jako jedyny sposób przekazywania wiedzy stosuje głośne mówienie.
Bicie za miganie. Kilkuset tłumaczy dla 200 tys. Głuchych
Przez lata miganie było w szkołach dla Głuchych zakazane.
- PJM był językiem, którego nie znała komuna, którego ci, którzy mieli nadzorować, co jest przekazywane młodym pokoleniom i o czym ludzie ze sobą rozmawiają, po prostu nie rozumieli. To była decyzja polityczna: wyrugować ten język, zminimalizować liczbę osób, które go znają i które się nim posługują. Bicie słownikiem po rękach, jeżeli ktoś próbował migać w szkole – takie rzeczy się tam działy.
Nam, słyszącym, wydaje się, że rozumiemy, co to znaczy być Głuchym, bo jak zatkamy uszy, to przestajemy słyszeć. Nie rozumiemy jednak, że bycie Głuchym oznacza funkcjonowanie w zupełnie innym systemie komunikacji. I dlatego tak trudno nam pojąć, jak wielu niesłyszących nie jest w stanie swobodnie się porozumiewać na zasadzie „proszę, tu masz kartkę i sobie przeczytaj”. Dla nich to bariera nie do przejścia.
I dlatego tak mocno skupiamy się na zmianie tego świata: zarówno poprzez zapewnianie tłumaczy online, jak i poprzez prace nad automatyzacją tłumaczeń. Dziś w Polsce mamy około 200 tys. Głuchych potrzebujących dostępu do tłumacza języka migowego, a zawodowych tłumaczy jest co najwyżej 350-400, w tym osoby po kilkudziesięciogodzinnym kursie, które nie są gotowe na każdą sytuację: pójście do banku, wzięcie kredytu, wizytę lekarską. Dysproporcja potrzeb i możliwości jest więc ogromna.
Zwiększa się liczba podmiotów zobowiązanych do dostępności, rośnie świadomość – ale wąskim gardłem są tłumacze. Dlaczego?
- Praca tłumacza migowego jest niezwykle angażująca – fizycznie i intelektualnie. Proszę zwrócić uwagę, że na platformach streamingowych filmy z tłumaczeniem na amerykański – najpopularniejszy - język migowy to dosłownie pojedyncze pozycje. Dlaczego? Bo przetłumaczenie 90-minutowego filmu to nie jest tak, że tłumacz siada przed kamerą, leci film i on sobie na bieżąco miga to, co się dzieje. Trzeba przetwarzać komunikaty jednocześnie na dwóch poziomach: z języka wizualno-przestrzennego na foniczny i odwrotnie. Nie dziwi nas przecież, że w kabinach tłumaczy symultanicznych siedzą dwie osoby, które co kwadrans się zmieniają. Tak samo jest tutaj.
Żeby dobrze przetłumaczyć film, trzeba się przygotować: zapoznać z treścią, zdecydować, których znaków użyć, a jeśli jakiegoś znaku w polskim języku migowym brakuje, to zastanowić się, jak rzecz ująć obrazowo, a może wręcz stworzyć nowy gest. Potem są nagrania, montaż – wiele godzin pracy niejednej osoby. A to oznacza koszty.
Automatyzacja migania: od rozgrzanych tabletów do sztucznej inteligencji
I tu na scenę wchodzi sztuczna inteligencja z Migam AI?
- Migam AI to zwieńczenie kilkunastu lat naszego doświadczenia w pracy z językiem migowym i nowoczesnymi technologiami. Zdajemy sobie sprawę, w jakich obszarach możemy realnie ułatwić dostęp – i jednocześnie obniżyć koszty dla klientów, na przykład właśnie platform streamingowych, które chciałyby tłumaczyć swoje treści na język migowy.
W tej chwili mamy model dla amerykańskiego języka migowego (ASL), który cały czas ulepszamy – i równolegle rozpoczynamy prace nad polskim językiem migowym (PJM). Pierwsi klienci już są zainteresowani współpracą we wdrażaniu tej technologii. Naszym atutem biznesowym jest to, że mamy już ponad 2 tys. klientów, dla których realizujemy usługi związane z dostępnością. To bardzo ułatwia budowanie rozwiązań opartych na nowych technologiach.
Powiedział pan, że pracujecie nad automatyzacją od 13 lat. Kiedy do gry weszła sztuczna inteligencja?
- Właściwie od samego początku korzystaliśmy z tego, co dziś większość ludzi nazywa sztuczną inteligencją. Wtedy może jeszcze nie mówiło się na to „uczenie maszynowe”, ale tworzyliśmy sieci neuronowe, które autonomicznie analizowały obraz i automatycznie generowały treści. Z tej perspektywy coś, co dziś nazywa się AI, my faktycznie robiliśmy już 13 lat temu. Największą barierą były wtedy koszty i brak dostępu do odpowiednich mocy obliczeniowych.
A jak sobie radziliście z danymi? W przypadku języka migowego to musi być szczególnie trudne, bo nie ma ich zbyt wiele.
- Mamy w tej dziedzinie olbrzymie doświadczenie, bo zrealizowaliśmy w Polsce ponad pół miliona różnego rodzaju tłumaczeń i część z tych materiałów – ta, która nie jest objęta ograniczeniami wynikającymi np. z RODO – stanowi nasze zaplecze treningowe.
Przy pierwszych projektach z 2013 r. wykorzystywaliśmy między innymi kamery głębokości (rejestrują odległość od obiektywu, co pozwala na trójwymiarowe skanowanie otoczenia), takich jak kamera Kinect od Microsoftu, którą otrzymaliśmy do testów. Od Google'a otrzymaliśmy z kolei testowe egzemplarze tabletu Tango – wczesnej technologii z trzema jednoczesnym kamerami do rejestracji obrazu trójwymiarowego.
Wszystkie obliczenia musiały się wtedy odbywać na tym samym urządzeniu, bo nie było możliwości wysłania danych do chmury obliczeniowej z potężnymi serwerami i kartami graficznymi. Po dwóch, trzech minutach tablet tak się rozgrzewał, że zaczynał parzyć w ręce i trzeba było go wyłączyć.
Największą zmianą technologiczną, która nam pomogła, jest właśnie ten postęp w zakresie hardware'u: karty graficzne, które z miesiąca na miesiąc są coraz lepsze. Dlatego dziś naszym partnerem jest NVIDIA, z którą współpracujemy nie tylko w ramach Inception Program, ale także współpracujemy z Oracle oraz europejskim OVH.
Na kongresie EEC w Katowicach wiele dyskutowano o tym, czy Polska potrzebuje własnych fabryk AI, dostarczających mocy obliczeniowych. Jaka jest pańska opinia?
- Uważam, że suwerenność technologiczna jest ważna. Uzależnienie od jednego kierunku dostaw – czy to surowców energetycznych, czy technologii – to olbrzymie ryzyko. Zdolność do tworzenia i rozwijania własnych możliwości obliczeniowych, które mogą nas przed tym zabezpieczyć, to na pewno duży plus.
Migam nie jest olbrzymią firmą: pracuje dla nas mniej niż 50 osób, a poprzedni rok zamknęliśmy przychodami ponad 8 mln zł. Jesteśmy jednak absolutnym liderem w bardzo wyspecjalizowanej niszy związanej z dostępnością i technologiami dla dostępności. I między innymi dlatego angażujemy się w projekty publiczne dotyczące budowy gigafabryki AI – we współpracy z krajami bałtyckimi.
Doceniamy też stricte polskie inicjatywy biznesowe wokół suwerenności technologicznej – takie projekty jak Bielik czy PLLuM. Jestem dumny z tego, że to Polacy założyli ElevenLabs. To jest bardzo ważne, żeby kapitał intelektualny Polski i nasze zdolności w tym zakresie były rozwijane.
Paweł Potakowski z firmy Migam odbiera nagrodę w konkursie EEC Startup Challenge 2026. Fot. PTWPNic o nas bez nas. Odbiór jest pozytywny, ale uwarunkowany wysoką jakością
A jak społeczność Głuchych reaguje na pomysł użycia AI do migania?
- Naszą firmę od samego początku współtworzą Głusi. Ponad 40 proc. zespołu to osoby niesłyszące – a jeszcze więcej, jeśli policzyć CODA, czyli dzieci niesłyszących rodziców (Children of Deaf Adults). Nie wyobrażam sobie robienia rzeczy związanych z dostępnością bez zaangażowania grupy docelowej, dla której się je przygotowuje. „Nic o nas bez nas”.
Jesteśmy też głęboko zaangażowani w międzynarodowe środowisko badaczy pracujących nad automatyzacją tłumaczenia języków migowych i utrzymujemy stały kontakt ze Światową Federacją Głuchych i Europejską Unią Głuchych – organizacjami, które wyrażają pewne obawy dotyczące tej technologii.
Jakie to obawy?
- Że automatyczne tłumaczenie na język migowy będzie niezrozumiałe. Te obawy wynikają z tego, że niektóre podmioty prezentują niedopracowane rozwiązania.
Na przykład podczas kongresu India AI Impact Summit w New Delhi w lutym 2026 r. premier tego kraju Narendra Modi był tłumaczony przez automatycznego awatara indyjskiego języka migowego. Głusi skrytykowali to od lewa do prawa. Byli oburzeni tragiczną jakością tłumaczenia. Do tego wybrano awatar animowany, nierealistyczny, który przekazywał treści w sposób robotyczny.
My w lutym zeszłego roku już prezentowaliśmy nasze rozwiązanie na AI Action Summit w Paryżu. Ale nie ośmielilibyśmy się wciąż użyć go do tłumaczenia na żywo, bo uważamy, że nasza technologia wciąż się rozwija. Nie chodzi o to, żeby zrobić to jakkolwiek – udając, że ma się tłumaczenie. To musi być zrobione naprawdę dobrze.
Gdzie AI popełnia krytyczne błędy? W jakich obszarach najtrudniej ją stosować?
- Na pewno dodanie tłumaczenia, które nie jest jeszcze w stu procentach doskonałe, do filmu czy materiału rozrywkowego to dużo mniejsze ryzyko niż zastosowanie go, kiedy ktoś zawiera umowę kredytową albo idzie do lekarza. Realizujemy właśnie wspólnie z Forum Technologii Bankowych Związku Banków Polskich pilotażowe badania nad percepcją automatyzacji w sektorze bankowym – na przykładzie naszego awatara i materiałów w polskim języku migowym. Odbiór jest niezwykle pozytywny, ale uwarunkowany właśnie wysoką jakością.
Sięgnęliście po sztuczną inteligencję z braku tłumaczy. Czy docelowo ta technologia ich zastąpi?
- W mojej ocenie nie. Nie da się wykluczyć sytuacji, w której osoba potrzebująca pomocy komunikacyjnej powie, że chce żywego tłumacza, a nie automatu – i to jest jej prawo.
Innowatorzy mają pomysły, ale bez poduszki finansowej ani rusz
Na jakim etapie rozwoju jest dziś firma Migam?
- Zarabiamy na tyle dużo na naszych standardowych usługach, że byliśmy w stanie sami finansować prace badawczo-rozwojowe nad automatyzacją tłumaczenia języków migowych. Żeby jednak wyskalować się globalnie i obsługiwać w systemie autonomicznym 30 różnych języków migowych – a to jest cel, jaki chcemy osiągnąć do 2028 r. – potrzebujemy środków. Zbieramy je teraz w trakcie rundy A.
Widzimy też zainteresowanie klientów, którzy są gotowi wyłożyć pieniądze, jeszcze zanim nasza technologia będzie w pełni gotowa – żeby zagwarantować sobie pierwszeństwo we wdrożeniu. Szukamy firm i podmiotów, które doceniają dostępność i jednocześnie rozumieją, że tylko sztuczna inteligencja może być furtką do zapewnienia jej w pełnym zakresie.
Prowadzimy już rozmowy z partnerami z Niemiec, Hiszpanii, Włoch, Tajwanu, Japonii, Kenii i Wielkiej Brytanii. To dla nas bardzo ważny, kluczowy moment.
Równolegle pracujemy nad dostarczeniem technologii autonomicznego tłumaczenia na amerykański język migowy dla klienta ze Stanów Zjednoczonych. Platforma ta – nie mogę zdradzić jej nazwy - na całym świecie zweryfikowała wszystkich, którzy wydawali się sensownymi dostawcami. Byliśmy jedynymi, którzy dostarczyli rozwiązanie w pełni autonomiczne, niebędące nagraniem żywego tłumacza ubranego w skórkę awatara.
Czy pana zdaniem w Polsce są dobre warunki dla innowacji?
- Nie brakuje u nas ludzi z fantastycznymi pomysłami. Pytanie, czy mamy zdolności i możliwości, żeby pewne rzeczy kończyć i finalizować.
Największym problemem w finansowaniu innowacji jest to, że z jednej strony są fundusze, projekty i inwestorzy venture capital, ale bardzo często zapomina się, z jakim ryzykiem wiążą się projekty badawczo-rozwojowe. Pomimo najszczerszych chęci nie zawsze przynoszą one oczekiwane efekty. A ilość kar i zapisów umownych może przerażać innowatorów i po prostu ich odstraszać.
Podczas EEC w Katowicach rozmawiałem z fantastycznymi młodymi przedsiębiorcami, którzy dostali granty projektowe. Powiedziałem im wprost: musicie mieć stuprocentową pewność, że nawet gdybyście te pieniądze dostali nie w trakcie projektu, lecz dopiero po nim, to będziecie mieli skąd pokryć ZUS, podatki, wynagrodzenia pracowników i faktury podwykonawców. To otworzyło im oczy.
Czyli żeby móc skorzystać ze wsparcia, trzeba mieć pieniądze?
- Absolutnie. Bez własnej poduszki finansowej ryzyko jest tak duże, że zamiast zajmować się rozwojem technologii, innowator musi nurkować w tematy, na których się nie zna. Mamy jeszcze dużo do zrobienia w zakresie otwartości na finansowanie ryzykownych projektów i realnego wsparcia innowatorów. W bardziej sprzyjających warunkach będziemy mogli dużo więcej wygrać w dziedzinie nowych technologii.