- Huty zapowiadają podwyżki cen stali o 50 euro i więcej, ale przy dużych zapasach i słabym popycie klienci wstrzymują nowe zamówienia.
- Henryk Orczykowski, prezes Stalprofilu, wskazuje, że nowe kontyngenty i narzędzia ochrony rynku mogą podbić ceny w Europie, choć import „na wszelki wypadek” może opóźnić efekt zmian.
- Spółka zakłada w 2026 r. wzrost cen stali o 10–15 proc., a kluczową rolę ma odegrać konsekwentne stosowanie zasad local content w inwestycjach i przetargach.
- Local content w przemyśle to temat, którego nie zabraknie podczas XVIII Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach (22-24 kwietnia). Trwa rejestracja na to wydarzenie.
Henryk Orczykowski. Fot. Stalprofil/Wojciech Mateusiak
Z jakimi nastrojami weszliśmy w rok 2026?
- Huty zapowiadają podwyżki rzędu 50 i więcej euro. Sytuacja na rynku jest jednak taka, że obecnie klient z trudem akceptuje podwyżki. Nie ma zwiększonego popytu, a podaż jest dosyć duża.
W końcu ubiegłego roku wzrosły zapasy zarówno u dystrybutorów, jak i końcowych użytkowników. Jednym z powodów była obawa przed skutkami działania CBAM i wzrostu cen.
Patrząc na sytuację wielu firm, także naszą, widzę istnienie bufora zapasów hamującego podwyżki, jednak wzrost cen jest nieunikniony. Dodatkowo po wybuchu wojny na Bliskim Wschodzi mamy sytuację ogromnej niepewności i trudnych do przewidzenia zmian cen, zwłaszcza paliw i kursów walut. W takiej niepewnej sytuacji i przy posiadanych zapasach firmy wstrzymują się z nowymi zamówieniami, czekając na uspokojenie rynków.
Jakie są szanse na zmianę?
- Na rynku stali prawdopodobnie dopiero uruchomienie nowej wersji narzędzi ochrony rynku, nowych kontyngentów spowoduje wzrost cen w Europie. Kontyngenty na pierwszy kwartał są już wyczerpane, ale zaraz ruszy drugi kwartał i nowe kontyngenty.
Rynek stali w 2026 r.: co może zmienić ceny?
Popytu nie ma, więc prawdopodobnie zostaną one wykorzystane przez importerów „na wszelki wypadek”, w oczekiwaniu nowych zasad. To wciąż nie będzie towar unijnego odbiorcy, ale importera, który już go wprowadził na unijny rynek. To zwiększy zapasy i spowoduje, że skutki wejścia w życie w połowie roku nowych zasad ochrony rynku będą opóźnione.
Wydaje się, że polski rynek powinien być w dość dobrym stanie, bo mamy sporo biegnących inwestycji…
- Zużycie jawne stali w Polsce wyniosło w ubiegłym roku ponad 13 mln ton. To przyzwoity poziom, choć do rekordowych 15 mln ton sporo brakuje. Widać, że stal jest potrzebna w gospodarce, więc patrząc z punktu widzenia dystrybutora, narzekać mogę nie tyle na popyt, co utrzymujący się spadkowy trend cen, który dla pośredników handlujących stalą jest najgorszą sytuacją.
Wstępne jednostkowe szacunki wyników są dodatnie, choć po wynikach trzech kwartałów rynek spodziewał się utrzymania trendu spadkowego. W przypadku wyniku jednostkowego czwarty kwartał okazał się przyzwoity, wobec tego udało się osiągnąć niewielki wynik dodatni. Dodatnie wyniki finansowe osiągnęły również wszystkie pozostałe obszary biznesowe grupy kapitałowej Stalprofil, co daje dobrą pozycję wyjściową do jeszcze lepszych rezultatów w 2026 r.
Część handlowa Stalprofilu ze względu na sytuację rynku była w tym roku w najgorszej sytuacji. Kiedy inne spółki z sektora handlu stalą pokażą wyniki, zapewne mało która będzie miała wynik dodatni.
Jaki był dla Stalprofilu ubiegły rok?
- W ubiegłym roku przeprowadziliśmy strategiczne zmiany związane z zarządzaniem grupą kapitałową. Wcześniej każda ze spółek grupy w zasadzie działała osobno, w oparciu o własne zasoby, zadania i budżety.
Teraz chcemy zarządzać grupą jak jednym organizmem. Przygotowując się do obsługi nowego zlecenia, nie patrzymy już na nie z punktu widzenia możliwości i zasobów pojedynczej spółki, ale szukamy najlepszych sposobów na organizację, realizację i sfinansowanie prac w zasobach grupy jako całości. Ma to spowodować optymalne wykorzystanie zasobów wewnętrznych - kadrowych organizacyjnych, logistycznych czy finansowych.
Nie traci na tym autonomia i samodzielność spółek, natomiast wykorzystując zasoby w taki sposób, optymalizujemy koszty, ograniczamy ryzyka, poprawiamy pewność i terminowość wykonania zleceń.
Chcąc wzmocnić taki sposób myślenia, wprowadziliśmy do zarządu czwartego członka, odpowiedzialnego za koordynację procesów w ramach grupy kapitałowej. Został nim Marek Mazurek, prezes Izostalu. To zmiana koncepcji zarządzania wynikająca z doskonalenia organizacji.
A czy to za tym pójdzie również konsolidacja docelowa tych spółek, zmiany w strukturze własnościowej?
- Analizowaliśmy takie kroki i na tym etapie tego typu zmian nie planujemy. Nie ma uzasadnienia biznesowego, żeby to robić. Każda z tych firm ma swoją markę, swoją autonomię, swoje kontakty, co też jest wartością.
Jeżeli nastąpi dalszy rozwój organizacji, pojawi się uzasadnienie ekonomiczne i biznesowe, to nie wykluczam myślenia w tym kierunku, ale na razie struktura grupy zostaje bez zmian.
Zmiany w Grupie Kapitałowej Stalprofil: zarządzanie i procesy
Identyfikujemy w tej strukturze dwa segmenty i cztery podstawowe obszary biznesowe. W każdym z nich w ubiegłym roku nastąpił duży rozwój, ale doskonalące procesy wewnętrzne nadal trwają.
W Stalprofilu jest to np. zmiana funkcjonowania służb handlowych, wprowadzenie awizacji załadunków czy informatyzacja procesów, obiegu dokumentów.
Izostal rozwinął się dzięki akwizycji, przejęliśmy prywatną spółkę, która ma podobny, profil działalności, uzupełniając zasoby i kompetencje Izostalu, zwiększając jego potencjał, możliwości produkcyjne i asortyment.
Kolb koncentruje się na rozwoju na rynku niemieckim. Poza magazynami wysokiego składowania celujemy w rynek kolejowy, szczególnie we współpracę z Deutsche Bahn.
Czego się spodziewacie po tym roku?
- Przede wszystkim uruchomione w ubiegłym roku procesy nadal trwają, będą kontynuowane i doskonalone. Możliwości uzyskania znacznych oszczędności widzimy w zarządzaniu magazynami i logistyką. W tej chwili w zasadzie nabywcy dysponujący własnym transportem stają się wyjątkiem. Zdecydowana większość sprzedaży magazynowej zakłada dostawę materiału do klienta.
Jeżeli jednak mamy zewnętrzne odbiory, to często ich zmorą były długie kolejki. Wprowadzenie systemu awizacji odbioru pozwala je wyeliminować. Sterujemy ruchem, wyznaczamy godziny załadunku, jak w dużych centrach logistycznych. Uruchomiliśmy ten system, ale minie kilka miesięcy, zanim on się dotrze i zacznie działać bez zarzutu.
To oczekiwania z punktu widzenia spółki, a co widzicie, patrząc na rynek?
- Na rynku stali jest już zarysowana tendencja wzrostu cen. Jest ona obecnie widoczna przede wszystkim w blachach i oczekujemy, że pojawi się także w innych asortymentach. W warunkach wojennych trudno spodziewać się stabilności, ale oceniam, że jeżeli nic niespodziewanego się nie wydarzy, do końca roku wzrost cen może wynieść 10–15 proc. w stosunku do obecnego poziomu.
Co może wpłynąć na zmianę cen na rynku stali w 2026 r.?
Wzrosty mogą wynikać z dwóch czynników. Pierwszym jest wprowadzenie nowych kontyngentów i środków ochrony rynku, a drugim, moim zdaniem nawet ważniejszym, są regulacje dotyczące lokalnego wkładu, czyli local content. Jeżeli regulacje te będą konsekwentnie i odpowiedzialnie stosowane przez wszystkie firmy, to tak się stanie.
Zwiększone zapotrzebowanie na stal w związku z inwestycjami planowanymi w ramach KPO czy zwiększenia bezpieczeństwa na pewno się pojawi. Ważne jest jednak pytanie, kto i na jakich zasadach będzie te roboty realizował i kto będzie dostawcą stali. Przy konsekwentnej realizacji regulacji local content efekty na pewno będą.
Czy local content faktycznie może uratować rynek?
- Nikt nie oczekuje skoków nagłych cenowych, ale już dziesięcio-, piętnastoprocentowy wzrost cen pozwoli pokryć koszty i spokojnie funkcjonować producentom i pośrednikom w skali Europy.
Problem w tym, że przepisy o local content dość dobrze funkcjonują dla inwestycji, w których obowiązuje prawo zamówień publicznych. W pozostałych przypadkach, których przepisy nie obejmują, nie widzę ochoty do stosowania podobnych kryteriów udziału lokalnych dostaw.
Żeby nie być gołosłownym… Znakomitym przykładem stosowania local content jest Gaz-System, który już wprowadził do swoich przetargów potrzebne klauzule. W drugim obszarze infrastrukturalnym, w którym funkcjonujemy, jest gorzej. Tam zlecającym jest Polska Spółka Gazownicza. To spółka-córka Orlenu. Przepisy o zamówieniach publicznych obowiązują sam Orlen, ale jego spółki już nie i to ma odbicie w przepisach.
Często na tym poziomie local content jest rozumiany w ten sposób, że zlecenia daje się polskim firmom, ale nie ma już dla zlecającego znaczenia, gdzie ten wykonawca kupi stal czy zatrudni podwykonawców.
Myślę, że nie wszyscy zamawiający rozumieją właściwe znaczenie local content i widzą w nim tylko pogoń rynku za zyskiem. Tymczasem to jest walka o siłę gospodarki państwa i bezpieczeństwo ekonomiczne, finansowe polskich rodzin.