- Podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach w debacie "Wyzwania polityki klimatycznej" Aleksandra Karpińska z Orlenu powiedziała, że do momentu, kiedy się nie zdekarbonizujemy, co jest jeszcze długą perspektywą, to gaz i ropa są kluczowe.
- – Kierunek jest jeden: rozwój mocy produkcyjnych w elektrowniach wiatrowych na lądzie i na morzu, biomasa, biogazownie, fotowoltaika, równoległy rozwój mocy gazowych i w perspektywie energetyka jądrowa – podkreślił były wicepremier Janusz Steinhoff.
- Partnerka w EY Polska Aleksandra Stanek-Kowalczyk mówiła, że w polityce klimatycznej w UE mamy "ładną wizję bez strategii". Brakuje bowiem planu, który przewidywałby kolejne kroki, a nowe regulacje zaprzeczają poprzednim.
- Dyrektor wykonawczy UN Global Compact Network Poland Kamil Wyszkowski przekonywał, że nie ma odwrotu od transformacji energetycznej, bo są twarde makroekonomiczne podstawy, żeby Polska w tym kierunku się przesuwała. Bez transformacji – mówił Wyszkowski – szybko wypadniemy z G20 i przestaniemy być konkurencyjni na arenie międzynarodowej.
- W Polsce "ETS jest całkowicie przeciwskuteczny jako polityka", zatem powinno się go zawiesić lub zlikwidować – przekonywał Wojciech Dąbrowski, prezes Fundacji SET, a w latach 2020-24 prezes PGE.
- – W 2021 roku, kiedy pojawiła się zmiana dyrektywy ETS w ramach pakietu Fit for 55, przegięliśmy wajchę. Postanowiliśmy być bardzo ambitni, nie uwzględniając kompletnie tego, jakie mamy obecnie uwarunkowania – ocenił Piotr Mikusek z Grupy Azoty.
- Cele klimatyczna są kluczowe i takie pozostaną niezależnie od tego, ile pojawi się czarnych łabędzi - mówił o producentach cementu Andrzej Losor z zarządu Heidelberg Materials Polska.
Gospodarka, klimat i środowisko są od lat stałymi tematami kolejnych Europejskich Kongresów Gospodarczych w Katowicach. W programie tegorocznej edycji również nie mogło zabraknąć debaty o wyzwaniach polityki klimatycznej.
Orlen stawia na dekarbonizację rozłożoną w czasie
Jak widzi ją największy koncern multienergetyczny w Polsce? Aleksandra Karpińska, p.o. dyrektorka wykonawcza ds. regulacji i zgodności w Orlenie, powiedziała, że firma stawia na dekarbonizację, ale rozsądną, rozłożoną w czasie i realną.
– To, co obserwujemy, utwierdza nas w przekonaniu, że musimy dążyć do dekarbonizacji w długiej perspektywie – powiedziała w dyskusji, która odbyła się dwa tygodnie po ogłoszeniu zawieszenia działań Stanów Zjednoczonych i Izraela przeciwko Iranowi w wojnie, która wstrzymała eksport ropy i gazu z Zatoki Perskiej przez cieśninę Ormuz.
Karpińska powiedziała, że paliwa kopalne nadal dają nam bezpieczeństwo, choć trzeba dywersyfikować i zabezpieczać łańcuchy dostaw. W tym zakresie – mówiła – Orlen konsekwentnie realizuje model działania, który sprawdzał się także w poprzednich kryzysach.
– Operacyjnie w ciągu miesiąca było to duże wyzwanie, ale dopóki na stacjach są paliwa, to znaczy, że egzamin zdaliśmy – powiedziała dyrektor z Orlenu.
Aleksandra Karpińska, p.o. dyrektorka wykonawcza ds. regulacji i zgodności w Orlenie Fot: PTWPProwadząca debatę Joanna Maćkowiak-Pandera, prezeska Forum Energii i profesorka na uniwersytecie we Florencji, zwróciła jednak uwagę, że importujemy większość ropy i gazu, zatem każde zachwianie rynku to duże ryzyko.
Do momentu, kiedy się nie zdekarbonizujemy, a to jest jeszcze długa perspektywa, to musimy w takim miksie żyć. W okresie przejściowym gaz i ropa są kluczowe. Na paliwach alternatywnych na razie bezpieczeństwa sobie nie zbudujemy w takiej formie, w jakiej byśmy chcieli – odpowiedziała Aleksandra Karpińska.
Kierunek jest jeden – rozwój mocy w OZE
Janusz Steinhoff, były wicepremier i w latach 1997-2001 minister gospodarki, zwrócił uwagę, że "Polska jest stosunkowo słabym importerem na tle innych krajów UE".
– Importujemy mniej nośników energii, co nie znaczy, że prowadzimy racjonalną politykę energetyczną – podkreślił.
Steinhoff mówił, że mamy w Polsce jedne z najwyższych cen energii elektrycznej dla przemysłu, a produkcja energii z węgla kamiennego i brunatnego jest po prostu niekonkurencyjna przy obecnych uwarunkowaniach związanych z ETS, czyli unijnym systemem handlu uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych.
Według Steinhoffa wysokie ceny wynikają z archaicznego miksu energetycznego z przewagą paliw stałych oraz z niewystarczająco konkurencyjnego rynku energii. Przy czym miks w ocenie byłego wicepremiera zmienia się dość szybko.
Janusz Steinhoff, były wicepremier i w latach 1997-2001 minister gospodarki Fot: PTWP– Trzeba mieć świadomość, że w najbliższym czasie trzeba będzie przeprowadzić odejście od wydobycia węgla na Górnym Śląsku. Ten węgiel wydobywany jest w kopalniach trwale nierentownych i nie najlepiej zarządzanych w ostatnich kilkunastu latach. Transfer publicznych środków do produkcji energii elektrycznej, biorąc pod uwagę dotację do węgla kamiennego na poziomie 10 mld zł rocznie, biorąc pod uwagę jeszcze transfery do FUS-u (Fundusz Ubezpieczeń Społecznych - przyp. red.) na emerytury górnicze, przedstawia obraz nie najbardziej racjonalny z punktu widzenia ekonomicznego – powiedział Steinhoff.
Kierunek jest jeden: rozwój mocy produkcyjnych w elektrowniach wiatrowych na lądzie i na morzu, biomasa, biogazownie i oczywiście fotowoltaika. Ten kierunek jest racjonalny. Oczywiście rozwój równoległy mocy gazowych i w perspektywie energetyka jądrowa – podkreślił były wicepremier.
Przekonywał też, że nieprawdziwy jest pogląd, że bezpieczeństwo energetyczne państwa powinno opierać się na rodzimych źródłach energii. Antyimportowa polityka PRL doprowadziła bowiem do krachu gospodarki pod koniec lat 80. XX wieku. Zdaniem Steinhoffa bezpieczeństwo energetyczne można sobie zapewnić "poprzez dobrze przemyślane i egzekwowane funkcje regulacyjne państwa".
W polityce klimatycznej UE mamy "ładną wizję bez strategii"
Partnerka w EY Polska Aleksandra Stanek-Kowalczyk oceniła z kolei, że odnawialne źródła energii takie jak słońce czy wiatr, choć "nie mają narodowości", to są dostępne w kraju, a zatem mogą być uznane za źródła lokalne. Jednak jej zdaniem kluczowe jest, że nie zbudujemy stabilnego systemu energetycznego na energii ze słońca i wiatru.
Ile byśmy nie postawili paneli i wiatraków, to nie rozwiązuje naszego problemu – podkreśliła.
Stanek-Kowalczyk mówiła, że w polityce klimatycznej w Unii Europejskiej mamy "ładną wizję bez strategii". Brakuje bowiem planu, który przewidywałby kolejne kroki, a nowe regulacje zaprzeczają poprzednim. Dla biznesu kolejne wyzwania – m.in. konflikt z Iranem, epidemia Covidu, kryzys energetyczny – są czynnikami, które zmieniają myślenie o polityce klimatycznej – od realizacji pięknej wizji Unii Europejskiej do zabezpieczenia dostępności energii. – Dekarbonizacja nabiera sensu biznesowego – podkreśliła.
Partnerka w EY Polska Aleksandra Stanek-Kowalczyk Fot: PTWPPartnerka z EY Polska w tym kontekście zwróciła uwagę na wypowiedź przedstawicielki Orlenu o rozsądnej i realnej dekarbonizacji.
– To jest całe wyzwanie, które mamy z tym tematem, bo chcielibyśmy wszystko na już. Stawiamy sobie cele na krótki czas, że się zdekarbonizujemy, a tymczasem z poziomu Europy, Polski i każdej firmy potrzebujemy długoterminowych planów, wysokich nakładów inwestycyjnych – mówmy to bardzo wprost, a także czasu na wprowadzenie zmiany – zwróciła uwagę Aleksandra Stanek-Kowalczyk.
Bez transformacji nie powstrzymamy wzrostu cen energii
Dyrektor wykonawczy UN Global Compact Network Poland Kamil Wyszkowski zaapelował, by nie kwestionować konsensusu naukowców, którzy udowodnili ponad wszelką wątpliwość, że nie ma innego sprawcy wzrostu temperatur niż spalanie ropy, węgla i gazu.
– Nie ma żadnej instytucji, która uważa inaczej, toteż przestrzegam tych polityków, którzy uprawiają tak zwane fałszywe narracje, żeby tego nie robili, bo się po prostu kompromitują, i żeby nie ogłupiali społeczeństwa przy okazji – podkreślił.
Wyszkowski przytaczał opinie, że bez stabilnych źródeł nie przesuniemy się daleko w transformacji, a takim stabilnym źródłem jego zdaniem może być energetyka jądrowa. Zwracał uwagę, że Bank Światowy po raz pierwszy od 1957 r. podpisał list intencyjny w sprawie finansowego wsparcia dla rozwoju atomu w Europie. Przypomniał też, że Chiny mają największy program budowy reaktorów na świecie.
Dyrektor wykonawczy UN Global Compact Network Poland Kamil Wyszkowski Fot: PTWPNie ma odwrotu od transformacji energetycznej, bo są twarde makroekonomiczne podstawy, żeby Polska w tym kierunku się przesuwała, bo jak tego nie zrobi, to wypadniemy bardzo szybko z G20, bo po prostu nie powstrzymamy (wzrostu) cen energii, jeżeli będziemy sztywno trzymać się węgla brunatnego – ocenił dyrektor wykonawczy UN Global Compact Network Poland.
Przywołał też Białą Księgę zaprezentowaną podczas PRECOP w Katowicach, największej konferencji klimatycznej w tej części Europy. Dokument – co przypomniał Wyszkowski – zawiera "protokół zbieżności". To lista obszarów ważnych dla transformacji i zrównoważonego rozwoju. Zdaniem sygnatariuszy, wśród których byli przedstawiciele obu największych obozów partyjnych w Polsce, te obszary należy wyłączyć poza nawias sporu politycznego.
Transformacja energetyczna to jest być albo nie być Polski na arenie międzynarodowej, jeżeli chodzi o konkurencyjność, bo produkty i usługi konkurują w trzech pryzmatach – cena, jakość i emisyjność – podkreślił Wyszkowski.
Cele klimatyczna pozostaną kluczowe niezależnie od czarnych łabędzi
Andrzej Losor z zarządu produkującego cement Heidelberg Materials Polska zwrócił uwagę na panującą na polskiej scenie politycznej polaryzację. Jego zdaniem w transformacji energetycznej sprawia ona, że idziemy w stronę ekstremów, gdzie jedni mówią, że polityka klimatyczna jest kluczowa, a drudzy – że trzeba wyjść z ETS-u.
My mamy zupełnie inne podejście, które jest bardzo pragmatyczne, konsekwentne i długofalowe. Branża jednoznacznie wspiera transformację klimatyczną i dekarbonizację i nie będziemy chorągiewką, która będzie na chwilkę odchodziła od celów długoterminowych. Cele klimatyczna są kluczowe i takie pozostaną niezależnie od tego, ile pojawi się czarnych łabędzi. Każdy z tych czarnych łabędzi, których mieliśmy ostatnio sporo, pokazał, że trzeba iść konsekwentnie ścieżką, która jest wyznaczona. Dekarbonizacja jest kluczem. ETS jest narzędziem skutecznym – powiedział, przyznając jednocześnie, że ETS wymaga modyfikacji i korekt.
Andrzej Losor z zarządu Heidelberg Materials Polska Fot: PTWPLosor zwracał uwagę, że sektory objęte ETS zredukowały emisję o 46-50 proc. w porównaniu do roku bazowego, a przemysł ciężki, do którego zaliczają się cementownie – o ponad 30 proc.
– Środki z ETS muszą być przeznaczone na dekarbonizację, wtedy będziemy mieli konkurencyjność i środki na kolejną elektrownię atomową – podkreślił.
Spadkowi emisji w UE towarzyszył spadek jej udziału w globalnej produkcji przemysłowej
Wojciech Dąbrowski, prezes Fundacji SET – Security – Energy – Technology, a za poprzedniego rządu prezes Polskiej Grupy Energetycznej (PGE), zaznaczył, że unijna polityka klimatyczna doprowadziła do tego, że energia w Europie jest trzykrotnie droższa niż w Chinach, Stanach Zjednoczonych czy Indiach.
Zwracał też uwagę, że w ostatniej dekadzie Europa obniżyła emisję CO2 o 30 proc., ale jednocześnie o 30 proc. spadł jej udział w globalnej produkcji przemysłowej. – To jest ten sukces polityki klimatycznej – powiedział z ironią.
Wojciech Dąbrowski, prezes Fundacji SET Fot: PTWPPolemizował też z Januszem Steinhoffem na temat przyczyny wysokich cen prądu dla przemysłu, Według Dąbrowskiego wynikają one z tego, że "mamy najwyższe obłożenie podatkami i różnymi paraopłatami". – W Polsce to jest ponad 40 proc. z wyłączeniem VAT-u. Średnia unijna to 25 proc. – powiedział.
Jego zdaniem, jeśli chodzi o Polskę, to "ETS jest całkowicie przeciwskuteczny jako polityka", zatem powinno się go zawiesić lub zlikwidować.
Dąbrowski mówił również, że na świecie mamy "renesans węglowodorów i energetyki jądrowej", choć tej ostatniej poza Chinami na razie tylko w planach.
Powinniśmy dzisiaj myśleć przede wszystkim o bezpieczeństwie energetycznym, suwerenności gospodarczej i konkurencyjności polskiej gospodarki – podkreślił.
Powiedział też, że z jego kontaktów z biznesem wynika, że wszystkie przedsiębiorstwa energochłonne rozważają "ewakuację poza ETS" i wycofanie się z Polski.
Kiedy "przegięliśmy wajchę" w polityce klimatycznej
Dyrektor biura regulacji w Grupie Azoty Piotr Mikusek zauważył natomiast, że "ETS jest wspaniałą rzeczą, bo tak jak Chiny jest argumentem za wszystkim".
– Za pomocą ETS-u możemy argumentować każdą tezę. Od radykalnych osób, które by uważały, że tylko odnawialne źródła energii nas uratują, do osób, które by uważały, że tylko na węglu możemy funkcjonować – powiedział.
Zwrócił uwagę, że ETS miał ograniczyć emisję o 20 proc. do 2020 r., a udało się aż o 34,3 proc. Sukcesem była też redukcja zapotrzebowania na gaz ziemny o 25 proc., zaś na węgiel kamienny o 55 proc.
Piotr Mikusek z Grupy Azoty Fot: PTWPPo drugiej stronie jest przemysł, gdzie w ciągu ostatniego 10-lecia produkcja metali w Unii Europejskiej spadła o 27 proc. W sektorze chemicznym w Niemczech, gdzie ta branża jest najsilniejsza w Europie, nastąpiła redukcja o 11 proc., a w Belgii, kolebce sektora – o 21 proc.
– Faktem niepodważalnym jest, że przemysł energochłonny wynosi się z Unii Europejskiej – powiedział Mikusek. Jednocześnie zastrzegł, że zabranie ETS-u samo w sobie nie uzdrowi sytuacji.
Mikusek zaznaczył też, że ETS wpływa na ucieczkę emisji. Przytoczył tu dane OECD za 2022 r., które mówią, że w UE emisje były wyceniane na około 60 dolarów za tonę, a w Chinach i USA – na 1 dolara.
Zdaniem dyrektora z Grupy Azoty najistotniejsze jest jednak to, że w przetwórstwie przemysłowym od 2019 do 2024 r. UE straciła pół miliona miejsc pracy.
W długiej perspektywie do 2050 r. to my na pewno nie dotrwamy przy tym, co się dzieje obecnie. Jako sektor przemysłowy potrzebujemy zmian tu i teraz. (...) W 2021 r., kiedy pojawiła się zmiana dyrektywy ETS w ramach pakietu Fit for 55, przegięliśmy wajchę. Postanowiliśmy być bardzo ambitni, nie uwzględniając kompletnie tego, jakie mamy obecnie uwarunkowania – ocenił Piotr Mikusek.
Co zatem trzeba zrobić? Jego zdaniem po pierwsze należy zachować bezpłatne uprawnienia do emisji do czasu aż "mechanizmem sprawdzonym" będzie CBAM, czyli tak zwany graniczny podatek węglowy, polegający na nakładaniu opłat związanych z emisją CO2 na towary przekraczające granice UE. Bez tego – przekonywał dyrektor z Grupy Azoty – liczba miejsc pracy, jakie stracimy w przetwórstwie przemysłowym, wzrośnie z pół miliona do 2,5-3,5 mln.
– To jest szczególnie fundamentalne z punktu widzenia Polski, gdzie mamy przemysł energochłonny nad wyraz rozwinięty – powiedział.
Debatę prowadziła Joanna Maćkowiak-Pandera z Forum Energii Fot: PTWPPo drugie, Mikusek zalecał rezygnację "z szaleństwa", którym jest obecnie MSR, czyli rezerwa stabilizacji rynku w handlu uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych. Od wprowadzenia MSR zaczęła się wyraźna zwyżka cen uprawnień do emisji CO2, a dla Polski szybki wzrost kosztów energetyki węglowej.
Po trzecie, Mikusek zaproponował, żeby w obecnej sytuacji międzynarodowej uznać, że istnieje nadzwyczajna sytuacja i wyłączyć spod ETS-u produkcję na rzecz wojska – na przykład stali dla przemysłu zbrojeniowego albo kwasu azotowego, który jest również wykorzystywany do produkcji amunicji.
Aleksandra Karpińska z Orlenu do listy rzeczy do zrobienia zaproponowała dopisanie "zamrożenia benchmarków", z czym zgodził się także Andrzej Losor z Heidelberg Materials Polska.
W przemyśle w kilka lat zrobić to samo, co w energetyce przez dwie dekady
Prowadząca debatę Joanna Maćkowiak-Pandera zauważyła natomiast, że w Polsce przemysł odpowiada za 23 proc. PKB i 3 miliony miejsc pracy. – Od lat nie przestaje mnie dziwić, że nie mamy strategii przemysłowej – zauważyła. – Jeżeli my tego nie planujemy, to ktoś inny będzie to za nas planował – wtórował jej Piotr Mikusek z Grupy Azoty.
Podkreślił, że energetyka ma charakter usługowy dla gospodarki. – Nie powinniśmy projektować całej gospodarki pod to, jak będzie funkcjonowała energetyka, tylko energetykę pod to, jak będzie funkcjonowała gospodarka. Dochodzimy do paradoksalnej sytuacji, gdy mówimy o dekarbonizacji energetyki, a nie mówimy, jak ma przebiegać dekarbonizacja przemysłu. (...) Inwestujemy w energetykę odnawialną od 20 lat i dochodzimy powoli do obecnego momentu. W przemyśle mamy zrobić to w ciągu kilku lat do 2030-2040 r. Absurd – zaznaczył na koniec dyskusji.
Janusz Steinhoff na zakończenie podkreślił, że państwa nie stać dotowanie wydobycia węgla w trwale nierentownych kopalniach na Górnym Śląsku i niszczenie rynku węgla z uszczerbkiem dla kondycji najlepszej w kraju kopalni, czyli Bogdanki.
Ubolewał też, że rząd po raz ostatni zatwierdził Politykę Energetyczną Polski w lutym 2021 r.
Koncentrujemy się na taktyce, którą dobieramy do nieznanej strategii – podsumował.
Zobacz zapis całej debaty "Wyzwania polityki klimatycznej" na EEC 2026: