Local content ma uwolnić urzędników od strachu, ale także postawić wobec nich wymagania

Michał Wroński • 2026-05-04 15:46
Efektem przyjęcia założeń definicji local contentu powinno być z jednej strony uwolnienie urzędników przed strachem o zarzut preferencyjnego, zaburzającego konkurencję traktowania polskim firm w przetargach, z drugiej zaś pozwolenie na ich weryfikację pod kątem tego, jak głęboko stosują narzędzia związane z local contentem – takie oczekiwania względem przedstawionych przez rząd założeń tego mechanizmu ma Angelika Cieślowska, prezeska spółki budowlanej Doraco.
- Założenia są dobre, kierunek jest właściwy. To już jest zmiana, która daje do myślenia – tak Angelika Cieślowska, prezes spółki budowlanej Doraco komentuje przedstawione przez Ministerstwo Aktywów Państwowych założenia local contentu oraz kryteria mające określać "poziom krajowości" firm działających na polskim rynku.
  • Angelika Cieślowska, z którą rozmawialiśmy podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego, podkreśla, że celem działań związanych z local contentem powinno być realne umożliwienie polskim firmom skorzystania z inwestycji realizowanych przez spółki Skarbu Państwa i cały sektor publiczny w Polsce.
  • Prezeska Doraco zwraca uwagę, że choć ustawa o zamówieniach publicznych nie pozwala wprost na żadne preferencyjne warunki dla polskich przedsiębiorców, to zamawiający mogą stosować inne niż tylko cenowe kryteria do oceny atrakcyjności oferty. - I można tak konstruować zamówienia, żebyśmy my mieli szansę w nich wziąć udział samodzielnie – podkreśla.
  • - Brakuje nam menadżerów. My konkurujemy ze sobą w ramach generalnych wykonawców o te same zasoby – przyznaje Angelika Cieślowska.

Definicja local contentu potrzebna do tego, by urzędnik się nie bał podejmować decyzji

- Założenia są dobre, kierunek jest właściwy. To już jest zmiana, która daje do myślenia – tak Angelika Cieślowska, prezeska spółki budowlanej Doraco komentuje przedstawione z początkiem kwietnia przez Ministerstwo Aktywów Państwowych założenia local contentu oraz kryteria mające określać "poziom krajowości" firm działających na polskim rynku. Podkreśla jednak, że celem tych działań powinno być przede wszystkim realne umożliwienie polskim firmom skorzystania z inwestycji realizowanych przez spółki Skarbu Państwa i cały sektor publiczny w Polsce.

- Myślimy o tym, żeby dać urzędnikom takie wytyczne czy procedury zakupowe, które zdejmą z nich odpowiedzialność, że robią coś preferencyjnie. Definicja local contentu jest potrzebna do tego, żeby urzędnik się nie bał podejmować decyzji – tłumaczy Angelika Cieślowska w rozmowie przeprowadzonej w studiu WNP podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

- Po drugie, żeby pewne zasady weszły w krew i było przekonanie, że kryteria powinny być konstruowane tak, by umożliwiły polskim firmom wzięcie udziału w pierwszym rozdaniu, a nie jako podwykonawca, poddostawca czy partner. Będziemy wymagać od naszych urzędników, pracowników sektora publicznego, żeby stosowali zasady local contentu – zapowiada. Zwraca uwagę, że choć ustawa o zamówieniach publicznych nie pozwala wprost na żadne preferencyjne warunki dla polskich przedsiębiorców, to zamawiający mogą stosować inne niż tylko cenowe kryteria do oceny atrakcyjności oferty.

- I można tak konstruować zamówienia, żebyśmy my mieli szansę w nich wziąć udział samodzielnie. Jeżeli więc następnym krokiem będą mechanizmy, które po pierwsze uwolnią z odpowiedzialności urzędnika, po drugie będą weryfikowały, jak głęboko stosuje narzędzia związane z local contentem, wtedy możemy mówić, że local content zadziałał – podsumowuje.

Menadżerowie przenoszą się z kontraktu na kontrakt, nie przywiązując się do konkretnej firmy

Podczas rozmowy z WNP Angelika Cieślowska zwraca uwagę także na problem sektora budowlanego z dostępnością wykwalifikowanych kadr.

- Po pierwsze brakuje nam menadżerów. My konkurujemy ze sobą w ramach generalnych wykonawców o te same zasoby. To jest trudne, bo wynagrodzenia w budownictwie są bardzo atrakcyjne, a ci ludzie przenoszą się z kontraktu na kontrakt i na drugim miejscu jest to, do jakiej firmy trafiają – przyznaje prezeska Doraco. Jak dodaje, problem jest jednak nie tylko z kadrą zarządzającą, ale też ze średnimi kadrami z technicznym wykształceniem, co wynika z braku szkół zawodowych, czy techników.

- Zabrakło dobrego marketingu dla szkoły średniej. PR był taki, że szkoła zawodowa czy techniczna to jest najsłabsze, co mogło w życiu spotkać. To nieprawda. Ludzie, którzy mają zawód w ręku, zarabiają świetne pieniądze – mówi Angelika Cieślowska. W kontekście sytuacji kadrowej firm budowlanych wskazuje też na konieczność asymilacja pracowników z Ukrainy.

- Żeby jak najszybciej weszli na nasz rynek pracy, żeby mieli uproszczone procedury, żebyśmy na nich nie czekali po pół roku, po dziewięć miesięcy, tylko mogli ich szybko zaadoptować – apeluje.

***

Nagranie zrealizowane w ramach współpracy z firmą Doraco.

Google Play
Pobierz aplikację Europejskiego Kongresu Gospodarczego na swój telefon
App Store
Pobierz aplikację Europejskiego Kongresu Gospodarczego na swój telefon
App

Aplikacja mobilna EEC

Pobierz oficjalną aplikację mobilna Europejskiego Kongresu Gospodarczego. Aplikacja zapewnia kompleksową obsługę uczestników kongresu oferując wygodny dostęp do wszystkich najważniejszych informacji i funkcji.