Podnoszą się głosy za cyfrową autonomią. Big techy zastąpimy "niewydolnymi, państwowymi molochami"?

Nikola Bochyńska • 2026-02-06 20:00
W Polsce coraz głośniejsza staje się dyskusja o podatku cyfrowym od usług big techów, budowie „narodowego” pakietu biurowego czy uniezależnieniu się od zagranicznych dostawców. - Jeśli chcemy uniezależnić się od globalnych gigantów, musimy zadać sobie pytanie: czy budujemy ekosystem w oparciu o silny polski sektor prywatny, czy zamieniamy zagraniczne korporacje na niewydolne, państwowe molochy - uważa Piotr Mieczkowski, członek zarządu Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji.
Jak powinna wyglądać suwerenność cyfrowa w praktyce?
  • Debata o podatku cyfrowym, krajowych rozwiązaniach biurowych i uniezależnieniu się od zagranicznych technologii pokazuje, że temat suwerenności cyfrowej staje się coraz ważniejszy dla państwa i biznesu. O tym między innymi będziemy rozmawiać w czasie konferencji EEC Trends 9 lutego w Warszawie. 
  • Zdaniem ekspertów, kluczowym warunkiem budowy technologicznej niezależności jest przede wszystkim usuwanie barier, które hamują rozwój krajowych firm.
  • - W suwerenności technologicznej nie chodzi o to, aby odciąć dostęp do rynku dla każdego "nieeuropejskiego" rozwiązania - uważa Łukasz Gawron, szef Polskiego Klastra Cyberbezpieczeństwa #CyberMadeInPoland.

Pod koniec stycznia 2026 r. Ministerstwo Cyfryzacji złożyło wniosek o wpis do wykazu prac legislacyjnych projektu ustawy o podatku rekompensującym od niektórych usług, czyli tzw. podatku od big techów. Szczegóły tego dokumentu opisywaliśmy w WNP, jego celem ma być równe opodatkowanie przychodów, jakie osiągają wielkie korporacje technologiczne z usług cyfrowych na polskim rynku.

Narodowy pakiet biurowy

Jednocześnie Radosław Maćkiewicz, dyrektor Centralnego Ośrodka Informatyki zapowiedział prace nad polskim oprogramowaniem biurowym, które miałoby stanowić odpowiedź na rozwiązania zagranicznych dostawców, stosowane w administracji. Nie wyklucza też integracji z systemem Elektronicznego Zarządzania Dokumentacją - EZD RP, czyli bezpłatny system do elektronicznego zarządzania dokumentacją w administracji publicznej, który umożliwia wymianę e-korespondencji między pracownikami i podmiotami.

Tomasz Rychter, były dyrektor Pionu Innowacji i Jakości w COI w rozmowie z WNP zaznaczył, że idea „narodowego pakietu biurowego” jest dobra, ale „diabeł tkwi w szczegółach”. Wyzwaniem są nie tylko kwestie techniczne związane z przejściem na rozwiązanie open source. Jego zdaniem wszelkie działania powinien poprzedzać audyt kosztów, harmonogram zadań i zbadanie realnych potrzeb pracowników, choćby pod kątem ich kompetencji w obsłudze nowych narzędzi.

Podstawowe pytania i niełatwe odpowiedzi

Łukasz Gawron, szef Polskiego Klaster Cyberbezpieczeństwa #CyberMadeInPoland, zwraca uwagę w rozmowie z WNP, że podstawowymi pytaniami, jakie trzeba sobie zadać i spróbować na nie odpowiedzieć to przede wszystkim: „Czy warto?”, „Ile nas to będzie kosztować” i „Ile czasu minie, zanim to wdrożymy?” Dodatkowym dylematem powinny być koszty utrzymania nowego rozwiązania.

- Robienie czegoś takiego z poziomu Polski nie ma sensu, nie osiągniemy nawet promila rynku, jaki obecnie ma w Polsce Microsoft. Jeśli już, to takie działania mają sens na poziomie unijnym: stworzenie przez grupę chętnych państw europejskiego pakietu biurowego na miarę Microsoft czy Google, jak najbardziej ma sens: obniża to koszty, otwiera automatycznie rynek na całą UE i wspomaga osiągnięcie efektu skali - podkreśla.

Przypomina również, że państwa UE potrafią ze sobą współpracować na poziomie technologicznym.

- W tym roku wszyscy Europejczycy będą dzielić wspólny Portfel Tożsamości Cyfrowej, nie widzę więc powodu, dlaczego nie miałby się udać i ten pomysł. W przeciwnym razie za niedługo będziemy mieli 27 osobnych open-source'owych (otwartoźródłowych - przyp. red.) technologii biurowych. Tylko czy w ten sposób staliśmy się rzeczywiście bardziej konkurencyjni w stosunku do USA? – pyta retorycznie nasz rozmówca.

Cyfrowa niezależność pod lupą

Dyskusja o wdrożeniu polskiego oprogramowania biurowego open source to tylko jeden z elementów układanki, która mogłaby się składać na krajową niezależność, wspieraną rodzimymi rozwiązaniami.

Piotr Mieczkowski, członek zarządu Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji, zwraca uwagę, że debata o suwerenności cyfrowej jest konieczna, ale nie może stać się „parawanem dla niegospodarności i centralizacji”.

Jeśli chcemy uniezależnić się od globalnych gigantów, musimy zadać sobie kluczowe pytanie: czy budujemy ten ekosystem w oparciu o silny polski sektor prywatny, czy zamieniamy zagraniczne korporacje na niewydolne, państwowe molochy? Niestety, obecne działania administracji wskazują na ten drugi kierunek. Zamiast suwerenności technologicznej, mamy do czynienia z nacjonalizacją rozwiązań IT, co w praktyce podcina skrzydła polskim i europejskim innowacjom – ocenia.

Jako przykład podaje system EZD.

Zdaniem rozmówcy WNP, Ministerstwo Cyfryzacji, zamiast wspierać konkurencję, de facto kanibalizuje rynek prywatny.

- Wydajemy ok. 200 mln zł na wdrożenie państwowego systemu w samorządach, wypierając z rynku polskich dostawców, którzy rozwijali swoje produkty latami – uważa.

Jako kolejny przykład źle pojmowanej suwerenności technologicznej podaje polskie podejście do sztucznej inteligencji i projekt PLLuM (Polish Large Language Model, wdrożony do aplikacji mObywatel).

Zamiast transparentnego konkursu na najlepszy model – jak zrobiono to np. w Indiach – środki przyznawane są w trybie "od ręki na państwowe", po liniach instytucjonalnych. W efekcie oddolne, udane inicjatywy, takie jak model Bielik są pomijane, a my ryzykujemy, że zamienimy sprawne, amerykańskie „świecidełka” na państwowe misie, które mogą kosztować podatnika pięć razy więcej, a ich użyteczność może być znacznie mniejsza. To tylko przykład jednego resortu, ale inne resorty działają podobnie – uważa Piotr Mieczkowski.

Gotowy przepis na suwerenność?

Według niego, by naprawić tę sytuację i w końcu zacząć realizować hasła suwerenności technologicznej w praktyce, potrzebne są mądre zakupy, specyfikacja, skalowanie rozwiązań i wykorzystanie potencjału, który już mamy. Podaje też przykłady konkretnych obszarów, gdzie administracja może wdrożyć zmiany.

- Domyślna wyszukiwarka: to zmiana, która nic nie kosztuje. Wystarczy, by na komputerach setek tysięcy pracowników administracji, jednostek samorządów terytorialnych i spółek Skarbu Państwa domyślną wyszukiwarką nie było Google, lecz rozwiązanie europejskie, np. Ecosia. To gigantyczny wolumen ruchu, który zostaje w europejskim ekosystemie prawnym – wskazuje.

Inne obszary, w jakich Polska mogłaby budować swoją niezależność to zdaniem eksperta nie tylko „polskie AI do polskich spraw” poprzez wdrożenie do urzędów polskiego modelu Bielik, który jest „lepiej dostosowany do niuansów naszego języka i pozwala przetwarzać dane lokalnie, bez wysyłania ich na serwery za oceanem”, ale też infrastruktura i chmura – zamiast trzymać krytyczne dane u amerykańskich czy chińskich gigantów, można by było korzystać z rozwiązań europejskich, ale też polskich.

Kolejny istotne aspekty to: łączność i budowanie suwerenności satelitarnej w oparciu o europejski system IRIS2, zamiast poleganie wyłącznie na prywatnym systemie Starlink. Dodatkowo Piotr Mieczkowski zaznacza, że należy wykorzystać potencjał polsko-fińskiego ICEYE do satelitarnego obrazowania.

- Wykorzystajmy potencjał ICEYE do monitorowania bezpieczeństwa i granic. To technologia SAR, która widzi to, czego nie widzą tradycyjne satelity – komentuje i dodaje, że ważnym obszarem jest także własny hosting w LLM np. w oparciu o Beyond.pl czy Cloudferro.

Wskazuje też na kwestię oprogramowania biurowego – podobnie jak wcześniej w rozmowie z nami oceniał to Tomasz Rychter - zdaniem Mieczkowskiego administracja powinna szerzej wdrażać open source, np. Libre Office.

– Uwaga, nie chodzi o darmowe ściąganie softu, ale o płacenie polskim firmom integratorskim za jego wdrożenie, utrzymanie i rozwój. Pieniądze zostają w Polsce, tworzona jest lokalna społeczność. Takie rozwiązania warto budować we współpracy z innymi krajami, by budować jedno wielkie zamówienie w Europie na pakiet biurowy – stwierdza.

Systemowe bariery do pokonania

Łukasz Gawron ocenia z kolei, że jeśli państwo chce na poważnie myśleć o suwerenności technologicznej, to w pierwszej kolejności musi zacząć prowadzić stały dialog z rynkiem oraz eliminować systemowe bariery, które obecnie utrudniają wdrożenia polskich technologii.

Jego zdaniem w Polsce brakuje piaskownic regulacyjnych, zamówień publicznych nastawionych na wdrożenia innowacyjne, a podejście do testowania pomysłów na wczesnym etapie projektu (PoC - Proof of Concept – przyp. red.), by zweryfikować jego słuszność biznesową, w administracji praktycznie nie istnieje.

To są realne bariery systemowe, mamy jeszcze kwestię mentalności i chęci, aby po stronie administracji stawiać na współpracę z mniejszymi i mniej znanymi polskimi firmami. Po moich obserwacjach rynku mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że w większość rozwiązań, które są potrzebne administracji, są oferowane przez polskie firmy. Trzeba tylko nauczyć się nieszablonowej współpracy – komentuje Łukasz Gawron.

Według szefa Polskiego Klastra Cyberbezpieczeństwa #CyberMadeInPoland kluczem do budowy suwerenności technologicznej nie jest wskazywanie odgórne, które technologie powinniśmy wymienić albo zastąpić własnymi.

- Trzeba jasno powiedzieć, że niektórych pozaeuropejskich technologii trudno będzie zastąpić, bo będzie to wymagało niewspółmiernego do korzyści nakładu pracy i finansów. Bardziej skupiłbym się na patrzeniu w przyszłość i odpowiedzenia na pytanie - w czym możemy być samowystarczalni za kilka, kilkanaście lat? Sektor deep-tech mocno się rozwija, mamy bardzo duży rynek, bardzo dobrze wykształconych ludzi, więc warto zidentyfikować te technologie, w których rzeczywiście możemy być potentatem i nie tylko zaspokoić krajowe potrzeby, ale eksportować poza granice kraju – podkreśla ekspert.

Wśród sektorów, na których powinna skupić się Polska i w których ma olbrzymi potencjał, wskazuje m.in. na sztuczną inteligencję, cyberbezpieczeństwo, technologie kwantowe czy Internet Rzeczy.

- Zastanówmy się, co możemy zrobić, aby rozwijać technologie przyszłościowe, a nie w jakim programie będziemy pisać maile. Ostatecznie w suwerenności technologicznej nie chodzi o to, aby odciąć dostęp do rynku dla każdego "nieeuropejskiego" rozwiązania, tylko o wspieranie lokalnego biznesu i dywersyfikację technologii z korzyścią strategiczną i gospodarczą dla naszego kraju – podsumowuje.