- Waga komponentu krajowego w projektach energetycznych w otoczeniu dynamicznej sytuacji geopolitycznej jest dziś szczególnie duża.
- Do końca lutego ma powstać legislacyjna i kalkulacyjna definicja local contentu, która ma dać podstawę do kontroli udziału polskich firm w inwestycjach infrastrukturalnych.
- O szansach polskich dostawców przy budowie np. elektrowni jądrowej w Choczewie rozmawialiśmy w trakcie EEC Trends w Warszawie.
Do końca lutego definicja komponentu lokalnego
- Jednym z elementów, na który kładziemy w MAP nacisk, jest właśnie local content, po to, by minimalizować wpływ geopolitycznych czynników zewnętrznych, takich jak sytuacja z naszym partnerem - Stanami Zjednoczonymi, polityką Chin, tak, by radzić sobie samodzielnie w Europie - mówiła podczas panelu "Local content w energetyce" na EEC Trends Eliza Zeidler, sekretarz stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych.
Eliza Zeidler, sekretarz stanu w MAP. Fot. PTWPJednym z narzędzi do budowania i wspierania komponentu krajowego jest powołany przez MAP w październiku zeszłego roku Zespół ds. Udziału Komponentu Krajowego w Kluczowych Procesach Inwestycyjnych.
- Definicja local content jest kluczowa, bo ma odpowiadać na pytanie: "jak będziemy go kalkulować?". Skupiamy się na dwóch rodzajach tej kwestii: legislacyjnej, bardzo lapidarnej oraz policzalnej, nad którą intensywnie pracujemy. Od definicji kalkulacyjnej będzie zależało późniejsze kontrolowanie local contentu - powiedziała Ilona Deręgowska, wiceprezes Agencji Rozwoju Przemysłu, spółki koordynującej prace zespołu.
- Jesteśmy na ukończeniu przygotowania definicji legislacyjnej i kalkulacyjnej - chcemy, by powstała do końca lutego. Ona da początek przygotowaniu nowych wytycznych, rozporządzeń wspierających local content. Musimy jednak pamiętać, by nie naruszały one przepisów Unii Europejskiej, dbających o równą konkurencję. Pojawia się tu dysonans, ale widzimy przestrzeń, by to pogodzić - powiedziała Deręgowska.
Ilona Deręgowska, wiceprezes ARP. Fot. PTWPPolska królestwem komponentów, a nie produktów skończonych
O tym, że Polska ma za mały sektor bankowy dla finansowania dużych projektów energetycznych, wspomniał Krzysztof Dresler, wiceprezes PKO Banku Polskiego.
- Udział kredytów korporacyjnych w PKB Polski to jest ok. 11-12 proc. i jesteśmy w nim na ostatnim miejscu w Europie. To jest historyczna spuścizna i efekt ukształtowania łańcuchów dostaw. Jesteśmy królestwem komponentów, a nie wprowadziliśmy żadnego produktu finalnego. Popyt na finansowanie jest mniejszy, bo może je otrzymać ten większy kooperant - uważa Dresler. - Według KPEiK-u (Krajowy Plan w dziedzinie Energii i Klimatu - przyp. red.), w ciągu dekady capex na energetykę wyniesie nawet 1 bln zł. Jeżeli my, jako sektor bankowy, jesteśmy na 100 mld euro kredytów korporacyjnych, to widzimy, jak wielkie jest to wydarzenie. Local content, jako umacnianie polskiego łańcucha dostaw, jest bardzo ważny. My to nazywamy domestic capacity - dodał.
Dresler podkreślił, że polski potencjał bankowy nie jest w stanie udźwignąć wszystkich wydatków inwestycyjnych w energetyce. Jednocześnie nie jest w interesie polskich banków, by zapraszać do współpracy bezpośrednich konkurentów, a szukać partnerów dalej - np. w Japonii, Singapurze, gdzie nie ma bezpośredniej konkurencji, a są za to kompetencje, co do oceny projektów energetycznych.
- W Polsce nie ma kapitału wczesnego etapu, wszyscy chcą wszystko zrobić sami - nie działamy na miarę potencjału. Musimy zwiększyć skalę współpracy z instytucjami finansowymi, które dyscyplinują projekty i zacząć długofalowo tworzyć lokalne łańcuchy dostaw - podkreślił Dresler.
Krzysztof Dresler, wiceprezes PKO BP. Fot. PTWPJaka będzie rola polskich dostawców w budowie elektrowni jądrowej?
Prezes Polskich Elektrowni Jądrowych Marek Woszczyk mówił z kolei, że jego spółka chce pełnić funkcję aktywnego inwestora, by zachęcać polskich przedsiębiorców do uczestniczenia w projekcie budowy pierwszej polskiej elektrowni jądrowej. Ta realizacja może według niego wygenerować 1 punkt procentowy PKB.
- Chcemy zidentyfikować mocne strony polskich firm. One muszą wiedzieć, w czym mogą uczestniczyć i my, wraz z konsorcjum Westinghouse-Bechtel im to umożliwiamy. W negocjacjach umowy EPC (ang. Engineering, Procurement, Construction, chodzi o umowę na wykonawstwo generalne elektrowni jądrowej w Choczewie - przyp. red.) chcemy zagwarantować polskim przedsiębiorcom otwarte drzwi. Oczywiście, przy tego typu inwestycji, łatwiej o to będzie dużym firmom. Tym bardziej tym mniejszym podmiotom należy się wsparcie - powiedział Woszczyk.
Obecnie o najwyższe amerykańskie standardy jakościowe walczy sześć polskich firm, którym został ostatni etap certyfikacyjny.
Marek Woszczyk, prezes PEJ. Fot. PTWP- Negocjacje umowy EPC mamy ułożoną w tzw. szufladkach terminowych, po to, by ją dograć. Należy dużą uwagę poświęcić podziałowi ryzyk i podziałowi odpowiedzialności oraz gotowości na sytuacje nieprzewidziane - powiedział Mirosław Kowalik, prezes Westinghouse Electric Company Poland.
W kontekście local contentu w atomowych projekcie, prezes Westinghouse, podkreślił, że stabilność łańcuchów dostaw wpływa na harmonogram i budżet projektu, co też musi zostać zawarte w generalnej umowie wykonawczej.
Mirosław Kowalik, prezes Westinghouse EC Poland. Fot. PTWPDuże projekty infrastruktury energetycznej to także wyzwanie dla sektora ubezpieczeniowego. Andrzej Jarczyk, prezes PZUW TUW, podkreślił, że tego typu przedsięwzięcia wymagają długotrwałych przygotowań.
- Ubezpieczamy farmy wiatrowe - Baltica 1 i Baltica 2, które PGE buduje razem z Orsted. Duńczycy bardzo naciskali na to, by farmy ubezpieczała firma duńska. Jednak zdecydowano się na nas i to z w dwóch powodów: naszego know-how, zebranego przy inwestycji Orlenu Baltic Power, oraz tego, że PGE chciało z nami współpracować, bo np. likwidacje szkód i nadzór nad procesem inwestycyjnym i operacyjnym będzie od polskiego podmiotu ubezpieczeniowego - powiedział Jarczyk.
Według prezesa TUW PZUW, podobną drogę polscy ubezpieczyciele będą musieli obrać w kontekście ubezpieczenia elektrowni jądrowej.
- Nam chodzi o to, by już 9 lat wcześniej (niż data zakończenia budowy elektrowni w Choczewie - przyp. red.) dowiadywać się, jakie ryzyka związane są z energetyką jądrową - podkreślił Jarczyk.
Andrzej Jarczyk, prezes TUW PZUW Fot. PTWPPerspektywa polskich dostawców w energetyce nie jest dobra, ze względu na to, że są skazani na decyzje zagranicznych podmiotów dominujących w powstających obecnie w Polsce projektach.
- O dostawcach wykorzystywanych w energetyce decyduje generalny dostawca tej kluczowej technologii. W tradycyjnej energetyce są to dostawcy turbin. W Polsce wiele turbin dostarczał niemiecki Siemens Energy i on miał listę dostawców kwalifikowanych i moja firma nie dostarczyła do ich projektów żadnej pompy. Mimo że dostarczamy je w Polsce "od zawsze". W projekcie jądrowym też tak będzie - powiedział Piotr Kańtoch, dyrektor ds. rozwoju, wiceprezes Grupy Powen-Wafapomp.
Piotr Kańtoch, dyrektor ds. rozwoju, wiceprezes Grupy Powen-Wafapomp. Fot. PTWP