Polska przy stole G20. Minister Domański dla WNP: nic o nas bez nas

Aleksandra Helbin • 2026-04-20 06:02
Polska po raz pierwszy jako pełnoprawny uczestnik wzięła udział w ministerialnym spotkaniu G20 - i chce tam forsować agendę wzrostu, deregulacji i konkurencyjności. W rozmowie z WNP minister finansów Andrzej Domański mówi też o kosztach tarczy paliwowej, napięciach między klimatem a gospodarką i zapowiada mocny przekaz na Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach.
Minister finansów i gospodarki Andrzej Domański będzie gościem Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach (22-24 kwietnia 2026 r.)
  • Polska po raz pierwszy wzięła udział w spotkaniu ministerialnym G20 jako pełnoprawny uczestnik. Minister finansów podkreśla, że to efekt pozycji gospodarczej kraju i szansa na realny wpływ na globalną debatę.
  • Priorytetem rządu jest dziś konkurencyjność i wzrost - także poprzez deregulację i obniżanie kosztów energii. Domański krytycznie ocenia część polityk klimatycznych UE, wskazując na ich wpływ na inwestycje i rozwój.
  • Koszty tarczy paliwowej sięgają ok. 1,6 mld zł miesięcznie, ale - jak zaznacza minister - stabilizują nastroje i wspierają gospodarkę. - Rolą państwa jest ograniczanie niepewności i zwiększanie przewidywalności - mówi w rozmowie z WNP.
  • Minister zapowiada, że podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach będzie mówił m.in. o wzroście, inwestycjach, transformacji energetycznej i większym udziale polskich firm w wydatkach na obronność.  - To najważniejsze wydarzenie gospodarcze roku - dodaje minister Domański.

Jest Pan świeżo po powrocie ze spotkań G20 w USA. Co konkretnie udało się Polsce tam osiągnąć?

- Przede wszystkim sama obecność Polski na tym forum w takiej formule to już jest konkretny rezultat i efekt naszego sukcesu gospodarczego. Po raz pierwszy uczestniczyliśmy w spotkaniu ministerialnym G20 - czyli w gronie ministrów finansów i szefów banków centralnych - jako pełnoprawny uczestnik, a nie kraj zapraszany okazjonalnie.

Dzięki temu Polska może zabierać głos na najważniejszym forum dyskusji o światowej gospodarce, prezentować swoją wizję rozwoju i wnosić środkowoeuropejską perspektywę.

Polska ma swoją wizję na rolę Europy Centralnej na globalnej scenie

Jaką zatem konkretnie wizję Polska przedstawia na takim forum?

- Stoimy na stanowisku, że G20 powinno wrócić do tego, co najważniejsze, czyli do koncentracji na wzroście gospodarczym. W ostatnich latach to forum często od tego odchodziło w stronę tematów pobocznych.

Z naszej perspektywy wzrost gospodarczy jest kluczowy - to nie jest efekt uboczny innych polityk, tylko cel sam w sobie. Dlatego nasze wystąpienia koncentrowały się na budowie silników wzrostu, pobudzaniu konkurencyjności i deregulacji.

Pokazywaliśmy też Polskę jako przykład kraju, który skutecznie wdraża deregulację oddolną - we współpracy z biznesem i organizacjami przedsiębiorców. To podejście budzi duże zainteresowanie wśród partnerów, bo mówimy o rozwiązaniach wypracowywanych razem z rynkiem, a nie narzucanych odgórnie.

Duży nacisk kładłem również na transformację energetyczną. Polska jest postrzegana jako jeden z najbardziej udanych przykładów transformacji gospodarczej ostatnich dekad, ale jednocześnie wciąż mamy jeden z najmniej efektywnych miksów energetycznych i wysokie ceny energii. Jeśli to zmienimy, możemy zbudować przewagę konkurencyjną na kolejne lata.

Skoro mówimy transformacji... W obecnej sytuacji geopolitycznej coraz częściej pojawia się pytanie, co jest dziś ważniejsze: konkurencyjność czy cele klimatyczne. Czy te dwa kierunki wciąż da się pogodzić, czy jednak konkurencyjność zaczyna wyraźnie wygrywać?

- My stawiamy na konkurencyjność od pierwszego dnia. To jest absolutnie kluczowe i myślę, że nikt nie ma co do tego wątpliwości, patrząc na nasze stanowisko - także to, które prezentowałem na forum G20 czy wcześniej w Brukseli.

Konkurencyjność oznacza, że z kimś rywalizujemy. Nie możemy być zadowoleni z własnych postępów, jeśli w tym samym czasie inni robią dwa czy trzy kroki więcej. Naszymi konkurentami są dziś przede wszystkim gospodarki azjatyckie, Chiny, a w wielu obszarach także Stany Zjednoczone.

Musimy więc poprawiać te elementy naszej gospodarki, które nas ograniczają. Jednym z nich są wysokie ceny energii - zarówno w Polsce, jak i w całej Europie. W naszym przypadku to w dużej mierze efekt miksu energetycznego, dlatego inwestujemy w OZE i energetykę jądrową.

Przeregulowana Europa wymaga przemyślenia

Jednocześnie trzeba jasno powiedzieć: polityki klimatyczne w Europie nie mogą dziś ograniczać możliwości rozwoju. Nie kwestionuję zmian klimatycznych - to fakt. Natomiast nie widzę logiki w sytuacji, w której produkcja przenosi się z Europy do Azji. To nie pomaga klimatowi, a osłabia naszą gospodarkę.

Europa nakłada na siebie bardzo duży ciężar regulacyjny, co przekłada się na niższy wzrost i większą podatność na kryzysy. Widzimy to choćby na przykładzie Niemiec, które pozostają w stagnacji.

Dlatego te polityki wymagają przemyślenia. Trzeba jasno oddzielić rozwiązania, które realnie wspierają zarówno wzrost, jak i klimat, od tych, które są po prostu nadmierną biurokracją i hamują inwestycje.

Ale to bardziej apel, który powinien wybrzmieć na poziomie unijnym, gdzie zapadają decyzje o wspomnianych politykach…

- W dużej mierze tak. To jest dyskusja, która toczy się głównie w Europie, bo to na poziomie unijnym narzucamy sobie te wszystkie ambitne regulacje i przepisy. Dlatego o tym najczęściej mówię podczas spotkań w Brukseli - na ECOFIN-ie czy w rozmowach z komisarzami. I muszę przyznać, że te rozmowy przynoszą efekty. Coraz więcej państw członkowskich popiera nasze pragmatyczne podejście. Podają Polskę za wzór.

Natomiast w Waszyngtonie koncentrowałem się przede wszystkim - na zdejmowaniu barier dla wzrostu gospodarczego. W różnych częściach świata te bariery są inne: jedni zmagają się z demografią, inni z nadmiarem regulacji, jeszcze inni z brakiem kapitału. I to był nasz główny przekaz.

Co ważne, to podejście spotyka się z bardzo dużym zrozumieniem. Jest ono wyraźnie wspierane przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy. I nie mówię tu tylko o raportach tych instytucji prezentowanych w trakcie szczytu, w których Polska prezentowana jest jako jeden z liderów wzrostu. Także podczas spotkań w Waszyngtonie usłyszeliśmy bardzo mocne, pozytywne oceny pod adresem Polski.

Polski głos wyraźnie słyszany przy stole G20

Skoro mówimy o tym, jak Polska jest postrzegana - jak dziś widzą nas partnerzy i instytucje międzynarodowe?

- Polska jest wskazywana jako jeden z najbardziej udanych przykładów transformacji gospodarczej. I to nie tylko w teorii - to bardzo konkretne odniesienia.

Na forum dotyczącym odbudowy Ukrainy wielokrotnie słyszeliśmy, zarówno od szefa Banku Światowego, jak i od dyrektor zarządzającej MFW, że Ukraina może w przyszłości podążyć drogą Polski. Padały też wprost takie stwierdzenia: „spójrzcie, Polska jest dziś w G20”.

To pokazuje, że jesteśmy nie tylko dobrze oceniani, ale też stawiani jako punkt odniesienia dla innych krajów, które przechodzą transformację.  

Zresztą podobny przekaz wybrzmiał choćby w mojej rozmowie z ministrem finansów Indonezji. Ten prawie 300 milionowy kraj, pełnoprawny członek G20, również liczy na bliską współpracę z Polską, chce korzystać z sukcesu naszej transformacji.

Po tych spotkaniach jak Pan ocenia, czy G20 to wciąż forum współpracy, czy już raczej przestrzeń ścierania się narodowych interesów największych gospodarek?

- G20 to nie jest tylko jedno spotkanie, podczas którego ministrowie mają po kilka minut na wypowiedź. Za tym stoi cały proces przygotowań na poziomie roboczym, gdzie ścierają się różne wizje i interesy.

Dla mnie kluczowe jest to, że na takim forum mogę bezpośrednio - twarzą w twarz - mówić do ministrów finansów największych gospodarek świata, którzy często są jednocześnie wicepremierami i mają realną siłę polityczną. Mogę jasno powiedzieć, że konflikt na Bliskim Wschodzie nie może odciągać uwagi od Ukrainy, zwłaszcza że wysokie ceny ropy wzmacniają budżet Rosji.

To ma znaczenie. Budujemy w ten sposób presję na decyzje podejmowane przez największe gospodarki. Dlatego nie lekceważyłbym roli G20 - szczególnie w tak niestabilnym świecie.

Najważniejsze jest to, że Polska jest dziś przy tym stole. Przez lata obawialiśmy się, że będziemy pomijani w najważniejszych dyskusjach. Dziś możemy mówić „nic o nas bez nas” w praktyce - jako kraj, który współuczestniczy w rozmowie i upomina się o interesy swoje i regionu.

I to jest realna wartość - możliwość bezpośredniego wpływania na debatę i przypominania o sprawach kluczowych z naszej perspektywy.

Czy zatem na dobre już rozgościliśmy się przy tym stole? Pytam też w kontekście niedawnej rewizji danych szwajcarskiego PKB, po której polska gospodarka nie jest jednak jeszcze w tej 20 największych.

- Myślę, że tak - rozgościliśmy się w tym gronie i wynika to zarówno z czynników ekonomicznych, jak i politycznych. Trzeba pamiętać, że miejsce przy stole G20 nie zależy wyłącznie od wielkości gospodarki. Są tam kraje, które nie należą do ścisłej dwudziestki największych, jak choćby Argentyna.

W naszym przypadku istotny jest także wymiar polityczny. Zostaliśmy zaproszeni przez prezydenta Stanów Zjednoczonych, a temat obecności Polski w G20 pojawia się regularnie w rozmowach z partnerami - czy to w Londynie, czy w Azji, czy też w rozmowach z administracją amerykańską. Prowadzimy też aktywne działania, żeby to miejsce wzmocnić i utrzymać.

Oczywiście po rewizji danych Szwajcaria wyprzedziła Polskę, ale przy naszej dynamice wzrostu ten dystans będziemy odrabiać. Kluczowe jest jednak coś innego - nie miejsce w rankingu, tylko to, czy mamy coś do powiedzenia.

A mamy. Wnosimy do tej debaty wyraźny, środkowoeuropejski głos i jesteśmy dziś realnym uczestnikiem tej dyskusji.

Do końca kwietnia zmian w CPN nie będzie

Wróćmy jednak z Waszyngtonu i zejdźmy z poziomu globalnej dyskusji przy stole G20 do realiów polskiej gospodarki. Wspomniał Pan o skutkach konfliktu na Bliskim Wschodzie - w ramach pakietu CPN rząd przedłużył obniżkę akcyzy i VAT na paliwa. Przy jakich poziomach cen ropy będziecie rozważać wygaszanie tego mechanizmu?

- Przede wszystkim nie podejmujemy nerwowych decyzji - analizujemy sytuację i reagujemy elastycznie. Właśnie po to ten mechanizm został zaprojektowany, żebyśmy mogli dostosowywać się do tego, co dzieje się na rynkach, szczególnie w kontekście wydarzeń na Bliskim Wschodzie.

Widzimy dużą zmienność cen ropy. Z jednej strony ostatnio mieliśmy do czynienia ze spadkami cen, ropa Brent jest dziś nawet o kilkanaście procent tańsza niż miesiąc temu. Z drugiej strony jednak sytuacja pozostaje bardzo nieprzewidywalna i każdy impuls geopolityczny może to odwrócić.

Koszt CPN dla budżetu to 1,6 mld zł miesięcznie 

Jak długo budżet jest zatem w stanie wytrzymać skutki CPN?

- Koszty dla budżetu są faktycznie znaczące - mówimy o ok. 1,6 mld zł miesięcznie mniej z tytułu VAT i akcyzy. Dlatego decyzje podejmujemy ostrożnie. Na pewno do końca miesiąca nie planujemy zmian w tym systemie.

A co dalej?

- To zależy od sytuacji geopolitycznej. Gdybyśmy dziś byli w stanie powiedzieć, jak będzie wyglądał konflikt na Bliskim Wschodzie za kilka tygodni, łatwiej byłoby podejmować decyzje. Ale tej pewności nie ma - ani my, ani rynki jej nie mają.

Mówił Pan o kosztach dla budżetu, wynikających z pakietu CPN, rzędu 1,6 mld zł miesięcznie. Na ile to jest poziom, który budżet jest w stanie bezpiecznie absorbować, zanim pojawi się realna presja na zmianę tej polityki?

- Te ok. 1,6 mld zł miesięcznie to realne ubytki z VAT i akcyzy. Natomiast trzeba patrzeć na to szerzej. Gdyby tego programu nie było, poziom niepewności wśród konsumentów byłby wyraźnie wyższy, a to przełożyłoby się na niższą skłonność do wydatków i inwestycji.

Dzięki temu mechanizmowi obywatele mają poczucie, że państwo reaguje i stabilizuje sytuację. To z kolei wspiera aktywność gospodarczą, a więc pośrednio także dochody budżetowe. Proszę zwrócić uwagę, że to najbardziej kompleksowy program wsparcia w całej Unii Europejskiej

Dlatego mówimy nie tylko o kosztach, ale też o korzyściach - choć te trudniej precyzyjnie policzyć. Rolą państwa jest ograniczanie niepewności i zwiększanie przewidywalności, i to właśnie robimy.

"Europejski Kongres Gospodarczy najważniejszym wydarzeniem biznesowym roku"

Te wszystkie wątki naszej rozmowy - transformacja, konkurencyjność i miejsce Polski na coraz bardziej skomplikowanej geopolitycznej mapie świata - wrócą podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego, który rozpoczyna się już 22 kwietnia. Z jakim przekazem jedzie Pan do Katowic?

- Chcę przede wszystkim pokazać, że Polska jest liderem wzrostu w Unii Europejskiej i przestaje być gospodarką doganiającą. Jesteśmy dziś nie tylko obecni w G20, ale też należymy do grupy E6, czyli tzw. Wielkiej Szóstki, skupiającej największe gospodarki Unii. Aktywnie współtworzymy europejską agendę gospodarczą.

Będę dużo mówił o wzroście gospodarczym - o tym, że trzeba ograniczać regulacje i przyspieszać inwestycje, ale takie realne, a nie tylko zapisane w prezentacjach.

Drugi ważny wątek to bezpieczeństwo i przemysł. Musimy sprawić, żeby rosnące wydatki na obronność przekładały się na rozwój naszej gospodarki - żeby coraz więcej z tych pieniędzy trafiało do polskich firm i budowało nasze kompetencje technologiczne.

No i transformacja - energetyczna i cyfrowa. Polska jest dziś największym placem transformacji energetycznej w Europie: inwestujemy w OZE, sieci, magazyny energii, przyspieszamy program energetyki jądrowej.

Europejski Kongres Gospodarczy to najważniejsze wydarzenie gospodarcze roku. To miejsce spotkania z biznesem - polskim i międzynarodowym - i dobra przestrzeń, żeby rozmawiać o tym, jak te procesy przekuć w realny wzrost i inwestycje.

Google Play
Pobierz aplikację Europejskiego Kongresu Gospodarczego na swój telefon
App Store
Pobierz aplikację Europejskiego Kongresu Gospodarczego na swój telefon
App

Aplikacja mobilna EEC

Pobierz oficjalną aplikację mobilna Europejskiego Kongresu Gospodarczego. Aplikacja zapewnia kompleksową obsługę uczestników kongresu oferując wygodny dostęp do wszystkich najważniejszych informacji i funkcji.