- Polska po raz pierwszy wzięła udział w spotkaniu ministerialnym G20 jako pełnoprawny uczestnik. Minister finansów podkreśla, że to efekt pozycji gospodarczej kraju i szansa na realny wpływ na globalną debatę.
- Priorytetem rządu jest dziś konkurencyjność i wzrost - także poprzez deregulację i obniżanie kosztów energii. Domański krytycznie ocenia część polityk klimatycznych UE, wskazując na ich wpływ na inwestycje i rozwój.
- Koszty tarczy paliwowej sięgają ok. 1,6 mld zł miesięcznie, ale - jak zaznacza minister - stabilizują nastroje i wspierają gospodarkę. - Rolą państwa jest ograniczanie niepewności i zwiększanie przewidywalności - mówi w rozmowie z WNP.
- Minister zapowiada, że podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach będzie mówił m.in. o wzroście, inwestycjach, transformacji energetycznej i większym udziale polskich firm w wydatkach na obronność. - To najważniejsze wydarzenie gospodarcze roku - dodaje minister Domański.
Jest Pan świeżo po powrocie ze spotkań G20 w USA. Co konkretnie udało się Polsce tam osiągnąć?
- Przede wszystkim sama obecność Polski na tym forum w takiej formule to już jest konkretny rezultat i efekt naszego sukcesu gospodarczego. Po raz pierwszy uczestniczyliśmy w spotkaniu ministerialnym G20 - czyli w gronie ministrów finansów i szefów banków centralnych - jako pełnoprawny uczestnik, a nie kraj zapraszany okazjonalnie.
Dzięki temu Polska może zabierać głos na najważniejszym forum dyskusji o światowej gospodarce, prezentować swoją wizję rozwoju i wnosić środkowoeuropejską perspektywę.
Polska przy stole G20. W Waszyngtonie rozmawiamy o wzroście gospodarczym i przyszłości światowej gospodarki. Nie na marginesie, lecz tam, gdzie zapadają kluczowe decyzje. To dowód siły 🇵🇱 gospodarki. #SukcesPolaków pic.twitter.com/e0Ymotk2Ey
— Andrzej Domański (@Domanski_Andrz) April 16, 2026
Polska ma swoją wizję na rolę Europy Centralnej na globalnej scenie
Jaką zatem konkretnie wizję Polska przedstawia na takim forum?
- Stoimy na stanowisku, że G20 powinno wrócić do tego, co najważniejsze, czyli do koncentracji na wzroście gospodarczym. W ostatnich latach to forum często od tego odchodziło w stronę tematów pobocznych.
Z naszej perspektywy wzrost gospodarczy jest kluczowy - to nie jest efekt uboczny innych polityk, tylko cel sam w sobie. Dlatego nasze wystąpienia koncentrowały się na budowie silników wzrostu, pobudzaniu konkurencyjności i deregulacji.
Pokazywaliśmy też Polskę jako przykład kraju, który skutecznie wdraża deregulację oddolną - we współpracy z biznesem i organizacjami przedsiębiorców. To podejście budzi duże zainteresowanie wśród partnerów, bo mówimy o rozwiązaniach wypracowywanych razem z rynkiem, a nie narzucanych odgórnie.
Duży nacisk kładłem również na transformację energetyczną. Polska jest postrzegana jako jeden z najbardziej udanych przykładów transformacji gospodarczej ostatnich dekad, ale jednocześnie wciąż mamy jeden z najmniej efektywnych miksów energetycznych i wysokie ceny energii. Jeśli to zmienimy, możemy zbudować przewagę konkurencyjną na kolejne lata.
Skoro mówimy transformacji... W obecnej sytuacji geopolitycznej coraz częściej pojawia się pytanie, co jest dziś ważniejsze: konkurencyjność czy cele klimatyczne. Czy te dwa kierunki wciąż da się pogodzić, czy jednak konkurencyjność zaczyna wyraźnie wygrywać?
- My stawiamy na konkurencyjność od pierwszego dnia. To jest absolutnie kluczowe i myślę, że nikt nie ma co do tego wątpliwości, patrząc na nasze stanowisko - także to, które prezentowałem na forum G20 czy wcześniej w Brukseli.
Konkurencyjność oznacza, że z kimś rywalizujemy. Nie możemy być zadowoleni z własnych postępów, jeśli w tym samym czasie inni robią dwa czy trzy kroki więcej. Naszymi konkurentami są dziś przede wszystkim gospodarki azjatyckie, Chiny, a w wielu obszarach także Stany Zjednoczone.
Musimy więc poprawiać te elementy naszej gospodarki, które nas ograniczają. Jednym z nich są wysokie ceny energii - zarówno w Polsce, jak i w całej Europie. W naszym przypadku to w dużej mierze efekt miksu energetycznego, dlatego inwestujemy w OZE i energetykę jądrową.
Przeregulowana Europa wymaga przemyślenia
Jednocześnie trzeba jasno powiedzieć: polityki klimatyczne w Europie nie mogą dziś ograniczać możliwości rozwoju. Nie kwestionuję zmian klimatycznych - to fakt. Natomiast nie widzę logiki w sytuacji, w której produkcja przenosi się z Europy do Azji. To nie pomaga klimatowi, a osłabia naszą gospodarkę.
Europa nakłada na siebie bardzo duży ciężar regulacyjny, co przekłada się na niższy wzrost i większą podatność na kryzysy. Widzimy to choćby na przykładzie Niemiec, które pozostają w stagnacji.
Dlatego te polityki wymagają przemyślenia. Trzeba jasno oddzielić rozwiązania, które realnie wspierają zarówno wzrost, jak i klimat, od tych, które są po prostu nadmierną biurokracją i hamują inwestycje.
Ale to bardziej apel, który powinien wybrzmieć na poziomie unijnym, gdzie zapadają decyzje o wspomnianych politykach…
- W dużej mierze tak. To jest dyskusja, która toczy się głównie w Europie, bo to na poziomie unijnym narzucamy sobie te wszystkie ambitne regulacje i przepisy. Dlatego o tym najczęściej mówię podczas spotkań w Brukseli - na ECOFIN-ie czy w rozmowach z komisarzami. I muszę przyznać, że te rozmowy przynoszą efekty. Coraz więcej państw członkowskich popiera nasze pragmatyczne podejście. Podają Polskę za wzór.
Natomiast w Waszyngtonie koncentrowałem się przede wszystkim - na zdejmowaniu barier dla wzrostu gospodarczego. W różnych częściach świata te bariery są inne: jedni zmagają się z demografią, inni z nadmiarem regulacji, jeszcze inni z brakiem kapitału. I to był nasz główny przekaz.
Co ważne, to podejście spotyka się z bardzo dużym zrozumieniem. Jest ono wyraźnie wspierane przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy. I nie mówię tu tylko o raportach tych instytucji prezentowanych w trakcie szczytu, w których Polska prezentowana jest jako jeden z liderów wzrostu. Także podczas spotkań w Waszyngtonie usłyszeliśmy bardzo mocne, pozytywne oceny pod adresem Polski.
Polski głos wyraźnie słyszany przy stole G20
Skoro mówimy o tym, jak Polska jest postrzegana - jak dziś widzą nas partnerzy i instytucje międzynarodowe?
- Polska jest wskazywana jako jeden z najbardziej udanych przykładów transformacji gospodarczej. I to nie tylko w teorii - to bardzo konkretne odniesienia.
Na forum dotyczącym odbudowy Ukrainy wielokrotnie słyszeliśmy, zarówno od szefa Banku Światowego, jak i od dyrektor zarządzającej MFW, że Ukraina może w przyszłości podążyć drogą Polski. Padały też wprost takie stwierdzenia: „spójrzcie, Polska jest dziś w G20”.
To pokazuje, że jesteśmy nie tylko dobrze oceniani, ale też stawiani jako punkt odniesienia dla innych krajów, które przechodzą transformację.
Zresztą podobny przekaz wybrzmiał choćby w mojej rozmowie z ministrem finansów Indonezji. Ten prawie 300 milionowy kraj, pełnoprawny członek G20, również liczy na bliską współpracę z Polską, chce korzystać z sukcesu naszej transformacji.
Po tych spotkaniach jak Pan ocenia, czy G20 to wciąż forum współpracy, czy już raczej przestrzeń ścierania się narodowych interesów największych gospodarek?
- G20 to nie jest tylko jedno spotkanie, podczas którego ministrowie mają po kilka minut na wypowiedź. Za tym stoi cały proces przygotowań na poziomie roboczym, gdzie ścierają się różne wizje i interesy.
Dla mnie kluczowe jest to, że na takim forum mogę bezpośrednio - twarzą w twarz - mówić do ministrów finansów największych gospodarek świata, którzy często są jednocześnie wicepremierami i mają realną siłę polityczną. Mogę jasno powiedzieć, że konflikt na Bliskim Wschodzie nie może odciągać uwagi od Ukrainy, zwłaszcza że wysokie ceny ropy wzmacniają budżet Rosji.
To ma znaczenie. Budujemy w ten sposób presję na decyzje podejmowane przez największe gospodarki. Dlatego nie lekceważyłbym roli G20 - szczególnie w tak niestabilnym świecie.
Najważniejsze jest to, że Polska jest dziś przy tym stole. Przez lata obawialiśmy się, że będziemy pomijani w najważniejszych dyskusjach. Dziś możemy mówić „nic o nas bez nas” w praktyce - jako kraj, który współuczestniczy w rozmowie i upomina się o interesy swoje i regionu.
I to jest realna wartość - możliwość bezpośredniego wpływania na debatę i przypominania o sprawach kluczowych z naszej perspektywy.
Czy zatem na dobre już rozgościliśmy się przy tym stole? Pytam też w kontekście niedawnej rewizji danych szwajcarskiego PKB, po której polska gospodarka nie jest jednak jeszcze w tej 20 największych.
- Myślę, że tak - rozgościliśmy się w tym gronie i wynika to zarówno z czynników ekonomicznych, jak i politycznych. Trzeba pamiętać, że miejsce przy stole G20 nie zależy wyłącznie od wielkości gospodarki. Są tam kraje, które nie należą do ścisłej dwudziestki największych, jak choćby Argentyna.
W naszym przypadku istotny jest także wymiar polityczny. Zostaliśmy zaproszeni przez prezydenta Stanów Zjednoczonych, a temat obecności Polski w G20 pojawia się regularnie w rozmowach z partnerami - czy to w Londynie, czy w Azji, czy też w rozmowach z administracją amerykańską. Prowadzimy też aktywne działania, żeby to miejsce wzmocnić i utrzymać.
Oczywiście po rewizji danych Szwajcaria wyprzedziła Polskę, ale przy naszej dynamice wzrostu ten dystans będziemy odrabiać. Kluczowe jest jednak coś innego - nie miejsce w rankingu, tylko to, czy mamy coś do powiedzenia.
A mamy. Wnosimy do tej debaty wyraźny, środkowoeuropejski głos i jesteśmy dziś realnym uczestnikiem tej dyskusji.
Do końca kwietnia zmian w CPN nie będzie
Wróćmy jednak z Waszyngtonu i zejdźmy z poziomu globalnej dyskusji przy stole G20 do realiów polskiej gospodarki. Wspomniał Pan o skutkach konfliktu na Bliskim Wschodzie - w ramach pakietu CPN rząd przedłużył obniżkę akcyzy i VAT na paliwa. Przy jakich poziomach cen ropy będziecie rozważać wygaszanie tego mechanizmu?
- Przede wszystkim nie podejmujemy nerwowych decyzji - analizujemy sytuację i reagujemy elastycznie. Właśnie po to ten mechanizm został zaprojektowany, żebyśmy mogli dostosowywać się do tego, co dzieje się na rynkach, szczególnie w kontekście wydarzeń na Bliskim Wschodzie.
Widzimy dużą zmienność cen ropy. Z jednej strony ostatnio mieliśmy do czynienia ze spadkami cen, ropa Brent jest dziś nawet o kilkanaście procent tańsza niż miesiąc temu. Z drugiej strony jednak sytuacja pozostaje bardzo nieprzewidywalna i każdy impuls geopolityczny może to odwrócić.
Koszt CPN dla budżetu to 1,6 mld zł miesięcznie
Jak długo budżet jest zatem w stanie wytrzymać skutki CPN?
- Koszty dla budżetu są faktycznie znaczące - mówimy o ok. 1,6 mld zł miesięcznie mniej z tytułu VAT i akcyzy. Dlatego decyzje podejmujemy ostrożnie. Na pewno do końca miesiąca nie planujemy zmian w tym systemie.
A co dalej?
- To zależy od sytuacji geopolitycznej. Gdybyśmy dziś byli w stanie powiedzieć, jak będzie wyglądał konflikt na Bliskim Wschodzie za kilka tygodni, łatwiej byłoby podejmować decyzje. Ale tej pewności nie ma - ani my, ani rynki jej nie mają.
Mówił Pan o kosztach dla budżetu, wynikających z pakietu CPN, rzędu 1,6 mld zł miesięcznie. Na ile to jest poziom, który budżet jest w stanie bezpiecznie absorbować, zanim pojawi się realna presja na zmianę tej polityki?
- Te ok. 1,6 mld zł miesięcznie to realne ubytki z VAT i akcyzy. Natomiast trzeba patrzeć na to szerzej. Gdyby tego programu nie było, poziom niepewności wśród konsumentów byłby wyraźnie wyższy, a to przełożyłoby się na niższą skłonność do wydatków i inwestycji.
Dzięki temu mechanizmowi obywatele mają poczucie, że państwo reaguje i stabilizuje sytuację. To z kolei wspiera aktywność gospodarczą, a więc pośrednio także dochody budżetowe. Proszę zwrócić uwagę, że to najbardziej kompleksowy program wsparcia w całej Unii Europejskiej
Dlatego mówimy nie tylko o kosztach, ale też o korzyściach - choć te trudniej precyzyjnie policzyć. Rolą państwa jest ograniczanie niepewności i zwiększanie przewidywalności, i to właśnie robimy.
"Europejski Kongres Gospodarczy najważniejszym wydarzeniem biznesowym roku"
Te wszystkie wątki naszej rozmowy - transformacja, konkurencyjność i miejsce Polski na coraz bardziej skomplikowanej geopolitycznej mapie świata - wrócą podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego, który rozpoczyna się już 22 kwietnia. Z jakim przekazem jedzie Pan do Katowic?
- Chcę przede wszystkim pokazać, że Polska jest liderem wzrostu w Unii Europejskiej i przestaje być gospodarką doganiającą. Jesteśmy dziś nie tylko obecni w G20, ale też należymy do grupy E6, czyli tzw. Wielkiej Szóstki, skupiającej największe gospodarki Unii. Aktywnie współtworzymy europejską agendę gospodarczą.
Będę dużo mówił o wzroście gospodarczym - o tym, że trzeba ograniczać regulacje i przyspieszać inwestycje, ale takie realne, a nie tylko zapisane w prezentacjach.
Drugi ważny wątek to bezpieczeństwo i przemysł. Musimy sprawić, żeby rosnące wydatki na obronność przekładały się na rozwój naszej gospodarki - żeby coraz więcej z tych pieniędzy trafiało do polskich firm i budowało nasze kompetencje technologiczne.
No i transformacja - energetyczna i cyfrowa. Polska jest dziś największym placem transformacji energetycznej w Europie: inwestujemy w OZE, sieci, magazyny energii, przyspieszamy program energetyki jądrowej.
Europejski Kongres Gospodarczy to najważniejsze wydarzenie gospodarcze roku. To miejsce spotkania z biznesem - polskim i międzynarodowym - i dobra przestrzeń, żeby rozmawiać o tym, jak te procesy przekuć w realny wzrost i inwestycje.