Polska stała się wielkim placem budowy. Czas na zmiany. "Nie możemy być zbyt otwartym rynkiem"

Adam Sierak • 2026-02-15 16:00
W Ministerstwie Aktywów Państwowych i Agencji Rozwoju Przemysłu trwają prace nad zdefiniowaniem zasad tzw. polish content w dużych inwestycjach publicznych. Skala planowanych projektów - od CPK, przez pierwszą elektrownię jądrową, po rozbudowę kolei - powoduje, że dyskusja o lokalnym udziale firm przestaje być branżowym postulatem, a staje się elementem strategii gospodarczej państwa.
STRABAG jest jedną z głównych firm, która w ostatnich latach zajmuje się modernizacją polskich portów lotniczych.
  • Trwa dyskusja nad wprowadzeniem zasad polish content w największych inwestycjach publicznych – od CPK po energetykę jądrową – która ma premiować firmy realnie obecne w Polsce: zarządzające stąd projektami, posiadające tu zasoby i płacące podatki.
  • Jak podkreśla w rozmowie z WNP Wojciech Trojanowski, członek zarządu firmy Strabag, „nie możemy dłużej być zbyt otwartym rynkiem dla firm z zewnątrz”. Jego zdaniem mechanizm local content to nie protekcjonizm, lecz inwestycja w bezpieczeństwo i długofalowy potencjał rynku.
  • Dzielenie dużych kontraktów – jak w przypadku CPK – może zwiększyć udział polskich firm, o ile ma uzasadnienie funkcjonalne. Kluczowe będzie takie zaprojektowanie regulacji, by wzmacniały konkurencję i stabilność rynku, a nie prowadziły do jego nadmiernego rozdrobnienia.

- Mnie bardzo cieszy ta dyskusja na temat polish content czy local content, bo mając przed sobą tak duże plany inwestycyjne - których część już jest realizowana, jak budowa CPK, pierwszej elektrowni jądrowej czy rozbudowa kolei - powinniśmy rozmawiać o firmach i podmiotach, które mają potencjał w Polsce i płacą u nas podatki. Te inwestycje realizowane są przecież z kieszeni polskich i europejskich podatników - mówi WNP Wojciech Trojanowski, członek zarządu spółki Strabag, z którym rozmawialiśmy podczas konferencji EEC Trends.

Rynek dojrzał do zmiany. Koniec z myśleniem tylko o najniższej cenie

Pytany, czy rynek rzeczywiście dojrzał do tego, by inaczej niż dotąd myśleć o kryteriach przetargowych, nie ma wątpliwości.

- Nasz rynek budowlany jest na tyle dojrzały, a Polska jest na tyle dużym placem budowy, że nie możemy dłużej być zbyt otwartym rynkiem dla firm z zewnątrz - podkreśla.

Jak zaznacza, nie chodzi o prosty podział na firmy „polskie” i „zagraniczne”, lecz o realną obecność gospodarczą. W Polskim Związku Pracodawców Budownictwa wypracowano definicję podmiotu krajowego, która - jego zdaniem - może być punktem odniesienia dla regulatorów.

Mówimy o zarządzaniu w Polsce, o zasobach w Polsce, o płaceniu w Polsce podatków. Taka firma musi być aktywną częścią naszego rynku. To jest najważniejsze - wylicza Trojanowski.

To nie protekcjonizm, lecz inwestycja w potencjał

Krytycy koncepcji polish content ostrzegają przed protekcjonizmem. Zdaniem naszego rozmówcy to uproszczenie.

- Obecnie to polskie firmy dają referencyjne projekty na inne rynki zagraniczne. Widzę to również u nas – Strabag w Polsce, będący jednym z liderów rynku, daje naszym spółkom-córkom referencje w zakresie podobnych inwestycji, które zrealizowaliśmy u nas w kraju. A jest tego sporo – dodaje Wojciech Trojanowski.

Polska nie budowała dotąd elektrowni jądrowej ani lotniska hubowego tej skali, jaką ma mieć CPK. Ale  jak zaznacza Trojanowski - kompetencje w Polsce są.

- Oczywiście nie były budowane w Polsce takie projekty jak elektrownia jądrowa czy lotnisko hubowe. Ale jeżeli rozłożyć te inwestycje na części pierwsze, to polscy inżynierowie nie mają się czego wstydzić - mówi.

W tym ujęciu premiowanie firm trwale obecnych w kraju oznacza nie tyle ochronę rynku, ile budowanie jego zdolności do realizacji coraz bardziej zaawansowanych projektów,  a - w konsekwencji - także do ekspansji zagranicznej.

Przewaga dla tych, którzy są u nas „na stałe”

Dla takich firm jak Strabag - inwestujących w Polsce od lat w kadry, sprzęt i zaplecze techniczne - dobrze zaprojektowany mechanizm polish content może oznaczać wzmocnienie pozycji wobec podmiotów pojawiających się w kraju wyłącznie przy okazji pojedynczego przetargu.

Model, w którym o przewadze decyduje trwała obecność, płacenie podatków i utrzymywanie zasobów w Polsce, premiuje strategię długoterminową. Jednocześnie ogranicza ryzyko sytuacji, w której wykonawca po zakończeniu kontraktu znika z rynku, pozostawiając lokalnym podwykonawcom i inwestorowi problemy operacyjne.

Jednym z praktycznych narzędzi wzmacniania local content jest dzielenie dużych kontraktów na mniejsze części. Spółka CPK deklaruje, że w ten sposób chce umożliwić szerszy udział polskich firm w realizacji projektu.

Czy to słuszna droga?

- Ważne, żeby pamiętać, by te kontrakty i ich dzielenie miały pewne uzasadnienie funkcjonalne. Myślę, że obecnie tak się dzieje -  ocenia Trojanowski.

Jak dodaje, trudno mówić o nadmiernym rozdrobnieniu, skoro sam kontrakt na budowę terminala CPK ma wartość około 2 mld euro.

- To dalej jest ogromny kontrakt. Myślę, że zamawiający – jakim jest spółka CPK – słusznie robią: nie da się wszystkiego zlecić jednemu konsorcjum. Potrzebujemy zasobów wielu wykonawców - wskazuje.

Local content a szeroko pojęte bezpieczeństwo

W ocenie Trojanowskiego w dyskusji o local content nie można pomijać jeszcze jednego aspektu: bezpieczeństwa.

Patrząc na ostatnie dwa lata – na prawodawstwo, ale i praktyki głównych zamawiających – Polska jest liderem w dbaniu o lokalne firmy, zwłaszcza gdy porównujemy sytuację z innymi krajami Europy Środkowo-Wschodniej. W tym kontekście ważny jest także aspekt bezpieczeństwa. Infrastruktura, którą obecnie budujemy w Polsce, to infrastruktura podwójnego znaczenia: to, kto ją buduje i ma dostęp do wiedzy z nią związaną, też ma znaczenie - podkreśla.