- - Zagrożeniem w sferze AI nie jest brak innowacyjności. Zagrożeniem jest monopol i oligopol na infrastrukturę, która tę innowacyjność umożliwia – mówi WNP Grzegorz Soczewka, wiceprezes ds. sprzedaży CEE w OVHcloud.
- - Do tej pory w zdecydowanej większości Europa wybierała amerykańskie rozwiązania i nikt nie patrzył na zagrożenia, jakie to niesie – stwierdza Grzegorz Soczewka. Wskazuje, że dominacja USA oznacza ryzyka ekonomiczne, finansowe i operacyjne. - Jedną decyzją można wyłączyć innowacyjność firm, a nawet całych krajów – dodaje.
- Uważa, że uniezależnienie się od big techów jest możliwe, choć będzie trudne. - To jest efekt 20-30 lat pracy big techów i zainwestowania przez nie ogromnych środków w szkolenia, w ludzi, w percepcję i przyzwyczajenie – wyjaśnia. Zaznacza jednak, że firmy już widzą problem i zaczynają działać. - Ale to dopiero początek drogi – podkreśla.
- Podczas XVIII Europejskiego Kongresu Gospodarczego (22-24 kwietnia, Katowice) przedstawicielka OVHcloud Natalia Świrska weźmie udział w sesji „Start-upy – co dalej”. Zasiada też w jury EEC Startup Challenge.
Czym sztuczna inteligencja jest dla gospodarki?
- Jest ogromną szansą. Jest kierunkiem, od którego już nie odejdziemy, będzie elementem naszej gospodarki, naszego życia i będzie miała wpływ na wszystko, co robimy. Tę szansę można wykorzystać pod warunkiem, że będziemy wdrażać AI w oparciu o dobry, przemyślany plan działania, świadomie realizując konkretne cele i zabezpieczając się przed zagrożeniami.
Czy to jednak nie przesada mówić, że AI staje się warstwą infrastruktury krytycznej?
- W dyskusjach o AI często ulegamy fascynacjom modelami, a zapominamy o czymś fundamentalnym. Tymczasem sztuczna inteligencja przestała być wyzwaniem natury programistycznej, a stała się wyzwaniem natury infrastrukturalnej i sprzętowej. Dlatego GPU (karty graficzne – przyp. red.), dane, sieć i energia na potrzeby sztucznej inteligencji tworzą nową warstwę krytycznej infrastruktury państwa. Jeżeli my jako Polska i Europa będziemy rozwijać AI w oparciu o niesuwerenne, zamknięte rozwiązania, to zbudujemy naszą technologię na wynajętych fundamentach. Te nakłady nigdy nie wrócą do naszego europejskiego PKB, to będzie zawsze inwestycja w obce firmy.
Już się obudziliśmy, ale teraz musimy dogonić Amerykę i Azję
Co jest kluczowe dla rozwoju AI?
- Sztuczna inteligencja powstaje z połączenia czterech elementów: mocy obliczeniowej, ludzi, danych i algorytmów. Jeżeli któregokolwiek z nich zabraknie, to cała reszta staje się bezużyteczna. Jeżeli np. zabraknie nam najnowszych kart graficznych, to nasze działania w pozostałych obszarach na niewiele się zdadzą.
Rozmowa o suwerennych i otwartych rozwiązaniach AI to już nie jest rozmowa o technologii, o modelach, o tym, jak to będzie wyglądało – tylko o tym, czy za 10 lat będziemy budowali nowoczesną gospodarkę, czy też będziemy stali w kolejce do dużych dostawców po resztki mocy obliczeniowej, które oni nam udostępnią albo nie.
Zagrożeniem w sferze AI nie jest brak innowacyjności. Zagrożeniem jest monopol i oligopol na infrastrukturę, która tę innowacyjność umożliwia. Teraz na rynku mocy obliczeniowych panuje oligopol, jeżeli Amazon, Microsoft i Google razem mają około 70 proc. rynku infrastruktury chmurowej, która jest podstawą do trenowania i uruchamiania dużych modeli AI.
Polskie firmy przekonały się już do sztucznej inteligencji?
- Według raportu KPMG ponad 80 proc. firm w Polsce rozpoczęło już wdrażanie rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji, a 95 proc. korzysta z usług chmurowych („Monitor transformacji cyfrowej biznesu” 2025 – przyp. red.). Oczywiście, są różne poziomy adopcji AI i my – zarówno jako Polska, jak i Europa – mamy jeszcze dużo pracy do wykonania. Bardzo dobrze, że już się obudziliśmy, ale teraz musimy dogonić Amerykę i Azję.
Na co powinniśmy zwracać uwagę w tym pościgu?
- Prawie wszystkie dostępne LLM-y, czyli duże modele językowe, pochodzą ze Stanów Zjednoczonych. W obecnej sytuacji geopolitycznej stanowi to już zagrożenie biznesowe, choć jeszcze parę lat temu nikomu by to nie przyszło do głowy. To ryzyko należy oszacować i aktywnie je ograniczać. Mimo to wiele firm zaczyna używać AI trochę w ciemno, w oparciu o amerykańskich hiperskalerów.
To niebezpieczne, szczególnie dla dużych organizacji. Uzależnienie się od jednego dostawcy - vendor lock-in - to poważne zagrożenie dla ciągłości funkcjonowania przedsiębiorstwa.
O ile w obszarze usług chmurowych ten problem jest już powszechnie dostrzegany, to w odniesieniu do modeli AI kryje się nieco pod powierzchnią. Ale istnieje i to od pierwszego do ostatniego kroku jej stosowania. Niestety, wiele organizacji zauważa to dopiero, kiedy chce przejść z jednego rozwiązania na drugie i okazuje się, że jest to niemożliwe.
Jedną decyzją można wyłączyć innowacyjność firm, a nawet całych krajów
Nie da się zmienić dostawcy AI?
- Trzeba w tym celu wyszkolić model od nowa. 80 proc. szkolenia modeli AI to moc obliczeniowa, a pozostałe 20 proc. jest związane z danymi, algorytmami i ludźmi. Jeżeli mamy mały model, to jest to niewielki problem. W skali takiej firmy jak OVHcloud to już spore wyzwanie. Natomiast w skali kraju czy całej Europy mówimy o gigantycznych kosztach. Im dłużej używamy danego modelu, im bardziej go wytrenowaliśmy, tym wyższe koszty będziemy musieli ponieść, aby zmienić dostawcę. Dlatego lepiej od początku wybierać rozwiązania open source (otwarte oprogramowanie, z ogólnodostępnym kodem – przyp. red.).
Kim są główni dostawcy sztucznej inteligencji?
- Świat jest podzielony na trzy strefy. Jedna to strefa amerykańskich big techów, która z naszej polskiej i europejskiej perspektywy do tej pory była akceptowana. Obejmuje takich dostawców jak Microsoft, Google i Meta. Druga to Azja: między innymi Alibaba i Deepseek. No i jest Europa, która zaczyna stawiać na rozwiązania otwarte – tu mamy chociażby francuskiego Mistrala czy polskiego Bielika. Progiem wejścia nie jest pomysłowość innowacyjna, tylko czynniki ekonomiczne. W tym roku czterej amerykańscy hiperskalerzy w infrastrukturę dla AI zainwestują 650 miliardów dolarów - i tu pojawia się pytanie: czy którykolwiek kraj w Unii Europejskiej jest w stanie dotrzymać im kroku?
Ta dominacja USA to w obecnej sytuacji geopolitycznej ogromne zagrożenie. Ekonomiczne, finansowe i operacyjne, czyli ryzyko utraty możliwości korzystania z usług. Jedną decyzją można wyłączyć innowacyjność firm, a nawet całych krajów.
Jaką część europejskiego rynku AI kontrolują amerykańskie big techy?
- To jest ogromna większość, jakieś 85 proc. Praktycznie cały rynek jest na nich oparty. Do tego, jak mówiłem, Amazon, Microsoft i Google mają 70 proc. europejskiego rynku infrastruktury chmurowej, która jest podstawą AI.
- Wystarczyłoby nie wprowadzać zapisów, które promują amerykańskie rozwiązania i blokują rozwiązania europejskie - mówi Grzegorz Soczewka, wiceprezes ds. sprzedaży CEE w OVHcloud. Fot: Materiały prasowe / OVHcloudMusimy myśleć o suwerennych rozwiązaniach i zabezpieczeniu łańcucha dostaw
Na rynku chmury taka sytuacja panuje od dłuższego czasu i biznes jakoś się kręci. Więc może nie ma tragedii?
- Nie ma tragedii w tym sensie, że do tej pory w zdecydowanej większości Europa wybierała amerykańskie rozwiązania i nikt nie patrzył na zagrożenia, jakie to niesie. Dopiero niedawno napięta sytuacja geopolityczna pokazała, że nasza gospodarka cyfrowa zależy od jednej decyzji politycznej za oceanem. To jak broń, której ktoś może użyć przeciwko nam. W obecnej sytuacji moc obliczeniową potrzebną do tego, by AI działała, można porównywać do ropy naftowej.
Co ważne, big techy podlegają legislacji amerykańskiej. Są zarejestrowane w Europie, mają nawet spółki w Polsce, ale ich centrale znajdują się w Stanach Zjednoczonych i obowiązuje je amerykański Cloud Act, który mówi, że jeżeli rząd amerykański czy amerykańskie służby federalne zażądają informacji, to dana firma musi to udostępnić.
Więc mówimy z jednej strony o ryzyku wyłączenia usługi, a z drugiej o dostępie do naszych danych. Do AI wrzucamy dziś wszystko: od danych finansowych, żeby pomógł zrobić analizę, przez dane prywatne, bo na przykład wróciłem od lekarza i potrzebuję skonsultować wyniki, po różne pomysły i koncepcje tego, co chcemy robić. Więc obszar AI jest kluczowy dla suwerenności. A suwerenność to w dzisiejszych czasach jeden z najważniejszych czynników, jakie powinny wpływać na decyzje w obszarze IT, szczególnie w dużych organizacjach. Musimy dziś jako Europa myśleć o suwerennych rozwiązaniach oraz zabezpieczeniu łańcucha dostaw.
Dlaczego?
- Bo ryzyka, o których mówiłem, są realne, a prawdopodobieństwo ich wystąpienia w ostatnich latach znacząco urosło. Co się stanie, jeżeli ktoś w USA nałoży 1000 proc. cła na cyfrowe usługi i towary? 75 proc. światowej mocy obliczeniowej pochodzi od dostawców amerykańskich. Największym światowym producentem GPU, czyli kart graficznych, jest amerykańska NVIDIA, która kontroluje 65 proc. tego rynku. Chcielibyśmy zbudować w Polsce gigafabrykę AI. Fantastycznie, ale nie ma z czego, bo brakuje chipów. Mamy wprawdzie europejskich producentów, w tym polską firmę Wilk Elektronik, ale to jeszcze za mała skala, żeby uzupełnić łańcuch dostaw.
Musimy szybko zmienić podejście. To trudne, bo od wielu lat amerykańskie firmy umacniały przekaz, że opieranie się na nich jest dobre i bezpieczne. A dziś obserwujemy z ich strony tendencję do „sovereignty greenwashing”, czyli zmiękczania pojęcia suwerenności i twierdzenia, że hiperskalerzy tę suwerenność zapewniają, bo zbudowali centrum danych w UE.
Jednak wiele firm, szczególnie dużych, pyta nas już o suwerenne usługi chmurowe i rozwiązania AI alternatywne dla amerykańskich. Część firm zaczęła tworzyć exit plany – plany odejścia od usług hiperskalerów.
Albo będziemy płacili amerykańskim dostawcom, albo będziemy zwiększali nasze PKB
Uniezależnienie się od big techów jest możliwe?
- Tak, ale to nie jest zmiana, która dokona się z dnia na dzień. To jest pewien proces.
Co powinna zrobić firma, która ma chmurę od big techa i pierwsze wdrożenia AI też oparła na amerykańskich rozwiązaniach, a teraz chce się uniezależnić?
- Powinna zacząć dywersyfikować, stopniowo budować rozwiązania multicloudowe. Nie stawiać wszystkiego na jedną kartę, na jednego dostawcę, bo w dzisiejszych czasach to jest ogromne ryzyko. Jeszcze 10 lat temu nikt by nie widział w tym zagrożenia, ale teraz jesteśmy już mądrzejsi. Unia Europejska idzie w kierunku rekomendacji, żeby organizacje krytyczne dla danego kraju minimum w 50 proc. korzystały z rozwiązań firm europejskich. W obszarze IT jest to już możliwe.
Przez lata mówiono, że europejscy dostawcy chmury nie zapewnią takiej mocy i jakości, jak amerykańscy.
- Rzeczywiście, nie dysponujemy taką mocą obliczeniową jak hiperskalerzy, bo moc jest nam dawkowana przez amerykańskie spółki, które kontrolują łańcuchy dostaw. Natomiast jeżeli chodzi o jakość, to mamy w Polsce świetnych ludzi. Większość używanych na świecie algorytmów ma jakiś wkład polskich inżynierów.
Dywersyfikacja dostawców oznacza dla firm dodatkowe koszty.
- Cenowo chmurowe rozwiązania europejskie są bardziej konkurencyjne od amerykańskich. Poza tym, jeżeli chcemy używać nowych technologii, to musimy inwestować, nikt nam tego nie da za darmo. Albo będziemy płacili za technologię amerykańskich dostawców, albo będziemy zwiększali europejskie PKB.
Walka z „bóg techami”: firmy już widzą problem i zaczynają działać
A jaka jest tutaj rola państw?
- W regionie CEE (Europa Środkowo-Wschodnia - przyp. red.), za który odpowiadam, największym krajem jest Polska. Na poziomie ministerialnym widać już zrozumienie, że suwerenność jest ważna. Na razie nie ma to jednak przełożenia na zamówienia publiczne, które w dużej mierze wciąż bazują na standardach hiperskalerów. Czyli są deklaracje, ale brakuje egzekucji.
I cały czas, gdy my tłumaczymy, jak ważna jest suwerenność, to hiperskalerzy stosują silny greenwashing i mówią: my jesteśmy OK, trzymajcie się nas, to jest dobre i słuszne. Inwestują ogromne środki w szkolenia, w promowanie swoich rozwiązań. I robią to od dziesięcioleci. Walka z nimi to jest walka z „bóg techami”, jak to zostało opisane w książce („Bóg techy” Sylwii Czubkowskiej – przyp. red.).
Pytanie, kiedy my się jako państwo zorientujemy, bo już przekroczyliśmy pewne punkty krytyczne, co powinno było wywołać lawinę, ale nie wywołało.
Co było takim punktem krytycznym?
- Na przykład używanie Claude’a w atakach na Iran (model AI firmy Anthropic został wykorzystany przez Pentagon do wyboru celów – przyp. red.).
Media podawały też, że w styczniu użyto Claude’a do schwytania prezydenta Wenezueli.
- Podobnych punktów krytycznych było więcej. Dlatego czas na zmiany. Dopuszczajmy do przetargów różne podmioty, bo to się pod każdym względem opłaca. W bezpośrednim rachunku ekonomicznym jest tańsze. Z punktu widzenia PKB to też dużo lepsze rozwiązanie, bo pieniądze pozostają w Unii, nie są transferowane za ocean. No i europejski dostawca jest suwerenny, jest bezpieczny, nie podlega amerykańskiemu prawu.
Czy wystarczy nie promować w przetargach big techów, czy też trzeba zacząć promować europejskie firmy?
- Wiele organizacji stawia warunki, które sprawiają, że dla mniejszego dostawcy zamówienie jest nieopłacalne. Na przykład w obszarze chmury można zaproponować rozwiązanie alternatywne do hiperskalerów, ale europejski dostawca musiałby wtedy pokryć koszt migracji zamawiającego do nowej chmury. A to są ogromne pieniądze, ogromne ryzyka i ogromny projekt. Nie da się tego zrobić w tydzień, migrację dużej organizacji planuje się miesiącami, jak nie latami. Więc wystarczyłoby nie wprowadzać zapisów, które promują amerykańskie rozwiązania i blokują rozwiązania europejskie.
Zdaję sobie sprawę, że niełatwo się uwolnić od rozwiązań podmiotów zza oceanu, które na dobre zadomowiły się wśród polskich i europejskich firm. To jest efekt 20-30 lat pracy big techów i zainwestowania przez nie ogromnych środków w szkolenia, w ludzi, w percepcję i przyzwyczajenie. A przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka i organizacji.
Firmy muszą jednak ocenić, czy większym ryzykiem jest pozostanie tam, gdzie są, czy przejście na rozwiązania europejskie. Wszystko wiąże się z pewnym ryzykiem. Pytanie, które ryzyko jest większe. Wybory dostawców IT są elementem większej strategii i firmy już to widzą. Już pytają, a nawet zaczynają działać. Ale to dopiero początek drogi.