Nasz kraj stoi w obliczu historycznej inwestycji w budowę pierwszej elektrowni atomowej. To ogromny wysiłek, przy którym zaangażowane będą setki podmiotów. Sam koszt inwestycji szacowany jest nawet na 200 miliardów złotych.
Nic więc dziwnego, że polskie władze chciałyby, aby w inwestycji, w której technologię dostarczy amerykański konsorcjum Westinghouse-Bechtel jak największy udział miały polskie podmioty.
- Zdajemy sobie sprawę, że to zarówno szansa jak i wyzwanie, dla polskich firm. Oczywiście nie my będziemy rozstrzygać przetargi. Możemy jednak pokazać polskim spółkom jak najlepiej się do nich przygotować – mówi Woszczyk.
Menadżer przyznaje, że pomoc PEJ jest szczególnie przydatna, w przypadku średnich i małych podmiotów. W odróżnieniu od dużych podmiotów one bowiem mają mniejsze zasoby finansowe i wiedzę co do realiów tak znacznego kontraktu.
Zdaniem Woszczyka dobre przygotowanie się do przetargów, zdobycie odpowiednich certyfikatów może przynieść korzyści nie tylko przy budowie pierwszej naszej atomówki.
Jak tłumaczy spółka nie chcemy, aby efekt tych starań był na zasadzie jednorazowej. Jeśliby tak stało się to wszystkie związane z inwestycją działania „wyschłyby”, a sam efekt byłby krótkotrwały. Tymczasem amerykańskie konsorcjum ma plany europejskie. Nabycie i pokazanie posiadanych kompetencji może naszym firmom przynieść korzyści na przyszłość.
Ważnym aspektem przetargów będzie bezpieczeństwo inwestycji.
- W ramach kontraktu z Amerykanami, chcemy wiedzieć i mieć wpływ na to, kto do kontraktu jest dopuszczony. Wynika to z oczywistych względów np. geopolitycznych. PEJ nie chce współpracować z niektórymi wykonawcami - stwierdził prezes Woszczyk.