- - Polscy menedżerowie mają rozległe horyzonty i doświadczenie. Zostali przećwiczeni w boju pod wpływem kryzysów, które się wydarzyły w ostatnich dekadach – wskazuje Leszek Kąsek, starszy ekonomista ING Banku Śląskiego, współautor (z Rafałem Beneckim) raportu „Jak wzmocnić potencjał polskich firm. Biznes wobec presji demograficznej i globalnej konkurencji” - wspólnego dzieła banku oraz WNP Economic Trends i dziennikarzy Grupy PTWP.
- - Coś, co mnie zaskakuje pozytywnie w tej edycji naszego projektu: firmy już nie narzekają tak bardzo… Nie ma lamentu - co to będzie ze zbyt drogą pracą, mało dostępną - dzieli się obserwacją ekonomista i wskazuje trzy metody na redukcję kadrowych (i nierzadko płacowych) kłopotów.
- - Generalnie biznes nie ma dużych oczekiwań co do polityków czy polityk. Menedżerowie chcieliby, by im pozwolić pracować w spokoju, czyli nie być zaskakiwanym niestabilnością regulacji, częstymi zmianami - sumuje nasz rozmówca, opierając się na opiniach z rozmów do raportu, który miał premierę podczas tegorocznego Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.
Kiedy Jacek Siwicki, wieloletni szef Enterprise Investors, Zbigniew Jakubas albo Paweł Borys podkreślają – w pozytywnym sensie - elastyczność polskich biznesmenów, szybkie dostosowywanie się do zmieniających się jak w kalejdoskopie warunków gospodarowania (konsekwencje pandemii, wojny w Ukrainie i deglobalizacyjnych tendencji w handlu i łańcuchach dostaw), dla niektórych brzmi to jak grzecznościowa, mało konkretna synteza, dotycząca jednego z naszych istotnych motorów wzrostu.
Tymczasem nasz raport udowadnia na faktach i bardzo szczegółowo, że tak jest w istocie i że to jedna z polskich przewag. Dowodzi tego analiza tekstów źródłowych, czyli 30 rozmów z menedżerami biznesu i szefami stowarzyszeń branżowych.
Presja nowoczesnych produktów finalnych z Chin
- Polscy menedżerowie mają rozległe horyzonty i doświadczenie. Zostali przećwiczeni w boju właśnie pod wpływem kryzysów, które się wydarzyły w ostatnich dekadach – wtóruje tej ocenie Leszek Kąsek, starszy ekonomista ING Banku Śląskiego.
I dodaje, że na to „strukturalne” przygotowanie naszego biznesu niewątpliwie miał wpływ pionierski czas budowy kapitalizmu w latach 90., a pewnie i to, co było wcześniej...
Do problemów, które już zasygnalizowaliśmy, dochodzą także m.in. niekorzystne tendencje demograficzne (coraz mniej ludzi na rynku pracy) czy nasilająca się presja konkurencji zewnętrznej, w szczególności nowoczesnych produktów finalnych z Chin (nie przypadkiem to tematy naszego raportu).
Metody, na które nasz biznes stawia w uśmierzaniu kadrowego kryzysu
Z kadrowych perturbacji polski biznes dobrze zdaje sobie sprawę, bo doświadcza ich na własnej skórze. Ale znowu: nie zasypia gruszek w popiele i wciela w życie rozmaite środki zaradcze. Z naciskiem na słowo „rozmaite”....
- To zależy od branży. Podczas kongresowego panelu odnosił się do tego prezes Artur Popko z Budimeksu, mówiąc, że AI budynku nie zrobi. (…) Nie wiem, czy w tym roku najbardziej poszukiwanym zawodem jest bycie youtuberem, ale na pewno nie budowlańcem. Szef Budimeksu mówił także, że co roku mamy o kilkadziesiąt procent mniej absolwentów szkół budowlanych… - mówi Leszek Kąsek.
Ogólnie firmy reagują na trzy sposoby. Wykazują kreatywność, czasami nawet nadmierną, w pozyskiwaniu pracowników z zagranicy (w tym obecnie już także z Ameryki Południowej czy z Azji Południowo-Wschodniej) - mimo braku klimatu do szerokiego otwierania granic.
Drugim sposobem są inwestycje w nowe technologie (automatyzacja, robotyzacja, cyfryzacja), choć z tym akurat - mimo rosnącej skali dobrych przykładów, wskazywanych także w naszym raporcie - nadal jest u nas (skala) jeszcze raczej krucho.
Trzecia kwestia, na którą nasz biznes stawia w uśmierzaniu kadrowego kryzysu, to rozwój kompetencji swoich pracowników/przyszłych pracowników. Widać już sporą listę „czynników pozapłacowych”, które wiążą pracowników z firmą. Przedsiębiorstwa coraz powszechniej „wabią” młodych już na poziomie szkół średnich czy – częściej - wyższych; rysują im też możliwy rozwój, ścieżkę kariery. Bo jak umiesz budować kompetencje wewnątrz przedsiębiorstwa, to po co z mozołem i bez gwarancji sukcesu szukać ich na rynku pracy?
Biznes nie ma dużych oczekiwań do polityków czy polityk
Ciekawą obserwacją z naszego badania są również opinie polskiego biznesu na temat chińskiej ekspansji gospodarczej w krajach Unii: szczegółowe, niehisteryczne, momentami śmiałe, momentami pragmatyczne, ukazujące różnice między branżami. Konkretne i trzeźwo postulatywne.
- Coś, co mnie zaskakuje pozytywnie w tej edycji naszego projektu: firmy już nie narzekają tak bardzo. Nie ma lamentu - co to będzie ze zbyt drogą pracą, mało dostępną… - dzieli się obserwacją ekonomista.
I dodaje: będzie tylko trudniej – z tym, że niektóre przedsiębiorstwa traktują te warunki jako motywację do zmiany, do innowacji.
Idźmy dalej: polski biznes, szczególnie firmy produkcyjne, uważa, że konkurencja z Chinami jest nierówna i obciąża za tę nierówność politykę na poziomie unijnym (biurokracja, stopień i rodzaj regulacji środowiskowych, standardy ochrony pracownika). Często nie chodzi tu nawet o obniżanie europejskich wymogów, ale raczej o „wyrównywaniu różnic” – są na to instrumenty - w kosztach i organizacji.
- Generalnie biznes nie ma dużych oczekiwań do polityków czy polityk. Menedżerowie chcieliby, by im pozwolić pracować w spokoju, czyli nie być zaskakiwanym niestabilnością regulacji, częstymi zmianami. Chcieliby widzieć stabilizację. (…) Firmy liczą też, że krajowi dostawcy będą preferowani – szczególnie przy tych dużych zamówieniach publicznych, w przypadku których de facto liczyły się dotychczas głównie koszty (ceny w ofertach – przyp. red.) – mówi Leszek Kąsek, dorzucając, że taki kurs faktycznie może trochę osłabić chińską konkurencję.
Zapytani przez nas menedżerowie naszej gospodarki zdecydowanie akcentują opieszałość zmian: od raportu Draghiego minęło dużo czasu (wrzesień 2024 r.), a niewielkie jest przełożenie na konkretne zmiany; biznes z niecierpliwością czeka na konkrety.
W naszym opracowaniu biznesmeni wiele mówią również o potrzebie skalowania działalności, zwłaszcza w kontekście ekspansji zagranicznej.
- W naszym kraju opłaca się być małą firmą. Niestety regulacje, które pozwalają na dostęp do taniego finansowania unijnego czy na preferencje na danym rynku są skierowane do MŚP. Mieliśmy w tych wywiadach przykład firmy, która się obniżyła skalę działalności i liczbę pracowników poniżej dwustu pięćdziesięciu, żeby zachować te „przywileje”. To nie jest dobra polityka. Potrzebny jest balans między wspieraniem sektora MŚP a firm dużych - mówi współautor raportu.
A finanse? Leszek Kąsek porównuje relację długu korporacyjnego do PKB - w Polsce to 12 proc., we Francji 46 proc., niecałe zaś 30 proc. w Niemczech czy Hiszpanii… Przepaść!
- Polskie firmy – uogólniając – za mało inwestują, za dużo oszczędzają. Mogłyby się zamienić tą proporcją z sektorem publicznym, który z kolei za dużo wydaje… - komentuje ekonomista ING Banku Śląskiego
Rozmowa z Leszkiem Kąskiem ma syntetyczny, ocenny i „felietonowy” charakter, oparta jest jednak na żmudnej analizie wielu rozmów z ludźmi polskiego biznesu. Po inne wnioski i po morze szczegółów mogą Państwo sięgnąć w raporcie „Jak wzmocnić potencjał polskich firm. Biznes wobec presji demograficznej i globalnej konkurencji”, który jest do ściągnięcia tutaj.