Polskie firmy zbudują polski atom? "Tu nie trzeba siedmiu lat w Hogwarcie"

Adam Kosieradzki • 2026-04-30 16:30
Budowa pierwszej polskiej elektrowni jądrowej niesie ze sobą niemal tyle samo wyzwań, co możliwości dla polskiego przemysłu, chcącego wsiąść do atomowego pociągu. - Jeśli ma być ona polska, to będzie droższa - podkreślił podczas sesji "Local content w atomie" na Europejskim Kongresie Gospodarczym Piotr Kańtoch, wiceprezes Grupy Powen-Wafapomp.
Polskie firmy zbudują polski atom? "Tu nie trzeba siedmiu lat w Hogwarcie"
  • W kraju trwa wzmożona dyskusja na temat udziału polskich firm w największej inwestycji energetycznej w historii Polski - budowie pierwszej elektrowni jądrowej.
  • Jej inwestor - Polskie Elektrownie Jądrowe - chciałby, by poziom local content w inwestycji w Choczewie przekroczył 40 proc.
  • Przed polskim przemysłem jednak długa i wymagająca droga do spełnienia wszystkich wymogów potrzebnych do uczestniczenia w atomowych projektach.

Ogromna skala wyzwania dla polskiego przemysłu

Grzegorz Maj, pełnomocnik zarządu ds. wsparcia rozwoju rynku  Polskich Elektrowni Jądrowych (PEJ), podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego, stwierdził, że dla spółki, inwestora pierwszej polskiej elektrowni jądrowej w Choczewie, ta definicja opiera się na trzech filarach: polski przemysł, polskie kadry i polska nauka.

Przez cały etap budowy przewinie się dwadzieścia cztery tysiące pracowników, dziesięć i pół tysiąca specjalistów będzie potrzebnych na etapie budowy w jej szczytowym momencie. Elektryków, monterów, spawaczy. I to jest bardzo duże wyzwanie przy dzisiejszych deficytach na rynku pracy - zaznaczył Maj.

Najmocniejszą stronę polskiego przemysłu PEJ widzi w sektorze budowlanym, ale nie tylko.

- To jest cały sektor konstrukcji stalowych, to jest elektryka czy okablowanie. To jest kilka przynajmniej tych branż. Liczymy na to, że będą ten komponent krajowy budować wysoko powyżej czterdziestu procent - stwierdził Maj.

Grzegorz Maj, Polskie Elektrownie Jądrowe. Fot. PTWP Grzegorz Maj, Polskie Elektrownie Jądrowe. Fot. PTWP

Według wiceprezesa ds. nowych projektów Westinghouse Electric Company, Joela Eackera, Polska przedstawia wysoką wartość, jeśli chodzi o możliwości produkcyjne na rzecz projektu w Choczewie.

- Zanim podpisaliśmy kontrakt z Polskimi Elektrowniami Jądrowymi,  zobaczyliśmy możliwości produkcyjne w Polsce. Zobaczyliśmy miejsca o wysokiej wartości. Jeśli chodzi o angażowanie polskich mocy do pewnych projektów, musimy jednak zwrócić uwagę na pewne standardy jakości i to będzie najtrudniejsza część - ocenił Eacker.

Joel Eacker, Westinghouse EC. Fot. PTWP Joel Eacker, Westinghouse EC. Fot. PTWP

Perspektywę części polskiego przemysłu przedstawił Piotr Kańtoch, wiceprezes zarządu, dyrektor ds. rozwoju Grupy Powen-Wafapomp.

- Na nieszczęście nie udało nam się dokończenie elektrowni jądrowej (w Żarnowcu - przyp. red.), bo byśmy nie byli teraz w takim momencie, żeby ktoś nam mówił, że to takie ciężkie przedsięwzięcie. Są konkretne zasady, ale to nie wymaga "siedmiu lat w Hogwarcie" i poznania zaklęć, żebyśmy potrafili to robić. To tak naprawdę jest matematyka w pewnym sensie. Są procedury, które trzeba spełniać. I są firmy w Polsce, które na pewno potrafią to robić. Nawet nie wiedzą, że potrafią - mówił Kańtoch, podkreślając, że część konwencjonalna elektrowni jądrowej niczym nie różni się od typowych siłowni, np. gazowych.

To nie jest jakiś rocket science. Nie lecimy na Marsa, na Marsa jeszcze nikt nie poleciał, a elektrowni jądrowych na świecie wybudowali całą masę - stwierdził Kańtoch.

Piotr Kańtoch, Grupa Powen-Wafapomp. Fot. PTWP Piotr Kańtoch, Grupa Powen-Wafapomp. Fot. PTWP

Wojciech Majka, prezes zarządu, dyrektor zarządzający Ecol uważa, że regulacje i wymagania stawiane wykonawcom w energetyce atomowej są bardzo wysokie.

- Do fazy eksploatacji budowy trzeba dotrwać. Firmy muszą po pierwsze włożyć dzisiaj wysiłek, jakąś strategię, która nastawi je na ten cel, którym jest energetyka atomowa. Ale z drugiej strony muszą mieć też finansowanie na proces przeszkalania się, certyfikowania tam, gdzie to jest potrzebne, ale tak najzwyczajniej w świecie utrzymania miejsc pracy i utrzymania dobrych fachowców, którzy będą w stanie pracować dla tych projektów - zwrócił uwagę Majka.

 

Wojciech Majka, Ecol. Fot. PTWP Wojciech Majka, Ecol. Fot. PTWP

- Dwa lata temu BGK zrobiło badanie. Sto kilkadziesiąt polskich firm już było wówczas dostawcami komponentów do energetyki jądrowej. EDF ma grupę osiemdziesięciu czterech polskich firm, które dostarczają komponenty do ich elektrowni na całym świecie - powiedział Krzysztof Telega, wiceprezes zarządu Agencji Rozwoju Przemysłu. - Zaprosiliśmy zainteresowanych, żeby naocznie stwierdzić, co jest barierą wejścia. I stwierdzono, że są to procesy certyfikacyjne.

Ministerstwo Energii oszacowało średni koszt procesu certyfikacyjnego dla zdobycia NQA-1 na ok. 2 mln zł.

- Samo uzyskanie NQA-1 nie wystarczy, żeby być dostawcą komponentów. Temu muszą towarzyszyć inwestycje. Dołożyliśmy do tego pożyczki inwestycyjne tak, żeby można było w jednym pakiecie pod jednym dachem dostać finansowanie i na certyfikację, i na inwestycje w aktywa trwałe - dodał Telega.

Krzysztof Telega, Agencja Rozwoju Przemysłu. Fot. PTWP Krzysztof Telega, Agencja Rozwoju Przemysłu. Fot. PTWP

Kompetencje trzeba rozwijać już teraz

Według Wojciecha Kmiecickiego, dyrektora Biura Ubezpieczeń Korporacyjnych z TUW PZUW, elektrownia atomowa ani nie zostanie wybudowana, ani nie będzie działać, jeśli nie spełni również wymogów ubezpieczeniowych. 

- Jeśli chcemy zyskać jakąkolwiek wiedzę, to nie możemy czekać i uczyć się od naszych amerykańskich kolegów, ale już dzisiaj musimy współpracować z firmami w Europie, żeby za osiem lat być gotowym wystawić polisy dla działającej konkretnej elektrowni atomowej - stwierdził Kmiecicki.

Wojciech Kmiecicki, TUW PZUW. Fot. PTWP Wojciech Kmiecicki, TUW PZUW. Fot. PTWP

Przedstawiciel PEJ zwrócił także uwagę na kwestie potrzeby zapewnienia gwarancji parasolowych czy gwarancji kaskadowych dla polskiego łańcucha dostaw. Wtórował mu Majka z Ecol, który wskazał, że potrzeby finansowe będą się diametralnie różnić pomiędzy przedsiębiorcami, w zależności od tego, co będą dostarczać i co muszą robić.

- Ktoś musi wybudować fabrykę, a ktoś tylko skupi się na serwisie, kwalifikacji pracowników, metodach diagnostycznych laboratoriów i tym podobnych - powiedział Majka.

- Jak to będzie polskie, to będzie droższe. Znajdziemy zamiennik każdego komponentu elektrowni i sprowadzi go taniej z Indii, z Chin, jak trzeba będzie to przez Kanadę, i tak będzie taniej. Bo oni to, co my potrzebujemy do naszej elektrowni, produkują w skali i dużo taniej, bo nie mają tego wszystkiego, co my mamy w Europie, co nas obciąża kosztowo - stwierdził Kańtoch.

- Jeżeli oczywiście polska firma złoży trzy razy droższą ofertę, to odpowiedź jest oczywista - oświadczył Maj.

Eksperci zgodzili się, że bardzo dużo będzie zależało od końcowej formy wciąż negocjowanej przez stronę inwestorską (PEJ) oraz wykonawczą (Westinghouse - Bechtel) umowy EPC.

Google Play
Pobierz aplikację Europejskiego Kongresu Gospodarczego na swój telefon
App Store
Pobierz aplikację Europejskiego Kongresu Gospodarczego na swój telefon
App

Aplikacja mobilna EEC

Pobierz oficjalną aplikację mobilna Europejskiego Kongresu Gospodarczego. Aplikacja zapewnia kompleksową obsługę uczestników kongresu oferując wygodny dostęp do wszystkich najważniejszych informacji i funkcji.