- Rafał Gawin, w latach 2019-2025 prezes Urzędu Regulacji Energetyki, od listopada 2025 r. jest dyrektorem Narodowego Centrum Analiz Energetycznych (NCAE).
- Nasz rozmówca komentuje znaczenie poziomu WACC, czyli stopy zwrotu z kapitału w dystrybucji, ocenia tzw. ustawę sieciową, pomysł przywrócenia obliga giełdowego dla energii elektrycznej i zwraca uwagę m.in. na sezonowość cenową energii elektrycznej w Polsce.
- - Zimą brakuje silnika OZE, a tę funkcję mogłaby przejąć lądowa energetyka wiatrowa, która obniżałaby ceny energii. To dlatego potrzebujemy więcej lądowych farm wiatrowych - mówi Rafał Gawin.
- Rozwój polskiej energetyki będzie jednym z tematów poruszanych podczas XVIII Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach (22-24 kwietnia). Trwa rejestracja na to wydarzenie.
Do niedawna zajmował pan stanowisko prezesa Urzędu Regulacji Energetyki (URE), a teraz kieruje pan Narodowym Centrum Analiz Energetycznych (NCAE), czyli czym?
- NCAE to działające na podstawie ustawy o instytutach badawczych centrum naukowo-przemysłowe, utworzone na podstawie ustawy Prawo energetyczne przez PSE, Gaz-System, PERN wraz z Narodowym Centrum Badań Jądrowych oraz PSE Innowacje.
Najczęściej jesteśmy identyfikowani wyłącznie z PSE. To wynika, jak sądzę, z tego, że NCAE nie ma osobowości prawnej, ale biuro NCAE, czyli pomieszczenia i stanowiska pracy zapewnia PSE, bo tak się umówili założyciele NCAE. Przy czym koszty ponoszone na utrzymanie biura NCAE nie obciążają taryfy PSE i Gaz-Systemu.
Rafał Gawin: jesteśmy gotowi, aby podjąć się prac nad Polityką energetyczną Polski
NCAE zostało pomyślane jako wsparcie w zakresie analiz, prognoz, narzędzi dla ministrów odpowiadających za sprawy energii oraz gospodarki surowcami energetycznymi, jak również Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki.
Czyli zadania wyznacza nam głównie administracja rządowa i centralna, choć prowadzimy także własne projekty, na przykład w zakresie transformacji energetycznej w samorządach czy lokalnych obszarów bilansowania.
Czego zatem administracja rządowa oczekuje aktualnie od NCAE?
- Jednym z zadań, nad którym obecnie pracujemy, jest przygotowanie propozycji zmiany rozporządzenia taryfowego w sprawie sposobu kształtowania i kalkulacji taryf oraz rozliczeń w obrocie energią elektryczną.
Chodzi o opracowanie propozycji zmian uwzględniających interesy odbiorców energochłonnych w sposobie kształtowania taryf dystrybucyjnych. Rozpoczęliśmy współpracę z operatorami systemów dystrybucyjnych i pracujemy nad projektem zmiany rozporządzenia taryfowego.
Poszukujemy rozwiązań, które z jednej strony przyniosą korzystniejsze dla odbiorców energochłonnych warunki rozliczeń, w zamian jednak za działania firm na rzecz poprawy funkcjonowania systemu elektroenergetycznego, na przykład poprzez świadczenie usług elastyczności na rzecz operatorów. Takie rozwiązania są już stosowane i wdrażane w Unii Europejskiej.
Będziecie pracowali nad nową polityką energetyczną Polski?
- Nie przygotowywaliśmy co prawda Krajowego Planu w dziedzinie Energii i Klimatu, natomiast jesteśmy gotowi, aby podjąć się prac nad Polityką energetyczną państwa.
Współpracujemy na bieżąco z Ministerstwem Energii, jesteśmy w trakcie roboczych rozmów, posiadamy niezbędne do tego wiedzę i narzędzia. Ale oczywiście decyzja jest po stronie resortu.
Jednym z zadań, nad którym obecnie pracujemy, jest przygotowanie propozycji zmiany rozporządzenia taryfowego w sprawie sposobu kształtowania i kalkulacji taryf oraz rozliczeń w obrocie energią elektryczną - mówi Rafał Gawin. Fot. Materiały prasowe / EnergaSkoro mowa o taryfach dystrybucyjnych energii elektrycznej, to jaka państwa zdaniem powinna być prowadzona polityka regulacyjna w sprawie poziomu WACC (Weighted Average Cost of Capital), czyli stopy zwrotu z kapitału w dystrybucji? Jaka byłaby rekomendacja NCAE w tej sprawie?
- To jest pytanie do regulatora, bo ustalanie poziomu WACC to kompetencja Prezesa URE. Mogę podzielić się własnym doświadczeniem, choć dla jasności dodam, że to właśnie NCAE przygotowało model zwrotu z kapitału w dystrybucji energii elektrcyznej, czyli model kształtowania WACC, a później jego aktualizację.
Instalacja liczników zdalnego odczytu będzie kosztowała operatorów łącznie ponad 10 mld zł
W dystrybucji od poziomu WACC i wartości regulacyjnej aktywów (WRA) zależą możliwości inwestycyjne. To kwestia poziomu zwrotu z kapitału wyznaczanej iloczynem WACC i WRA.
Pierwotnie model WACC był oparty o zmienną stopę procentową, wyznaczoną przede wszystkim przez rentowność obligacji Skarbu Państwa o najdłuższym terminie wykupu, co oznaczało w istocie brak stabilności inwestycyjnej.
Natomiast po zidentyfikowaniu wieloletnich potrzeb inwestycyjnych w dystrybucji uznaliśmy, że trzeba przygotować model WACC z gwarantowaną stopą zwrotu, uśrednioną w czasie. To gwarantowało podjęcie i realizację tych inwestycji.
I tak się stało?
- Tak się stało, a z analiz wyszło, że adekwatny poziom to minimum 8,5 proc., i taki poziom został zagwarantowany operatorom systemów dystrybucyjnych. Efekty takiego podejścia są widoczne, bo inwestycje wyraźnie wzrosły.
Te minimum 8,5 proc. powinno obowiązywać do 2028 r., bo uwzględniają to przygotowane plany inwestycyjne. Inwestycje w dystrybucji trwają latami i są niebagatelne, i wynikają m.in. z regulacji i obowiązków określonych w przepisach.
Przypomnę, że sama tylko instalacja liczników zdalnego odczytu (LZO), będzie kosztowała operatorów łącznie ponad 10 mld zł w ciągu 5 lat, a do tego dochodzą wydatki na CSIRE (Centralny System Informacji Rynku Energii - przyp. red.), kablowanie sieci, automatyzację i cyfryzację pracy sieci, czy też modernizację i rozbudowę infrastruktury pod przyłączenia odbiorców oraz OZE i magazyny energii.
Coraz bardziej istotne stają się inwestycje związane z zapewnieniem cyberbezpieczeństwa.
Jakie pana zdaniem będą skutki tzw. ustawy sieciowej, jeśli wejdzie w życie – porządek w przyłączeniach, odblokowanie mocy czy wyhamowanie OZE z powodu podniesienia bariery wejścia na rynek?
- Moim zdaniem ta ustawa w końcu porządkuje proces przyłączania OZE i magazynów energii do sieci i lepiej niż obecne prawo równoważy interesy inwestorów, operatorów i odbiorców energii elektrycznej.
Wprawdzie część ryzyk przesuwa ze strony operatorów na stronę tych, którzy będą chcieli przyłączyć się do sieci, ale moim zdaniem to wyjdzie na dobre odbiorcom energii.
Ustawa sieciowa w końcu porządkuje proces przyłączania OZE i magazynów energii do sieci - uważa Rafał Gawin. Fot. Mike Seaman / Shutterstock
"Obligo giełdowe przyniosło więcej korzyści niż negatywnych konsekwencji"
Dzięki zwiększeniu odpowiedzialności inwestorów za realizację projektów rzeczywistych, a nie spekulacyjnych, nakłady na rozwój sieci będzie można ograniczyć do faktycznych potrzeb. A przecież na rozwój infrastruktury składamy się wszyscy w naszych rachunkach.
Co będzie działo się w najbliższym czasie z cenami dystrybucji, w jakim znajdą się trendzie?
- To moim zdaniem również pytanie przede wszystkim do regulatora. Niemniej uważam, że najpierw powinniśmy przestać upraszczać i powtarzać, że koszty dystrybucji to około 50 proc. ogólnego rachunku za energię.
Koszty samej dystrybucji to około 20 proc. rachunku, a dopiero po uwzględnieniu kosztów sieci przesyłowej i szeregu opłat przenoszonych w taryfach dystrybucji, ten udział wzrasta do około 50 proc.
Zmiana charakteru pracy sieci dystrybucyjnej związana z rosnącą generacją rozproszoną, postępująca elektryfikacją gospodarki, w tym ciepłownictwa i transportu, wymaga dużych nakładów inwestycyjnych.
Uważam, że jesteśmy w szczytowym momencie inwestycji w dystrybucji. Po ich zakończeniu według mojej oceny nie będzie już tak ewidentnych motorów wzrostu kosztów dystrybucji, żeby opłaty dystrybucyjne miały znacząco rosnąć.
Wydaje się też, że opłata mocowa w kolejnych latach nie powinna specjalnie rosnąć, gdyż zgodnie z informacją przedstawianą przez PSE, do 2030 r. moce dyspozycyjne w rynku mocy są już generalnie zakontraktowane na wystarczającym poziomie. Wzrosnąć natomiast może opłata OZE w związku z uruchamianiem morskich elektrowni wiatrowych.
Opłata OZE w związku z uruchamianiem morskich elektrowni wiatrowych może wzrosnąć - mówi Rafał Gawin. Fot. Raphael Ruz / ShutterstockJaka jest pana opinia w sprawie przywrócenia obliga giełdowego na energię elektryczną i objęcia nią energii z OZE podstawowo o mocy ponad 10 MW?
- W opinii wielu uczestników rynku, z którymi się zgadzam, obligo giełdowe przyniosło więcej korzyści niż negatywnych konsekwencji.
Korzyścią jest poprawa warunków konkurencji, gdyż na rynku składane są oferty sprzedaży przez spółki prawa handlowego (wytwórców), zatem nie następuje pierwotna optymalizacja portfeli zakupu i sprzedaży w ramach dużych grup kapitałowych. Tym samym można spodziewać się obniżki cen energii elektrycznej, czego w szczególności oczekuje polski przemysł.
"Zimą brakuje silnika OZE, a tę funkcję mogłaby przejąć lądowa energetyka wiatrowa, która obniżałaby ceny energii"
Z drugiej strony ze względu na obecny i przyszły miks energii należy spodziewać się dużej zmienności cen. Określając parametry obliga giełdowego, należy wyważyć oba uwarunkowania. Uważam, że włączenie do obliga energii z OZE jest dobrym kierunkiem.
Wybuch wojny na Bliskim Wschodzie po ataku USA i Izraela na Iran komplikuje analizy, ale jeśli pominąć czynniki geopolityczne, to co obecnie rządzi cenami energii elektrycznej w Polsce?
- W Unii Europejskiej, a w tym w Polsce, nadal stosowany jest model wyznaczania ceny energii na podstawie ceny krańcowej.
To oznacza tyle, że do pracy kolejno wchodzą elektrownie uszeregowane od najtańszych do najdroższych wg kosztów zmiennych i w danym momencie cenę na rynku wyznacza elektrownia domykająca popyt. I na razie nie ma gotowości do zmiany tego modelu stanowienia ceny.
W naszym miksie ten łańcuch nadal domykają przede wszystkim elektrownie węglowe, co oznacza, że dla średnich cen energii nadal największe znaczenie mają ceny węgla oraz uprawnień do emisji CO2, przy rosnącym znaczeniu cen gazu, bo ta technologia się rozwija.
Natomiast nasilającym się zjawiskiem w Polsce, na które trzeba zwrócić uwagę, jest sezonowość cenowa.
Czegoś brakuje w systemie?
- W okresie wiosenno-letnim ceny energii kształtują głównie OZE, zwłaszcza fotowoltaika, obniżając w ciągu dnia ceny do wartości ujemnych. Elektrownie na paliwa kopalne działają wtedy jako uzupełnienie OZE, zapewniając podaż w godzinach wieczornych i nocnych.
Co więcej, obecnie przekroczyliśmy pewien punkt technologicznej równowagi w fotowoltaice. To technologia potrzebna, ale zbudowaliśmy jej tak dużo, że nie potrafimy w pełni zagospodarować jej produkcji. Tym samym nastał czas magazynów energii i zarządzania energią.
Z kolei w sezonie jesienno-zimowym bezsprzecznie główną rolę odgrywają źródła wytwórcze na paliwa kopalne, bo znaczenie OZE maleje wraz z pogarszaniem się warunków dla PV. Zimą brakuje silnika OZE, a tę funkcję mogłaby przejąć lądowa energetyka wiatrowa, która obniżałaby ceny energii. To dlatego potrzebujemy więcej lądowych farm wiatrowych.
"W Polsce nadal jest przestrzeń na obniżanie cen energii elektrycznej. Są jednak i znaki zapytania"
Oczywiście będą się zdarzały okresy tzw. suszy klimatycznej, kiedy wietrzność będzie słaba i chmury przesłonią słońce, ale właśnie po to mamy rynek mocy. Przy czym moce dyspozycyjne to nadal będą moce na paliwa kopalne, zawsze droższe niż OZE, więc okresy suszy klimatycznej, jak już uczy doświadczenie, to czas stosunkowo wysokich cen energii.
Są szanse na stabilizację cen energii elektrycznej w Polsce w dłuższym okresie na poziomie takim, jak pokazały notowania giełdowe w 2025 r., czyli w widełkach 400-500 zł/MWh netto?
- Czasy są niespokojne. Jesteśmy zaskakiwani wydarzeniami, które z dnia na dzień zmieniają energetykę. Tak było, gdy Rosja zaatakowała Ukrainę. W Polsce kilka lat wracaliśmy do normalności. Teraz mamy wojnę na Bliskim Wschodzie i nie wiadomo, czym się skończy dla energetyki.
Jednak, gdyby abstrahować od skutków nadzwyczajnych zdarzeń, oczyścić wykresy z kryzysów, to okaże się, że ostatnie lata za sprawą rozwoju OZE przyniosły raczej spadek cen energii elektrycznej i spadek znaczenia kosztów samej energii w opłatach dla przeciętnego Polaka i przedsiębiorcy.
Uważam, że w Polsce nadal jest przestrzeń na obniżanie cen energii elektrycznej. Choćby przez rozwój lądowej energetyki wiatrowej. Są jednak i pewne znaki zapytania, bo obecnie wcale nie jest oczywiste, jak wpłynie na rachunki morska energetyka wiatrowa, poprzez poziom opłaty OZE.