- Przewodniczący sejmowej komisji obrony Andrzej Grzyb z PSL podczas konferencji EEC Trends zwracał uwagę, że kiedy skończą się zakupy dla Wojska Polskiego, to przecież linie produkcyjne nie mogą stanąć. Dlatego potrzebna jest przemyślana strategia na lata do przodu.
- Pierwszy wiceprezes państwowej Polskiej Grupy Zbrojeniowej Arkadiusz Bąk mówił, że przemysł obronny działa w warunkach strategii, która jednak musi się adaptować do szybko zmieniających się warunków. O ile program SAFE, gdzie trzeba zrealizować kontrakty do końca 2030 r., jest programem "szybkim", o tyle "jeszcze szybsze jest rosnące zapotrzebowanie sił zbrojnych".
- Od lutego 2022 r. do początku 2025 r. produkcja dronów w Grupie WB wzrosła o ponad 8 tys. proc. – To jest olbrzymie wyzwanie, jeśli chodzi o organizację produkcji i zwiększenie wydajności, ale to pokazuje, że polski przemysł jest w stanie tym wszystkim wymaganiom sprostać – powiedział doradca zarządu Grupy WB prof. Hubert Królikowski.
- Siódma edycja konferencji EEC Trends była prologiem do szerszej dyskusji dotyczącej przyszłości polskiej gospodarki, która nastąpi podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego (EEC), 22-24 kwietnia w Katowicach.
W debacie "Bezpieczeństwo, obronność, przemysł", która odbyła się podczas EEC Trends w Warszawie, wielu uczestników debaty wracało do pytania, jakie już na samym początku postawił prowadzący, redaktor zarządzający "Rzeczpospolitej" Marcin Piasecki. – W jaki sposób Polska zwiększa zdolności państwa w zakresie bezpieczeństwa? Czy mamy do czynienia z improwizacją, czy z przemyślaną strategią? – pytał Piasecki.
Gdybyśmy robili to chaotycznie i bez pomysłu, to po prostu bylibyśmy niepoważni, i nie powinniśmy byli rządzić – odpowiedziała Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, pełnomocniczka rządu do spraw Instrumentu na rzecz Zwiększenia Bezpieczeństwa Europy, czyli unijnego programu niskooprocentowanych pożyczek na obronność znanego pod skrótem SAFE.
Rozprawić się z mitami na temat SAFE
Podkreślała, że to dobra okazja, by rozprawić się z mitami dotyczącymi tego programu. Przede wszystkim mechanizm SAFE jest instrumentem finansowym, a państwo nadal będzie finansowało wydatki obronne z dotychczasowych źródeł – budżetu państwa i Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych (to utworzony w 2022 r. instrument, za pomocą którego Polska samodzielnie zaciąga pożyczki, kredyty i emituje obligacje, by sfinansować nowe zakupy dla wojska).
- Mechanizm SAFE w części to są dodatkowe pieniądze, w części nie. Dlaczego? Bo wynegocjowaliśmy z Komisją Europejską, że część kontraktów już zawartych pomiędzy majem zeszłego roku a majem tego roku możemy refinansować z mechanizmu SAFE. Część to są faktycznie projekty nowe – tłumaczyła.
Czytaj więcej o SAFE: Co to za program, na co zostaną przeznaczone pieniądze, jakie państwa w uczestniczą w unijnym mechanizmie i gdzie trafią zamówienia?
Podkreśliła, że przy tworzeniu listy projektów do sfinansowania przy pomocy unijnej pożyczki decydujący głos miały siły zbrojne, a konkretnie Sztab Generalny Wojska Polskiego. Zespół cywilnych urzędników był natomiast odpowiedzialny za sprawdzenie, czy propozycje spełniają unijne wymogi. Główny jest bowiem taki, że co najmniej 65 proc. wartości komponentów w sprzęcie musi pochodzić od producentów w Unii Europejskiej i kilku innych krajach.
Sobkowiak-Czarnecka przyznała, że nie było łatwo przekonać Komisję Europejską do polskiej listy przedsięwzięć finansowanych z SAFE. Bruksela bowiem stawia przede wszystkim na wspólne zakupy, dokonywane przez co najmniej dwa kraje. Tymczasem na polskiej liście większość stanowią kontrakty podpisane samodzielnie, co możliwe jest tylko w pierwszym roku obowiązywania unijnych przepisów, do końca maja 2026 r.
- Myślę, że ta idea Komisji Europejskiej, żeby państwa członkowskie miały wspólne inwestycje w przemyśle zbrojeniowym, wspólne projekty, to jest coś, co realnie będzie miało szansę zafunkcjonować dopiero za kilka lat. Dzisiaj wszyscy wykorzystując mechanizm SAFE, kupują przede wszystkim to, co jest na półce – oceniła uczestniczka debaty podczas konferencji EEC Trends.
Pełnomocniczka rządu ds. SAFE Magdalena Sobkowiak-Czarnecka powiedziała, że nie było łatwo przekonać Komisję Europejską do polskiej listy przedsięwzięć finansowanych za pomocą tego mechanizmu. Fot. Joanna Matuszyńska / PTWPZaznaczyła, że przy pomocy mechanizmu SAFE rząd wspiera polskie przedsiębiorstwa. Lista zgłoszonych do Brukseli projektów została bowiem prześwietlona nie tylko pod kątem unijnych kryteriów, ale także tego, które zamówienia można zrealizować w polskim przemyśle zbrojeniowym.
- Tak doszliśmy do tych słynnych 89 proc. zainwestowanych w polskim przemyśle zbrojeniowym - wyjaśniła.
Rządowa pełnomocnik mówiła też, że SAFE to nie tylko okazja, żeby Polska mogła kupić coś za granicą, ale także, by coś za granicę sprzedała. Dlatego szykuje się do promowania polskich produktów razem z wiceministrem aktywów państwowych Konradem Gołotą, który nadzoruje państwową zbrojeniówkę.
Skoro mamy już mieć wspólne zamówienia z innymi państwami członkowskimi, to ja nie chcę, jak to zawsze było, jechać i zobaczyć, co mi Francuz czy Niemiec położy na stole, tylko my z ministrem Gołotą ruszamy w tournee po Europie reklamować nasze produkty zbrojeniowe, bo ja bym chciała, żebyśmy w tych wspólnych zakupach mieli przede wszystkim nasze produkty, które zaczynamy oferować innym państwom członkowskim – podkreśliła Sobkowiak-Czarnecka.
Współpracować, ale bez huraoptymizmu
Konrad Gołota z Ministerstwa Aktywów Państwowych namawiał, żeby "przestać uprawiać polskie czarnowidztwo" i nie zakładać, że coś jest improwizacją lub działaniem ad hoc.
- Jeżeli pan pyta, czy rząd wie, w jaki sposób, chce rozwijać przemysł obronny, to odpowiadam: tak, wie – mówił.
Przypomniał, że Ministerstwo Aktywów Państwowych nadzoruje państwowe podmioty sektora obronnego, zaś przemysł prywatny jest nadzorowany przez resort rozwoju, kierowany przez ministra finansów i gospodarki Andrzeja Domańskiego.
Bardzo mocno integrujemy razem z ministrem Domańskim współpracę z przemysłem prywatnym. Staramy się łączyć to w taki sposób, żeby właśnie nie było tej fali huraoptymizmu, że każdy może zarobić na przemyśle obronnym, bo nie każdy może zarobić. To, że komuś się wydaje, że jak dzisiaj produkuje wanny, to jutro będzie produkował coś dla przemysłu zbrojeniowego, bo tam są pieniądze, to tak nie jest. Wyraźnie tłumaczymy, dlaczego tak nie jest. Przestrzegamy też przed przeskalowaniem produkcji – podkreślił wiceminister Gołota.
Zwrócił uwagę na rządowe szacunki, według których prawie 90 proc. środków, jakie Polska otrzyma w ramach unijnej pożyczki w programie SAFE, zostanie ulokowanych w polskim przemyśle.
- Tego nam brakowało nie tylko w kontekście pieniędzy, brakowało nam tego przede wszystkim w kontekście stabilności rozwoju, przewidywalności produkcji – powiedział.
Wiceminister aktywów państwowych Konrad Gołota (w środku) mówił, że rząd stara się łączyć przemysł państwowy i prywatny w taki sposób, żeby nie było fali huraoptymizmu. Fot. Joanna Matuszyńska / PTWPDodał, że jeżeli doliczyć do tego środki zaplanowane na obronność w budżecie państwa, "to mamy realne pieniądze, za które nie planujemy tak jak kiedyś pojechać na jeden albo inny kontynent i nakupić sprzętu z półki, bo tak jest najłatwiej, tylko planujemy wzmocnić swoje zdolności produkcyjne".
- Będziemy tutaj projektowali, tutaj budowali nie tylko dlatego, że daje nam to wzrost gospodarczy, że daje to podatki, miejsca pracy, również dlatego że daje nam to suwerenność gospodarczą, suwerenność przemysłową, a w przyszłości im więcej będziemy mieli sprzętu, im lepszy sprzęt, im więcej polski przemysł obronny dostarczy naszym siłom zbrojnym, tym mniej też będziemy mieli dylematów z utrzymaniem tego i serwisowaniem, bo jeżeli my to wyprodukujemy, to my wiemy, jak to serwisować i pieniądze na serwisowanie zostaną tutaj w kraju – wyliczał Gołota.
- Więc tak mamy spójną strategię, nie zawsze ją ogłaszamy, ale zawsze ją realizujemy – zakończył wiceminister aktywów państwowych.
Co po zakończeniu dostaw dla Wojska Polskiego? "Linie produkcyjne nie mogą stanąć"
Przewodniczący sejmowej komisji obrony narodowej i poseł PSL Andrzej Grzyb przyznał, że trudność z programem SAFE polega na tym, że lista projektów jest niejawna, a jednymi z nielicznych, którzy mogli się z nią zapoznać, są parlamentarzyści.
- Musicie państwo na razie wierzyć na słowo przedstawicielom rządu i również mnie (...), że rzeczywiście tam jest prawie 90 proc. projektów, które będą lokowane w polskim przemyśle – powiedział.
- Chcę uspokoić, że nie ma tam projektów, które wyprowadzałyby to finansowanie w dużej części czy w jakiejś części poza Polskę – zapewniał. Zwrócił też uwagę, że Polska indywidualnie jest w stanie wynegocjować dużo gorsze warunki pożyczek niż Unia Europejska.
Nawoływał też, by nie myśleć tylko o potrzebach wojska, ale także o rozwoju przemysłu.
Kiedy skończą się zakupy dla polskiego wojska, to przecież linie produkcyjne nie mogą stanąć. One muszą funkcjonować nie kilka lat. To musi być przemyślana strategia na ileś lat do przodu – zwrócił uwagę.
Dlatego – dodał – trzeba stworzyć możliwości eksportu polskich produktów, zwłaszcza że wojna rosyjsko-ukraińska pokazuje, że są one bardzo dobrze oceniane i sprawdzają się w warunkach bojowych.
- Mówię tu zarówno o przemyśle państwowym, jak i również prywatnym – zastrzegł.
Przewodniczący sejmowej komisji obrony Andrzej Grzyb (PSL) zwracał uwagę, że linie produkcyjne nie mogą stanąć, gdy skończą się zakupy dla Wojska Polskiego. Fot. Joanna Matuszyńska / PTWPPoseł Grzyb ocenił, że opisane przez niego elementy wskazują, że strategia zwiększania polskiego bezpieczeństwa jest przemyślana, choć jednocześnie przyznał, że jest ona reaktywna. Ilustruje to budowa nowej warstwy obrony powietrznej, tym razem przystosowanej do zwalczania tanich bezzałogowców i określonej kryptonimem San, która ruszyła po tym, jak w połowie września 2025 r. polska przestrzeń powietrzna została naruszona około 20 razy przez rosyjskie bezzałogowce.
Przemysł nie ma wyjścia
Prowadzący debatę pytał, czy polski przemysł będzie miał możliwość efektywnego wykorzystania potężnych strumieni pieniędzy, jakie idą na modernizację polskich sił zbrojnych?
- Najkrócej rzecz ujmując, powiedziałbym: tak, bo nie ma innego wyjścia – odpowiedział pierwszy wiceprezes państwowej Polskiej Grupy Zbrojeniowej Arkadiusz Bąk.
- Polski przemysł zbrojeniowy działa w warunkach strategii, tyle że strategia w tej chwili musi się adaptować znacznie szybciej do warunków, bo warunki się znacznie szybciej zmieniają – powiedział wiceprezes, wskazując na sytuację geopolityczną i zapotrzebowanie sił zbrojnych na całym świecie w sprzęt jako te czynniki, które wyznaczają zapotrzebowanie.
Jego zdaniem, o ile program SAFE, gdzie trzeba zrealizować kontrakty do końca 2030 r., jest programem "szybkim", o tyle "jeszcze szybsze jest rosnące zapotrzebowanie sił zbrojnych".
Już nie oczekują terminów takich, jak jeszcze pięć lat temu, kiedy dekada była normalną jednostką czasu, taką umowną jedną "wentą" w przemyśle zbrojeniowym. W tej chwili już się mówili o dostawach znacznie szybszych, o adaptacjach, o dostosowaniu sprzętu do istniejących warunków i już nie mówi się z angielskiego tyle o capability (jak dobrze, coś może być zrobione – przyp. red.), tylko o capacity (ile może być zrobione – przyp. red.). Ile jesteś w stanie zrobić tego, co masz, po to, żeby uzupełnić stany etatowe jednostek już nie tylko w Polsce – wyjaśniał dylematy stojące przed przemysłem.
Zwrócił też uwagę na zalecenia NATO, by produkować sprzęt i uzbrojenie, które są wystarczająco dobre (ang. good enough), a nie wymyślać "gwiazdę śmierci" jak w "Gwiezdnych wojnach".
- Jak coś jest wystarczająco dobre, to produkuj. Będziemy to zalecenie adoptować – zapewnił.
Pierwszy wiceprezes PGZ Arkadiusz Bąk powiedział, że Grupa będzie adaptować się do zalecenia, że jak coś jest wystarczająco dobre, to trzeba produkować. Fot: Joanna Matuszyńska / PTWPArkadiusz Bąk ocenił, że polski przemysł obronny - i ten państwowy, i ten prywatny – powinien po pierwsze dostarczać sprzęt, a po drugie stworzyć zdolności do jego utrzymania.
- Pamiętajmy, że lekcja z Ukrainy jest podstawowa: można naprodukować dużo, ale o obronności państwa decyduje, jakie masz zdolności do odtwarzania wartości sprzętu bojowego – zwrócił uwagę Bąk.
Kolejnym wyzwaniem stojącym przed przemysłem jest osiągnięcie zdolności do konkurowania na rynkach zewnętrznych.
- Nie zabezpieczymy sobie funkcjonowania rozbudowanego przemysłu tylko na bazie podatków naszego polskiego podatnika i zamówień dla polskiej armii – ocenił uczestnik konferencji EEC Trends.
Jednocześnie zaznaczył, że PGZ nie zmienia teraz strategii, lecz ją adaptuje.
- Gdyby PGZ chciał zmieniać strategię za każdym razem, jak zmieniają się warunki, bylibyśmy złotym dzieckiem dla wszystkich consultingów, bo byśmy co chwila pisali strategię, bo przecież to się zmienia na bieżąco. My adaptujemy strategię i strategie produktowe. Także konsolidujemy grupę do tego, żeby była zwarta, żeby spółek było mniej – wytłumaczył.
Bąk podkreślił także, że PGZ na wszystkich europejskich targach jest obiektem zainteresowania, ponieważ "wszyscy wiedzą, że przez Polskę idą pierwsze trendy dozbrajania Europy".
- Dla nas to jest szansa, nie żeby być kupującym, ale żeby kupując, transferując technologię do siebie, być jednocześnie sprzedającym na ich rynkach, żeby to partnerstwo było dwustronne – powiedział Arkadiusz Bąk.
Produkcja dronów w Grupie WB wzrosła o ponad 8 tys. proc.
Prof. Hubert Królikowski, doradca zarządu Grupy WB, wrócił do pytania, które rozpoczęło dyskusję - czy mamy do czynienia z improwizacją, czy z przemyślaną strategią?
- Na pewno rosyjska agresja na Ukrainę spowodowała wiele wyzwań i potrzebę improwizacji. Nie tylko w Polsce, ale i w innych rozwiniętych państwach, chociażby Unii Europejskiej – zauważył.
Doradca zarządu Grupy WB prof. Hubert Królikowski powiedział, że rosyjska agresja na Ukrainę spowodowała potrzebę improwizacji, nie tylko w Polsce, ale i w innych rozwiniętych państwach. Fot. Joanna Matuszyńska / PTWP- Z dzisiejszej perspektywy można stwierdzić, że polska administracja te wyzwania ogarnęła. Udało się usystematyzować podejście do wielu spraw – ocenił. Zmiany następowały szybko i były bardzo pozytywne – dodał.
Przyznał jednak, że także przemysł stanął przed olbrzymimi wyzwaniami, odkąd Rosja próbowała zdobyć Kijów w lutym 2022 r.
Od lutego 2022 r. do początku ubiegłego roku produkcja dronów w Grupie WB wzrosła o ponad 8 tys. proc. To jest olbrzymie wyzwanie, jeśli chodzi o organizację produkcji i zwiększenie wydajności, ale to pokazuje, że polski przemysł jest w stanie tym wszystkim wymaganiom sprostać – powiedział Królikowski.
Zwracał też uwagę na współpracę między przemysłem państwowym i prywatnym w budowie łańcucha wartości w Polsce. Dzięki niej – mówił reprezentant Grupy WB, która jest podmiotem prywatnym, choć z mniejszościowym udziałem PFR – można w Polsce nie tylko wydać środki z programu SAFE, lecz wydać je w sposób bardziej sensowny i celowy.
- Pamiętajmy, że z każdego miliarda wydanego na polskie produkty, około połowa kwoty zostaje w Polsce w postaci podatków i różnego rodzaju danin – przypomniał.
Czy przemysł zdąży się wyrobić w terminach określonych w programie SAFE
Marek Warzecha, prezes prywatnego Ponaru Wadowice, także zaczął od nawiązania do pytania o strategię i improwizację w polityce państwa. Z jednej strony przyznał, że widać radykalną różnicę w planowaniu i myśleniu. Z drugiej, apelował, by rozciągnąć planowanie poza horyzont roku 2030 wyznaczony przez program SAFE.
- Nie przebudujemy polskiej armii w ciągu czterech lat. To jest proces de facto ciągły – zwrócił uwagę.
Prezes Ponaru Wadowice Marek Warzecha zwrócił uwagę, że nie przebudujemy polskiej armii w ciągu czterech lat. Fot. Joanna Matuszyńska / PTWPWarzecha wyraził też wątpliwość, czy terminy odnoszące się do programu SAFE zostaną w Europie dotrzymane.
- Ponar w tej chwili negocjuję z dużymi organizacjami, największymi na świecie dostawę przeróżnych komponentów. Jak słyszą, że my coś potrafimy dostarczyć do roku, to w ogóle jest zdumienie. Nasi konkurenci to jest rok, dwa lata, trzy lata. To są komponenty, a gdzie dopiero całe produkty. Jakim cudem mamy zdążyć do 2030 r.? Oby się to udało przynajmniej z częścią projektów – powiedział.
Bardzo duża część dostaw, które są obiecywane za rok, za dwa, nie nastąpi. To jest po prostu fizycznie niemożliwe – ocenił.
Zdaniem Warzechy dla przemysłu – i prywatnego, i państwowego – kluczowa jest strategia na co najmniej kilkanaście lat. Bez niej nie będzie inwestycji ani badań i rozwoju.
- Za tym zawsze idą jakieś ryzyka, ale bez tego nie przetrwamy – powiedział.
Polskiego przemysłu zbrojeniowego nie będzie, jeżeli nie będzie miał własnych produktów. Tych produktów jest zdecydowanie za mało. To, że my chcemy eksportować, to musimy mieć co eksportować – zaznaczył prezes Ponaru Wadowice.
Firma jest dostawcą przekładni bocznych do pływającego bojowego wozu piechoty Borsuk, który ma między innymi silnik do firmy MTU, pochodzącej z Niemiec, ale należącej do kapitału brytyjsko-amerykańskiego.
- Jeżeli to (Borsuk – przyp. red.) do końca nie stanie się polskim produktem, od A do Z, to czarno widzę możliwości eksportowe – ocenił Warzecha.
Poinformował również, że w tym roku eksport Ponaru będzie stanowił 70 proc. przychodów, z czego ponad połowa będzie w sektorze zbrojeniowym, a nie cywilnym.
SAFE 2, jeśli będzie, to może być już trochę inny
Pełnomocniczka rządu ds. SAFE Magdalena Sobkowiak-Czarnecka zgodziła się, że w kontekście tego unijnego programu "największym zagrożeniem" jest rok 2030 jako termin zakończenia wszystkich dostaw.
- Jestem daleka od krytykowania Komisji Europejskiej, bo to są nasi partnerzy, ale myślę, że Komisja dużo się na SAFE-ie nauczy. Jeśli będzie SAFE 2, to on może być już trochę inny – oceniła.
Z drugiej strony – podkreśliła Sobkowiak-Czarnecka – termin określony na rok 2030 sprawia, że po prostu trzeba zdążyć z wypełnianiem kamieni milowych, które nie dotyczą spraw takich jak praworządność, lecz po prostu kolejnych etapów realizacji kontraktów.
- Dopiero w miarę realizacji tych kamieni milowych będziemy dostawać pieniądze, więc na tym zależy i mi, i powinno zależeć przemysłowi. Więc ten rok 2030 jest też wspaniały, bo (...) szukamy wszystkich możliwych opcji, żebyśmy "dowieźli" do 2030 – powiedziała.
Redaktor zarządzający Rzeczpospolitej Marcin Piasecki Fot. Joanna Matuszyńska / PTWPJednocześnie zaznaczyła, że "SAFE to nie wszystko".
- Sytuacja na tym rynku i potrzeby od strony popytowej zmieniają się tak szybko, że nie ma co cztery lata pisać strategii na kolejne 80 lat, tylko tę strategię w miarę na bieżąco zmieniać w porozumieniu w trójkącie wojsko, państwo i przemysł - i prywatny, i państwowy.
SAFE jak KPO? Przynajmniej z perspektywy banku
Polemikę przedstawicieli rządu i przemysłu wywołała wypowiedź Artura Kuci, dyrektora Departamentu Klienta Strategicznego – Przemysł Ciężki i Wydobywczy w państwowym PKO BP.
Przekazując mu głos, prowadzący debatę redaktor Marcin Piasecki ocenił, że sytuacja banku nie jest dobra, bo nie zarabia na pożyczkach dla sektora obronnego, mającego dostęp do miliardów taniego pieniądza z innych źródeł.
- Żeby była jasność, to my z tym "dramatem" żyjemy już od kilku lat, bo pojawiło się KPO, które zrobiło to, czego nie miało chyba zrobić, to znaczy, zamiast wesprzeć finansowanie bankowe, to je po prostu zastąpiło i wyparło. Obawiam się, że faktycznie z SAFE-em będzie podobnie – odpowiedział Kucia.
Artur Kucia z PKO BP wyraził obawę, że SAFE - podobnie jak KPO - wyprze finansowanie bankowe zamiast je wesprzeć. Fot. Joanna Matuszyńska / PTWPJak dodał, krótki termin realizacji programu, do roku 2030, rodzi obawę, że wszyscy będą starali się wykorzystać środki z SAFE, a finansowanie bankowe, zamiast wspierać programy rozwojowe, będzie wyparte przez pożyczki unijne.
- Przynajmniej dotychczasowe doświadczenie na to wskazuje, ale mam nadzieję, że faktycznie tak nie będzie – zastrzegł Kucia.
Dodał, że programy takie jak SAFE pozwalają napędzić przemysł zbrojeniowy.
Pod jednym warunkiem, że wojsko faktycznie będzie chciało składać zamówienia w polskim przemyśle. Czy będzie chciało, czy będzie musiało, to jest osobna sprawa. Przez kilkanaście ostatnich lat, jak obserwuję współpracę polskiego przemysłu zbrojeniowego z Wojskiem Polskim, to nie było współpracy idealnej na wielu obszarach. W związku z tym mamy zapóźnienia w wielu obszarach przemysłu zbrojeniowego – zwrócił uwagę dyrektor w PKO BP.
Mimo to zaznaczył, że "dobrych jaskółek jest sporo". Jako przykład wymienił rozwój Marynarki Wojennej, gdzie w ostatnich latach "wydarzyło się dużo dobrego". Kolejnym krokiem jego zdaniem Kuci powinien być rozwój eksportu.
- Potrzeby polskiej armii na pewno nie są wystarczające, żeby tak ogromne pieniądze, jeżeli je zainwestujemy, mogły wypracować odpowiedni zwrot – podkreślił bankowiec.
Są środki na zakupy, ale po pieniądze na inwestycje trzeba będzie pójść do banków
Jednak minister Sobkowiak-Czarnecka nie zgodziła się z tezą, że SAFE to dramat dla banków.
- Uważam, że jest dokładnie odwrotnie, bo program SAFE jest programem produktowym. My nie dajemy z tego programu żadnych pieniędzy na inwestycje. My robimy konkretne zamówienia, ale żeby te zamówienia zrealizować, jeszcze mając wiszący nad głową rok 2030, to firmy potrzebują inwestycji i rozwoju swoich zdolności produkcyjnych. I gdzie przyjdą potem pieniądze? – zwróciła uwagę pełnomocniczka rządu ds. SAFE.
Kucia odpowiedział, że taki scenariusz byłby dobry.
- Przemysł zbrojeniowy będzie realizował wtedy inwestycje, kiedy będziemy mieli długoterminowe zamówienia, które pozwolą te inwestycje spłacić – wyjaśnił.
Od lewej: Arutr Kucia z PKO BP, Magdalena Sobkowiak-Czarnecka z kancelarii premiera i Marek Warzecha z Ponaru Wadowice. Fot. Joanna Matuszyńska / PTWP- Właśnie dlatego program SAFE jest dobry, bo do roku 2030 dokładnie wiem, co u kogo kupię i w jakiej ilości. To nie jest codzienność przemysłu zbrojeniowego, że mają pewność zamówień na najbliższe cztery lata, co do kropeczki – włączyła się Sobkowiak-Czarnecka. Na to przedstawiciel PKO BP zwrócił uwagę, że rok 2030 to jednak horyzont krótkoterminowy, a nie długoterminowy.
Inwestycje rzędu kilkuset miliardów złotych się nie spłacą w cztery lata – podkreślił.
Apel do banków, by wyszły ze strefy komfortu
Wiceminister aktywów państwowych Konrad Gołota zwrócił uwagę, że po pierwsze przemysł był przez lata niedoinwestowany, więc nie był w stanie dostarczyć wszystkiego, czego siły zbrojne chciały.
- A po drugie określona koalicja rządząca postanowiła, że zamiast inwestować w zdolności produkcyjne, łatwiej jest pojechać do Korei i kupić z półki – powiedział.
Gołota zarzucił też sektorowi bankowemu, że przez lata patrzył na zbrojeniówkę jakby "świeciła się na czerwono".
Dopiero jak się pojawiły inwestycje i pieniądze, i duże zamówienia, to nagle banki odkryły, że mają biznes – podkreślił.
Gołota apelował przy tym o odpowiedzialność i zdrowy rozsądek.
- Nie wszystko da się zapisać w strategiach. Odpowiedzialnością na przykład jest to, że ja wyobrażam sobie niesamowitą rolę banków w tym, żeby pomóc nam finansować szybki rozwój zdolności produkcyjnych – mówił Gołota.
Zwracał się też do banków, by wyszły ze swojej strefy komfortu i zaczęły finansować badania i rozwój.
- Na części zarobicie, na części nie, ale jeżeli chcemy budować gospodarkę, która jest w dwudziestce najlepszych gospodarek na świecie, to nie musimy mieć wszystkiego zadekretowanego. Musimy użyć trzech pojęć - współpraca, odpowiedzialność i zdrowy rozsądek – powiedział wiceminister aktywów państwowych.
Debata pt. Bezpieczeństwo, obronność, przemysł odbyła się podczas konferencji EEC Trends w Warszawie Fot. Joanna Matuszyńska / PTWPArkadiusz Bąk z PGZ powiedział z kolei, że na pokładzie potrzebne są wszystkie ręce – i z przemysłu obronnego, i z sektora bankowego – "bo my dotychczasowymi metodami działania nie dojdziemy nigdzie".
Umówmy się, że sektor bankowy nic nie traci na SAFE-ie i nic nie traci na KPO, bo go (sektora – przyp. red.) nie było w przemyśle zbrojeniowym, więc jak ma stracić marże, których nie miał? – pytał Bąk.
Podkreślał, że cieszy go chęć współpracy banków z przemysłem obronnym, bo Grupa będzie potrzebowała płynności.
- Współpracując z partnerami zagranicznymi, nauczyliśmy się dostosowywać się do tempa. Tam nikt nie pyta, czy mamy finansowanie. Mamy mieć – wyjaśnił.
- Albo Polska wykorzysta tę sytuację do tego, żeby rozwinąć swój potencjał, albo przepali ten czas – podkreślił wiceprezes Bąk.
Jego zdaniem w sektorze obronnym w Europie Zachodniej "często zostały wielkie nazwy, zdolności kooperacyjne, łańcuchy dostaw i wielki potencjał produktowy, a u nas jest potencjał produkcyjny".
Programy wsparcia dla innowacji obronnych z PFR
Mariusz Jaszczyk, wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju do spraw finansów i rozwoju, zwrócił uwagę, że ogłoszona pod koniec 2025 r. strategia Funduszu przewiduje wspieranie odporności i obronności, a od 2017 r. PFR jest mniejszościowym udziałowcem Grupy WB.
Jaszczyk skupił się na programach wsparcia dla innowacji w sektorze obronnym, w które zaangażowany jest PFR. Jednym z nich – jak mówił – jest akcelerator DIANA, czyli utworzony w Krakowie ośrodku innowacji NATO.
- Jest to program nakierowany na cywilne firmy technologiczne, które chciałyby rozwijać swoje rozwiązania tak naprawdę w modelu dual use, czyli nie tylko mówimy o przemyśle obronnym, ale również produkty nakierowane na odbiorców cywilnych – przypomniał.
Mariusz Jaszczyk, wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju mówił o programach DIANA i deep tech Fot: Joanna Matuszyńska / PTWPWiceprezes PFR mówił też o programie deep tech. Za jego pośrednictwem Fundusz chce przekazać setki milionów złotych najbardziej innowacyjnym firmom.
Chcemy umożliwić finansowanie zaawansowanych prywatnych firm technologicznych, łącznie z prywatnymi funduszami ze strefy venture capital. Polega to na takiej zasadzie, że za każdą włożoną złotówką z PFR-u idzie co najmniej złotówka środków prywatnych w tego typu inwestycje – wyjaśnił wiceprezes PFR.
Około dziesięciokrotny wzrost subwencji w trzy lata
Prezes Sieci Badawczej Łukasiewicz dr Hubert Cichocki podkreślił, że rankingów wynika, że przemysł obronny jest właśnie tym, który posiada najwyższy poziom intensywności prac badawczo-rozwojowych. Wskaźnik ten, mierzony jako odsetek nakładów na B+R w przychodach ze sprzedaży, w zbrojeniówce kształtuje się powyżej 15 proc.
- W tym sensie rozwój polskiej branży zbrojeniowej jest także wielką szansą dla polskiej nauki i sektora badań i rozwoju – ocenił.
Dodał, że aby uczestniczyć w podziale tych środków, sektor naukowy musi jednak podejmować decyzje, które nie zawsze są łatwe.
Prezes Sieci Badawczej Łukasiewicz dr Hubert Cichocki zwrócił uwagę, że przemysł obronny wyróżnia się tym, że posiada najwyższy poziom intensywności prac badawczo-rozwojowych. Fot. Joanna Matuszyńska / PTWPCichocki tłumaczył, że komponent technologiczny w produktach eksportowych daje przemysłowi zbrojeniowemu zdecydowanie wyższe marże. Pytanie jednak, jaki sposób jest najbardziej efektywny, by nauka mogła dostarczyć tę wartość przemysłowi.
Zwrócił uwagę, że Sieć przesunęła "ciężar projektów" w kierunku sektora obrony i bezpieczeństwa.
Ze środków publicznych, które otrzymujemy jako instytuty Sieci Badawczej Łukasiewicz, w roku 2023 na prace badawczo-rozwojowe w obszarze obronności i bezpieczeństwa wydaliśmy około 40 mln zł. To oznacza mniej niż 10 proc. całościowej subwencji. W roku 2026 w zaplanowanej subwencji, a więc w pieniądzach, które podatnik inwestuje w projekty badawczo-rozwojowe, mówimy już o 70 proc. portfela. To oznacza prawie 400 mln – zwrócił uwagę Cichocki. Zastrzegł, że mowa o subwencji, Sieć finansuje bowiem badania także z innych środków.
- Zwiększenie udziału projektów zbrojeniowych w ogóle naszego portfela projektów badawczo-rozwojowych jest zbieżne z celami polityki publicznej – dodał.
Cichocki mówił też, że prawdopodobieństwo transferu technologii do przemysłu zwiększa się, bo firmy uczestniczą w selekcji projektów przeznaczonych do finansowania.
Sieć Badawcza Łukasiewicz rozpoczęła też projekty o charakterze strategicznym, które nie są finansowane z subwencji. Tu Cichocki wymienił prace dotyczące komponentów potrzebnych do produkcji amunicji dla artylerii.
- Realizujemy projekt, finansowany wewnętrznie, krajowych technologii dostarczania nitrocelulozy i nitroguanidyny z surowców, które odzyskujemy w recyklingu – powiedział, przypominając przy tym, że jedna czwarta instytutów naukowych Sieci zajmuje się chemią.
Cichocki zwrócił też uwagę na krakowski Instytut Ceramiki i Materiałów Budowlanych, gdzie powstały projekty schronów o ulepszonych parametrach albo wzmocnienia kontenerów, które oprócz tego, że służą do transportu, to mogą przenosić infrastrukturę wojskową.
- Mamy także projekty finansowane wewnętrznie związane z polepszeniem parametrów kamizelek kuloodpornych, osobistego wyposażenia żołnierzy – wyliczał Cichocki.