- Donald Trump przywraca Władimira Putina do rozmów na najwyższym szczeblu, choć Rosja nie zdołała osiągnąć swoich celów wojennych. Radosław Sikorski ostrzega przed wzmacnianiem pozycji negocjacyjnej Kremla.
- Polska zabiega o stałe członkostwo w G20. Wicepremier i minister spraw zagranicznych wskazuje na siłę polskiej gospodarki i znaczenie całego regionu, ale przyznaje, że przeszkodą może być brak zgody Rosji.
- Polska chce mocniej wspierać ekspansję zagraniczną swoich firm. Szef MSZ mówi, co dyplomacja może zaoferować przedsiębiorcom i dlaczego na zmiany w systemie wsparcia eksportu trzeba jeszcze poczekać.
- Sikorski ostrzega także, że spory historyczne mogą utrudnić Ukrainie drogę do Unii Europejskiej. Odnosząc się do planów upamiętnienia UPA i Romana Szuchewycza, apeluje do władz ukraińskich, by nie prowokowały Polski.
- Rozmowa z Radosławem Sikorskim odbyła się 21 października 2026 r. w Warszawie podczas spotkania EEC Members - społeczności liderów polskiego biznesu skupionej wokół Europejskiego Kongresu Gospodarczego.
Putin może zyskać przy stole negocjacyjnym to, czego nie zdobył na froncie
Rosja od ponad czterech lat prowadzi pełnoskalową wojnę przeciwko Ukrainie, ale nie zdołała osiągnąć swoich zasadniczych celów militarnych. Tymczasem Donald Trump ponownie otwiera przed Władimirem Putinem drzwi do rozmów na najwyższym szczeblu.
W Petersburgu amerykański wysłannik Steve Witkoff rozmawiał właśnie z rosyjskim przywódcą. Według doniesień medialnych jednym z tematów była możliwość spotkania Putina z Trumpem i Xi Jinpingiem w Chinach.
Czy rosyjski prezydent może zatem przegrać na froncie, a wygrać przy stole negocjacyjnym?
- Nie można tego wykluczyć - przyznał Radosław Sikorski, wicepremier i minister spraw zagranicznych, podczas spotkania EEC Members w Warszawie.
Zdaniem szefa polskiej dyplomacji problem polega na tym, że Putin może odzyskiwać międzynarodową pozycję bez konieczności ustępstw w sprawie Ukrainy. Traktowanie go jako jednego z głównych uczestników rozmów o przyszłym porządku międzynarodowym wzmacnia przekonanie Kremla o własnej sile.
Uważamy, że aby zakończyć tę wojnę, trzeba wywierać presję na agresora, a nie na ofiarę agresji. I że lewarowanie Putina do statusu, którego Rosja nie ma, bo ma gospodarkę mniejszą niż Włochy, nie pomaga, bo utwierdza Putina w przekonaniu, że jego karty są silniejsze, niż są - mówił Sikorski.
Pytany o to, jak Europa powinna reagować na politykę Waszyngtonu, minister przekonywał, że europejskie państwa nie są pozbawione możliwości wpływania na przebieg negocjacji.
- Okazuje się, że Europa ma pewne karty - podkreślił.
Wskazał między innymi na zamrożone rosyjskie aktywa oraz europejskie wsparcie wojskowe i finansowe dla Ukrainy. Jego zdaniem Moskwa zaczyna rozumieć, że dopóki Europa pomaga Ukrainie, nie sposób zakończyć wojny bez uwzględnienia jej stanowiska.
Sikorski przywołał wystąpienie rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, które - jak relacjonował - było niemal w całości wymierzone w Europę.
W jego ocenie pokazuje to, że Kreml dostrzega znaczenie europejskiego zaangażowania. Minister zwrócił również uwagę na włączanie przedstawicieli Unii Europejskiej do ostatnich rozmów dotyczących konfliktu.
Polska w G20? Sikorski: mamy więcej argumentów niż wielkość gospodarki
Przykład Rosji pokazuje, że pozycja państwa w światowej polityce nie zawsze odpowiada jego potencjałowi gospodarczemu. Polska znalazła się już w gronie dwudziestu największych gospodarek świata, ale wciąż zabiega o stałe członkostwo w G20. Czy gospodarczy awans wystarczy, by zyskać większe wpływy polityczne?
- To nigdy nie szło dokładnie w parze - przyznał Sikorski.
Przypomniał, że do G20 należą Argentyna i Republika Południowej Afryki, których gospodarki są mniejsze od polskiej. Podkreślił jednak, że Polska ma także inne argumenty przemawiające za jej członkostwem.
Pierwszym jest skala gospodarczego awansu po 1989 r. Jak wskazywał minister, skumulowany wzrost polskiej gospodarki od czasu odzyskania suwerenności jest niemal identyczny z chińskim. Zasadnicza różnica polega na modelu rozwoju.
- Oni to zrobili pod władzą jednej partii i w systemie gospodarki sterowanej. A my to zrobiliśmy w warunkach demokracji i z gospodarką otwartą. Jesteśmy literalnie alternatywnym modelem dla chińskiego - mówił.
Drugim argumentem jest reprezentacja regionalna. Minister zwrócił uwagę, że Europa Środkowo-Wschodnia i Skandynawia, liczące łącznie około 120 mln mieszkańców, nie mają własnego miejsca w G20. Tymczasem w grupie reprezentowana jest nie tylko Republika Południowej Afryki, lecz także Unia Afrykańska.
Czy te argumenty wystarczą, by Polska uzyskała pełne członkostwo?
Walczymy - odpowiedział wicepremier i szef MSZ.
Stany Zjednoczone zaprosiły Polskę do uczestnictwa w pracach G20 podczas swojej prezydencji, ale nie oznacza to automatycznego uzyskania statusu stałego członka.
- Problem z G20 jest taki, że nie ma jasnych reguł. One nie są spisane. Jest tylko domniemanie, że na pełnego członka potrzebna jest jednogłośna zgoda - wyjaśniał Sikorski.
I dodał:
Nie wiem, czy Władimir Putin będzie nam życzliwy.
Polska nie zamierza jednak ograniczać starań do rozmów z administracją amerykańską. Jak poinformował Sikorski, prowadzone są już działania wobec Wielkiej Brytanii i Korei Południowej, które mają sprawować kolejne prezydencje G20. Celem jest utrwalenie polskiej obecności w tym formacie.
Miedź i srebro atutami Polski. Sikorski rozważa konferencję w Warszawie
Dodatkowym argumentem w rozmowach z największymi gospodarkami mogą być polskie zasoby miedzi i srebra. Ich znaczenie rośnie wraz z rywalizacją Stanów Zjednoczonych i Chin o kontrolę nad dostawami surowców krytycznych.
Jak wskazywał Sikorski, Chiny zbudowały silną pozycję w wydobyciu i przetwórstwie surowców, a ograniczenia ich eksportu wykorzystują jako narzędzie nacisku gospodarczego.
- To jest sprawa, w której zgadzamy się jako Unia i jako Polska ze Stanami Zjednoczonymi, że niedopuszczalne są szantaże - podkreślił.
Właśnie bezpieczeństwu dostaw surowców krytycznych poświęcona była konferencja zorganizowana w lutym w Waszyngtonie, w której uczestniczył Sikorski. Polska i Unia Europejska podpisały już porozumienia dotyczące współpracy w tym obszarze.
Rozważam zwołanie w przyszłym roku w Warszawie kontynuacji tej waszyngtońskiej konferencji - zapowiedział szef MSZ.
Dyplomacja otwiera drzwi, ale kontrakty muszą zdobywać przedsiębiorcy
Polski biznes od lat oczekuje od dyplomacji bardziej zdecydowanego wsparcia w zdobywaniu zagranicznych rynków. Przykładem zmiany podejścia jest rozpoczęta 21 października wizyta premiera Donalda Tuska w Indiach, z udziałem blisko 80 polskich przedsiębiorców.
Sikorski podkreślał, że również podczas swoich podróży stara się łączyć spotkania polityczne z promocją polskiego biznesu.
- To otwiera drzwi i pozwala skrócić proces decyzyjny. Taka nasza rola - podkreślił Sikorski.
Jednak samo dotarcie do wpływowego rozmówcy nie gwarantuje sukcesu. Minister przywołał przykład spotkania polskich przedsiębiorców z gubernatorem Rio de Janeiro. Choć dyplomacja otworzyła im drzwi, firmy nie potrafiły jasno przedstawić, co mają do zaoferowania i dlaczego ich produkty mogłyby zainteresować brazylijskiego partnera.
Nie wszyscy prezesi są najlepszymi komiwojażerami - zauważył Sikorski.
Polski biznes czeka na sprawniejszy system wsparcia eksportu
Polscy przedsiębiorcy od lat wskazują na niedostateczną skuteczność systemu wsparcia ekspansji zagranicznej.
Sikorski przypomniał, że w Polsce wypróbowywano już różne modele promocji gospodarczej. Zwrócił uwagę na problem zagranicznych biur Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu, które nie mają statusu dyplomatycznego, co może utrudniać im kontakty z administracją innych państw.
- My w MSZ przestrzegaliśmy, że jak promocją zajmą się prywatni ludzie bez statusu dyplomatycznego, to dla obcych rządów nie będą partnerami - mówił minister.
Zmiana tego modelu wymagałaby jednak nowelizacji ustawy. Sikorski wspomniał o możliwych alternatywnych rozwiązaniach, ale nie pozostawił wątpliwości co do perspektyw szybkiej reformy.
- Teraz w tej kadencji już na pewno nie będzie zmiany. Bo wiemy, że po pierwsze zaczyna czasu brakować, a po drugie znamy skłonność pana prezydenta do akceptacji pomysłów rządu - stwierdził szef MSZ.
Odbudowa Ukrainy nie będzie nagrodą za pomoc. Polskie firmy muszą wygrać kontrakty
Polskie firmy liczą na udział w odbudowie Ukrainy, a ich atutami są bliskość geograficzna, silne powiązania gospodarcze i doświadczenie na tamtejszym rynku.
Sikorski przestrzegł, że polskie firmy nie mogą liczyć na uprzywilejowane traktowanie przy odbudowie Ukrainy w zamian za pomoc udzieloną jej podczas wojny. O kontrakty będą musiały konkurować z zagranicznymi przedsiębiorstwami.
- Musimy przypilnować, żeby ta konkurencja była uczciwa, żeby z korupcją walczono. Po prostu wygrać te kontrakty, przetargi - podkreślił.
Minister nie podzielił obaw, że największe kontrakty na odbudowę zostały już rozdysponowane. Zastrzegł jednak, że prowadzenie biznesu na Ukrainie wiąże się zarówno z szansami, jak i ryzykiem.
- To nie będzie łatwy rynek, ale mamy wszelkie atuty, żeby na nim odnieść sukces - ocenił.
Sikorski o UPA: Historia ma znaczenie także dla wejścia Ukrainy do UE
Na perspektywy polsko-ukraińskiej współpracy gospodarczej nakładają się jednak napięcia polityczne. Podczas spotkania EEC Members szef MSZ odniósł się do decyzji władz obwodu lwowskiego o upamiętnieniu w 2027 r. UPA i Romana Szuchewycza.
Sikorski ostro skrytykował tę decyzję, zwracając uwagę, że Ukraina ma wielu współczesnych bohaterów, którzy walczą i giną w obronie kraju. Tym bardziej niezrozumiałe jest, jego zdaniem, upamiętnianie postaci, które wprawdzie walczyły ze Związkiem Radzieckim, ale jednocześnie wydawały rozkazy przeprowadzania czystek etnicznych i mordowania ludności cywilnej.
Minister przypomniał, że nierozwiązane spory historyczne mogą utrudniać także proces integracji europejskiej. Przywołał przykłady państw bałkańskich, których konflikty przez lata komplikowały drogę do Unii Europejskiej.
Historia ma znaczenie, także w procesie wchodzenia do Unii Europejskiej - podkreślił.
Zastrzegł jednak, że Polska nie chce wykorzystywać tych sporów do blokowania Ukrainy.
- Nie chcemy iść tą drogą, ale prosimy, żeby nas nie prowokować - powiedział Sikorski.
Zapytany, czy decyzja lwowskich władz została już cofnięta, zgodnie z deklaracjami przekazanymi przez otoczenie prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, odpowiedział krótko:
- Pożyjemy, zobaczymy.
Polska i USA. Sikorski: Jesteśmy traktatowym sojusznikiem
Napięcia nie omijają również relacji Polski z jej najważniejszym sojusznikiem. Polityka Donalda Trumpa budzi w Europie pytania o trwałość amerykańskiego zaangażowania w jej bezpieczeństwo. W Polsce dodatkowym źródłem kontrowersji stało się wiosenne spotkanie wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza z amerykańskim prezydentem, które wywołało spór o koordynację działań MON i MSZ.
Sikorski nie zgodził się jednak z tezą, że w kontaktach z administracją Trumpa coraz trudniej oddzielić interes państwa od krajowej polityki.
- Komu trudno, temu trudno. Mnie nie jest trudno - odpowiedział.
Szef MSZ ostro skrytykował próby angażowania zagranicznych polityków w wewnętrzne rozgrywki.
- Goście, którym z ust nie schodzi słowo suwerenność wtedy, gdy mówimy o integracji europejskiej, jeżdżą do obcej stolicy i tam się wieszają u klamki, żeby ktoś zmienił w Polsce rząd. To nie jest moja definicja ani suwerenności, ani patriotyzmu - stwierdził.
Jednocześnie Sikorski nie zgodził się z sugestią, że Polska nie może już polegać na Stanach Zjednoczonych. Podkreślił zasadniczą różnicę między Ukrainą, która jest partnerem USA, a Polską, objętą zobowiązaniami traktatowymi w ramach NATO. Przypomniał też o znaczeniu europejskich sojuszników i własnych zdolności obronnych Polski.