Unia przez exodus firm do Chin już to straciła, Polska nadal ma. "To nasza istotna przewaga"

Dariusz Ciepiela • 2026-03-30 19:00
- Przez lata trwał exodus firm przenoszących produkcję do Chin, co spowodowało, że Unia straciła dużo mocy produkcyjnych. To doprowadziło do utraty części kluczowych kompetencji - mówi WNP Maciej Wyczesany, prezes Apatora. - Polska nadal dysponuje wysokimi kompetencjami technologicznymi w różnych dziedzinach, a jednocześnie utrzymuje realne zdolności wytwórcze. To nasza istotna przewaga: w Polsce potrafimy łączyć kompetencje technologiczne, wytwórcze i merytoryczne - dodaje.
Z rynków zagranicznych grupa Apator uzyskuje ok. 45-55 proc. przychodów, (w zależności od kwartału) - mówi Maciej Wyczesany.
  • - Potrzebujemy modelu gospodarczego, który wspiera skalowanie biznesu – od finansowania ekspansji przez dyplomację gospodarczą, po mądre regulacje i zamówienia publiczne. Bez tego trudno będzie zbudować polskie firmy, które naprawdę liczą się na świecie - mówi Maciej Wyczesany.
  • - Widać problemy z dostępnością inżynierów. Tworzy się luka pokoleniowa między starszymi inżynierami a młodszą kadrą, co w najbliższych latach może prowadzić do nasilonej konkurencji na rynku o tych specjalistów - przewiduje trudny moment prezes Apatora.
  • W przypadku przemysłu ciężkiego CBAM może ograniczyć chiński eksport do UE, ale - podkreśla Maciej Wyczesany - to nie jest rozwiązanie uniwersalne. Nie obejmuje bowiem swoim wpływem wielu segmentów gospodarki, a duża część chińskiej sprzedaży trafia do Unii i Polski poprzez takie platformy jak Temu, Shein czy Alibaba. 
  • Wywiad jest częścią cyklu służącego za podstawę raportu "Jak wzmocnić potencjał polskich firm. Biznes wobec presji demograficznej i globalnej konkurencji". Przygotowują go ING Bank Śląski i WNP Economic Trends (wraz z dziennikarzami Grupy PTWP). Premiera - podczas XVIII Europejskiego Kongresu Gospodarczego (22-24 kwietnia 2026 r. w Katowicach).

Jak polskie firmy radzą sobie z coraz mniejszą dostępnością pracowników, w tym specjalistów?

- Konieczne jest rozróżnienie pracowników na grupę specjalistów oraz pracowników produkcyjnych. Sytuacja różni się tu w zależności od branży – w niektórych segmentach dostępność specjalistów jest wystarczająca, gdy w innych występują istotne niedobory.

Na pewno obserwujemy znaczące problemy z dostępnością inżynierów. Tworzy się luka pokoleniowa między starszymi inżynierami a młodszą kadrą, co w najbliższych latach może prowadzić do nasilonej konkurencji na rynku o młodych inżynierów, którzy chcieliby związać się z firmą na dłużej.

Eksperyment z pracownikami z Azji

W IT był kilka lat temu taki moment, że mieliśmy duży problem z pozyskaniem odpowiednich programistów... Nasza spółka w Zielonej Górze zatrudnia ich ponad 200, lecz ostatnie 2-3 lata dla części programistów przyniosły zmiany (w tym w związku z "automatyzacją" prac programistycznych), a to zweryfikowało rynek. Dziś nie mamy istotnych trudności z pozyskaniem tych specjalistów.

Jak Apator radzi sobie z niedoborem kadr?

- Podstawowymi sposobami na mniejszą dostępność kadr są automatyzacja pracy oraz optymalizacja procesów. Sprowadzanie pracowników z zagranicy - czy to z Ukrainy, czy też z innych krajów - pozostaje pewnym rozwiązaniem, ale musimy przy tym zwracać uwagę na wyzwania kulturowe.

Czy sprowadzacie pracowników z zagranicy?

- Próbowaliśmy takiego podejścia... Mamy pracowników z Ukrainy, którzy od dawna mieszkają w Polsce, z innych krajów pracowników raczej natomiast nie sprowadzamy. Ten model u nas nie do końca się sprawdził.

W naszej produkcji obowiązują bardzo wysokie standardy jakości, a pracownicy wymagają specjalistycznych szkoleń, co jest trudne w przypadku osób zatrudnionych na przykład jedynie na kilka miesięcy.

Pracownicy z Ukrainy w Grupie Apator zajmują różne stanowiska, sporo z nich - produkcyjne, ale są oni również obecni w biurach. Dla przykładu: zatrudniamy dyrektora pochodzącego z Ukrainy, który mieszka w naszym kraju od lat.

Mówi pan o nieudanych eksperymentach z zagranicznych pracownikami. Jak to wyglądało?

- Mieliśmy pracowników z Azji, ale okazało się, że nie są oni aż tak zaangażowani w pracę, jak byśmy chcieli. Inny problem: nie mogą oni pracować przez długi okres, a my nie możemy sobie pozwolić na wysoką rotację kadr. W sumie: tylko przez moment wydawało się, że taki model się sprawdzi.

Jakie reperkusje w grupie Apator może spowodować stały przyrost kosztów pracy? Mocno to odczuwacie?

- Oczywiście, że mocno! Wzrost płacy minimalnej w ostatnich latach wyniósł ponad 30 proc. A nie dotyczy on przecież tylko najniższych wynagrodzeń - automatycznie przekłada się na całą siatkę płac.

Polska potrzebuje nowego modelu rozwoju gospodarczego

Presja płacowa należy do ważnych czynników zagrażających konkurencyjności naszego obecnego modelu gospodarki. Polska potrzebuje nowego modelu rozwoju gospodarczego, opartego na wzroście produktywności i innowacyjności, a nie jedynie na niskich kosztach pracy.

Czy Apator inwestuje w sztuczną inteligencję?

- Prowadzimy projekty, w których wykorzystujemy sztuczną inteligencję w modelach predykcyjnych. Zaczynamy weryfikować także możliwość wykorzystania AI w działalności operacyjnej.

Kryterium są jednak rzeczywiste korzyści z wprowadzenia i zastosowania algorytmów w konkretnych dziedzinach.

W których działach gospodarki - pana zdaniem - ta sztuczna inteligencja może być najbardziej wykorzystywana, w największym stopniu?

- Inwestować w sztuczną inteligencję warto praktycznie wszędzie. Gdzie może być wykorzystana najbardziej efektywnie? Zwłaszcza tam, gdzie praca jest powtarzalna - zarówno przy w przypadku danych, jak i procesów; także w działalności produkcyjnej – szczególnie w analityce procesów, modeli produkcyjnych czy w utrzymaniu ruchu (maintenance). W administracji AI może też być stosowana wszędzie tam, gdzie widać standardowe, powtarzalne procesy.

W praktyce we wszystkich wspominanych miejscach sztuczna inteligencja prędzej czy później znajdzie zastosowanie.

Duże firmy są głównym fundamentem wpływów z CIT i VAT, a także ZUS

Jak postrzega pan konieczność skalowania działalności i ekspansji międzynarodowej w skali polskiej gospodarki?

- Polska potrzebuje jak najwięcej dużych firm krajowych o zasięgu co najmniej europejskim lub globalnym. Ekspansja zagraniczna naszych przedsiębiorstw stała się absolutną koniecznością dla dalszego rozwoju. Rynek krajowy, choć duży, nie jest wystarczający do budowania trwałej przewagi konkurencyjnej. Wydaje mi się, że polskie firmy są coraz lepiej do zagranicznej ekspansji przygotowane: mają kompetencje techniczne, doświadczenie, know-how.

W kraju o takiej wielkości i takim potencjale, jak Polska, powinno działać co najmniej kilkadziesiąt takich podmiotów - podobnie jak to jest we Francji, Danii czy Niemczech.

To duże firmy są bowiem głównym fundamentem wpływów z CIT i VAT, a także ZUS. To one mają największy potencjał budowania przewag technologicznych i komercjalizacji innowacji. I to duże przedsiębiorstwa dają najbardziej stabilne zatrudnienie.

Słowem: potrzebujemy modelu gospodarczego, który wspiera skalowanie biznesu – od finansowania ekspansji przez dyplomację gospodarczą, po mądre regulacje i zamówienia publiczne. Bez tego trudno będzie zbudować polskie firmy, które naprawdę liczą się na świecie. 

Czy unijne finansowanie zachęca do zwiększania skali działalności polskich firm, czy też przeciwnie: preferencje dla MŚP utrwalają obecną strukturę gospodarki i nadreprezentację małych i średnich firm?

- Wiele programów pomocowych, uruchamianych w różnych instytucjach, jest skierowanych do MŚP - mamy nadreprezentację wsparcia w tym przypadku. Niestety, znacznie mniej jest wsparcia dla dużych, ogólnopolskich firm, które mogłyby zdobyć globalną pozycję.

Potencjał innowacyjny w Polsce pozostaje ogromny, owszem, wsparcie tego potencjału w MŚP i w startupach jest bardzo istotne, ale tak naprawdę - raz jeszcze podkreślę - to wielkie firmy mają możliwość bardzo szybkiego skalowania innowacyjnych rozwiązań.

Utrzymująca się w Polsce struktura wsparcia może w pewnym stopniu ograniczać tempo rozwoju dużych polskich przedsiębiorstw  – zarówno w kraju, jak i na rynkach międzynarodowych. Warto zadbać o większą równowagę i tworzyć także programy dla dużych - zwłaszcza przemysłowych - firm po to, by rozwijały nowoczesne zaplecze technologiczne i produkcyjne naszego kraju.

Apator od dawna działa także na rynkach zagranicznych. Jaki jest procent przychodów grupy Apator spoza Polski?

- Obecnie z rynków zagranicznych uzyskujemy ok. 45-55 proc. przychodów (w zależności od kwartału). Dominująca część przychodów z eksportu pochodzi z krajów europejskich, ale mamy także przyczółki w Azji.

Obiecująco rozwijała się sprzedaż w krajach Bliskiego Wschodu, choć obecna wojna w tym rejonie zahamowała ten rozwój. Nasze produkty trafiają także do tak odległych części świata, jak Brazylia czy Nowa Zelandia.

W jakim stopniu w ostatnich latach polskie firmy odczuwają rosnącą konkurencję z Chin ?

- Chińska konkurencja nieustająco rośnie. Tamtejsze firmy są bardzo mocno dotowane na różne sposoby przez chiński rząd, co pozwala im się bardzo dynamicznie rozwijać i prowadzić ekspansję zagraniczną.

Po objęciu rządów przez prezydenta Donalda Trumpa chińska ekspansja w Europie wzrosła, gdyż duża część chińskich towarów, która wcześniej trafiała do USA, została "przekierowana" do Europy.

Nierówne warunki konkurencji wymagają wreszcie reakcji  

Ekspansja chińska w Polsce praktycznie nie ma barier... To nie jest uczciwa konkurencja, gdyż w Unii państwa nie mogą dotować konkretnych firm i gałęzi przemysłu w ramach pomocy publicznej, (a tak się dzieje w Chinach).

Do tego w Kraju Środka energia elektryczna pozostaje zdecydowanie tańsza niż w Unii, no i nie ma tak wielu regulacji, które europejskie firmy muszą spełniać. Takim przykładem są wysokie koszty emisji CO2 w ramach systemu ETS, restrykcyjne wymogi środowiskowe i społeczne czy raportowanie ESG.

My zaś pracujemy w ramach systemu prawnego w Polsce - z masą różnych regulacji i wymogów w zakresie BHP, środowiskowa oraz emisji. Działamy zgodnie z uzyskanymi pozwoleniami i spełniamy wszystkie  wymogi. I rywalizujemy z firmami działającymi na rynkach, gdzie te standardy są często mniej restrykcyjne.

W praktyce oznacza to nierówne warunki konkurencji – przy porównywalnych produktach koszty regulacyjne po naszej stronie są istotnie wyższe. Chińscy dostawcy swobodnie mogą sprzedawać towary z zerową stawką celną w Polsce.

Brak skutecznych mechanizmów weryfikacji dostępu do rynku powoduje nie tylko zaburzenie konkurencji, ale wręcz wydaje się sprzyjać produktom spoza Wspólnoty. Często podmioty te działają poprzez spółki zarejestrowane w Unii lub przejmują niewielkie lokalne firmy, a te następnie pełnią funkcję kanałów dystrybucji dla produktów z Azji.

Czy CBAM może ograniczyć napływ chińskich produktów do UE?

- To absolutnie niczego nie rozwiąże! Oczywiście w przypadku przemysłu ciężkiego CBAM może ograniczyć chiński eksport do UE, ale pamiętajmy, że hutnictwo i przemysł cementowy to nie cała gospodarka...

Elektronika, tekstylia i cała masa różnych towarów obecnie zalewa unijny rynek, w dużej mierze niszcząc małe i średnie przedsiębiorstwa. Tutaj CBAM absolutnie nie jest żadnym rozwiązaniem, bo - po pierwsze - nie obejmuje tych segmentów, a po drugie - duża część sprzedaży chińskiej trafia do UE i do Polski poprzez takie platformy jak Temu, Shein czy Alibaba. Taki model sprzyja zwiększonemu napływowi towarów z Chin, co przekłada się na rosnącą presję cenową.

Erozja europejskich mocy wytwórczych i kompetencji technologicznych

W konsekwencji niektóre segmenty polskiej gospodarki mogą stopniowo tracić znaczenie lub wręcz zostać wypchnięte z rynku. To pokazuje, że potrzebne są odrębne instrumenty, lepiej dopasowane do specyfiki handlu cyfrowego i tych branż.

Można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z długofalowym trendem lub celową strategią, który może prowadzić do erozji europejskich mocy wytwórczych i kompetencji technologicznych...

W jakim stopniu Europa może uniezależnić się od dostaw z Chin i innych krajów Azji? Czy to już poszło tak daleko, że jesteśmy na to skazani?

- W różnych obszarach Unia Europejska na pewno ma sporo do nadrobienia, lecz tempo "procesów decyzyjnych" pozostaje niewystarczające.

Widać jednakże pierwsze sygnały świadczące, że UE zaczyna sobie zdawać sprawę z tego, jak daleko zaszedł ten szkodliwy proces. Komisja Europejska zaprezentowała niedawno inicjatywę Industrial Accelerator Act, której cel to pobudzenie rozwoju oraz przyrost odporności europejskiego przemysłu.

W dokumencie wskazano, że do 2035 r. udział przemysłu w PKB UE powinien wzrosnąć do 20 proc. (obecnie to ok. 14 proc.), co ma przyczynić się do wzmocnienia strategicznej autonomii Europy. Mówi się o przepisach, które mają w przetargach publicznych zagwarantować udział europejskiego komponentu w granicach kilkudziesięciu procent... Duża słabość UE, która będzie miała długofalowe skutki. 

Przez lata trwał exodus firm przenoszących produkcję do Chin, co spowodowało, że Unia straciła dużo mocy produkcyjnych. To doprowadziło z kolei do utraty części kluczowych kompetencji. Przy obecnych regulacjach we Wspólnocie powrót technologii i mocy wytwórczych będzie bardzo trudny...

To duża słabość Unii - z długofalowymi skutkami. Polska nadal dysponuje wysokimi kompetencjami technologicznymi w różnych dziedzinach, a jednocześnie utrzymuje realne zdolności wytwórcze. To nasza istotna przewaga: w Polsce potrafimy łączyć kompetencje technologiczne, wytwórcze i merytoryczne.

Faktycznie, przeniesienie produkcji do Chin może pomóc obniżyć koszty i przynosić krótkoterminowe korzyści, lecz długofalowo państwo pozbawione mocy wytwórczych i kompetencji technologicznych traci suwerenność technologiczną i staje się wyłącznie rynkiem zbytu.

Czy promocja tzw. local contentu przyniesie konkretne rezultaty?

- W ostatnich latach dużo mówi się o tym, że pewne technologie i inwestycje powinny być obsługiwane przede wszystkim przez firmy polskie, że udział komponentu krajowego powinien być wyższy.

To jak najbardziej właściwy kierunek, ponieważ inwestycje - szczególnie te finansowane z budżetu państwa - powinny być realizowane przez polskie firmy. Taki kurs spowoduje, że te pieniądze zostaną zainwestowane w naszą gospodarkę, w polskie moce wytwórcze i w polską myśl technologiczną. Przeniesienie tych pieniędzy do firm zagranicznych, a szczególnie azjatyckich, w oczywisty sposób osłabi naszą gospodarkę.

Sam fakt, że local content stał się elementem głównego nurtu publicznej debaty, że zaczęto pracować nad konkretnymi rozwiązaniami (np. zmianą w Prawie zamówień publicznych) jest krokiem w dobrą stronę. Te deklaracje jeszcze nie mają bezpośredniego przełożenia na gospodarkę, ale mamy nadzieję, że tak się wkrótce stanie.

Nie wygramy z cenami dumpingowymi

W 2025 r. przyjęto zmiany w ustawie Prawo zamówień publicznych dające możliwość wykluczenia z przetargów publicznych tych podmiotów, które nie są sygnatariuszami wzajemnych umów handlowych z Unią Europejską. To jednak opcja fakultatywna, a nie obowiązek.

W polskim systemie zamówień publicznych nadal podstawowym kryterium pozostaje cena. W praktyce oznacza to, że kwestie takie jak bezpieczeństwo, cyberbezpieczeństwo i udział komponentu krajowego schodzą na dalszy plan.

Tam, gdzie cena jest głównym wyznacznikiem, nie wygramy z cenami dumpingowymi, oferowanymi przez silnie dotowany przemysł chiński. W strategii chińskich firm zysk w perspektywie roku, dwóch lub trzech nie ma znaczenia, ponieważ ich strategia obliczona jest na eliminację konkurencji europejskiej w dłuższym terminie. Nasi konkurenci zdają sobie sprawę, że wyeliminowane na danym rynku moce wytwórcze są bardzo trudna do odbudowania.

Czy dostęp do finansowania zewnętrznego jest barierą dla wzrostu polskich firm, ale też w szybkiej ekspansji? Jak to wygląda w przypadku Apatora?

- Dostęp do kapitału zewnętrznego jest w miarę dobry, szczególnie dla dużych firm o ugruntowanej pozycji rynkowej.

Oczywiście są segmenty i sektory gospodarki, które - ze względu na swą sytuację - mają trudności z pozyskaniem zewnętrznego finansowania, ale generalnie firmy o stabilnej sytuacji finansowej i dobrych perspektywach rynkowych raczej nie mają większych problemów z dostępem do kapitału.

Brakuje koordynacji wsparcia dla polskiego biznesu za granicą

Wsparcie w ekspansji zagranicznej można uzyskać m.in. w PAiH i KUKE, choć dostępne tam mechanizmy finansowania bywają droższe od standardowego finansowania bankowego. Ale rzeczywiście sporo w tym zakresie się dzieje.

W ostatnich dwóch latach te instytucje działają aktywnie i promują polską ekspansję oraz możliwość przejęcia przez polskie firmy podmiotów zagranicznych. Brakuje jednak - ze strony ambasad i Ministerstwa Spraw Zagranicznych - koordynacji takiej ekspansji i wsparcia handlowego na rynkach zagranicznych.

W wielu krajach, jak Niemcy, Francja, Dania czy Holandia, ambasady bardzo często są "hubem handlowym" dla przedsiębiorstw z danego kraju. Działania te zazwyczaj są bardzo dobrze skoordynowane i ukierunkowane na promocję konkretnych rozwiązań oraz krajowych firm na obcych rynkach.

Jesteśmy nowoczesnym krajem z olbrzymim potencjałem

To jest mechanizm, w którym na rynkach zagranicznych bardzo często przegrywamy. Owszem, w ostatnich latach sporo zrobiono – i zdaję sobie sprawę, że wszystkiego nie da się zrobić od razu. Potrzebna jest jednak lepsza koordynacja i większa koncentracja na promocji polskiego przemysłu za granicą. I nie chodzi wyłącznie o udział w targach, ale systematyczne, aktywne działania ambasad oraz izb handlowych. Istotnie przegrywamy na tym polu z polityką wsparcia na przykład Francji, Niemiec czy Danii.

Jak polskie państwo może wspierać polskie firmy na rynkach zagranicznych?

- Poprzez system gwarancji, wsparcie organizacyjne czy też programy rozwojowe. Mamy w Polsce wiele dynamicznych firm, ambitnych, doświadczonych menedżerów oraz wysokie kompetencje techniczne.

Myślę, że w wielu punktach wyprzedziliśmy już tzw. stare kraje Unii w dynamizmie i umiejętności odnalezienia się w sytuacjach kryzysowych. Stało się tak, gdyż przez ostatnie 20-30 lat polski przemysł przeszedł długą, pełną perturbacji i trudnych wyzwań drogę, która pozwoliła mu zdobyć cenne doświadczenie.

Zdecydowanie nie mamy się czego wstydzić jako polscy przedsiębiorcy - wręcz przeciwnie... Polska przez ostatnie kilkadziesiąt lat zmieniła się diametralnie. Jesteśmy nowoczesnym krajem z olbrzymim potencjałem. To, że w wielu miejscach świata Polska jest wskazywana jako przykład dynamicznego wzrostu, opartego na zdrowych fundamentach, nie jest przypadkowe.

Czy stosunkowo niskie zadłużenie zewnętrznych polskich firm świadczy o ich zachowawczości i ostrożności?

- Polskie firmy bardzo często działają przy niskim poziomie zadłużenia. Nie nazwałbym tego zachowawczością, ale raczej przejawem zdrowego rozsądku. Przez ostatnie trzy dekady przeszliśmy trudną drogę - i podchodzimy do prowadzenia biznesu z ostrożnością, co wcale nie jest wadą. To podejście bardzo praktyczne.