Czym w ogóle jest local content? To udział miejscowych firm w zadaniach inwestycyjnych. Problem w tym, że - jak przyznała podczas EEC Trends Ilona Deręgowska, wiceprezeska zarządu Agencji Rozwoju Przemysłu - Polska nie działa w próżni, stąd definicja musi być zarazem ścisła, ale i zgodna z prawem europejskim. Chodzi o to, aby nasze zapisy prawne nie podważały zasad konkurencyjności i nie powodowały nieuczciwej konkurencji.
W praktyce oznacza to powstanie dwóch definicji, jednej czysto legislacyjnej, drugiej tzw. definicji kalkulacyjnej pozwalającej wskazać i wyliczyć faktyczny udział polskich firm w inwestycjach.
Dlaczego jednak warto w ogóle dbać o local content? Po pierwsze, bo napędza on krajową gospodarkę. Gwarantuje miejsca pracy jak i przychody dla polskich firm.
Ale nie jest to jedyna przyczyna potrzeby dbałości o udział krajowych firm. Równie ważną jest bezpieczeństwo samych inwestycji. W przypadku większego udziału krajowych przedsiębiorstw np. wypada ryzyko związane z logistyką dostaw.
Jak uczy doświadczenie związane z pandemią koronawirusa, brak własnego zaplecza i zdanie się na zagraniczne podmioty w wielu wypadkach doprowadziły do licznych opóźnień w inwestycjach na całym świecie.
Inna zaletą większego local contentu w inwestycjach jest także nabycie przez polskie podmioty nowych kompetencji, zarówno dotyczących wykonawstwa, jak i produkcji potrzebnych elementów.
Jak mówiła podczas EEC Trends, Eliza Zeidler, sekretarz stanu w Ministerstwo Aktywów Państwowych, w resorcie już w ubiegłym roku powstał zespół ds. udziału komponentu krajowego. Tworzą go oprócz samego MAP, także przedstawiciele Ministerstwa Energii, Ministerstwa Klimatu i Środowiska, Ministerstwa Infrastruktury, Ministerstwo Obrony Narodowej, Głównego Urzędu Statystycznego i Urzędu Zamówień Publicznych, a także Agencji Rozwoju Przemysłu.
Zadaniem zespołu jest m.in. wsparcie polskich firm, tak aby mogły one jak najbardziej partycypować w wielkich, idących w dziesiątki miliardy złotych inwestycjach, np. budowie elektrowni jądrowej.