- Local content nie powinien być rozumiany jako preferencje dla firm polskich na zasadzie faworyzowania, lecz jako wyrównanie szans dla polskich przedsiębiorstw.
- Chodzi o zapewnienie równych możliwości firmom z polskim kapitałem, które często nie mają takich zdolności kredytowych jak duże koncerny międzynarodowe.
- Uczestnicy panelu "Zamówienia publiczne i local content" podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego, wskazywali na wiele barier praktycznych: nieadekwatne kryteria w przetargach eliminujące lokalnych wykonawców, ryzyko finansowe przerzucone na podwykonawców.
Podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego uczestnicy panelu "Zamówienia publiczne i local content" ocenili rządowy program wspierania krajowych wykonawców. Postawili również rekomendację do dalszych działań.
Co to znaczy polska firma?
Angelika Cieślowska, prezeska Doraco Fot: PTWP- Jestem orędownikiem polskiego kapitału. Dyskusja o local contencie poszła trochę w złym kierunku. Zaczęliśmy dyskutować o krajowych firmach, a tymczasem chodzi o polski kapitał, czyli firmy, które powstały z polskiego kapitału miały szansę zaistnieć w tych przedsięwzięciach, które są duże i wymagają spełnienia takich warunków, których polskie firmy nie mogły zdobyć i doświadczyć. W przeciwieństwie do firm koncernowych - powiedziała Angelika Cieślowska, prezeska zarządu Doraco.
Chodzi nam o to, by polskie firmy mogły na równi z firmami koncernowymi w tych przedsięwzięciach (dużych zamówieniach publicznych - przyp. red.) zaistnieć - dodała Cieślowska.
Wyrównywanie szans, a nie preferencje
Przedstawiciel Ministerstwa Aktywów Państwowych wyjaśnił, jak należy rozumieć termin "local content". Kluczowe jest - co podkreślamy również w raporcie przygotowanym przez WNP Economic Trends, nie tyle preferowanie polskich podmiotów, co wyrównywanie ich szans w starciu z zagranicznymi gigantami.
Przemysław Ciszak, dyrektor generalny, Ministerstwo Aktywów Państwowych Fot: PTWP- To, co legło u podstaw local contentu, to właśnie możliwość konkurowania na równi. To nie jest projekt mający na celu preferowanie kogokolwiek (krajowych podmiotów czy dostawców), ale to zastosowanie zasady równego traktowania, która zresztą jest sformułowana w Prawie zamówień publicznych - wskazał Przemysław Ciszak, dyrektor generalny z Ministerstwa Aktywów Państwowych.
Cezary Łysenko, członek zarządu, dyrektor operacyjny Budownictwa Infrastrukturalnego i Ogólnego, Budimex Fot: PTWPZastrzeżenia wobec kierunku, w którym poszła publiczna debata na temat wspierania polskich przedsiębiorców, zgłosił Cezary Łysenko, członek zarządu, dyrektor operacyjny budownictwa infrastrukturalnego i ogólnego Budimex.
- Local content to nie są preferencje, to nie jest postrzeganie własnego interesu. To jest budowanie środowiska, które pozwala tak naprawdę poprawić skuteczność, bezpieczeństwo i efektywność kraju. Tak powinniśmy o tym mówić. W ostatnich tygodniach, miesiącach wypaczyliśmy trochę myślenie o local contencie - stwierdził przedstawiciel Budimeksu.
Przeciwko takiej wizji zaprotestował przedstawiciel MAP. Stwierdził, że local content nie jest projektem wymierzonym przeciwko komukolwiek.
Preferowanie polskich firm niezgodne z unijnym prawem
Prezeska Urzędu Zamówień Publicznych Agnieszka Olszewska powiedziała, że wielokrotnie pytano ją o to, czy proces repolonizacji oraz pojęcie "local content" oznacza, że w przepisach prawa zamówień publicznych pojawią się preferencje dla krajowych wykonawców.
Nie pojawią się i nie mogą się pojawić, dlatego że jesteśmy członkiem Unii Europejskiej i nasze przepisy regulujące rynek zamówień publicznych muszą być w pełni zgodne z dyrektywami europejskimi. Nie należy się spodziewać zmiany przepisów prawa w kierunku local content, bo to absolutnie jest niemożliwe - stwierdziła Olszewska.
Dodał, że zmiana prawa nie jest w ogóle potrzebna. Właściwie interpretowane przepisy już dziś umożliwiają prowadzenie procesów zakupów publicznych, również tych w oparciu o przepisy prawa zamówień publicznych w taki sposób, aby wspierały polską gospodarkę. Według niej konieczne jest odejście od kryterium cenowego.
Agnieszka Olszewska, prezeska Urzędu Zamówień Publicznych Fot: PTWP- Zamówienia publiczne przestały być tylko i wyłącznie instrumentem wydatkowania środków publicznych, a stały się narzędziem do wspierania realizacji celów ważnych z punktu widzenia państwa - wskazała prezeska UZP.
Definicja przekuta w konkretne wytyczne
- My Polacy lubimy wszystko historycznie, co pochodzi z importu. Musimy mieć dyrektywy, musimy mieć instrukcje (żeby wybierać to, co polskie - przyp. red.), bo czasami zapominamy o tym, kim jesteśmy i jak fantastycznym krajem i narodem jesteśmy. We Francji nikt nie musi dyrektyw dawać, a wszyscy prezesi jeżdżą samochodami, które są produkowane we Francji - stwierdził Andrzej Sterczyński, prezes Unibepu.
Andrzej Sterczyński, prezes Unibepu Fot: PTWPWedług niego kluczowe jest to, by nie poprzestawać na opracowaniu definicji local content.
Chodzi to, żeby urzędnik, który pracuje nad zamówieniami publicznymi, wiedział tak naprawdę, co ma czynić. I dlatego ten dialog musi się przekuć w instrukcje, normy, wskazówki - zaapelował prezes Sterczyński.
Państwo powinno troszczyć się o podwykonawców
Uczestnicy panelu przekonywali, że sprawdzianem dla skuteczności idei local contentu będzie wsparcie dla mniejszych firm, które w zamówieniach publicznych funkcjonują jako podwykonawcy. Duże firmy, z uwagi na swoje możliwości oraz skalę działania, znacznie prościej uzyskują finansowanie niż mniejsze podmioty.
Marek Mazurek, prezes zarządu, dyrektor generalny Izostalu Fot: PTWP- Bardzo często zamawiający idzie na łatwiznę. Podpisuje umowę z polską firmą, po czym zapomina, co się dzieje dalej. A właśnie chodzi o te małe firmy, o tych podwykonawców, żeby one też miały szansę skorzystać na idei local contentu. Takie rzeczy powinny być wpisane we wszystkie postępowania przetargowe, które odbywają się pod auspicjami prawa zamówień - powiedział Marek Mazurek, prezes zarządu, dyrektor generalny Izostalu.
Edmund Kubeczka, dyrektor sprzedaży, współwłaściciel Cashy Fot: PTWP- W 2025 r. zrobiliśmy badania i przygotowaliśmy raport dotyczący płynności MŚP w budownictwie, z którego m.in. wynikało, że 73 proc. firm MŚP angażuje swoje środki, zanim jeszcze otrzyma pierwszą fakturę. Najczęściej wynika to z zakupu materiałów budowlanych. Średnio firmy czekają 61 dni na płatność. To wszystko pokazuje, że dla tych małych firm jest to olbrzymi problem - wskazywał Edmund Kubeczka, dyrektor sprzedaży i współwłaściciel Cashy.
Za każdym generalnym wykonawcą stoi kilkudziesięciu, kilkuset podwykonawców - w zależności od wielkości kontraktu. Wystarczy, by kilku podwykonawców miało jakieś problemy płynnościowe i to powoduje duże problemy na kontrakcie. Trzeba szukać zastępstwa. Opóźnienia także odczuwa to generalny wykonawca i inwestor - powiedział Kubeczka.
Sławomir Żurawski, p.o. prezes Poczty Polskiej Fot: PTWPGłos w debacie zabrał również Sławomir Żurawski, p.o. prezes Poczty Polskiej. Zaznaczył, że wspieranie polskich przedsiębiorców oraz wybieranie produktów wytwarzanych przez krajowe podmioty powinno być na sztandarach spółek, zwłaszcza tych, które - podobnie jak Poczta Polska - są własnością Skarbu Państwa.