- Żeby móc powiedzieć, że unijny mechanizm SAFE (...) zostały dobrze wykorzystane, trzeba spełnić cztery warunki – transfer technologii z zagranicy, rozwój nowoczesnych technologii w kraju, wzrosty prywatnego sektora oraz długoterminowa budowa Polskiej Grupy Zbrojeniowej w roli czempiona – mówił na Europejskim Kongresie Gospodarczym Marek Kamiński, partner z EY Polska.
- Pełnomocniczka rządu do spraw SAFE Magdalena Sobkowiak-Czarnecka wyraziła nadzieję, że w tym tygodniu do stolic trafi ostateczny tekst umowy pożyczkowej z Komisją Europejską. Jeżeli nie zostanie podpisany do końca miesiąca, to Polska podniesie temat zmiany unijnego rozporządzenia i przesunięcia terminu na podpisywanie kontraktów przez pojedyncze państwa. Obecnie upływa on z końcem maja.
- Wiceprezes państwowej Polskiej Grupy Zbrojeniowej Jan Grabowski ocenił, że w związku z majowym terminem przed Agencją Uzbrojenia i przemysłem "tytaniczna praca". Wskazywał też na zainteresowanie innych państw nie tylko zestawami przeciwlotniczymi Piorun, lecz także systemami minowania Baobab.
- SAFE stał się cezurą, może nie czasową, ale rzeczową, która spowodowała rozbrat głównych sił politycznych i zaburzenie jednomyślności co do priorytetów i kierunków rozwoju wojska i przemysłu – zauważył przewodniczący sejmowej komisji obrony i polityk PSL Andrzej Grzyb.
- Bezpieczeństwo i obronność to jedna z najważniejszych ścieżek Europejskiego Kongresu Gospodarczego, który w środę rozpoczął się w Katowicach i potrwa do piątku.
SAFE to unijny mechanizm niskooprocentowanych pożyczek na zakupy związane z bezpieczeństwem i obronnością, które trzeba zrealizować do końca 2030 roku. Budżet programu to 150 miliardów euro, z czego Polska ma otrzymać 29 procent – 43,7 mld euro, czyli około 185 miliardów złotych. Żadnemu innemu 19 na 27 krajów Unii Europejskiej, które wystąpiły o pożyczki, nie przyznano większej puli.
Weto prezydenta i odpowiedź rządu
W połowie marca prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę o gospodarowaniu środkami z SAFE w Polsce. Rząd przyjął jednak uchwałę w sprawie Programu Polska Zbrojna, by wydać pożyczki z SAFE na podstawie obowiązujących już ustaw.
Temat SAFE obecnie jest najżywiej dyskutowanym zagadnieniem związanym z bezpieczeństwem Polski. Nie inaczej było na Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach, który rozpoczął się w środę i potrwa do piątku. Już pierwszego dnia trzy debaty, z panelem dyskusyjnym "SAFE – europejskie bezpieczeństwo i rozwój" na czele, poświęcone polskiemu i europejskiemu przemysłowi obronnemu oraz mechanizmowi SAFE jako takiemu zostały zdominowane przez ten unijny program.
Pełnomocniczka rządu do spraw SAFE i minister w kancelarii premiera Magdalena Sobkowiak-Czarnecka przypomniała, że ustawa zawetowana przez prezydenta nie dotyczyła tego, czy Polska przystąpi do programu SAFE, lecz precyzowała, jak gospodarować w Polsce środkami z tej pożyczki. Skoro jej rozwiązania nie weszły w życie, rząd postanowił wykorzystać przepisy ustawy o obronie Ojczyzny, na mocy której od 2022 r. działa Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych.
Za jego pomocą można wydawać środki na zakupy dla wojska, a to ponad 90 proc. wydatków, na jakie były szacowane polskie pieniądze z programu SAFE – według wyliczeń z końca lutego było to 170 mld zł. Jednak Polska do SAFE zgłosiła także projekty drogowe i kolejowe oraz dotyczące służb mundurowych. W połowie marca rząd w uchwale zadeklarował "kontynuację działań na rzecz pozyskania środków" także na te cele. Miesiąc później wicepremier i minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz przyznał, że rząd wciąż rozważane są "dwie-trzy koncepcje", jak to zrobić.
Pełnomocniczka rządu: prawdopodobnie całość środków z SAFE na potrzeby wojskowe
- Prawdopodobnie w całości środki z mechanizmu SAFE, te prawie 44 miliardy euro wydamy na potrzeby wojskowe, a z innych źródeł będziemy finansowali potrzeby służb – powiedziała w środę Sobkowiak-Czarnecka. - Będzie dłużej, trudniej. Może nie wszystko się uda. Takie efekty decyzji pana prezydenta, ale to zrobimy – zapewniała.
Mówiła również, że nie widzi możliwości, by pieniądze z SAFE wpłynęły do innych resortów przez Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych. Przypomniała, że do roku 2030, kiedy SAFE ma się skończyć, można zmieniać plan inwestycyjny z konkretnymi projektami do sfinansowania. - O to się nie boję, my wykorzystamy całe te pieniądze – powiedziała.
Pełnomocniczka rządu ds. SAFE Magdalena Sobkowiak-Czarnecka Fot. PTWP"Teraz czekamy na Brukselę"
Rządowa pełnomocnik mówiła też, że po polskiej stronie zakończyły się wszystkie procedury związane z przygotowaniem umowy pożyczkowej z Komisją Europejską.
- Teraz czekamy na Brukselę. Mam nadzieję, że w tym tygodniu do stolic trafi ostateczny tekst umowy pożyczkowej. Ten sam dla wszystkich krajów – powiedziała.
Sobkowiak-Czarnecka podkreśliła, że wszystkie scenariusze są na stole. - Jeżeli my tej umowy nie podpiszemy do końca kwietnia, będę pierwszą, która podniesie w Brukseli temat budowania koalicji państw, żeby przenieść moment realizacji tej daty granicznej "single procurement", czyli 30 maja, na później – zapowiedziała.
Samodzielne zakupy z programu SAFE – zegar tyka
"Single procurement" w unijnym żargonie oznacza zakupy finansowane z SAFE i dokonywane samodzielnie przez jedno państwo członkowskie. Zgodnie z unijnym rozporządzeniem takie kontrakty są możliwe do końca maja. Potem państwa UE będą musiały porozumiewać się i wspólnie zamawiać uzbrojenie i sprzęt wojskowy. Polski rząd już wcześniej deklarował, że większość środków z SAFE zamierza wydać samodzielnie.
Czy to się uda? - Dzisiaj jest jeszcze wszystko w porządku. Jeszcze zdążymy. Natomiast dzisiaj presja na Brukselę jest ogromna – zapewniła.
- Dla mnie zawsze najważniejszy jest interes państwa polskiego, nasze bezpieczeństwo i dobre wydawanie środków i rozwój polskiego przemysłu zbrojeniowego, co uważam w dłuższej perspektywie jest największą szansą, jaką daje mechanizm SAFE. Mamy szansę stać się z producenta lokalnego dużym eksporterem. Jak tej szansy nie wykorzystamy, to niedobrze – podkreśliła Sobkowiak-Czarnecka.
"Tytaniczna praca" do wykonania do końca maja
Wiceprezes państwowej Polskiej Grupy Zbrojeniowej Jan Grabowski także zapewniał, że wierzy w dotrzymanie terminów – zarówno związanego z zawarciem umów do końca maja, jak i z rokiem 2030, kiedy muszą zakończyć się dostawy i trzeba rozliczyć środki.
- Mocno trzymam za to kciuki i głęboko jestem przekonany o tym, że te umowy zostaną podpisane i wynegocjowane w terminie, co będzie wymagało - i tu chciałbym podkreślić - tytanicznej pracy wykonanej zarówno przez Agencję Uzbrojenia, jak i przez przemysł. Negocjowanie kontraktów o ogromnej wartości w przeciągu czterech tygodni to będzie prawie rekord świata – podkreślił.
Rozliczenie środków do końca 2030 roku
Zwrócił uwagę, że rozporządzenie SAFE nie tyle wymaga zakończenia dostaw do końca roku 2030, co rozliczenia środków w tym terminie, a zatem produkcja powinna się zakończyć około połowy 2030 roku. - Jeżeli będziemy mieli jakiś projekt, który jest rozłożony na etapy, to dany etap w roku 2030 będzie musiał się zakończyć tak, aby Komisja Europejska go walidowała i transza za niego mogła być wypłacona – tłumaczył. Zwrócił też uwagę, że sposób wypłaty zaliczek w programie SAFE różni się od tego, do jakiego są przyzwyczajone firmy w Polsce.
Wiceprezes PGZ Jan Grabowski Fot: PTWPGrabowski zauważył też, że finansowanie z SAFE pozwoli resortowi obrony uwolnić środki na nowe projekty. - Więc to nie jest tylko, czy przemysł zdąży, ale jakie będą jeszcze te inne projekty, które mogą być finansowane z tego refinansowania – mówił.
Z kim wspólne zakupy z programu SAFE?
Dopytywany o najbardziej prawdopodobnych partnerów, z którymi Polska po maju może podejmować zakupy finansowane z SAFE Grabowski wyliczył, że uczestniczył w rządowych delegacjach do Włoch, Szwecji, Norwegii i Słowacji, a w przyszłym tygodniu wybiera się w podobną podróż do Grecji, a potem kolejnych krajów. Skąd taka a nie inna lista?
- Między ministerstwami obrony narodowej była taka specjalna lista, system stworzony przez Europejską Agencję Obrony, gdzie państwa mogły wpisywać się przy produktach zamieszczonych tam przez inne państwa. Z tego głównie wynika ten tour, jak to ktoś gdzieś określił, który organizują pani minister Sobkowiak wraz z ministrem (Konradem - red.) Gołotą, który nadzoruje z ramienia Ministerstwa Aktywów Państwowych przemysł zbrojeniowy. Te kraje, które wymieniłem i które jeszcze przed nami, nie są tam przypadkowe, bo one właśnie wynikają z tej listy, gdzie państwa wpisywały, co chciałyby kupić z polskiego portfolio – wyjaśnił wiceprezes PGZ.
Baobab koło Pioruna
Co nie jest zaskoczeniem, ewidentnym hitem eksportowym PGZ wśród państw zainteresowanych współpracą z Polską w programie SAFE jest przenośny przeciwlotniczy zestaw rakietowy Piorun. - Tak jak dzisiaj już kilka państw Pioruny posiada, to kolejne państwa chciałyby te Pioruny u siebie mieć. To jest duże wyzwanie przed nami jako Polską Grupą Zbrojeniową, ale też ogromne wyzwanie przed Ministerstwem Obrony Narodowej i Agencją Uzbrojenia, żebyśmy mogli produkować na eksport. A też to Ministerstwo Obrony Narodowej musi wyrazić zgodę na to, żebyśmy mogli eksportować do danego kraju. I musimy też móc wybudować kolejną linię produkcyjną – wyliczał Grabowski.
Zwrócił też uwagę, że dużym zainteresowaniem, jak powiedział - "na razie marketingowym", cieszą się wozy minowania narzutowego Baobab-K. Pojawił się na przykład pomysł umieszczenia tego systemu uzbrojenia na francuskiej ciężarówce. Z kolei w krajach arabskich nad Zatoką Perską prezentowano Baobaba na podwoziu czeskiej Tatry.
Pojazd minowania narzutowego Baobab-K Fot. Materiały prasowe / Huta Stalowa WolaCały przemysł zbrojeniowy Europy jest wielkości dwóch koncernów z USA
Marek Kamiński, partner w EY Polska, przypomniał, że jednym z celów unijnego rozporządzenia o SAFE było zwiększenie konkurencyjności i pozycji europejskiego sektora obronnego. Tymczasem, jeśli wziąć pod uwagę przychody, to przemysł zbrojeniowy na Starym Kontynencie w przybliżeniu odpowiada dwóm amerykańskim koncernom – Lockheed Martin (największa firma zbrojeniowa na świecie) i Raytheon (od 2023 roku pod nazwą RTX). Można więc postawić hipotezę, że relatywnie niewielkie wydatki na zbrojenia w Europie doprowadziły do tego, że przemysł się nie rozwijał. Kamiński zwrócił jednak uwagę, że Polsce, gdzie od dłuższego czasu wydatki obronne są całkiem spore, zwłaszcza w porównaniu do PKB, przemysł obronny "też nie jest pewnie w tym miejscu, w którym byśmy chcieli, żeby był".
- Jak popatrzymy, że wydaliśmy w ostatniej dekadzie grubo ponad sto miliardów dolarów, można by oczekiwać, że ten sektor już jest w innym miejscu. Natomiast jak to zdekomponujemy, to po pierwsze wydajemy ogromnie dużo na sprzęt, a po drugie wydajemy na sprzęt, który jest gotowy. Są trzy kraje, do których poszło ponad siedemdziesiąt procent wydatków na sprzęt. Pierwsze są Stany Zjednoczone, druga Korea, trzecia Wielka Brytania. Polska to około dwadzieścia pięć procent – powiedział Kamiński.
"Stłumiony efekt wzrostu" i SAFE z priorytetem na bezpieczeństwo, a nie przemysł
Przytoczył też raport Międzynarodowego Funduszu Walutowego, według którego mamy do czynienia ze "stłumionym efektem wzrostu", jeśli chodzi o wpływ sektora obronnego na całą gospodarkę. Ten efekt – wyjaśnił Kamiński – "jest po pierwsze bardzo niewielki, a po drugie bardzo nieproporcjonalny do tego, ile pieniędzy wydaliśmy".
Zdaniem partnera z EY Polska trzeba zatem zadać sobie pytanie, co zrobić, żeby SAFE nie tylko zwiększył nasze bezpieczeństwo, ale też zbudował nasze bezpieczeństwo. W tym momencie prowadzący debatę Marek Świerczyński z Polityki Insight postawił tezę, że jest pewna sprzeczność. - Jeżeli mamy kupować produkty, które mają być dostarczone do końca roku 2030, a jeszcze w dodatku wynegocjować te umowy w tak niezwykle szybkim czasie, to znaczy, że de facto kupujemy produkty "z półki". A więc gdzie tu rozwój? – zapytał.
Debatę poprowadził Marek Świerczyński z Polityki Insight Fot: PTWPZ kolei Kamiński zauważył, że z lektury unijnych dokumentów na temat SAFE wynika, że kluczowe jest osiągnięcie gotowości do obrony do roku 2030. - Czyli obiektywnie bezpieczeństwo jest ważniejsze niż przemysł. I jest taka obawa, że przemysł po raz kolejny nie skorzysta albo skorzysta nieproporcjonalnie do wielkości (programu SAFE – przyp. WNP) – powiedział Kamiński.
- Konstatacja moja - i nie tylko pewnie moja - jest taka, że same pieniądze, czterdzieści parę miliardów, są bardzo konieczne, ale niewystarczające, żeby ten przemysł pobudzić – podkreślił ekspert z EY Polska.
Dlatego Kamiński zaproponował listę czterech zadań, które należy wykonać, aby przemysł zyskał na SAFE.
SAFE nie wspiera badań i rozwoju a potrzebujemy katalizatora do dzielenia się technologiami
Po pierwsze, SAFE powinien stać się katalizatorem dzielenia się technologiami, co w ostatnich latach było trudniejsze. Partner z EY Polska zwrócił, że dyskusje o transferze zagranicznych technologii obronnych do Polski były prowadzone do roku 2022, kiedy Rosja podjęła próbę zmiany rządu w Kijowie i podporządkowania sobie Ukrainy.
- Markowane bądź rzeczywiste, z reguły nie przynosiły wielkich efektów, ale po 2022 roku te dyskusje całkowicie zamarły – zauważył uczestnik debaty na EEC. Od tego czas – ocenił – podstawowym kryterium była dostępność uzbrojenia i sprzętu wojskowego, a w dalszej kolejności cena.
Kamiński przyznał, że dzielenie się technologiami to niezwykle trudny temat, zwłaszcza że program SAFE nie wspiera badań i rozwoju, stawiając – ze względu na nieodległy termin dostaw – na wykorzystanie technologii już istniejących.
Nowoczesne technologie i budowa zdolności
Po drugie, jak mówił Kamiński, SAFE powinien koncentrować się na nowoczesnych technologiach takich jak cyberbezpieczeństwo i drony. Ekspert z EY Polska przytoczył tu wypowiedź doradcy ministra obrony emerytowanego generała Mieczysława Bieńka, który w innej debacie podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego zwracał uwagę, że nie jest sztuką wyprodukować setki czy tysiące dronów i umieścić je w magazynach. Po kilku, może kilkunastu miesiącach taki zapas będzie już bowiem bezużyteczny, bo przestarzały, co pokazuje front wojny rosyjsko-ukraińskiej.
- Nie chodzi o to, żeby je zmagazynować, tylko żeby mieć zdolności. I to jest fundamentalne przełożenie, że powinniśmy wykorzystać to (SAFE – przyp. WNP) do budowy zdolności, a nie do zapełnienia magazynów czymś, co się za chwilę zużyje – powiedział ekspert.
Przyznał, że na razie nie wiadomo, jak to zrobić, ale "wszyscy o tym myślą".
Marek Kamiński, partner w EY Polska Licencja: PTWPŚrodki SAFE do prywatnego przemysłu
Trzecie wymieniony przez Kamińskiego zadanie polega na tym, by pieniądze z SAFE nie poszły tylko do państwowej Polskiej Grupy Zbrojeniowej, lecz także do polskiego przemysłu prywatnego. Największa w sektorze prywatna spółka, Grupa WB w ciągu pięciu lat zaliczyła ośmiokrotny wzrost przychodów – zwrócił uwagę.
- Mam taką hipotezę, że to jest pomimo, a nie dzięki naszej polityce rozwoju sektora. Bardziej determinacja właścicieli i pewnie jakiś zbieg okoliczności niż przemyślana polityka państwa w tym zakresie – ocenił uczestnik debaty.
Stabilizacja zarządzania PGZ
Po czwarte, Kamiński zwrócił uwagę na rządowe plany rozwoju PGZ – Ministerstwo Aktywów Państwowych chce z niej uczynić czempiona, który wejdzie do pierwszej trzydziestki największych firm zbrojeniowych na świecie (dziś jest w szóstej dziesiątce) i będzie miał 40 procent przychodów z eksportu.
Nie uda się to – ocenił Kamiński – bez zmiany modelu zarządzania PGZ. - Obserwowaliśmy transformację Orlenu, Poczty Polskiej, różnych naszych czempionów. To jest bardzo długi projekt, który wymaga rzeczy, które bardzo trudno zapewnić - stabilizacji zarządzania, perspektywy średnioterminowej, żeby ten model operacyjny domeny poukładać – powiedział partner w EY Polska.
- Jeżeli te cztery zadania: transfer technologii, nowoczesne technologie, prywatny przemysł i budowa długoterminowa czempiona z PGZ chociaż częściowo się wydarzą, to można będzie powiedzieć, że ten SAFE został dobrze wykorzystany. W przeciwnym wypadku będzie to tańsze źródło finansowania uzbrojenia "z półki" – podsumował.
"Komisja była bardzo niechętna" wycenom kontraktów uwzględniającym środki na rozwój
Magdalena Trzpil-Halota, która jest dyrektorem nowego Departamentu Funduszy Zagranicznych w Ministerstwo Obrony Narodowej zauważyła jednak, że polski rząd rozmawiał z Komisją Europejską o potrzebie takiej wyceny zakupów w przemyśle obronnym, by firmy miały środki na rozwój, na przykład w obszarze dronów.
- Komisja była bardzo niechętna, żeby to zrobić, tłumacząc, że ma inne mechanizmy finansowe, które służą tego typu budowaniu zdolności – potencjału przemysłowego, badań i rozwoju, a tutaj (w SAFE – przyp. WNP) chcą się skupić na zakupie uzbrojenia – relacjonowała dyrektor departamentu w MON. - UE ma inne mechanizmy służące rozwojowi przemysłów obronnych, na przykład granty z programu EDIP przewidziany na lata 2025-27. Jednak jego budżet to tylko 1,5 mld euro – przypomniał Trzpil-Halota.
Jak MON obniża ryzyko związane z bliskim terminem na podpisanie kontraktów
Wskazała, że istnieje kilka mechanizmów, by mitygować ryzyko związane z mijającym 30 maja terminem zawarcia umów z przemysłem, jeśli chodzi o zakupy, których Polska dokonuje samodzielnie, oraz z rokiem 2030 jako terminem rozliczenia środków z SAFE. - Od kilku miesięcy pracujemy ciężko, równolegle do procesu negocjacji z Komisją Europejską, żeby te umowy przygotować, bo mamy kilka pakietów. Mamy umowy, które będziemy refinansować. Wprowadzamy nowe źródło finansowania, więc to jest teoretycznie prostsza sprawa, bo to jest aneksowanie umów. Mamy nowe projekty, których realizację dzięki SAFE przyspieszamy – powiedziała.
Ryzyko związane z terminami ogranicza też możliwość aktualizacji planu inwestycji finansowanych z SAFE i zgłoszonych do Brukseli. Pozwala na to unijne rozporządzenie, które reguluje ten mechanizm. - Oczywiście, ścieżka nie jest prosta – przyznała uczestniczka debaty, zwracając uwagę, że zmiany musi zaakceptować Komisja Europejska. - Zakładamy z góry, że będziemy to robić i podejrzewam, że nie tylko raz. Przy takiej skali środków i liczbie projektów będziemy musieli to zrobić. Mogą być opóźnienia, mogą się pojawić nowe potrzeby. Możemy podejmować decyzje, że będziemy plan aktualizować – tłumaczyła.
Magdalena Trzpil-Halota z MON Fot: PTWPZakupy z SAFE zwolnione z VAT
Podkreśliła, że z perspektywy budżetu MON ważne jest, że zakupy finansowane z SAFE są zwolnione z podatku VAT. - To jest 23 procent mniej kosztów dla Ministerstwa Obrony Narodowej – podkreśliła.
Mimo że Departament Funduszy Zagranicznych powstał w MON w tym roku, to pozyskiwanie środków spoza Polski nie jest dla resortu niczym nowym – podkreślała dyrektor. Ustawą z 2022 roku powołano Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych, który zadłuża się na zakupy dla wojska. - Ten fundusz pozwolił nam w ostatnich latach szybciej niż możliwości budżetowe MON by pozwalały inwestować w naszą obronność – zwróciła uwagę.
Tłumaczyła, że powodem zmiany struktury resortu był jednak także kierunek, w którym zmierza Unia Europejska.
- Od 2028 roku w ramach kolejnych ram finansowych (zwanych potocznie unijnym budżetem – przyp. WNP) będziemy mieli do czynienia z rekordowymi środkami na obronność. Mówi się o około 120-130 miliardach euro i nie w formule pożyczkowej. Dyskusja o SAFE 2.0 to jest odrębna debata w tym momencie - powiedziała Trzpil-Halota. - Ministerstwu obrony - dodała - chodziło zatem o to, by stworzyć potencjał do efektywnego aplikowania o te środki i koordynowania procesu w resorcie i poza nim.
SAFE cezurą, która zaburzyła jednomyślność
Przewodniczący sejmowej komisji obrony narodowej Andrzej Grzyb z PSL zwrócił uwagę, że będące w opozycji Prawo i Sprawiedliwość początkowo oceniało, że mechanizm SAFE jest ważny z punktu widzenia modernizacji polskich sił zbrojnych. Stanowisko opozycji – w ocenie Grzyba – zaczęło się zmieniać pod koniec grudnia. Tymczasem w poprzedniej kadencji, w roku 2022 ustawa o obronie Ojczyzny, firmowana przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego i ministra obrony Mariusza Błaszczaka, została przyjęta niemal jednogłośnie.
- Myślę, że właśnie SAFE stał się taką cezurą, może nie czasową, ale rzeczową, która spowodowała rozbrat. Ta jednomyślność w zakresie priorytetów i kierunków rozwoju, w których powinniśmy modernizować polski przemysł i polską armię oraz w jaki sposób finansować, została zaburzona – ocenił przewodniczący.
Zwrócił też uwagę na kwestię spłaty pożyczki z SAFE. Wobec prezydenckiego weta do ustawy będą one dysponowane za pomocą Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych, którego zadłużenie zgodnie z prawem jest spłacane z tej części budżetu, którą dysponuje resort obrony. Wprawdzie uruchamiając "plan B" po wecie, rząd postanowił, że spłata będzie następowała z rezerwy celowej budżetu państwa, ale ta uchwała nie ma mocy powszechnie obowiązującego prawa. - Nie chcę publicznie dyskutować, czy wystarczy rządowa uchwała, bo rząd się zmieni i może zmienić uchwałę – przyznał poseł PSL.
Przewodniczący sejmowej komisji obrony narodowej Andrzej Grzyb z PSL Licencja: PTWPJego zdaniem za mało uwagi poświęca się temu, co SAFE ma przynieść. - Nie tylko ma wyposażyć polską armię w nowy sprzęt, ale przede wszystkim ma też pociągnąć polski przemysł, bo to w nim ma być ulokowane gross zamówień – podkreślił poseł.
Mówił też, że SAFE to szansa na przyspieszenie modernizacji polskich sił zbrojnych około sześciu do siedmiu lat. - Tak mówią ci, którzy opracowywali program modernizacji polskich sił zbrojnych na lata 2025-39, więc to jest istotne przyspieszenie – relacjonował poseł.
Rozwój to nie SAFE, ale zyski z SAFE będzie można przeznaczyć na rozwój
Wiceprezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej Jan Grabowski na zakończenie dyskusji podkreślił:
- Rozwój to nie SAFE, bo SAFE to jest tu i teraz i jakie mamy możliwości na te produkty, które są dostępne, ale zyski, które będziemy mieli z SAFE, bo umówmy się – żadna spółka nie jest po to powołana, żeby pracować charytatywnie, te zyski będziemy mogli przeznaczyć na rozwój.
- Wierzymy, że SAFE spowoduje zmianę sposoby myślenia o naszym bezpieczeństwie i o tym, czym chcemy być jako kraj, jeśli chodzi o przemysł zbrojeniowy – zapewnił Grabowski.