- Na Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach ambasador Niemiec w Polsce Miguel Berger ocenił, że Warszawa i Berlin zrozumiały, że przy obecnych wyzwaniach geopolitycznych nie ma innej opcji niż współpraca.
- Wiceminister rozwoju i technologii Michał Baranowski podkreślił, że osią polsko-niemieckiej współpracy są przedsiębiorcy, którzy korzystają z głębokich relacji oraz wspólnego rynku.
- Przedstawiciele firm chemicznych, motoryzacyjnych i farmaceutycznych podkreślali, że potrzebują niższych cen energii, deregulacji, szybszego podejmowania decyzji oraz pewnych ram prawnych.
Podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach po raz kolejny odbyło się "Forum Współpracy gospodarczej: Polska-Niemcy". Prowadzący dyskusję dyrektor generalny Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej Lars Gutheil na początku zwrócił uwagę, że społeczeństwa i biznes w Europie przechodzą przez wstrząsy takie jak problemy geopolityczne i gospodarcze oraz szoki cenowe.
Jednocześnie - przypomniał - Europa dyskutuje nad swoimi kluczowymi politykami, w tym klimatyczną i cyfrową. W tej sytuacji często podnosi się argument, że państwa Trójkąta Weimarskiego - Polska, Niemcy i Francja - powinny odgrywać kluczową rolę w popychaniu Europy do przodu - mówił Gutheil.
Poprosił o ocenę w skali od 1 do 10, jak Polska i Niemcy wywiązują się z tego zadania.
Ambasador: Polska i Niemcy powinny się skupić na współpracy w przemyśle obronnym
Ambasador Niemiec w Polsce Miguel Berger odpowiedział, że przyznałby ósemkę. Jego zdaniem oba rządy zrozumiały bowiem, że przy obecnych wyzwaniach geopolitycznych nie ma innej opcji niż współpraca.
Zdaniem niemieckiego dyplomaty dotyczy to wielu obszarów. Nie tylko bezpieczeństwa i polityki zagranicznej, ale także konkurencyjności, rynku wewnętrznego i ograniczenia biurokracji w Unii Europejskiej czy inwestycji w kluczowe technologie, by ograniczyć lukę, jaka dzieli nas od Stanów Zjednoczonych i Chin. - Potrzebujemy trzymać się razem i rozwijać nasze silne strony - powiedział Berger.
Ocenił, że rządy Polski i Niemiec współpracują ze sobą bardziej niż w przeszłości. Przykładem może być polityka energetyczna, gdzie w poprzednich latach były rozbieżne stanowiska, a teraz mamy zbliżenie. To - według ambasadora - powód do optymizmu.
Miguel Berger, ambasador Niemiec w Polsce (w centrum) Fot. PTWPBerger zwrócił uwagę na coś, co nazwał "irytującą kombinacją" czynników zewnętrznych wywierających presję na kraje i społeczeństwa europejskie. To nie tylko polityka Chin, ale także cła nakładane przez Stany Zjednoczone. Podkreślił, że gdy już Niemcy miały nadzieję na powrót do wzrostu gospodarczego, doszło do - jak to nazwał - niepotrzebnego kryzysu na Bliskim Wschodzie.
- Im dłużej on trwa, tym gwałtowniejsze będą wstrząsy. Niemcy musiały ograniczyć o połowę oczekiwania względem wzrostu gospodarczego - z jednego do pół procenta - powiedział ambasador.
Mamy zatem szczególną kombinację wyzwań pochodzących z zewnątrz. Jedynym sposobem, aby pójść naprzód, jest współpraca między Polską, Niemcami, Francją, a także resztą Europy - zaznaczył Berger.
Dopytywany o sektory, na których należy się skupić, niemiecki dyplomata bez wahania powiedział, że głównym wyzwaniem jest bezpieczeństwo.
- Bezpieczeństwo, obrona, przemysł obronny to absolutna konieczność, jeśli mamy potraktować wyzwania poważnie. (...) W gospodarce jest wiele możliwości, ale skupiłbym się na przemyśle obronnym. To jest kluczowe wyzwanie, którym trzeba się zająć - mówił Berger.
Wiceminister rozwoju: przedsiębiorcy są osią współpracy polsko-niemieckiej
Wiceminister rozwoju i technologii Michał Baranowski zaznaczył na wstępie, że zgadza się z wieloma wypowiedziami ambasadora. Choć rządy w Warszawie i Berlinie kooperują w wielu obszarach, to - mówił wiceszef MRiT - osią współpracy są tak naprawdę przedsiębiorcy. - To właśnie dlatego Niemcy są dla Polski bardzo ważnym, kluczowym strategicznym partnerem i właśnie dlatego Polska jest kluczowym partnerem strategicznym dla Niemiec w zakresie polityki, gospodarki i bezpieczeństwa - zaznaczył.
Jego zdaniem między Polską i Niemcami mamy bardzo wysoki poziom zgodności w zakresie konkurencyjności i wyzwań, z którymi trzeba się mierzyć.
- Oczywiście chciałbym, żebyśmy mieli mniej wyzwań wynikających z wojny Rosji przeciwko Ukrainie czy z nadprodukcji i nieprzestrzegania zasad przez Chiny. Także Stany Zjednoczone sprawiają, że świat jest nieco mniej przewidywalny, mówiąc delikatnie - powiedział Baranowski.
Wiceminister rozwoju i technologii Michał Baranowski Fot. PTWPStosunki polsko-niemieckie ocenił na siedem w 10-punktowej skali. - Ale jeśli chodzi o przedsiębiorców, to powiedziałbym, że dostają dziesiątkę. Korzystają z naszych głębokich relacji oraz wspólnego rynku. On też jest obszarem, w którym musimy wzmocnić nasze wysiłki. Tutaj mamy pełne porozumienie między Paryżem, Warszawą, Berlinem i do pewnego stopnia Brukselą - mówił wiceminister rozwoju.
Jednocześnie ocenił, że jako Europa radzimy sobie całkiem nieźle. Problem tylko w tym, że wyzwania rozwijają się coraz szybciej. Ogólnie, w relacjach polsko-niemieckich, zdaniem Baranowskiego szklanka jest więcej niż do połowy pełna.
Pytany o sektor zbrojeniowy, zgodził się, że teoretycznie istnieje możliwość, by zrobić coś więcej. Zwrócił jednak uwagę, że nawet jeśli jest oczywiste, że musimy działać w kierunku bardziej europejskiego przemysłu obronnego, to w każdym kraju, w Niemczech, Polsce, Francji czy Hiszpanii istnieje też silna presja na rozwój swoich własnych, krajowych przemysłów.
W Europie nie ma świetnych przykładów nowej współpracy obronnej. Mogę powiedzieć, że nad tym pracujemy i to, i tamto zidentyfikowaliśmy. Bardzo dobrze, że Niemcy wydają znacznie więcej na obronność. My też to robimy. Potrzebujemy trochę więcej czasu i bardziej przejrzystych zachęt dla przemysłu, aby pojawił się symboliczny i jednocześnie praktyczny projekt polsko-niemieckiej współpracy obronnej - powiedział wiceminister rozwoju Michał Baranowski.
Sektor chemiczny wydaje dwa razy więcej na dostosowywanie się do regulacji niż na badania i rozwój
Katarzyna Byczkowska, prezeska BASF Polska i jednocześnie prezeska Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej przytaczała dane, że branża chemiczna stanowi 7 procent przemysłu europejskiego i jedną piątą całego przemysłu w Polsce.
- Chemia jest przemysłem przemysłów - podkreśliła, przypominając, że to sektor niezbędny dla nowych technologii, energetyki, farmacji, nawozów, a nawet dla produkcji amunicji. Zatem wszystko, co zagraża branży chemicznej, jest także zagrożeniem dla wielu innych branż w Europie.
- Jeśli spojrzymy na branżę chemiczną nie tylko w ostatnim roku, ale od wielu lat, mamy do czynienia z całkowitą katastrofą. Doszło do znaczącego spadku. Całkowite możliwości produkcyjne obniżyły się o 10 procent w ciągu kilku lat, w dodatku ten spadek przyspiesza. Co roku zamykamy coraz więcej zakładów produkcyjnych - powiedziała prezeska BASF Polska.
Katarzyna Byczkowska, prezeska BASF Polska i Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej Fot: PTWPWedług danych, które podawała, w ubiegłym roku zostały wyłączone instalacje, których możliwości produkcyjne sięgały 37 milionów ton rocznie. - 37 milionów ton zniknęło z rynku. To przekłada się na 20 tysięcy miejsc pracy, tylko bezpośrednio w branży - dodała.
W branży chemicznej sytuacja jest dramatyczna. Nie tylko się nie poprawia. Ona się nie zatrzymuje. Z roku na rok jest coraz gorzej - podkreśliła Katarzyna Byczkowska.
Co zatem mogą zrobić rządy, na przykład Polski i Niemiec? Zdaniem Katarzyny Byczkowskiej, są trzy obszary, gdzie należy podjąć działania:
- po pierwsze, to ceny energii. Sektor chemiczny bowiem zużywa jej ogromne ilości, zatem dostęp do taniej energii jest dla niego kluczowy;
- po drugie, dostęp do surowców, o które toczy się konkurencja na całym świecie. Tymczasem Europie nie sprzyja rosnąca produkcja w Chinach a wraz z nią rosnące zapotrzebowanie na materiały;
- trzecia kwestia to regulacje, które - jak to powiedziała prezeska BASF-a w Polsce - zabijają branżę.
- Obecnie wydajemy dwa razy więcej na dostosowywanie się do regulacji niż na badania i rozwój - podkreśliła Katarzyna Byczkowska.
Przemysł potrzebuje szybszych decyzji i stabilnego otoczenia
Lyndsay Sullivan, która w firmie Bayer Pharmaceuticals jest szefową dywizji dla krajów Europy Środkowo-Wschodniej, oceniła, że z punktu widzenia branży farmaceutycznej przemysł w Europie dotarł do "krytycznych rozdroży".
Jako przemysł farmaceutyczny mamy największy wkład w nadwyżkę handlową Unii Europejskiej, a nasz udział jest o około 30 procent większy niż wszystkich pozostałych sektorów razem wziętych. Bez przemysłu farmaceutycznego nasza nadwyżka handlowa spadła z 147 miliardów euro do 47 miliardów deficytu - zwróciła uwagę.
Przypomniała też, że branża inwestuje 55 miliardów euro w badania i rozwój, a eksport wynosi 300 miliardów rocznie. Te dane - podkreśliła Sullivan - pokazują, jak ważny potężny i jednocześnie jak ważny w gospodarce europejskiej jest sektor farmaceutyczny.
Lyndsay Sullivan z Bayer Pharmaceuticals (w środku) Fot: PTWPJednak mimo tych liczb przedstawicielka koncernu Bayer oceniła, że tracimy grunt pod nogami i przegrywamy z innymi regionami świata, przede wszystkim Chinami i Stanami Zjednoczonymi.
Przez to Polska i Niemcy znalazły się w nowej rzeczywistości. Oba państwa łączą starzejące się populacje i systemy ochrony zdrowia znajdujące się pod presją. - Warunki, które tworzymy teraz i na przyszłość, muszą być atrakcyjne i muszą motywować branżę. Mam tu na myśli szybkość systemu oraz stabilne środowisko praw własności intelektualnej. Musi też nastąpić wzrost inwestycji w ochronę zdrowia - powiedziała Lyndsay Sullivan z Bayer Pharmaceuticals. Jej zdaniem dzięki temu możemy stworzyć zdrowsze społeczeństwo, a przez to - zdrowszą i bardziej odporną gospodarkę.
Przemysł też jest na wojnie, tyle że handlowej
Rafał Rudziński, prezes Robert Bosch sp. z o.o i reprezentant Grupy Bosch w Polsce, przyznał, że sektor motoryzacyjny także jest w poważnym kryzysie, a przecież zatrudnia 2,5 miliona ludzi w Europie, w tym 400-500 tysięcy w Polsce.
Podkreślał, że jako przedstawiciel tej branży jest zazdrosny o unijny program SAFE, czyli łącznie 150 miliardów niskooprocentowanych pożyczek na wydatki obronne do 2030 roku. Rudziński przypomniał, że SAFE został uruchomiony w ciągu jednego roku, ponieważ Europa znajduje się pod presją i czuje się zagrożona.
- Dlaczego tego podejścia nie możemy przenieść na przemysł? Chyba wszyscy się zgadzamy, że bez przemysłu Europa zniknie z mapy. Przepraszam, ale my też jesteśmy na wojnie. To wojna handlowa - pytał Rudziński.
Zwrócił uwagę, że prace nad unijnym aktem o przyspieszeniu przemysłu (ang. Industrial Accelerator Act, IAA) trwają już kilka lat i zajmą kilka kolejnych.
Gdyby przemysł samochodowy przyspieszał w tym tempie, przypuszczalnie nadal poruszalibyśmy się zaprzęgami konnymi zamiast samochodami - powiedział przedstawiciel Grupy Bosch w Polsce, na co część słuchaczy zareagowała brawami.
Rudziński podkreślił, że to samo można powiedzieć o innych sektorach. - Potrzeba nam prędkości. Bruksela i rządy wszystkich 27 państw Unii Europejskiej powinny zrozumieć, że potrzebujemy decyzji i pieniędzy już teraz. Bez nich nie będziemy mieli nic do powiedzenia - przekonywał.
Rafał Rudziński z Grupy Bosch Fot: PTWPPrzytaczał prognozy, według których w ciągu najbliższych 3-4 lat przemysł motoryzacyjny może zwolnić od 300 do nawet 600 tys. pracowników.
- Dlatego prosimy, by przyspieszyć decyzje, by utrzymać Europę przy życiu. Bez tego będziemy tylko sprzedawać bilety na wieżę Eiffla czy na oglądanie żubrów w parkach narodowych. Naprawdę potrzebujemy działania już teraz. To nie dotyczy tylko Polski i Niemiec, lecz wszystkich, ale oczywiście Polska, Niemcy i Francja powinny być liderami - powiedział.
Siłą Europy było łączenie nowych technologii z dojrzałym przemysłem
Dr hab. Sebastian Płóciennik, dyrektor i członek zarządu Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej ocenił, że nie da się zaprzeczyć, że szybkie decyzje są potrzebne. - Ale czasem kupujemy przekazy z platformy społecznościowych o całkowitym upadku przemysłu w Europie - zastrzegł.
Jego zdaniem problemy na kontynencie wiążą się z gigantyczną transformacją technologiczną, która opiera się na radykalnych innowacjach. Tymczasem takie innowacje nigdy nie były specjalnością Europy, w przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych. Rezultatem takiego podziału są zupełnie odmienne systemy regulacji.
Naszą siłą było łączenie nowych technologii z dojrzałym przemysłem. Naturalnym rezultatem takiego podejścia są regulacje - zwracał uwagę.
Płóciennik przekonywał, że Europa wcale nie przegrywa wyścigu związanego ze sztuczną inteligencją. Potrafi bowiem napełniać danymi przemysłowymi względnie "puste" modele, czego nie może zrobić wiele firm z USA i Chin.
Dr hab. Sebastian Płóciennik, dyrektor i członek zarządu Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej Fot: PTWPPonadto przedstawiciel Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej zwracał uwagę, że to, iż Niemcy tracą udział w handlu globalnym, nie oznacza jeszcze utraty dobrobytu, bowiem jakość życia w Europie wciąż jest wysoka.
- Oczywiście potrzebujemy szybkości oraz mądrych regulacji, ale potrzebujemy chronić siłę europejskiej gospodarki - zaznaczył.
Jak utrzymać zdrową populację, która będzie mogła aktywnie przyczyniać się do wzrostu gospodarczego
Dyrektor generalna firmy farmaceutycznej Boehringer Ingelheim w Polsce Pia Schall zgodziła się, że innowacje są kluczowym czynnikiem napędzającym wzrost gospodarczy. Zatem powinno się je widzieć nie tylko jako koszt, lecz także inwestycję na przyszłość.
Jej zdaniem za często zatrzymujemy się na tym, że ceny leków obciążają system ochrony zdrowia. Zapominamy natomiast, że gdybyśmy używali innowacyjnych i dostępnych już leków, setki tysięcy ludzi mogłyby pozostać aktywne zawodowo i przyczyniać się do finansowania NFZ, płacenia podatków i rozwoju gospodarczego.
Pia Schall, dyrektor generalna Boehringer Ingelheim w Polsce Fot: PTWPPodobnie jak Lyndsay Sullivan z firmy Bayer Pia Schall podkreślała, że branża potrzebuje przewidywalności, a także pewności, że innowacyjne rozwiązania będą chronione przez prawo.
Moim zdaniem myślenie silosowe i traktowanie opieki zdrowotnej jako odrębnego tematu nie pomoże nam utrzymać konkurencyjności. Potrzebna jest międzysektorowa strategia w dziedzinie nauk przyrodniczych, ponieważ wszystko jest ze sobą powiązane. Musimy dyskutować, jak utrzymać zdrową populację, która będzie mogła aktywnie przyczyniać się do wzrostu gospodarczego. Mamy starzejące się społeczeństwa, brakuje nam młodych ludzi. Jak zatem możemy chronić tych, którzy rzeczywiście napędzają gospodarkę? To oraz innowacje będą jednym z czynników, które pozwolą nam utrzymać konkurencyjność w Polsce i w Europie - powiedziała Pia Schall z firmy Boehringer Ingelheim.
Tylko jasny sygnał od rządów zmobilizuje inwestorów
Prezes Deutsche Bank Polska Tomasz Kowalski zwrócił uwagę, że zarówno ambasador Berger, jak i wiceminister Baranowski mówili o zbliżeniu stanowisk Warszawy i Berlina. Bez tego nie będzie konkretnych kroków, ale też - podkreślał Kowalski - zbliżenie między rządami musi zostać dobrze zakomunikowane. - Tylko wtedy zmobilizuje się inwestorów - podkreślił prezes Deutsche Bank Polska.
Relacjonował, że rozmowy z klientami skupiają się obecnie na regulacjach.
- Jeżeli nasze zasoby są zaangażowane tak bardzo w radzenie sobie z regulacjami, nie starcza zasobów na innowacje i przyspieszenie - ostrzegł Kowalski.
Prezes Deutsche Bank Polska Tomasz Kowalski Fot: PTWPJego zdaniem system bankowy w Europie jest silny i odporny na wstrząsy zewnętrzne, więc należy go wykorzystać. Potrzeba jednak woli politycznej. - Potrzebujemy ram, które skłonią naszych klientów do większych inwestycji. Przekonają ich, że przyszłość jest przewidywalna - mówił prezes banku. - W Polsce sektor bankowy bardzo chciałby inwestować więcej pieniędzy w firmy prywatne, ale widzimy, że firmy obawiają się inwestować, ponieważ są niepewne. Nie obchodzą ich inicjatywy krótkoterminowe. Oczekują ram prawnych, które nie będą się zmieniać - wyjaśnił.
Kowalski podkreślił też, że Deutsche Bank jest instytucją globalną i ma wgląd w inne rynki. Szybkość działania i ramy prawne są tam zupełnie inne niż w Europie. - Musimy odnosić się do tych rynków, aby jako kontynent przetrwać w dobrej kondycji - apelował.
Wojna, która nie jest na pierwszych stronach gazet
Wiceminister rozwoju i technologii Michał Baranowski nawiązał pod koniec dyskusji do słów Rafała Rudzińskiego z Grupy Bosch, który mówił o wojnie handlowej. - Gdyby Rosja nie zaatakowała Ukrainy i nie byłoby wojny na Bliskim Wschodzie, to oglądając tak duże załamanie reguł światowego handlu i ogromną konkurencję, o tym właśnie czytalibyśmy na pierwszych stronach gazet. Jednak Putin i wielu innych przywódców prowadzi nas w innym kierunku - ocenił.
Dyskusję poprowadził dyrektor generalny Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej Lars Gutheil Fot: PTWPJego zdaniem jedynym rozwiązaniem jest współpraca w ramach Unii Europejskiej. Próby znalezienia odpowiedzi przez pojedyncze kraje muszą bowiem skończyć się zupełną porażką.
Czemu jednak "Forum współpracy gospodarczej: Polska-Niemcy" było głównie dyskusją o Unii Europejskiej i jakie są wspólne inicjatywy obu rządów w Brukseli? - takie pytanie na koniec debaty padło z publiczności. Wiceminister Baranowski podkreślił, że Warszawa i Berlin naciskają na dalszą deregulację w UE, a wspólnie z Paryżem chcą przyspieszenia prac nad aktem o przyspieszeniu przemysłu (IAA). Dodał, że oba rządy nieco różnią się, ale jednak działają w tym samym kierunku, jeśli chodzi o obronę europejskiego handlu.
Ambasador Berger z kolei ocenił, że brak dyskusji o relacjach polsko-niemieckich był dobrym znakiem. Pokazywał bowiem, że oba państwa współpracują i nie ma zbyt wielu spraw, które trzeba omówić, szczególnie jeśli chodzi o gospodarkę. Jako kolejny przykład współpracy w ramach UE wymienił natomiast kwestie konkurencyjności oraz politykę energetyczną.
Nie dziwi mnie, że poświęciliśmy ten czas na rozmowę o Unii Europejskiej, bo tak naprawdę mamy teraz bardzo podobne problemy i to jest coś nowego także w dyskusjach polsko-niemieckich – podsumował dr hab. Sebastian Płóciennik z Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej.
Zobacz zapis całej debaty " Forum Współpracy gospodarczej: Polska-Niemcy" na EEC 2026: