Sejm pracuje nad ograniczeniem drastycznie wysokich cen prądu, a rynek energii przechodzi trudny okres. - Zakładam, że nowe regulacje go nie zabiją - mówi Jarosław Wajer, partner EY.
Nie brak opinii, że jednym ze źródeł drastycznie wysokich ceny energii są lęk, a nawet objawy paniki, a to prowadzi do negatywnej oceny roli wolnego rynku w ich kształtowaniu. Sejm pracuje nad ustawą o maksymalnych cenach energii. Mechanizm ten ma chronić m.in. małe i średnie firmy, szkoły i szpitale.
Część przedstawicieli sektora energetycznego alarmuje jednak, że może mieć to dla niego fatalne skutki. Z drugiej strony padają głosy o ponadnormatywnych i nieuzasadnionych zyskach spółek energetycznych.
- Zakładam, że nowe regulacje nie zabiją wolnego rynku, chociaż oczywiście powinny wpłynąć na wysokość cen - mówi Jarosław Wajer, partner w EY Polska, lider Działu Energetyki, dodając, że podoba mu się, jak do kryzysu energetycznego podeszła Komisja Europejska.
- Podzieliła ona interwencję na trzy elementy. Pierwszy to ingerencja w wykorzystanie energii elektrycznej, zwiększenie efektywności, zmniejszenie zużycia. Drugi to pomoc najsłabszym firmom i gospodarstwom domowym, dla których wysokie energii mogą być zabójcze. Dopiero trzeci element to sprawdzenie, skąd na to wziąć pieniądze - wyjaśnia i zauważa, że w energetyce rzeczywiście występują teraz nadzwyczajne zyski, w związku z czym w Europie trwa dyskusja, jaką ich część (a być może całość?) przenieść na konsumentów.
Zdaniem Wajera zarządzanie kryzysowe, z którym mamy teraz do czynienia, musi być punktowe i chwilowe. Jeżeli potrwa dłużej, to negatywnie wpłynie na inwestorów, którzy stracą zaufanie do rynku.
Tymczasem w Polsce sektor energii wymaga nakładów inwestycyjnych liczonych w setki miliardów złotych. Obecni inwestorzy są zbyt słabi, by je udźwignąć. Będzie potrzeba firm zewnątrz, private equity czy funduszy infrastrukturalnych, ale nie tylko. W energetykę coraz częściej inwestują duzi odbiorcy energii czy firmy z innych sektorów.
- Inwestorzy muszą mieć przekonanie, że pieniądze im się zwrócą. Rynek energetyczny jest rynkiem infrastrukturalnym, trwa to na nim wiele lat - zwraca uwagę Jarosław Wajer.
Partner w EY Polska podkreśla, że debata nad kształtem wolnego rynku w energetyce toczyła się jeszcze przed agresją Rosji na Ukrainę i wybuchem kryzysu energetycznego.
Zastanawiano się, co powinno być nim objęte. Nasuwa się tu analogia z sektorem telekomunikacyjnym. Gdyby wciąż dominowały tam monopole, nie doszłoby do stworzenia technologii, które w ciągu ostatnich 20-30 lat zrewolucjonizowały łączność między ludźmi.
- Tak jak w telekomunikacji w energetyce mamy dużo start-upów, nowych firm zajmujących się microgridem (mikrosieciami - red.) czy fotowoltaiką. Klienci mają z tego korzyść. Pytanie, jak szeroko objąć wolnym rynkiem ich, producentów i innych aktorów na nim występujących - pyta partner EY.
Zwraca też uwagę, że w ostatnich latach wolny rynek podlegał zaburzeniom. Państwa UE starały się na własny sposób wspierać nowe technologie, często w nich właśnie tworzone. Zielone certyfikaty, obniżki w podatkach, specjalne rodzaje kontraktów na opcjach mocy - to narzędzia interwencji, które stosowano na rynku. Do czasu, aż zorientowano się, że jedynie technologie konwencjonalne nie są wspierane, a mają konkurować z nowymi. Odpowiedzią na to było z kolei wprowadzenie w Europie rynków mocy.
W rozmowie wideo także o tym:
• Czy w związku z kryzysem energetycznym inwestycje w odnawialne źródła energii przyspieszą. • Ile dziś kosztują. Które technologie mogą znacząco stanieć. • Jak inwestycje w infrastrukturę energetyczną mogą wpłynąć na wysokość emerytur, także w Polsce.
Oglądasz archiwalną wersję strony Europejskiego Kongresu Gospodarczego.
Co możesz zrobić:
Przejdź do strony bieżącej edycji lub Kontynuuj przeglądanie