Przez Francję przetacza się największa od lat fala antyrządowych protestów. Czy prezydent Emmanuel Macron w obliczu eskalacji wydarzeń ugnie się i zawiesi kontrowersyjną reformę emerytalną?
Francja, a ściśle mówiąc głównie duże miasta, jutro znów staną się areną wydarzeń, które będą relacjonowane przez cały świat. Na wtorek zapowiedziane zostały kolejne masowe protesty przeciwko reformie podwyższającej wiek emerytalny o dwa lata - z obecnych 62 do 64 lat.
Przed rokiem, przy okazji kampanii przed zaplanowanymi na maj wyborami prezydenckimi, Emmanuel Macron przekazał do publicznej wiadomości, że jeśli zostanie wybrany na drugą kadencję, jednym z jego najważniejszych zadań będzie reforma, czyli podwyższenie wieku emerytalnego. Ale przeprowadzone wówczas badania sondażowe pokazały, że lansowanie tych rozwiązań może skutkować przegranym bojem o Pałac Elizejski.
Zgodnie z tradycją po wyborach prezydenckich we Francji odbywają się w ciągu trzech miesięcy wybory parlamentarne - i tutaj nastąpił zimny prysznic, gdyż ugrupowanie prezydenckie nie zdobyło większości. Powołanie rządu mniejszościowego - z pozbawioną charyzmy Elisabeth Born na czele - pokazało, że skończył się czas łatwego rządzenia i przyjmowania ustaw niejako z automatu.
To prawda, że opozycja od lewej do prawej strony jest mocno rozbita, co pozwala odrzucać w kolejnych głosowaniach wnioski o odwołanie rządu, ale co znaczy brak większości i rządzenie dekretami prezydenckimi, pokazał przypadek procedowania ustawy o reformie emerytalnej.
Społeczeństwo francuskie intuicyjnie zgadza się z tym, że na dłuższą metę nie będzie z czego dokładać do emerytur i że świadczenia, szczególnie w obliczu występującej wysokiej inflacji, są zbyt niskie. Tyle że emocjonalnie odrzuca przyjętą strategię wydłużenia o dwa lata wieku aktywności zawodowej.
Nie ma dziś drugiego państwa w całej Unii Europejskiej, w którym prowadzone byłyby akcje protestacyjne na tak ogromną skalę. Pamiętamy spontaniczny ruch Żółtych Kamizelek, opowiadający się przeciwko podwyżkom cen paliw. Początkowo palono palety na rondach i skrzyżowaniach, aby po kilku miesiącach paliły się sklepy na Champs Elysees. W końcowym etapie protestów hasłem dominującym na sztandarach był sam protest - jako forma przeciwstawienia się państwu.
Związkowcy, żółte kamizelki, anarchiści i przeciwnicy reformy emerytalnej jutro znów wyjdą na ulice francuskich miast... Fot.ShutterstockNa fali tych zachowań pojawiły się antydemokratyczne ruchy społeczne, na czele między innymi z Jean-Luc Melenchonem, który za punkt honoru wziął sobie skupienie wokół swoich idei ludzi, którzy uważają, że państwo ma dawać, pomagać, opiekować się, a za wszystko mają płacić tylko najbogatsi. Politycznie to bardzo chwytliwe, lecz na końcu powstaje naturalna wątpliwość, skąd na owe benefity brać pieniądze...
Prezydent i rząd próbowali tłumaczyć, że katastrofa związana z brakiem środków na finansowanie obecnego systemu emerytalnego nadciąga i dla przyszłych pokoleń zmiany są konieczne. Większość demonstrujących uznała jednak, że lepiej zadbać o to, co “tu i teraz”, a przyszłe pokolenia niech radzą sobie same - na przykład płacąc wyższe podatki.
- Wydarzenia we Francji wokół reformy emerytalnej na pewno nie służą wzmocnieniu pozycji tego kraju w Europie. Obnażają poważne napięcia wewnętrzne, brak narodowego porozumienia wokół kwestii takich jak wiek emerytalny, który jest zresztą relatywnie niski w porównaniu z innymi krajami. Merytorycznie Macron ma rację, ale sposób, w jaki ta reforma została przepchnięta, wzbudził bardzo duże kontrowersje. Przypomnę, że właściwie parlament nie głosował na ten temat, tylko zostało to wprowadzone w zasadzie dekretem prezydenckim - - powiedział WNP.PL ekspert ośrodka analitycznego Visegrad Insight, były wiceminister Adam Jasser..
Podkreślił też, że właśnie taki tryb wprowadzania reform jest źródłem - przynajmniej w części - oburzenia obywateli.
- Pamiętamy sytuację w Polsce związaną z podwyższeniem wieku emerytalnego. U nas parlament głosował nad tą ustawą i ona przeszła przez Sejm. Mimo wszystko w Polsce ta sprawa nie wywołała takich protestów społecznych, a potem ówczesna opozycja, która następnie doszła do władzy, odwróciła to i wszystko odbyło się zgodnie z procesem demokratycznym - wskazał Adam Jasser.
W organizowaniu protestów ulicznych szczególną rolę odgrywają związki zawodowe, które - prócz manifestacji - mobilizują swoich członków do blokady rafinerii i stacji paliw, strajków w SNCF (koleje francuskie), co powoduje zatrzymanie ruchu pociągów w całym kraju. Do akcji przyłączają się kontrolerzy ruchu lotniczego i obsługa techniczna lotnisk, nauczyciele, śmieciarze i dziesiątki, setki innych profesji, powodując paraliż całego kraju.
- Francuzi nie chcą zrozumieć, że obecny system emerytalny jest niewydolny i brakuje pieniędzy na wypłatę świadczeń. Coraz poważniejsze jest pytanie, kto osobom przechodzącym na emeryturę ma płacić pieniądze. Ludzie nie chcą słuchać racjonalnego tłumaczenia, lecz poddają się emocjom wywoływanym przez anarchizujące odłamy - z Jean-Lukiem Melenchonem na czele. Oczywiście nikt nie chce pracować dłużej, ale jakie jest obecnie inne rozwiązanie? - mówi w rozmowie z WNP.PL dyrektor generalny firmy biotechnologicznej Alaxia w Lyonie Philip Bordeau
Podkreślił zarazem, że aktualnie funkcjonuje system, który uprzywilejowuje pracowników z takich firm jak EDF (energetyka), RATP (transport publiczny regionu paryskiego).
- Kto ma dodatkowo płacić składki? Macron zapowiadał wprowadzenie reformy kilkanaście miesięcy temu - część protestujących nie jest przeciwna emeryturom, tylko destabilizuje Francję.
Problem jednak polega także na tym, że rafinerie, stacje benzynowe, ruch kolejowy, gospodarkę francuską - blokuje zdecydowana mniejszość. Większość nie wychodzi na ulice i w sumie siedzi cicho, czekając, co z tego wyniknie. To jednak pomieszanie zasad demokratycznych - powiedział Philip Bordeau.
Nikt nie wie, kiedy te wystąpienia i uliczne protesty mogą się zakończyć. Każda kolejna akcja tylko oddala możliwość znalezienia porozumienia i powoduje usztywnienie stanowiska - tak po stronie rządu, jak i związków zawodowych. Ale - z drugiej strony - paraliż państwa jest na dłuższą metę niemożliwy do tolerowania.
Zmasowane akcje policji i żandarmerii prowokują z kolei radykalizację zachowań protestujących. Przy tym warto uściślić: podpalanie aut, komisariatów policji, sklepów i innych obiektów to sprawka chuliganów, a nie protestujących związkowców.
Jutro odwołanych zostanie kilkaset lotów na francuskie lotniska, zamknięte będą sklepy z powodu strajku kontrolerów ruchu lotniczego. (Fot. Airport Paris)- Powiem cynicznie: dopóki we Francji nie ma ofiar trwających zamieszek, dopóty sytuacja się nie zmieni. Nie zgadzam się też z tezą, że jakikolwiek mediator byłby potrzebny, bo - przepraszam - mediator między czym a kim? Między jakimi stronami? Nie wydaje mi się, żeby była tu przestrzeń do mediacji. To, co dzieje się obecnie, będzie trwało, aż wygaśnie; a może potrwać długo - ocenił dla WNP.PL dziennikarz, ekspert od wizerunku Eryk Mistewicz.
W dzisiejszej rozmowie radiowej w programie France Info wystąpił prezes związku pracodawców francuskich Medef Geoffroy Roux de Bezieux, który skomentował przygotowania związkowców do kolejnego masowego protestu. Na temat wprowadzanej reformy emerytalnej powiedział krótko: bolesna, ale konieczna.
W trakcie wtorkowych manifestacji można się spodziewać, że na ulice wyjdzie ponad 1,5 miliona protestujących. Mobilizacja? Po obu stronach. Do Paryża ściąganych jest kilka tysięcy policjantów i żandarmów z całego kraju.
Napięta sytuacja doprowadziła do anulowania oficjalnej wizyty brytyjskiego króla Karola III - ze względu na brak bezpieczeństwa na ulicach. Francja pogrąża się w chaosie politycznym i społecznym, a brak dialogu tylko utrudnia rozwiązanie sporów.
- Kiedy to się może zakończyć, tego chyba nikt nie może przewidzieć. Jutro zaplanowana jest kolejna, dziesiąta już edycja demonstracji w największych miastach Francji. Będą także strajki, które mają częściowo sparaliżować kraj. To ma być duża fala, która w jakiś sposób skłoni prezydenta Macrona do zawieszenia reformy emerytalnej - analizuje w rozmowie z WNP.PL korespondent radia RMF.FM Marek Gładysz.
I dopowiada, że działo się już tak, że w czasie wprowadzania różnych ustaw odbywały się fale protestów i reformy, mimo iż były przyjmowane przez parlament, później nie były wprowadzane w życie.
- Z nieoficjalnych informacji francuskich mediów wynika, że po cichu prezydent, będący coraz bardziej zaniepokojony niesłabnącą, a wręcz zaostrzającą się falą protestów, szuka sposobu zażegnania tej "kwadratowej" sytuacji, nie tracąc przy tym twarzy. Być może podejmie decyzję, że ta reforma zostanie wprowadzona w życie. Być może deską ratunku dla niego będzie Rada Konstytucyjna, czyli odpowiednik naszego Trybunału Konstytucyjnego, która - jeżeli uzna, że przynajmniej część tej reformy lub też sposób, w jaki była ona procedowana, są niezgodne z konstytucją - da podstawę do wyjścia z tej sytuacji - przekazał w rozmowie z WNP.PL korespondent radia RMF.FM Marek Gładysz.
O tym, jak wyglądają ulice największych francuskich miast w związku z kolejną falą protestów, będziemy na bieżąco informować jutro już od wczesnych godzin porannych.
Oglądasz archiwalną wersję strony Europejskiego Kongresu Gospodarczego.
Co możesz zrobić:
Przejdź do strony bieżącej edycji lub Kontynuuj przeglądanie