Europejski Kongres Gospodarczy 2023

Zakład produkcyjny Bizona

Polskim firmom coraz trudniej konkurować z rynkami Dalekiego Wschodu. Głównym hamulcowym jest państwo, które nie sprzyja biznesowi - uważa Piotr Komierowski, założyciel firmy Bizon.

  • Duże firmy produkcyjne w Polsce nie otrzymały żadnej pomocy od państwa w ramach tarcz pomocowych - przypomina Piotr Komierowski, założyciel firmy Bizon produkującej elementy złączne i druty dla przemysłu meblarskiego.
  • - Ceny, które w przypadku niektórych surowców wzrosły w 2021 w stosunku do 2020 roku praktycznie o 100 proc. - ponownie urosły w czasie wybuchu wojny w lutym zeszłego roku o kolejne 50 do 60 proc. w stosunku do tego co już było - ocenia menedżer.
  • - Nasz kraj staje się coraz mniej atrakcyjny do inwestycji. Przewaga niższych wynagrodzeń niestety nie stanowi już tak dużej zachęty dla inwestorów jak jeszcze dekadę temu. Koszty energii stały się porażające dla producentów, więc tutaj twierdzenie, że mamy "rosnącą przewagę" jest nieporozumieniem. A biorąc również pod uwagę środowisko prawne w Polsce: nie uważam żebyśmy byli przyjaznym krajem do inwestycji... - dzieli się swoim zdaniem nasz rozmówca.  
  • Niniejsza rozmowa jest częścią serii wywiadów, które posłużą za fundament raportu „Polska w globalnych łańcuchach dostaw. Szanse globalne a ryzyka lokalne”, przygotowywanego przez ING Bank Śląski i Europejski Kongres Gospodarczy (EEC). Premiera podczas XV EEC w Katowicach (24-26.04.2023 r.). Tematyka rozmowy znajdzie też odbicie i rozwinięcie w jego debatach.

Bizon jest firmą zatrudniającą ponad 150 osób. W 1992 roku powołana została spółka BizeA (70 osób), wyłączny dystrybutor w Polsce zszywaczy, sztyfciarek i gwoździarek pneumatycznych BeA oraz zszywek i gwoździ Bizon, oferujący także klientom opiekę techniczno-handlową i serwisową.

Rozwój sprzedaży oraz odważne decyzje zaowocowały powstaniem wielu firm powiązanych: w 1998 roku Bizon Lwów, w 2002 roku Bizon America, BizeA Litwa i Pikom Rosja. Firma ma swoją siedzibę w podwarszawskiej miejscowości Baniocha, co ma logistycznie spore znaczenie (blisko ważnych węzłów komunikacyjnych, w tym obwodnicy Warszawy).

Załoga firmy Bizon wraz z założycielem i prezesem Piotrem Komierowskim (Fot. Bizon) Załoga firmy Bizon wraz z założycielem i prezesem Piotrem Komierowskim (Fot. Bizon)

Jak zaburzenia w globalnych łańcuchach dostaw - z powodu pandemii i wojny w Ukrainie - odbiły się na działalności państwa firmy w ostatnich 12 miesiącach? 

- Wspominane zaburzenia w globalnych łańcuchach dostaw w naszym przypadku nie wprowadziły żadnego zamieszania - z wyjątkiem cenowego.

Wiadomo, że wszyscy dostawcy - z uwagi na nerwową sytuację na rynku - podnieśli ceny, szczególnie ci, którzy dostarczali wyroby strategiczne w Europie. Pod wpływem emocji związanych z wojną - bez względu na to, czy były powiązania z Ukrainą czy też nie - ceny poszły do góry. Nie miało to natomiast żadnego wpływu na dostawy z Dalekiego Wschodu.

Firma Bizon ustrzegła się zakłóceń w globalnych łańcuchach dostaw, ponieważ swą produkcję ulokowała lokalnie

Jesteśmy firmą, która ambitnie wystrzega się powiązań gospodarczych z Dalekim Wschodem, szczególnie z Chinami - i nie importuje z tego kierunku. W związku z tym raczej zmagaliśmy się z silną rywalizacją i dostawami wyrobów z tamtego kierunku, które były konkurencyjne wobec naszej produkcji.

Trzeba jednak pamiętać, że te dostawy z Azji były również zakłócane nie tylko przez pandemię, ale również takie zdarzenia, jak chociażby blokada Kanału Sueskiego. Przypomnę, że w 2021 roku kontenerowiec Ever Given zablokował ważne połączenie dla handlu światowego na 6 dni.

Jakie decyzje - doraźne i strategiczne - podjęliście państwo w kontekście zaburzeń w dostawach? Czy ostatecznie wrócimy do procesów just-in-time - jak przed pandemią i wojną?

- 2022 rok przyniósł bardzo duży wzrost zapasów. Ta sytuacja spowodowana była lękiem przed przerwanymi łańcuchami dostaw oraz wojną w Ukrainie - i to sprawiło, że - w obawie przed brakiem dostępności surowców - firmy zaczęły gromadzić towary, co z kolei wywołało niebywały wzrost cen surowców.

Do tej chwili odbija się to bardzo na naszej produkcji, ponieważ nastąpił radykalny spadek zapotrzebowania (z uwagi na drożyznę). Ograniczenie konsumpcji sprawiło zatem, że zapasy krótkoterminowe stały się długoterminowymi.

Nie wrócimy do just-in-time, bo nikt nie będzie miał w najbliższym czasie pewności, że będzie mógł się oprzeć na towarze, który właśnie do niego na czas spłynie... Przedsiębiorcy raczej postarają się opierać na małym, ale jednak zapasie.

Czy rola pomocy rządowej (państwowej), jej skala i timing - jako reakcja na skutki pandemii i zaburzeń w łańcuchach dostaw - z perspektywy czasu były w latach 2020-21 adekwatne?

- Duże przedsiębiorstwa nie mają żadnego wsparcia w kwestii regulowania cen energii elektrycznej czy gazu. Nasza firma (jako producent zatrudniamy ok. 150 osób) nie notuje sprzedaży aż na tak wysokim poziomie, żeby spełniać definicję dużego przedsiębiorstwa.

Niestety, ze względu na to, że jesteśmy w grupie podmiotów i sprzedaż na rynek jest prowadzona przez inna spółkę, traktuje się nas jako duże przedsiębiorstwo - dlatego, że biznes prowadzony jest wspólnie, czyli w grupie. W definicjach jesteśmy traktowani jako duże przedsiębiorstwo, co jest dla nas szkodliwe - przez to nie dostaliśmy żadnego wsparcia.

Duże firmy nie otrzymywały wsparcia od rządu w ramach tarcz pomocowych 

Wnioskowaliśmy o pierwszą tarczę pomocową i otrzymaliśmy pieniądze, które były traktowane jako środki do rozliczenia... Ta pomoc musiała jednak zostać zwrócona - ze względu na wspomnianą formalną definicję.

Jeżeli popatrzeć na samego Bizona (producenta) – zatrudnionych jest 155 osób, są aktywa przekraczające 25 milionów euro, sprzedaży natomiast nie przekracza 50 milionów euro rocznie. Trzeba jednak było tę sprzedaż sumować... ze sprzedażą na rynek, która jest realizowana przez spółkę dystrybucyjną. I stąd - jako grupa kapitałowa - wpadliśmy w kategorię dużego przedsiębiorcy. Absurd!

Sytuacja w handlu międzynarodowym ustabilizowała się w końcu ubiegłego roku. Ale to tylko fragment rzeczywistości… Czy szoki zewnętrzne i inne ryzyka w warunkach gospodarowania oznaczają trwałą zmianę strukturalną i w strategii dla państwa firmy?

- Wojna w Ukrainie...  Wiadomo że to jest napięcie i zagrożenie, które wywołało - nieuzasadniony w żadnym wypadku - wzrost cen. Mogę powiedzieć, że ceny, które w przypadku niektórych surowców wzrosły w 2021 w stosunku do 2020 roku praktycznie o 100 proc. - ponownie urosły w czasie wybuchu wojny w lutym zeszłego roku o kolejne 50 do 60 proc. w stosunku do tego co już było.

To absolutnie było punktem kulminacyjnym i blokującym konsumpcję - stąd tak radykalny spadek sprzedaży i zapotrzebowania na wyroby konsumpcyjne w tej chwili. To skutki wojny, jak również - trzeba dodać - potwornej chciwości tych którzy mają monopol w ręku, czyli w moim przypadku dostawców: stali, energii elektrycznej, paliw, w tym do pojazdów czy gazu – powtarzam: podwyżki cen absolutnie nie mają żadnego uzasadnienia rynkowego; tylko i wyłącznie wzrost napięcia pozwolił dostawcom na wyśrubowanie cen.

Do tego należy dodać jeszcze inflację. W przypadku naszego kraju - w moim odczuciu -  rozwijała się ona już od 2016 roku, a jednocześnie "podkręcona" została przez skutki pandemii. Pustymi pieniędzmi wypuszczanymi na rynek w dobie światowej epidemii spowodowano, że producenci w tej szerokości geograficznej stają się dużo mniej konkurencyjni w stosunku do importu.

Nastąpił wzrost kosztów energii i pensji. Przyrost wynagrodzeń to oczywiście efekt inflacji i presji pracowniczej, powiązanej z brakiem rąk do pracy i utrzymującym się dłuższy czas dużym popytem na wyroby. Wynagrodzenia w naszej firmie w 2019 i 2020 roku sięgały w sumie kwoty rzędu 12 milionów złotych; w 2022 roku na wynagrodzenia dla pracowników musieliśmy wygospodarować budżet już w wysokości 17 milionów złotych.

Czy Bizon dostrzega spadek popytu w ostatnich miesiącach, a także trudności ze sprzedażą? Czy osłabienie koniunktury w roku 2023 lub obserwowany wzrost zapasów może skłonić firmy do wstrzymania podwyżek cen lub nawet obniżek cen? Czy widzą państwo pole do obniżenia marż handlowych?

- W 2021 roku nastąpił gwałtowny wzrost zapotrzebowania na nasze wyroby wywołany pandemią - dostarczamy produkty głównie na potrzeby przemysłu meblarskiego. W czasie nasilenia epidemii Europejczycy spędzali dużo więcej czasu w domach, a z tym wiązała się potrzeba modernizacji - i stąd wynikło wielkie zapotrzebowanie w tymże okresie na m.in. meble oraz wyposażenie mieszkań.

Dziś widać - o czym już wspomniałem - znaczny spadek popytu, wywołany przede wszystkim tym, że wówczas intensywnie dokonywano inwestycji i renowacji lokali; tego dzisiaj już nie potrzeba, a jednocześnie wielki wzrost kosztów wyrobów spowodował ograniczenie konsumpcji. Obecnie w naszym przypadku obserwujemy zmniejszenie sprzedaży w granicach 30 proc. w stosunku do lat 2019 i 2020 (nie mówię już o rekordowym 2021 roku).

Czy doświadczenia z załamaniem łańcucha dostaw i zbytnim uzależnieniem się od producentów azjatyckich, a także blokady, sankcje i ograniczenia w handlu z Rosją (ale również z Ukrainą - z powodu wojny) sprowokowały w państwa przypadku poszukiwanie nowych rynków zbytu w eksporcie lub istotne zmiany proporcji w sprzedaży na poszczególne rynki?

- W 2021 i do połowy 2022 roku nasze działania były przede wszystkim nakierowane na zaspakajanie potrzeb istniejących kontrahentów w kraju oraz w eksporcie; od połowy 2022 roku notujemy natomiast znaczące obniżenie zapotrzebowania. W związku z tym nastąpił spadek cen - i dlatego teraz zaczynamy ponownie otwierać się na poszukiwanie nowych rynków zbytu.

W naszym przypadku rynek zbytu w Rosji czy na Białorusi nie był zanadto istotny, dlatego nie odczuwamy z tego tytułu znaczących strat. Sprzedaż w Ukrainie jest mniej więcej podobna do poziomu sprzed wojny - i utrzymuje się  w tej chwili na stabilnym poziomie. Poszukujemy oczywiście nowych rynków zbytu, ale to niestety nie jest tak, że uda się nam to zrobić "w ciągu jednego dnia".

Co może skutecznie zachęcać do przenosin produkcji w procesie nearshoringu do Europy Środkowej czy do Polski? Czy już to widać i jakie są na to szanse perspektywicznie?

- Nasz kraj  staje się coraz mniej atrakcyjny do inwestycji. Przewaga niższych wynagrodzeń niestety nie stanowi już tak dużej zachęty dla inwestorów jak jeszcze dekadę temu. Koszty energii stały się porażające dla producentów, więc tutaj twierdzenie, że mamy "rosnącą przewagę" jest nieporozumieniem. A biorąc również pod uwagę środowisko prawne w Polsce: nie uważam żebyśmy byli przyjaznym krajem do inwestycji...

Sam podjąłem się kolejnej inwestycji, uwzględniając realny i spodziewany wzrost popytu (na przełomie 2018 i 2019 roku). Dziś muszę to przedsięwzięcie ukończyć, ale w tym momencie, niestety, nie ma ono żadnego uzasadnienia, ponieważ nastąpiło znaczące załamanie rynku; zarazem staliśmy się bardzo mało konkurencyjni przez – jak powiedziałem – wzrost kosztów wynagrodzenia i energii, kłopoty z pozyskaniem ludzi do pracy i bardzo duże trudności prawne, które osaczają przedsiębiorstwa.

Jakie są realne plany inwestycji zagranicznych, w tym przejęć lokalnych przedsiębiorstw – zarówno przypadku państwa firmy, jak i w ogólniejszym planie naszej gospodarki? Czy stagnacja w Europie to dobry moment na inwestycje zagraniczne?

- Stagnacja zawsze jest dobrym momentem na inwestycje. Oczywiście zależy jakie to mają być inwestycje: czy jest to wchodzenie w rynek poprzez pozyskanie upadającej firmy, która (można to tak rozpatrywać) "zajęła część rynku", czy poprzez wzrost własnej atrakcyjności, czyli wzrost konkurencyjności, co jest niestety niemożliwe w naszym przypadku przynajmniej w tej chwili...

Pozyskanie inwestycji na rynkach zagranicznych na pewno nie jest ułatwione w obecnej, specyficznej sytuacji, a raczej staje się trudniejsze. Nie zadeklaruję zatem, że obecnie w tej dziedzinie będę prowadzić jakiekolwiek inwestycje...

Czy firma stosuje wobec swoich partnerów, a także doświadcza ze strony innych przedsiębiorstw, rosnących wymogów środowiskowych i klimatycznych, czynników ESG?

- Z jednej strony, jako firma pożytkująca energię, chcielibyśmy sami ją produkować. Niestety, mierzymy się tutaj z przepisami, które de facto poważnie utrudniają taką działalność, albo z ich brakiem. A przecież w dużej mierze moglibyśmy zastąpić państwo które powinno być odpowiedzialne za infrastrukturę. Tyle że  - niestety - administracja publiczna skutecznie sparaliżowała nasze możliwości i chęci.

Powtórzę: państwo jest odpowiedzialne za rozbudowę sieci energetycznych - niestety nie wykonuje tej powinności. Dlatego często nawet kiedy słyszy się, że ktoś zdobył się na inwestycje w produkcję z odnawialnych źródeł, to niestety może się okazać, że może ją tylko i wyłącznie zużywać na własne potrzeby, a nie także wprowadzić do sieci, ponieważ nie są one na to gotowe.

Firmie, która konkuruje z firmami z Dalekiego Wschodu trudno jest wdrażać normy ESG

W sprawie ESG moja odpowiedź jest jednoznaczna: nie przywiązuję się do kwestii związanych ze środowiskiem naturalnym, ponieważ moja firma nie produkuje w otoczeniu, gdzie działają te normy. Przeciwnie: muszę się mierzyć z firmami, które pochodzą z Dalekiego Wschodu i gdzie nie ma żadnego nacisku czy prawa, który by je zobowiązywały do przestrzegania zasad środowiskowych.

My musimy zatem walczyć ceną - i w związku z tym nie ma możliwości, bym przyglądał się, jak „umieram” dlatego, że mam taką ochotę, żeby prowadzić „zielone przedsiębiorstwo”. Mogliśmy na tym polu zrobić wiele, tylko że niestety państwo dołożyło wszelkich starań, żebyśmy tego nie robili...

Szanowny Użytkowniku!

Oglądasz archiwalną wersję strony Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

Co możesz zrobić:

Przejdź do strony bieżącej edycji lub Kontynuuj przeglądanie