Europejski Kongres Gospodarczy 2023

Budowa Centralnego Zintegrowanego Szpitala Klinicznego w Poznaniu

Bezprecedensowy, skokowy wzrost cen materiałów, wyższa inflacja powiązana z kosztami energii, odpływ pracowników z Ukrainy - wojna za naszą wschodnią granicą mocno wpłynęła na działalność krajowych spółek budowlanych.

  • Leszek Gołąbiecki, prezes Unibepu, ocenia, że wybuch wojny w Ukrainie zainicjował okres niespotykanych zawirowań w polskiej branży budowlanej. - Można nawet stwierdzić, że był jednym z najtrudniejszych w historii polskiego budownictwa od wielu lat - uważa.

  • - Wojna zmieniła wiele, mieliśmy reakcję łańcuchową: najpierw bezprecedensowy, skokowy wzrost cen materiałów, przez co rok 2022 upłynął pod hasłem renegocjacji kontraktów - mówi prezes Erbudu, Dariusz Grzeszczak.

  • - Przerwane łańcuchy dostaw, zwłaszcza z kierunków wschodnich, faktycznie spowodowały drastyczny wzrost cen niektórych wyrobów budowlanych i miały wpływ na wyniki finansowe wszystkich spółek branży budowlanej - wskazuje mówi dyrektor biura zakupów, jakości i środowiska w Budimeksie, Ewelina Karp-Kręglicka.

  • CEO Skanska Central Europe Michal Jurka uważa, że rok 2023 będzie dla branży budowlanej stosunkowy dobry.

Jesteśmy w momencie pewnej względnej stabilizacji

Jak podkreśla prezes Erbudu Dariusz Grzeszczak, wojna zmieniła wiele, mieliśmy reakcję łańcuchową: najpierw bezprecedensowy, skokowy wzrost cen materiałów, przez co rok 2022 upłynął pod hasłem renegocjacji kontraktów.

Wojna spowodowała jeszcze wyższą inflację powiązaną z kosztami energii, podnoszono kilkakrotnie stopy procentowe, co przyczyniło się do ograniczenia podaży kredytów hipotecznych. To natomiast sprowokowało wyhamowanie budownictwa mieszkaniowego, przez lata będącego kołem zamachowym całej branży w obszarze kubatury.

- Dziś jesteśmy w momencie pewnej względnej stabilizacji - nie mamy skokowych zwyżek na konkretne produkty. A to nie o same ceny, ale o nieprzewidywalność kalkulacji chodziło... Ceny można uznać za względnie „unormowane", rynek je przyjął i nauczył się z nimi działać. Spadek popytu na pewno ułatwił te regulacje; po fali zapowiadanych „podwyżek” na koniec roku odnotowaliśmy „promocje” kilka tygodni później, co można uznać za naturalną korektę cen - wyjaśnia Dariusz Grzeszczak.

- Co do pracowników - to był zawsze ważny element naszej rzeczywistości budowlanej; napisy po ukraińsku, chociażby w zakresie komunikatów BHP, były obecne na budowach od lat - wskazuje Dariusz Grzeszczak. - Erbud akurat odpływ pracowników na Ukrainę dotknął w umiarkowanym stopniu. Na początku wojny było ryzyko masowych wyjazdów, ale szybko udało się naszym podwykonawcom zatrudnić dodatkowych fachowców i wznowić prace, przez co nie mieliśmy dłuższych przestojów i opóźnień.

Przerwane łańcuchy dostaw miały wpływ na wyniki finansowe wszystkich spółek branży budowlanej

Dyrektor biura zakupów, jakości i środowiska w Budimeksie, Ewelina Karp-Kręglicka wyjaśnia w rozmowie z WNP.PL, że trwająca wojna w Ukrainie nie miała bezpośredniego wpływu na działalność jej firmy, ponieważ spółka nie prowadzi tam działalności operacyjnej, czyli de facto nie realizuje kontraktów na terenie Ukrainy, Rosji czy Białorusi.

- Warto jednak zaznaczyć, że przerwane łańcuchy dostaw, zwłaszcza z kierunków wschodnich, faktycznie spowodowały drastyczny wzrost cen niektórych wyrobów budowlanych i miały wpływ na wyniki finansowe wszystkich spółek branży budowlanej - mówi Ewelina Karp-Kręglicka.

Dodaje, że zaraz po wybuchu wojny, na przełomie marca i kwietnia 2022, ceny wyrobów stalowych wzrosły dwukrotnie w porównaniu ze styczniem 2022 roku i ponad trzykrotnie w porównaniu ze styczniem 2021 roku.

W przypadku cen wyrobów budowlanych w Polsce w 2022 roku ich zmiana kształtowała się na poziomie od kilkunastu do nawet 200 proc. - w zależności od asortymentu.

- Na pewno wzrost tych cen wpłynął na wyniki, czyli na marżowość kontraktów, które były realizowane w formule długoterminowej, czyli projektuj i buduj, zwłaszcza znajdujących się w pierwszej fazie budowy w 2022 roku - ocenia Ewelina Karp-Kręglicka.

Branża budowlana wchodzi do fazy lekkiego spowolnienia

- Na początku ubiegłego roku myśleliśmy, że wchodzimy w tzw. „nową normalność”, miał to być czas odbicia po negatywnym wpływie pandemii - mówi w rozmowie z WNP.PL CEO Skanska Central Europe Michal Jurka. - Niestety, doświadczenie wojny dotknęło branżę budowlaną na wiele sposobów, manifestując się wzrostem cen i niedostępnością materiałów budowlanych, odpływem pracowników z Ukrainy, wzrostem cen energii, niespotykaną inflacją.

Jednak - jak podkreśla Michal Jurka - paradoksalnie dzięki temu, że w okresie pandemii spółka funkcjonowała w stanie nieustannej niepewności = mogła skorzystać z tych doświadczeń.

- Widzimy, że po wzrostach spowodowanych wojną w Ukrainie ceny materiałów budowlanych się ustabilizowały. Są wysokie, ale już nie rosną... Dodatkowo, uwzględniając inflację, wciąż tylko powoli stabilizuje się rynek energii i nienasycony rynek pracy - uważa Michal Jurka.

W jego ocenie branża budowlana w Polsce wychodzi dziś z fazy niepewności do lekkiego spowolnienia, którego zakres zależy teraz od wielkości inwestycji publicznych.

- Rząd deklaruje zwiększenie inwestycji w infrastrukturę i uruchomienie środków z Krajowego Planu Odbudowy, ale wiele zależy także od stopnia przygotowania nowych projektów. Rynek nieruchomości mieszkaniowych oraz biurowych działa w odmiennych warunkach i tutaj widzimy wyzwania, ale wspólnie możemy znaleźć rozwiązania korzystne dla inwestorów i przyszłych użytkowników - podkreśla CEO Skanska Central Europe.

Michal Jurka spodziewa się, że rok 2023 będzie podobny do 2022. Z ekonomicznego punktu widzenia niektóre branże znajdą się w stagnacji lub w recesji. Ale ze względu na cykle gospodarcze, niektóre sektory będą też rosły.

- Branża budowlana zawsze z lekkim opóźnieniem reaguje na cykl gospodarczy - zwraca uwagę Michal Jurka. - Zakładamy, że rok 2023 będzie dla niej stosunkowy dobry. Aby przygotować się na przyszłość, musimy przyjrzeć się produktywności oraz poszukiwać innowacyjnych rozwiązań. Firmy, które się nie przygotują na nadchodzące zmiany, prawdopodobnie będą miały problemy. Każdy kryzys przynosi ryzyka, ale też szanse.

Jeden z najtrudniejszych okresów w historii polskiego budownictwa

Leszek Gołąbiecki, prezes Unibepu, ocenia, że wybuch wojny w Ukrainie zainicjował okres niespotykanych zawirowań w polskiej branży budowlanej.

- Można nawet stwierdzić, że był jednym z najtrudniejszych w historii polskiego budownictwa od wielu lat. Część firm, w tym zwłaszcza mniejszych podmiotów podwykonawczych, musiała zmierzyć się z gwałtownym odpływem ukraińskich pracowników, którzy w minionych latach stanowili większość cudzoziemców zatrudnionych legalnie na polskich budowach. Na szczęście w Grupie Unibep nie odczuliśmy tego, ale mieliśmy przypadki odejść pracowników, którzy wracali na Ukrainę, by bronić swego kraju - mówi dla WNP.PL Leszek Gołąbiecki.

Prezes Unibepu dodaje, że w 2022 roku z powodu wojny w Ukrainie na rynku budowlanym mieliśmy do czynienia z nową falą - po pandemii - wysokich wzrostów cen materiałów. Zostały także zerwane łańcuchy dostaw - głównie materiałów i towarów zza wschodniej granicy, ale pojawiały się także przejściowe problemy z materiałami np. z południa Europy.

- W pierwszych miesiącach konfliktu obserwowaliśmy wręcz panikę wśród krajowych producentów i dystrybutorów oraz dynamicznie rosnące ceny paliw i energii na skutek ograniczania przez państwa UE importu surowców energetycznych z Rosji. Ceny paliw i surowców, chociażby stali, rosły w niespotykanym dotąd tempie. Warto też wspomnieć o inflacji - rosła najszybciej od 20 lat, przez co nakręcała presję na wzrost płac - wskazuje Leszek Gołąbiecki.

Jak wynika z badań, w 2022 r. w sektorze budownictwa wynagrodzenia rosły o 12-15 proc. rok do roku. Do tego dochodzi wzrost stóp procentowych - stopa referencyjna NBP wzrosła z poziomu 0,1 proc. w październiku 2021 r. do 6,75 proc. we wrześniu 2022 r.

W konsekwencji wzrosły wydatki na obsługę kredytów i leasingu, które stanowią istotne źródło finansowania działalności firm budowlanych. Przełożyło się to także na zapaść dostępności Polaków do kredytów hipotecznych, gdyż banki znacząco podnosiły ich stopy procentowe.

- Niestety, w II połowie 2022 r. obserwowaliśmy już hamowanie gospodarki, co istotnie dotknęło branżę budowlaną. Z powodów, o których już mówiłem, oraz niesprzyjającego otoczenia makroekonomicznego i napiętej sytuacji międzynarodowej inwestorzy zaczęli wstrzymywać się z uruchamianiem nowych projektów inwestycyjnych - dotyczy to głównie segmentu prywatnego. Stąd spadek inwestycji jest najbardziej widoczny w segmencie mieszkaniowym, ponieważ - jak już wspominałem - znacząco spadła zdolność kredytowa Polaków. Niestety, spadek liczby zleceń dotyczy także innych segmentów budownictwa, w tym przemysłowego i magazynowego - analizuje prezes Unibepu.

Leszek Gołąbiecki dodaje, że rok 2022 skończył się - z jednej strony - lekkim wyhamowaniem wzrostu cen materiałów, które niestety nadal są na wysokim poziomie, ale wciąż wysoka pozostaje cena energii i paliw, co bezpośrednio przekłada się na wysoką cenę produkcji materiałów budowlanych oraz wykonawstwa we wszystkich segmentach budownictwa, a także znaczącym spadkiem nowych inwestycji.

- Co dalej? – zastanawia się Leszek Gołąbiecki. I przewiduje: - Rok 2023 nie zapowiada się na łatwiejszy albo bardziej przewidywalny niż miniony. Do wysokich kosztów dojdą bowiem problemy związane ze spadkiem zleceń, nasili się konkurencja o pozyskanie nowych kontraktów, a duża niepewność będzie utrudniała budowanie portfeli zamówień na najbliższe lata. Według ekspertów do tak trudnego okresu lepiej przygotowały się duże firmy, w tym Grupa Unibep, która obecnie w portfelu zamówień ma kontrakty o wartości ok. 3,3 mld zł. Czyli mamy co robić, choć zdajemy sobie sprawę, że łatwo nie będzie.

W jego ocenie dużą niewiadomą jest przede wszystkim rozwój sytuacji za naszą wschodnią granicą, w tym to, jak długo potrwa jeszcze wojna, czy nastąpi jej eskalacja czy wygaszanie i jak będzie się zachowywać gospodarka światowa, bo to ona ma bezpośredni wpływ na gospodarkę polską i krajów, gdzie prowadzimy działalność, a w konsekwencji - na poziom inwestycji na tych rynkach.

W 2023 roku ciężkie chwile, ale najgorsze jeszcze przed nami

 - Zarówno sektor budowlany, jak i deweloperski przechodzą w 2023 roku ciężkie chwile, z przekonaniem, że najgorsze jeszcze przed nami. Trwają ożywione dyskusje w sprawie prognoz, jednak nawet optymistyczne scenariusze nie napawają optymizmem – mówi prezes SAO Investments Grzegorz Skawiński.

W jego ocenie konflikt zbrojny na Ukrainie ma nieustający wpływ na sentyment inwestorów, którzy są motorem napędowym szeroko rozumianego sektora deweloperskiego, a mianowicie - ogólnie - mieszkaniowego, w tym mieszkań na wynajem.

- Największym wyzwaniem jest obecnie prognozowanie zmian ceny materiałów budowlanych i robocizny. W pamięci deweloperów pozostają również ubiegłoroczne przerwy w dostępie do np. importowanej z Ukrainy stali czy rosyjskiego cementu, powodujące "pikowe" wzrosty cen i opóźniające harmonogramy budów. Przytłaczająca większość podmiotów nie jest w stanie zakontraktować dostaw bądź zapewnić sobie wysokich stanów magazynowych tych materiałów, a to z kolei powoduje, że inaczej wyceniają ryzyka z inwestycją - wskazuje Grzegorz Skawiński.

Prezes SAO Investments dodaje, że naturalnym następstwem tej sytuacji jest m.in. wstrzymanie nowych budów - z jednoczesnym sondowaniem rynku w zakresie cen oraz utrzymaniem względnej gotowości do ich rozpoczęcia.

- Kluczowa pozostaje analiza popytu, który nie wydaje się, aby osiągnął już swój najniższy poziom, a to właśnie te wskaźniki będą kluczowe przy wycenie ryzyka rozpoczęcia nowego projektu - uważa Grzegorz Skawiński. - Trwający już rok otwarty konflikt na Ukrainie sprowokował ogromne kłopoty w polskiej gospodarce. W sektorze deweloperskim pozostaje jeszcze problem bezwładności procesu inwestycyjnego, co powoduje, że w kolejnych latach po stronie podażowej może powstać duża luka, co z kolei może mieć ogromny wpływ na już fatalną sytuację demograficzną Polski.

Inflacja uderza w potencjalnych klientów branży

W ocenie Rafała Łaszczewskiego, prezesa Lux Dom, momentami trudno oddzielić problemy logistyki dostaw (choćby z rynków dalekowschodnich) powstałe w wyniku pandemii od tych, które wynikają z wojny rosyjsko-ukraińskiej. Te zdarzenia nałożyły się na siebie czasowo. Przerwanie budowanego przez dłuższy czas szlaku lądowego z Chin powoduje przerzucenie ciężaru na szlaki morskie. Przeciążone porty przeładunkowe podnoszą koszty i opóźniają terminy dostaw.

- Jednak największą uciążliwością jest inflacja i szybko rosnące ceny produktów oraz towarów, na których bazuje budownictwo i sektor deweloperski. Na ten wzrost - poza logistyką - wpływają zarówno ceny energii potrzebnej do wytworzenia materiałów, jak i same turbulencje wojenne, na przykład ograniczenie dostaw stali z Ukrainy - uważa Rafał Łaszczewski. - Z drugiej strony inflacja uderza w potencjalnych klientów branży - drożejące kredyty i podnoszenie poprzeczek zdolności kredytowej znacząco zmniejsza grupę konsumentów. Nietrudno na bazie tej wiedzy spodziewać się co najmniej spowolnienia w tym sektorze rynku.

Szanowny Użytkowniku!

Oglądasz archiwalną wersję strony Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

Co możesz zrobić:

Przejdź do strony bieżącej edycji lub Kontynuuj przeglądanie