Polska spółka Dynamic Air Cooling (DAC) rozpoczęła testowanie urządzeń chłodniczych, których działanie oparte jest na oryginalnym cyklu termodynamicznym oraz gazowym i w których czynnik chłodzący stanowi jedynie powietrze. Zaletą nowej technologii jest niskie zużycie energii.
Polska spółka Dynamic Air Cooling (DAC) rozpoczęła testowanie urządzeń chłodniczych, których działanie oparte jest na oryginalnym cyklu termodynamicznym i gazowym i w których czynnik chłodzący stanowi jedynie powietrze.
Docelowo w ofercie producenta pojawią się urządzenia o mocy chłodniczej 30-1250 kW. Spółka przekonuje, że opracowywana technologia umożliwi redukcję kosztów energii o 30-50 proc., w zależności od scenariusza użytkowania. Nie mówiąc już o wyeliminowaniu szkodliwych dla środowiska i zdrowia gazów.
- Kluczowy jest fakt, że dzięki tej technologii już dziś potrafimy schłodzić powietrze do temperatury minus 92 stopni Celsjusza. A w zasięgu naszych możliwości jest jeszcze niższa wartość, oscylująca wokół minus 170 stopni Celsjusza – podkreśla Pavel Panasjuk, prezes DAC.
Firma nie tylko ma już działające prototypy, ale także, dzięki wsparciu finansowemu UE, buduje prototypy przedkomercyjne.
- W trzecim kwartale 2023 r. rozpoczną się testy naszych urządzeń m.in. u jednego z największych operatorów morskich przewozów kontenerowych. Potem przyjdzie czas na sprawdzian w warunkach transportu kolejowego (gdzie dopiero jesteśmy na etapie poszukiwanie partnerów) i na końcu, także w przewozach kołowych - zapowiada Pavel Panasjuk.
Jak zaznacza, spółka od samego początku zakładała, że będzie oferować jednostki robocze o mocy chłodniczej 30-1250 kW. To dobry sposób na pokazanie skalowalności technologii.
W przypadku transportu morskiego dodatkowe zagrożenia związane są z przepisami zakładającymi redukcję emisji CO2 w transporcie oceanicznym i ograniczenie negatywnego wpływu żeglugi na środowisko. To dlatego, że statki zasilane mazutem odpowiadają za 2-3 proc. globalnej emisji dwutlenku węgla. Ponadto podczas jego spalania do atmosfery ulatnia się również tlenek azotu i dwutlenek siarki.
Chociaż transport morski stanowi najbardziej efektywny pod względem emisji sposób transportu ładunków na duże dystanse, to ten prężnie rozwijający się sektor wciąż w 99 proc. napędzany jest ciężkim olejem opałowym.
Historia zapoczątkowana w 1874 r. przez francuski statek chłodniczy „Frigorifique”, na którym po raz pierwszy użyto systemu zintegrowanych urządzeń chłodniczych z eterem metylowym (z czasem zastąpionym przez amoniak) jako substancją chłodzącą, przejdzie do lamusa.
Od lat 70. ubiegłego wieku zyskują na popularności automatyczne kontenery chłodnicze – i to właśnie one mogą w dającej się przewidzieć przyszłości całkowicie wyeliminować chłodnicowce. Przynajmniej według holenderskiej firmy konsultingowej Dynamar.
Jest o co walczyć. Raport na Researchandmarkets.com podaje, że globalny rynek transportu chłodniczego ma wzrosnąć ze 113,4 mld dol. w 2022 r. do 160,7 mld dol. do 2027 r., co implikuje CAGR (skumulowany roczny wskaźnik wzrostu) na poziomie 7,2 proc. Autorzy dostrzegają największy potencjał wzrostu w segmencie mrożonek i wskazują region Azji i Pacyfiku jako najszybciej rozwijający się w tym okresie.
Z roku na rok rośnie potencjał przewozów takich towarów w kontenerowcach. Szacuje się, że w obiegu jest ok. 3,5 mln TEU kontenerów chłodniczych (głównie 40-stopowych). Kontenerowce są też średnio znacznie młodsze niż chłodnicowce i bardziej nowoczesne technologicznie, czyli emitują mniej CO2 i łatwiej im spełnić normy IMO.
Ponadto rośnie flota kontenerowców o napędzie dualnym. Zwłaszcza że kontener to same korzyści. Potrzebuje właściwie tylko gniazdka, które zapewni mu zasilanie. Reszta jest w pełni zautomatyzowana, a przestrzeganie łańcucha chłodniczego jest monitorowane.
Europejski system transportu i dostaw produktów spożywczych oraz świeżych warzyw i owoców przez dziesięciolecia opierał się na w miarę stabilnej pogodzie i dość przewidywalnym zakresie temperatur, które występowały na naszym kontynencie. Ale to już historia.
Od kilkunastu lat, wraz ze zmianami klimatycznymi, nasila się występowanie ekstremalnych zjawisk pogodowych, które z kolei wymuszają zmiany w systemie przechowywania i transportu różnych produktów.
Zmiana dotyka zarówno transportu śródlądowego, który ze względu na niski poziom wód kluczowych europejskich rzek musiał zostać bardzo mocno ograniczony, jak i części transportu kolejowego, który w czasie największych upałów musiał zdecydowanie obniżyć prędkości przewozowe. Konsekwencją stało się przeniesienie transportu na koła i skuteczne spowolnienie ruchu na już zapchanych autostradach.
Sposobem na ograniczenie zużycia paliwa i emisji spalin mają być chłodnie wykorzystujące do zasilania transportowych jednostek chłodniczych (TRU) energię słoneczną. Na części rynków dostępna jest też technologia umożliwiająca zasilanie instalacji chłodzącej z wielkopojemnościowych akumulatorów i odzyskująca energię utraconą w chłodni jako źródło zasilania agregatu chłodniczego.
Dane są bezlitosne. Szacuje się, że jeden średniej wielkości pociąg towarowy zastępuje 42 ciężarówki, co oznacza 75 proc. mniej wyprodukowanych zanieczyszczeń. Czas przejazdu i koszt transportu są podobne, ale produkty w wagonach chłodniach są transportowane w zdecydowanie lepszych warunkach. Wśród kontenerów chłodni dostępne jest praktycznie tylko jedno rozwiązanie. To wagony zasilane agregatami prądotwórczymi. Agregatami na olej napędowy, których ekologiczność jest dyskusyjna.
- Oczywiście opracowanie nowoczesnego i spełniającego wymagania klientów kontenera chłodniczego do transportu intermodalnego byłoby znaczącym przełomem. Jesteśmy gotowi na rozpoczęcie współpracy i zaprojektowanie urządzenia chłodniczego, które dzięki naszej technologii spełni oczekiwania przewoźników. Od początku w naszych pracach koncentrujemy się na oczekiwaniach tzw. łańcucha chłodniczego (przetwórstwo, przechowywanie i transport żywności) - zapewnia Pavel Panasjuk.
Jego zdaniem technologia dynamicznego chłodzenia powietrzem ma potencjał. To odpowiedź na wyzwania regulacyjne związane z polityką klimatyczną, ale atuty rozwiązania wykraczają poza tę kwestię. Jest ono wspierane ze względu na swoją innowacyjność, a nie wyłącznie z powodu wymagań prawnych.
- Znaleźliśmy sposób nie tylko na całkowite wyeliminowanie freonów HFC (lub innych chemicznych) z procesu chłodzenia, ale także na istotne zmniejszenie zużycia energii elektrycznej przez urządzenia chłodnicze. Obliczyliśmy, że w przypadku urządzenia o mocy 30 kW redukcja gazów cieplarnianych wyniesie co najmniej 50%. Jeśli do jego zasilania użyjemy energii elektrycznej z odnawialnych lub czystych źródeł, będzie to blisko 100%. Jednak wielu klientów w pierwszej kolejności patrzy na korzyści ekonomiczne. Na szczęście jesteśmy w stanie zapewnić redukcję kosztów energii elektrycznej, i to na dość znaczącym poziomie – przekonuje Pavel Panasjuk.
Oglądasz archiwalną wersję strony Europejskiego Kongresu Gospodarczego.
Co możesz zrobić:
Przejdź do strony bieżącej edycji lub Kontynuuj przeglądanie