Europejski Kongres Gospodarczy 2023

Sytuacja wymaga, aby inwestycje w bloki gazowe na nowo przeanalizować

Jak zmienił się rynek gazu po agresji Rosji na Ukrainę, czy atom to  jedyna droga - o tym w rozmowie z WNP.PL mówi Remigiusz Nowakowski, prezes Dolnośląskiego Instytutu Studiów Energetycznych DISE.

  • Napaść Rosji na Ukrainę wstrząsnęła rynkiem energetycznym Europy.
  • Polska dzięki licznym inwestycjom jest obecnie dość bezpieczna energetycznie.
  • O energii i bezpieczeństwie będziemy mówić podczas odbywającego się w dniach 24-26 kwietnia w Katowicach Europejskiego Kongresu Gospodarczego.
  • Remigiusz Nowakowski jest obecnie prezesem Dolnośląskiego Instytutu Studiów Energetycznych DISE, w latach 2015-2016 był prezesem Tauron Polska Energia.

Dariusz Malinowski: Minął już rok od napaści Rosji na Ukrainę. Wojna wiele zmieniła, widać także fundamentalna zmianę na rynku gazu, surowca którego Rosja do Europy była największym do niedawna dostawcą.

- Oczywiście, że widać liczne zmiany. Na przykład pojawiła się konstatacja, że bezpieczeństwo energetyczne jest bezcenne i konieczne dla skutecznego przeprowadzenia transformacji. W praktyce wielu europejskich odbiorców zrozumiało, że warto zapłacić więcej, aby mieć jednak pewne dostawy surowca i nie być postawionym pod ścianą poprzez uzależnienie importowe od dostawców z obszarów geopolitycznie ryzykownych.

Trzeba ponownie spojrzeć na rolę, jaka ma pełnić gaz ziemny

Okazało się, że uzależnienie importowe to także większa podatność na zmiany trendów rynkowych, popytu i podaży. Co więcej zrozumiano, że nawet jeśli postawiliśmy na LNG i  dostawców z krajów arabskich czy z USA, i nawet jeśli mamy podpisane z nimi nowe kontrakty, to mamy do czynienia z wieloma czynnikami, które będą wpływać na naszą gazową sytuację.

To wszystko spowodowało, że musimy spojrzeć inaczej na rolę gazu, jako surowca i jako paliwa. Dlatego też DISE jako think-tank zajmujący się problemami bezpieczeństwa i transformacji energetycznej zdecydował się na opracowanie raportu „Gaz zakładnikiem geopolityki” w którym dokładnie analizujemy tę nową sytuację, w której się znaleźliśmy.

Remigiusz Nowakowski. Fot. mat. pras. Remigiusz Nowakowski. Fot. mat. pras.

Stary porządek runął?

- Definitywnie. On już nie wróci. Nie ma co liczyć na powrót długoterminowych kontraktów opartych na indeksacji cen do ropy naftowej, w modelu jaki mieliśmy dotychczas z Rosją i wcześniej ZSRR. W naszym, polskim przypadku dostrzegliśmy to już wcześniej niż inne państwa europejskie.

Pierwszy faktycznie próbował to zmienić rząd Jerzego Buzka i wicepremiera Janusza Steinhoffa. Niestety ta idea została zablokowana, czego, niestety, ponieśliśmy kosztowne następstwa.

Na szczęście w ostatnich latach, również dzięki dużej determinacji obecnego rządu, wybudowaliśmy terminal LNG w Świnoujściu i gazociąg Baltic Pipe. Powstały nowe połączenia międzysystemowe jak  GIPL (połączenie gazowe Polski z Litwą - przyp. red.) i interkonektor na Słowację. Pozwoliło nam to uniknąć groźby gazowego blackoutu, który bez wątpienia miałby miejsce w ubiegłym roku, biorąc pod uwagę to, do czego posunęła się Rosja.

Trzeba to jasno powiedzieć. Możliwość dywersyfikacji dostaw to jedyna słuszna strategia. I choć jesteśmy poddani reżimowi rynkowemu, co niesie określone konsekwencje, to i tak nam się opłaca.

Polska znajduje się w dobrej sytuacji energetycznej

Jak pan ocenia obecnie gazową sytuację Polski?

- Jest dobra, w tym rozumieniu, że unikamy ryzyka jednokierunkowości dostaw. Poczynione inwestycje, już wymieniany terminal LNG w Świnoujściu, możliwość odbioru poprzez GIPL gazu z terminala LNG w Kłajpedzie, interkonektory i oczywiście Baltic Pipe, który przecież połączony jest ze złożami gazu w Europie, a dodatkowo pokrywające około 20 proc. naszego zapotrzebowania własne wydobycie dają nam duży komfort.

Terminal LNG to klucz do naszego bezpieczeństwa energetycznego. Fot. mat. pras. Terminal LNG to klucz do naszego bezpieczeństwa energetycznego. Fot. mat. pras.

To nie koniec, mamy także zdywersyfikowane portfolio dostawców. Mamy kontrakt katarski, kontrakt na gaz ze złóż norweskich, w tym wydobycie własne PGNiG. W końcu  mamy kontrakty z partnerami z USA. Co prawda dotyczą one jednego obszaru wydobycia, ale gaz z niego zapewnia nam kliku różnych dostawców m.in.:  Venture Global, Cheniere i  Sempra. Sytuacja jest więc dobra.

Rosję jako dostawcę gazu pożegnaliśmy w gazie już na dobre

Czy widzi pan możliwość zakupu gazu z Rosji?

- Nie widzę takiej możliwości w perspektywie kolejnych 10-20 lat. Problem w tym, że Rosja nie jest partnerem wiarygodnym. Moskwa uważa nas za swoją strefę wpływów. Nie jest akceptowalne, aby przy takim podejściu kupować gaz z Rosji. Zwłaszcza, że - jak pokazały ostatnie dwa lata - Moskwa może używać go jako narzędzia nacisku. To zgodne z polityka Kremla i tamtejsza doktryną Falina-Kwiecińskiego, o której piszemy w naszym najnowszym raporcie „Gaz zakładnikiem geopolityki”, a która zakłada podporządkowanie krajów Europy Środkowej Rosji i w konsekwencji użycie dostaw gazu jako politycznej broń przeciwko Europie Zachodniej.

W tej sytuacji nawet jeśli gaz miałby być dostarczany po złotówce za tysiąc m3 to i tak nie byłoby to dla nas bezpieczne.

Czy widzi pan potrzebę jeszcze kolejnych inwestycji gazowych w Polsce?

- W perspektywie krótko i średnioterminowej udział gazu będzie w naszej energetyce rósł. Można założyć, że obok zainstalowanych obecnie w KSE ok. 3,2 GW mocy gazowych, powstanie jeszcze ok. 4-5 GW nowych mocy opalanych tym paliwem, z czego większość została już zakontraktowana w aukcjach rynku mocy po 2025 roku. Stąd mogłoby się wydawać, że kolejne inwestycje to tylko kwestia czasu. Jednak sytuacja nie jest tak prosta.

Wiele bowiem wskazuje, że w krótkiej i średniej perspektywie, przy szybkiej ścieżce rozwoju OZE – udział produkcji energii elektrycznej z gazu  w 2035 roku wyniesie co najmniej 34 TWh (w porównaniu do 13,4 TWh w 2021 r.), a szacunki bazujące na założeniach przyjętych w obecnie obowiązującej Polityce Energetycznej Polski do 2040 r  (dla scenariusza wysokich cen uprawnień do emisji CO2), zakładają osiągnięcie w tym  czasie poziomu nawet ok. 67 TWh generacji energii elektrycznej z gazu.

Jednak w długiej perspektywie - w okresie 2035-2050 udział gazu ziemnego w produkcji energii elektrycznej w Polsce powinien systematycznie spadać (praktycznie do 0 w 2050 roku) na rzecz wykorzystania OZE z technologiami magazynowania energii, biometanu oraz zielonego wodoru, a także bezemisyjnych technologii jądrowych. Budowane obecnie nowe bloki gazowe powinny być wyposażone w urządzenia typu „dual fuel”, umożliwiające spalanie obok gazu ziemnego również gazów zdekarbonizowanych.

Inwestycje w OZE to konieczność. Fot. pixabay Inwestycje w OZE to konieczność. Fot. pixabay

Nasza obecna sytuacja różni się od tej sprzed kilku lat. Agresja Rosji na Ukrainę i związane z tym perturbacje na rynku gazu każą ponownie przemyśleć kierunki rozwoju naszej energetyki, a co za tym idzie faktycznego zapotrzebowania na gaz...

- Scenariusz o mniejszej ilości mocy gazowej i większej OZE wydaje się obecnie bardziej prawdopodobny. Nie oznacza to, że wstrzymamy inwestycje w bloki gazowe, ale nad kolejnymi trzeba się już poważnie zastanowić i je zweryfikować.

Ważniejsze wydaje się być obecnie postawienie na efektywność energetyczną. Zwłaszcza, że wraz z postępem technologicznym  prąd z OZE jest coraz tańszy.

Średnio jednostkowy koszt energii elektrycznej z wiatraków na lądzie to około 300 zł za MWh (jak pokazały aukcje OZE z ostatnich lat), a na gazie to co najmniej 2 razy tyle tj. 600 PLN/MWh (przy optymistycznym założeniu ceny gazu na poziomie 30 euro za MWh i 70 euro koszcie uprawnień za CO2 - przyp. DM). Jednak w przypadku wyższej ceny gazu i wyższych cen uprawnień koszt MWh z gazu jest 4-6 krotnie wyższy niż energii z wiatraków, na co jednoznacznie wskazują wyliczenia w raporcie DISE.

Reasumując - plany wynikające z obecnej wersji PEP2040, mówiące o 11 GW mocy zainstalowanej w 2040 w blokach gazowych powinny zostać zweryfikowane, aby ograniczyć ryzyko braku rentowności tych jednostek w perspektywie długoterminowej i powstania kosztów osieroconych po stronie inwestorów.

Z pewnością liberalizacja prawa dotyczącego budowy wiatraków na lądzie i uchylenie zasady 10h będzie impulsem dla nowych inwestycji w OZE, które wygenerują dodatkową podaż energii elektrycznej, co z kolei pozwoli ograniczyć generację z gazu. Niemniej jednak przy zwiększonej generacji energii z OZE będziemy w pewnym zakresie potrzebowali jednostek gazowych w celu wsparcia potrzeb bilansowych KSE i zapewnienia współpracy z dynamicznie rozwijającymi się źródłami odnawialnymi.

Oczywiście proces budowy nowych siłowni wiatrowych powinien być bardzo transparentny, a społeczności lokalne powinny mieć prawo do wypowiedzenia się, aby zapobiec niekontrolowanemu procesowi lokalizacji tych źródeł, co może wywoływać niezadowolenie mieszkańców. Jednak uciec od wiatraków nam się nie uda, szczególnie jeśli myślimy poważnie o rozwoju gospodarki wodorowej, która będzie potrzebowała istotnej ilości bezemisyjnej i „zielonej” energii elektrycznej.

Węgiel może się jeszcze przydać, ale trzeba to dogłębnie przeanalizować

Część polityków jeszcze wspomina o węglu...

- Od dawna mówię, że  konieczna jest rzetelna analiza złóż węgla i efektywności jego wydobycia  w poszczególnych kopalniach. Powinniśmy eksploatować tylko te złoża, które faktycznie są opłacalne. Należy podzielić aktywa górnicze na te, które mogą pracować w określonej perspektywie czasowej (kolejnych kilkunastu lat) i te które powinny zostać możliwie szybko wygaszone.

Od węgla z pewnością  nie odejdziemy w ciągu najbliższych 5-10 lat. Jednak lepiej już teraz wdrożyć programy osłonowe dla górników, których zakłady są nierentowne niż utrzymywać wydobycie na głębokościach poniżej 1000 metrów, często w zagrożeniu metanowym, narażając również zdrowie i życie górników.

Wciąż także uważam, że nie zrobiliśmy zbyt wiele w kwestii tzw. czystych technologii węglowych (np. CCS/CCU), które w przypadku naszego miksu energetycznego powinny być rozwijane, ale obecnie może być na to już za późno.

Węgla mniej, gazu też, coraz ważniejsze OZE, a co z atomem?

- Powinniśmy mieć atom w zakresie niezbędnym do zapewnienia stabilnego poziomu produkcji energii w systemie w miejsce wygaszanych jednostek węglowych. Jednak nie może być to sam atom. Miks OZE plus atom to najdroższe obecnie rozwiązanie, ale koszt wykorzystania źródeł wysokoemisyjnych może być jeszcze większy w przyszłości. Stąd też potrzeba dobrego strategicznego planu i zrównoważonego układu różnych technologii w naszym miksie energetycznym.

Bardzo ciekawym rozwiązaniem zwłaszcza dla przemysłu, dużego ciepłownictwa oraz instalacji wodorowych wydają się być małe reaktory modułowe (tzw. SMR), jednak z punktu widzenia dojrzałości tej technologii to wciąż perspektywa 10 i więcej lat.

W obecnej sytuacji wydaje się, że to właśnie OZE będzie rozwijało się najszybciej. A jeśli do tego dojdą wydajne i akceptowalne kosztowo magazyny energii, może się okazać, że znowu będziemy musieli na nowo podejść do modelowania naszego miksu energetycznego za kilka lat. Niewątpliwie szybki rozwój nowych technologii w energetyce oraz powszechny trend elektryfikacji i łączenia sektorów (sector coupling) będą głównymi czynnikami, które będą kształtowały model przyszłej energetyki.

Szanowny Użytkowniku!

Oglądasz archiwalną wersję strony Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

Co możesz zrobić:

Przejdź do strony bieżącej edycji lub Kontynuuj przeglądanie