Cena akcji banku Credit Suisse spadła o 62 procent. Uratowanie reputacji Szwajcarii jako światowego centrum finansowego może kosztować 200 miliardów franków.
W to, co wydarzyło się w ciągu ostatnich dwóch tygodni marca na europejskim rynku finansowym, trudno uwierzyć. Szwajcarski bank Credit Suisse, założony w 1856 roku, przetrwał kolejne światowe zawieruchy, dwie wojny światowe, rewolucję październikową i upadek Związku Radzieckiego, wielki kryzys w Stanach Zjednoczonych i ostatecznie upadł, bo był źle zarządzany i prowadził dwuznaczną politykę inwestycyjną.
Jeszcze na początku minionego tygodnia w komentarzu redakcyjnym z Zurichu agencja Reutersa podała, że Credit Suisse jest jednym z tych światowych banków, które są zbyt ważne dla globalnych rynków finansowych i świata gospodarki, aby mogły upaść. Jednak z każdym kolejnym dniem i z każdą godziną sytuacja stawała się coraz mniej oczywista.
Wielu klientów zaczęło bowiem masowo wycofywać swoje depozyty i rezygnować z pośrednictwa w zarządzaniu aktywami. W ciągu dnia z kont znikało ponad 10 miliardów franków, akcjonariusze zaczęli w panice wyprzedawać akcje banku, których już nikt nie chciał kupować. Rezerwy banku w walutach, złocie i innych aktywach przekraczają nadal 500 miliardów franków szwajcarskich, ale zaczęło brakować gotówki w kasach i bankomatach.
Szwajcarski Narodowy Bank (SNB) dla podtrzymania bieżącej płynności udzielił bankowi pilnej pożyczki w wysokości ponad 50 miliardów franków, ale to nie uspokoiło sytuacji. Lawina ruszyła, nabierała impetu, a jej zatrzymanie było coraz trudniejsze.
Jeden z liczących się akcjonariuszy, dysponujący niemal 10-procentowym pakietem - Narodowy Bank Arabii Saudyjskiej - w oficjalnym komunikacie odmówił zaangażowania się w ratowanie Credit Suisse.
To był sygnał, że do akcji musi wkroczyć rząd szwajcarski. Od późnych godzin wieczornych w miniony piątek przez cały weekend trwały negocjacje dotyczące znalezienia rozwiązania tej dramatycznej sytuacji. Jako optymalne rozwiązanie przyjęto ostatecznie formułę przejęcia, za blisko 3 miliardy franków, aktywów banku łącznie z zobowiązaniami, przez lokalnego konkurenta Union Bank Suisse (UBS).
W niedzielę, w późnych godzinach wieczornych, prezydent Konfederacji Szwajcarskiej, minister finansów, prezesi dwóch banków oraz inne ważne postaci zaangażowane w negocjacje ogłosili pomysł dotyczący przejęcia Credit Suisse. Z racji globalnej aktywności obu łączących się banków zgodę na fuzję muszą wyrazić organy nadzoru finansowego między innymi w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Kanadzie i Singapurze.
Do rozstrzygnięcia pozostaje ogrom spraw organizacyjnych, biznesowych, zarządzanie aktywami, likwidacja kilkuset placówek oraz kwestia przyszłości niemal 200 tysięcy pracowników zatrudnionych w ponad 50 krajach, w tym także 5 tysięcy specjalistów w dwóch centrach zlokalizowanych w Polsce.
Jest kwestią czasu, kiedy nazwa z ponad 150-letnią tradycją zniknie z rynku. Być może pozostanie w skróconej, symbolicznej formie w wydzielonym amerykańskim banku zajmującym się zarządzaniem aktywami, czyli CS First Boston.
Credit Suisse został założony w 1856 roku, przejęty przez UBS w 2023 roku. Ta nazwa powoli przechodzi do historii (Fot. Shutterstock)Pomimo zapowiedzi płynących ze strony władz szwajcarskich mówiących o tym, że UBS otrzyma 9 miliardów franków gwarancji na pokrycie strat przejmowanego banku oraz może dysponować nawet 200 miliardami franków pożyczki płynnościowej, rynki finansowe uznały, że sprawa nie jest do końca wyjaśniona i wiele zagrożeń pozostało nierozwiązanych.
Dla wielu obserwatorów dużym mankamentem przyjętej strategii jest brak zgody dotychczasowych akcjonariuszy UBS na tę operację ratunkową. Statutowe władze spółki, w tym zwłaszcza zarząd, podejmowały decyzje o strategicznym znaczeniu wyłącznie w oparciu o presję wywieraną przez rząd szwajcarski. Przy tym wszyscy zainteresowani niemal jednogłośnie zapewniali, że nie ma takiej kwoty, jakiej nie należy przeznaczyć z budżetu, aby uratować finansową reputację kraju. Bez tego długofalowe straty będą trudne do odrobienia w ciągu najbliższych lat.
Otwarcie notowań akcji Credit Suisse spowodowało spadek ceny o 62 procent do około 0,69 franka za jedną akcję. Po kilku godzinach handlu zanotowano minimalny wzrost do 0,74 franka. Na tak duże spadki bezpośredni wpływa ma także decyzja Szwajcarskiego Urzędu Nadzoru Rynków Finansowych (FINMA). Zdecydowano bowiem, że zamienne obligacje dłużne na akcje banku o wartości ponad 16 miliardów dolarów będą wyzerowane, a ich posiadacze otrzymają rekompensatę w wysokości 3 miliardów dolarów.
- To zdumiewające, że podjęto takie rozwiązanie i odmiennie potraktowano interes akcjonariuszy i posiadaczy obligacji - powiedział cytowany w komunikacie zarządzający w Axiom Alternative Investments Jerome Legras.
Akcje wszystkich banków na europejskich giełdach znajdują się pod presją szwajcarskich problemów. Ich notowania spadają kolejny dzień z rzędu, ponieważ nikt nie wie, kiedy skończy się kryzys. We Frankfurcie Commerzbank stracił 7 procent, a Deutsche Bank 7,3 proc., w Londynie HSBC 3,5 proc., a w Paryżu Societe Generale ponad 5 procent, podobnie BNP Paribas i Credit Agricole.
Cała sytuacja rykoszetem odbija się także na wycenach polskich banków, które i tak mają dosyć problemów z koniecznością tworzenia gigantycznych rezerw na kredyty frankowe i tak zwane wakacje w spłacie pożyczek hipotecznych.
Oglądasz archiwalną wersję strony Europejskiego Kongresu Gospodarczego.
Co możesz zrobić:
Przejdź do strony bieżącej edycji lub Kontynuuj przeglądanie