Europejski Kongres Gospodarczy 2023

Światowy handel okres rozkwitu globalizacji ma już za sobą...

Regulacje są językiem międzynarodowego handlu. W związku z pandemią oraz wojną na Ukrainie świat globalnego handlu musiał się przemodelować. Wydaje się, że Europa w globalnej rywalizacji stoi coraz bardziej na straconej pozycji.

  • W światowym handlu pojawia się wiele zawirowań związanych z konsekwencjami pandemii i wojny na Ukrainie. Prowadzą one do deglobalizacji, a może raczej do fragmentaryzacji rynków światowych.
  • Unia Europejska musi zmagać się nie tylko z zewnętrznymi zagrożeniami, ale również brakiem spójności swoich struktur regulujących politykę handlową. 
  • Tekst powstał z wykorzystaniem wątków z panelu "Regulacje w międzynarodowym handlu i ekspansji" podczas XV Europejskiego Kongresu Gospodarczego. Wzięli w nim udział: Marek Wąsiński, kierownik zespołu gospodarki światowej w Polskim Instytucie Ekonomicznym; Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego; Łukasz Grabowski, dyrektor Departamentu Eksportu w Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu; Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców RP; Łukasz Śmigasiewicz, wiceprezes zarządu ds. finansowych w Węglokoksie; Artur Bartoszewicz, adiunkt z Instytutu Rozwoju Gospodarczego, Kolegium Analiz Ekonomicznych SGH.

Zawirowania w globalnej gospodarce powodują pojawianie się nowych trendów. Jednym z nich jest deglobalizacja związana ze skracaniem łańcuchów dostaw. Zjawiska związane z procesami deglobalizacji czy fragmentaryzacji rynków światowych nasiliły się wraz z pandemią oraz wojną w Ukrainie. Z tego powodu poszczególne branże zaczęły się mierzyć z nowymi, pozarynkowymi zjawiskami.

Marek Wąsiński, kierownik zespołu gospodarki światowej w Polskim Instytucie Ekonomicznym (Fot. PTWP) Marek Wąsiński, kierownik zespołu gospodarki światowej w Polskim Instytucie Ekonomicznym (Fot. PTWP)

- Eksperci twierdzą, że pojawia się w światowej gospodarce trend deglobalizacji, ja się jednak z tym nie zgadzam i uważam, że możemy mówić o pewnej fragmentaryzacji rynku. To, co nastąpiło, jest odwrotem od wiary w globalizację. Jak powiedział pewien liberał (teoria amerykańskiego publicysty Thomasa Friedmana - przyp. red.), dwa państwa, w których znajduje się restauracja McDonald's, nie będą prowadziły ze sobą wojny. To zostało całkowicie przekreślone w zeszłym roku - wraz z inwazją Rosji na Ukrainę. Nie mamy już tej wiary, że poprzez globalizację możemy wpływać na demokratyzację społeczeństw i państw  - tak samo dotyczy to Chin - stwierdził Marek Wąsiński, kierownik zespołu gospodarki światowej w Polskim Instytucie Ekonomicznym.

Uważa, że globalizacja szczyt osiągnęła w 2008 roku, później już się do niego nie zbliżyła. Wtedy handel towarowy wynosił 50 proc. światowego PKB, obecnie to

- Jednocześnie warto zauważyć, że - wraz ze wzrostem PKB państw rozwijających się (tutaj warto zwrócić uwagę przede wszystkim na Chiny) - ich wewnętrzna gospodarka będzie zwiększać PKB, a jednocześnie udział globalnego handlu będzie spadać - dodał ekspert PIE.

Motoryzacja była sektorem, który najbardziej odczuł dekoniunkturę na globalnych rynkach spowodowaną pandemią, wojną na Ukrainie i załamaniem łańcuchów dostaw

Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego (Fot. PTWP) Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego (Fot. PTWP)

- Branża motoryzacyjna jest najbardziej zglobalizowanym sektorem gospodarki na świecie - to po pierwsze. Po drugie: samochód - czy to osobowy, czy dostawczy, czy ciężarowy - jest chyba najdroższym i najpopularniejszym dobrem, które kupujemy jako osoby fizyczne bądź przedsiębiorcy. Po trzecie: liczba, z których składa się samochód, to - w zależności, jak będziemy liczyli - kilkanaście, jeżeli nie kilkadziesiąt tysięcy sztuk, więc to pokazuje skalę. Jeszcze niedawno mieliśmy do czynienia z traktowaniem świata jako przyjaznej globalnej wioski; te części płynęły z drugiego końca świata i nie było problemów z transportem i dostępnością. To przestało działać od pandemii, kiedy okazało się, że średnio każdy zakład w Europie stał przez co najmniej trzydzieści dni. A połowa branży motoryzacyjnej korzysta z półprzewodników produkowanych w jednej fabryce na Tajwanie - podkreślił Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego (PZPM).

Kolejnym problemem dla branży motoryzacyjnej, oprócz wyzwań produkcyjnych, są kwestie regulacyjne.

- Teoretycznie samochody na całym świecie są bardzo podobne, ale regulacje europejskie są zupełnie inne niż amerykańskie. To, co wydobywa się z rury wydechowej w Europie i USA, jest w zasadzie tak samo czyste. Jednakże nie da się zarejestrować nowego samochodu amerykańskiego w Europie i odwrotnie. Są pewne metody importerów indywidualnych, lecz co do zasady nie można tego zrobić. Dlatego dla nas bardzo istotne jest ujednolicenie np. przepisów homologacyjnych - uważa prezes PZPM.

Odpowiedzią na fragmentację globalnego handlu jest działanie Unii Europejskiej, która szuka alternatywnych partnerów wobec Chin na świecie

Łukasz Grabowski, dyrektor Departamentu Eksportu w Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu (Fot. PTWP) Łukasz Grabowski, dyrektor Departamentu Eksportu w Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu (Fot. PTWP)

- To, co się dzieje teraz na poziomie Unii Europejskiej, to budowanie nowych punktowych partnerstw handlowych z państwami Azji Wschodniej na poziomie bilateralnym. Takie porozumienia są realizowane m.in. z Filipinami, Indonezją oraz dalszymi geograficznie państwami, jak Australia czy Nowa Zelandia. Komisja Europejska negocjuje umowy handlowe z krajami azjatyckimi, z państwami zrzeszonymi w ramach Mercosur (państwa Ameryki Południowej - przyp. red.), jest też nieudana umowa ze Stanami Zjednoczonymi - stwierdził Łukasz Grabowski, dyrektor Departamentu Eksportu w Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu (PAIH).

- Unia szuka przede wszystkim dywersyfikacji i to w dwie strony. Jeśli my chcemy zaoferować jakieś warunki dla tamtejszych przedsiębiorców, to oni muszą działać symetrycznie. To zaś rodzi konsekwencje dla małych i średnich przedsiębiorców, którzy - dbając o jakość produktu - otwierają się na globalną konkurencję; te koszty będą rosły, dlatego że po tej właśnie stronie mamy compliance, marketing, musimy też dostosować produkt do lokalnych wymogów - dodał.

Porozumienie o wolnym handlu to nie jest tylko znoszenie barier taryfowych i pozataryfowych; regulujemy również dostęp do zamówień publicznych, prawa pracownicze, elementy środowiskowe... To są także wyzwania - jak to, że mały przedsiębiorca może nie mieć odpowiedniej ilości towaru, żeby wysłać pełen kontener np. do Australii. Globalne koncerny sobie poradzą w tej rywalizacji - podkreślał przedstawiciel PAIH-u.

Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców RP (Fot. PTWP) Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców RP (Fot. PTWP)

- Problemy w handlu zaczęły się wtedy, jak wielkim wygranym w wojnach handlowych stało się państwo niedemokratyczne, czyli Chiny. Państwo, które zaczęło wykorzystywać swoją obecność na rynkach kapitałowych (coraz bardziej wolnych) do tego, żeby tam, gdzie trzeba, być państwem kapitalistycznym i demokratycznym, a tam, gdzie nie trzeba, uciekać się do metod, do których zachodnie demokracje i firmy z krajów demokratycznych uciekać się nie mogą. I dlatego Chiny zaczęły wygryzać w globalnym „torcie” coraz większy kawałek. Od tego momentu zmieniła się intencja polityki handlowej - zauważył Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców RP.

Ten proces wymaga ciągłego opracowywania nowych regulacji na rynku Unii Europejskiej, które podważą hegemonistyczną pozycję Chin w handlu światowym. Europa, niestety, jest widzem w rywalizacji na polu światowego handlu. Unia Europejska przestaje funkcjonować efektywnie w wymiarze polityki handlowej, jeśli jedno państwo wyłamuje się np. z sankcji, czego dowodem było utrzymanie przez Węgry dostaw surowców energetycznych z Rosji. Stąd wynika ta niemoc UE i utrzymanie się roli widza, dlatego ważne jest przenoszenie kompetencji w handlu międzynarodowym  na poziom wspólnotowy - dodał, przedstawiając główne słabości UE w polityce handlowej.

Europa nie ma narzędzi do konkurowania ze światem na rynku stali

Łukasz Śmigasiewicz, wiceprezes zarządu ds. finansowych w Węglokoksie (Fot. PTWP) Łukasz Śmigasiewicz, wiceprezes zarządu ds. finansowych w Węglokoksie (Fot. PTWP)


- Historia zaczyna się w roku 2005, kiedy wchodzi w życie europejski system handlu uprawnieniami do emisji CO2. Pierwsze lata, gdy cena do emisji była poniżej 10 euro za tonę, to był wpływ niezauważalny, ale już dekadę później, pod koniec 2017 roku, kiedy ceny ruszyły w górę i zostały w tym trendzie nieprzerwanie do dziś; wczoraj np. (25 kwietnia - red.) cena wyniosła 86 euro za tonę - pojawiły się problemy na rynku stali: konkurenci z krajów trzecich byli w stanie eksportować gotowe produkty po cenie zbliżonej do tej, w jakiej huty europejskie kupowały półwyroby. To doprowadziło do sytuacji krytycznej na europejskim rynku stali - argumentował Łukasz Śmigasiewicz, wiceprezes zarządu ds. finansowych w Węglokoksie.

- Katalizatorem zmiany na rynku stalowym była prezydentura Donalda Trumpa w USA i wprowadzenie 25-procentowego cła na wyroby stalowe wwożone do Stanów Zjednoczonych - to był początek 2019 roku. Wtedy Unia Europejska zareagowała bardzo szybko, ustanawiając 3 miesiące później mechanizm safeguard, który również przewidywał 25-procentowe cło na różne kategorie wyrobów ze stali eksportowanych z USA. Jednocześnie - w ramach owego mechanizmu safeguard - wprowadzono także, na skutek apeli branży budowniczej i motoryzacyjnej, system kontyngentowy, który na początku każdego kwartału jest realizowany - dodał.

Polska pozostaje bierna w procesie budowania swojej własnej polityki handlowej i wyklucza się ze współpracy gospodarczej z Chinami

Artur Bartoszewicz, adiunkt z Instytutu Rozwoju Gospodarczego, Kolegium Analiz Ekonomicznych SGH (Fot. PTWP) Artur Bartoszewicz, adiunkt z Instytutu Rozwoju Gospodarczego, Kolegium Analiz Ekonomicznych SGH (Fot. PTWP)


- Tam, gdzie realny biznes się dzieje, tam wartości i emocji nie ma. Gdzie idzie świat? Mowa była o globalizacji, deglobalizacji, fragmentaryzacji. Świat idzie w kolonializm gospodarczy. Mowa była o tym, że my jesteśmy tutaj obserwatorami jak na meczu tenisowym. Może Niemcy czy Francja na to patrzą. Chociaż prezydent Macron zorientował się, że trzeba zacząć z Chinami negocjować i podpisał mnóstwo kontraktów, nie patrząc na pozostałych... Z kolei Polska nie przygląda się niczemu i jest przyporządkowana do odpowiedniej „klatki”. Stany Zjednoczone jednoznacznie zażądały, żeby nasz kraj nie wchodził w żadne interesy z Chinami - podsumował Artur Bartoszewicz, adiunkt z Instytutu Rozwoju Gospodarczego, Kolegium Analiz Ekonomicznych SGH.

Zobacz retransmisję debaty Europejskiego Kongresu Gospodarczego:

Szanowny Użytkowniku!

Oglądasz archiwalną wersję strony Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

Co możesz zrobić:

Przejdź do strony bieżącej edycji lub Kontynuuj przeglądanie