Dr Janusz Michałek, prezes KSSE, uważa, że przenoszenie fabryk z Azji do Europy z powodu wojny na Ukrainie może jeszcze bardziej przyspieszyć

- Z powodu wojny na Ukrainie relokowanie fabryk z Azji do Europy powinno nabrać impetu - twierdzi dr Janusz Michałek, prezes Katowickiej Specjalnej Strefy Inwestycyjnej.

  • Jak mówi nasz rozmówca, wojna na Ukrainie - niezależnie od sankcji - jeszcze bardziej zmienia postrzeganie opłacalności czy zasadności prowadzenia biznesu w Azji. – Z racji członkostwa Polski w NATO czy UE ryzyko inwestycyjne w naszym kraju wywołane wojną na pewno nie jest duże – przekonuje prezes KSSE.
  • – Współpracujemy dosyć mocno w kierunku ułatwienia firmom ukraińskim w znalezieniu zastępczych lokalizacji w Polsce – mówi dr Janusz Michałek. – Aby te firmy mogły kontynuować działalność oraz uchronić swoje mienie.
  • O wpływie wojny na Ukrainie na rynek inwestycyjny będziemy rozmawiać podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach 25-27 kwietnia. Rejestrację na naszą konferencję znajdziecie tutaj.

Czy obserwują państwo - jako KSSE - że zainteresowanie Polską wśród inwestorów zagranicznych zmniejsza się obecnie w związku z wojną na Ukrainie? Czy ci inwestorzy, którzy planowali wejść do KSSE w najbliższych miesiącach, a z którymi państwo już rozmawiali, podtrzymują te plany? Czy może jednak zdarzają się już przypadki, że wycofują się z wcześniejszych planów zainwestowania w KSSE?


Janusz Michałek, prezes KSSE: - Nie docierają do nas takie informacje... W kwestii  obsługi inwestycji kontynuujemy normalną działalność, na bieżąco prowadzimy rozmowy z grupą przedsiębiorców zainteresowanych lokowaniem inwestycji na Śląsku czy rozwijaniem działalności już prowadzonej w naszym regionie.

Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że wojna za naszą wschodnią granicą musi być brana pod uwagę, jeżeli idzie o podejmowanie decyzji w sprawie nowych inwestycji. Mam jednak nadzieję, że żaden z naszych projektów nie zostanie wstrzymany z powodu wojny w Ukrainie.

Jak wojna tuż za naszą granicą wpłynie w tym roku na atrakcyjność inwestycyjną Polski? W jakim stopniu  będzie odstraszać od nas inwestorów zagranicznych i w jakiej mierze – z ich perspektywy – ryzyko inwestycyjne w Polsce?

- Działania wojenne zawsze budzą niepokój, a szczególnie wojna prowadzona w sąsiednim kraju. Przygotowując strategie w dziedzinie pozyskiwania nowych inwestycji, musimy brać ten element szczególnie pod uwagę, ponieważ taka sytuacja na pewno jest analizowana również przez naszych potencjalnych inwestorów. Ale nie mówiłbym o „odstraszaniu” inwestorów...

Z naszego punktu widzenia analizujemy całą sytuację w szerszym kontekście. Jeszcze przed wybuchem wojny w Ukrainie pojawiały się dosyć wyraźne sygnały, że przerwanie łańcuchów dostaw wywołane przez COVID-19 wpłynęło na inne postrzeganie sensu lokowania fabryk daleko od odbiorców - de facto od rynków właściwych. Dochodzą do nas informacje, że część projektów inwestycyjnych może być relokowana z rynków azjatyckich do Europy.

Z racji naszego atrakcyjnego, centralnego położenia, lokalizacje w Polsce na pewno są na jednym z pierwszych miejsc na liście potencjalnych lokalizacji. A z racji członkostwa Polski w NATO czy UE ryzyko inwestycyjne wywołane wojną na pewno nie jest duże. Gdybyśmy nie należeli do tych struktur, to na pewno odpowiedź byłaby inna.

Czyli nearshoring i przenoszenie w jego ramach fabryk z Azji do Europy, w tym do Polski, mimo obecnej sytuacji będziemy nadal obserwować?

- W naszej ocenie - ta tendencja z powodu wojny na Ukrainie powinna nabrać impetu. Oprócz negatywnych skutków COVID-19 dla stabilnych łańcuchów dostaw, teraz dochodzi dużo większy problem: wojna w Ukrainie.

Niezależnie od sankcji, jeszcze bardziej zmienia się postrzeganie opłacalności czy zasadności prowadzenia biznesów w Azji. Do tego dochodzi, i o tym trzeba powiedzieć, bezpieczeństwo technologii, patentów, co z punktu widzenia inwestorów ma zasadnicze znaczenie.

Jako KSSE możemy zaoferować (już to robimy) atrakcyjne lokalizacje i warunki dla zainteresowanych prowadzeniem inwestycji na Śląsku.

Czy może dojść do tego, że zagraniczni inwestorzy będą przenosić do nas swą produkcję, ulokowaną dotąd w Rosji, na Białorusi i na Ukrainie?

- Jestem pewien, że jeżeli sytuacja polityczna w tych krajach przed wybuchem wojny jeszcze pozwalała prowadzić inwestycje w Rosji czy Białorusi, to obecnie wspólna agresja tych krajów na Ukrainę na pewno stawia pod znakiem zapytania kontynuowanie tam działalności.

I taka postawa - "wychodzenia z Rosji" - wymuszona jest przede wszystkim przez obywateli UE, bo to oni bardziej niż politycy zwracają oni uwagę na etyczny wymiar wspólnych interesów z agresorami. To przecież między innymi z powodu nacisków opinii publicznej w Europie rozmiar takich sankcji jest bezprecedensowy.

Dodatkowo producenci muszą brać pod uwagę ryzyko bojkotu ich działalności, jeżeli nie wycofają się z tych krajów. A zatem część takich inwestycji może być relokowana, także do Polski.

Sytuacja Ukrainy jest zupełnie inna. Współpracujemy dosyć mocno w kierunku ułatwienia firmom ukraińskim w znalezieniu zastępczych lokalizacji w Polsce - aby te firmy mogły kontynuować działalność oraz uchronić swoje mienie. Ale te przedsiębiorstwa wrócą tam z powrotem. Jestem tego pewien - i należy im w tym pomóc. Z powodów etycznych, solidarności z Ukrainą nie powinniśmy w ogóle rozpatrywać przenoszenia inwestycji do Polski w takim znaczeniu, jak w przypadku Rosji, Białorusi czy Azji.

Ukraina będzie tych firm potrzebowała, żeby wrócić na normalne tory rozwoju. A to będzie strasznie trudne. I w tym Polska musi również okazać wsparcie.

Jak wojna w Ukrainie i jej skutki, w tym rosnące ceny surowców energetycznych, wpłyną na klimat inwestycyjny na świecie, a zwłaszcza w Europie?

- Wzrost cen surowców energetycznych był już problematyczny przed wybuchem wojny, teraz na pewno sytuacja jeszcze się skomplikuje. Przede wszystkim wpływa na zwiększenie bieżących kosztów prowadzenia działalności.

To jednak problem o znaczeniu globalnym, więc nie dotyczy tylko polskiej gospodarki. Na pewno, i o tym już słyszymy, pojawiać się będą rozwiązania, które pozwolą trend odwrócić – chociażby w większym zakresie będziemy korzystali z zielonej energii.

Jako KSSE angażujemy się w takie projekty, wspieramy rozwój klastrów energii czy też włączamy się  w rozwiązania wodorowe.

Jak na rynek inwestycyjny w Polsce wpłynie napływ uchodźców wojennych do naszego kraju? Dotychczas nasz kraj borykał się z coraz większym deficytem pracowników, a napływ uchodźców może choć częściowo ten problem rozwiązać. Czy to zatem - paradoksalnie - może pomóc nam w ściąganiu inwestorów zagranicznych?

- Jeżeli przepisy w kwestii zatrudnienia nie stawiają przed osobami uciekającymi przed wojną w Ukrainie tu przeszkód, to nie widzę problemu, żeby te osoby mogły znaleźć peacę także w firmach "strefowych".

W samym tylko 2021 r. pozyskaliśmy 102 nowe projekty inwestycyjne i przedsiębiorcy będą tworzyć kolejnych kilka tysięcy nowych miejsc pracy, więc jest potencjał zaoferowania ich także osobom, o których mówimy.

Działania KSSE również zmierzają do wsparcia tych osób w znalezieniu zatrudnienia. Warto pamiętać, że granicę przekroczyło bardzo wiele osób posiadających odpowiednie kompetencje, które pracowały w ukraińskim przemyśle przed wybuchem wojny, więc tym bardziej mają szansę na naszym rynku pracy.

Ale też musimy brać pod uwagę, że to sytuacja przejściowa; mam nadzieję, że wojna się skończy i ci ludzie będą mogli wracać do domów i odbudowywać ojczyznę po tej zbrodniczej napaści.

Szanowny Użytkowniku!

Oglądasz archiwalną wersję strony Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

Co możesz zrobić:

Przejdź do strony bieżącej edycji lub Kontynuuj przeglądanie