Spotkamy się w wyjątkowym miejscu – Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach! Niezwykła bryła obiektu, zielona dolina prowadząca do Spodka, niepowtarzalny klimat i energia, powierzchnia i pojemność, to właśnie tam realizowane są wielkie wydarzenia.
Sprawdzona, ukształtowana przez kilkunastoletnie doświadczenie formuła organizacyjna Europejskiego Kongresu Gospodarczego to trzydniowy cykl debat, spotkań i wydarzeń towarzyszących z udziałem znamienitych gości.
25 kwietnia 2022 • Katowice,
Międzynarodowe Centrum Kongresowe
26-27 kwietnia 2022 • Katowice,
Uniwersytet Śląski, Wydział Humanistyczny
Europejskie Forum Młodych Liderów zapewni uczestnikom z Polski, innych krajów Unii Europejskiej, Bałkanów Zachodnich, Europy Wschodniej i Kaukazu, przestrzeń do dzielenia się doświadczeniami, nawiązywania kontaktów oraz dyskusji o ważnych dla młodych ludzi w całej Europie tematach.
Wojna to strach, ból, krew, rozpacz i śmierć - nikt normalny jej nie chce. Pomagamy, wspieramy, nocujemy, leczymy, Ukraińcy nie mogą narzekać na Polaków. Bardzo ich szkoda - robimy, co trzeba. Pierwszy wojenny szok, mam wrażenie, już jednak minął - można porozmawiać o konsekwencjach nowej sytuacji dla Polski - pisze w felietonie Rafał Kerger, redaktor naczelny WNP.PL, PortalSamorzdowy.pl i PulsHR.pl.
Boże... to mordercy - żachnął się chyba każdy z nas, łącznie z niewierzącymi, gdy zobaczyliśmy bombardowania ukraińskich miast (no może poza Januszem Korwin-Mikkem, który im starszy, tym bardziej oddala się na inną planetę).
Powoli, acz wyraźnie otrząsamy się jednak z pierwszego szoku wojennego - to zrozumiałe, nadchodzi czas na dyskusje strategiczne i sektorowe, o pomocy społecznej, rynku pracy, rynku nieruchomości, o handlu międzynarodowym, o hutach, o kopalniach, o cenach paliw, o OZE... Koniec wiarygodności Rosji i nowi migranci w Europie zmienią wszystko. Koncepcja "business as usual" wciąż jest żywa, ale traci, a nie zyskuje zwolenników.
Po pierwsze: nie ma się co łudzić - uchodźców w Polsce będzie znacznie więcej. Konieczne są rozwiązania systemowe, a nie wyłącznie romantyczna pomoc i otwarte serca. Trzeba nie tylko infrastruktury humanitarnej, 500 plus i 1200 plus oraz zwolnienia pomocy z podatku, lecz kompleksowej strategii dla mniejszości ukraińskiej w Polsce. Całkiem możliwe, że Ukraińcy będą stanowić więcej niż 10 proc. polskich obywateli.
Oczywiście narzekań na brak planu nie można doprowadzić do absurdu. Nikt na świecie nie ma gotowego pomysłu na przyjęcie 1,5 mln uchodźców w dwa tygodnie. Specustawa, którą przyjął Sejm, jest na pewno krokiem w kierunku takiej strategii oraz sygnałem dla Europy i świata, jak pomagamy (zobaczcie, co dajemy, wy też pomóżcie!).
Pytanie na najbliższe tygodnie i miesiące brzmi, ile za to zapłacimy. Według wstępnych prognoz Rafała Beneckiego z ING Banku, będzie to przynajmniej 2,5 mld zł miesięcznie, czyli 30 mld zł w rok. Oznacza to, że deficyt polskiego budżetu może się podwoić - pewnie nie będzie jednak tak źle, ostatecznie przede wszystkim Bruksela, ale też Waszyngton, pomogą.
Zapowiedzi już słyszymy, choć konkretów brak. Ostateczny brak sutych, miliardowych przelewów do Warszawy trudno jednak to sobie wyobrazić. Jeśli wolny świat zostawiłby Polskę samą z kosztami kryzysu humanitarnego, moglibyśmy uznać sojusz transatlantycki i Unię Europejską za inicjatywy niewarte funta kłaków.
Jest też druga strona medalu - polityka otwartych drzwi dla Ukraińców zmieni Polskę na lata - i jest poważnym wyzwaniem demograficznym i społecznym. Po odzyskaniu niepodległości Polska, przed II wojną światową, była już krajem wielonarodowościowym, gdzie mniejszości stanowiły powyżej 1/3 ludności, lecz zmiany granic Polski po wojnie oraz przesiedlenia sprawiły, że obecnie jesteśmy krajem nieomalże jednolitym etnicznie (szczególnie biorąc pod uwagę obecne europejskie standardy).
Czy możemy zaakceptować Ukraińców na stałe? Na pewno. A przynajmniej można w to wierzyć i sprzyjać dalszej dobrej atmosferze między naszymi narodami. Chociaż kłopoty i wzajemne żale na pewno prędzej czy później się pojawią.
Oczywiście nowi obywatele z polskim numerem PESEL, niezależnie w jak bardzo dramatycznych okolicznościach do nas przybyli i jak troskliwą opieką ich otaczamy, to potencjalnie także zysk i rozwój dla naszej gospodarki (jeśli większość zostanie).
W ciągu ostatnich dwóch dekad liczba osób w wieku produkcyjnym w Polsce zmalała niemal o 1,5 mln i aby się rozwijać, nowe siły są potrzebne. Dla przykładu w latach 2013-2018 Ukraińcy wypracowali 13 proc. wzrostu naszego PKB, legalnie przed wojną w Polsce pracowało ich 800 tys., a mieszkało 1,3 mln. Im więcej ich będzie, tym bardziej będą wpływać na gospodarkę i witalność naszego kraju.
Wygląda na to, że polski rynek pracy jest dziś w stanie natychmiast skonsumować ponad 600 tys. dodatkowych pracowników, czyli jest bardzo chłonny. Analitycy z firmy Element i z Grant Thornton słusznie jednak zauważają, że ponieważ przeważająca część uchodźców to kobiety z dziećmi, tylko część z nich będzie planowała podjęcie w Polsce pracy. Co dalej? Wszystko zależy od sytuacji na froncie w Ukrainie i szans na pokój.
Oczywiście więcej niż zastanawiające jest zestawienie dwóch informacji, że putinowskie bomby zabijają ukraińskie dzieci, ale rosyjski gaz nadal płynie do Europy, w tym także do naszych domów... Rząd, w osobach premiera Morawieckiego i minister klimatu Anny Moskwy, twierdzi, że możemy się odciąć od rosyjskich surowców (także ropy i węgla), choćby zaraz, ale decyzja musi zapaść dla całej Unii.
To dziś niemożliwe, nie ma tu zgody. Niemcy (ale i parę innych krajów, np. Niderlandy) są przeciw obłożeniu rosyjskich surowców energetycznych embargiem; przeforsowały też to, że odcięcie od systemu SWIFT nie objęło tych banków, przez które płacimy Rosjanom za surowce. Zdaniem kanclerza Olafa Scholza taki krok zagroziłby bezpieczeństwu energetycznemu Europy.
Polski rząd i Polacy mają inne zdanie na ten temat. Z sondażu United Surveys dla DGP wynika, że większość Polaków (67,8 proc.) opowiada się za rezygnacją z rosyjskich surowców i jest skłonna płacić wyższe rachunki oraz podatki w imię bezpieczeństwa (52,7 proc.). Przeciwne zdanie ma odpowiednio 19,9 oraz 42,8 proc. badanych.
Do sprawy surowców można jednak podejść nieco bardziej pragmatycznie. Co prawda, nie mówimy tu jednym głosem z Niemcami, po pierwsze jednak - mamy po swojej stronie USA, które zapowiedziały rezygnację z rosyjskiej ropy niezależnie od decyzji Europy; ba, Joe Biden ma zaapelować o całkowite zakończenie "normalnych stosunków handlowych" z Rosją.
Po drugie Rosjanie już zagrozili Europie odcięciem gazu z Nord Stream 1, który dziś pracuje na 100 proc. przepustowości. Niemcy to słyszą, analizują i wcale nie są zadowoleni... Obawy przed wstrzymaniem dostaw rosyjskiego gazu sprawiły, że w Berlinie, gdzie w rządzie zasiadają Zieloni, poważnie dyskutuje się o odłożeniu wycofywania się z węgla. Grzechem byłoby z tego nie skorzystać.
To zresztą ten moment, gdy ostatecznie ("cynicznie", ale i racjonalnie) powinniśmy rozstrzygnąć, czy dojrzały sojusz z Niemcami (nawet pomimo niejednolitego stanowiska w kilku tematach), na pewno sprzyja naszemu bezpieczeństwu i gospodarce czy też nie... I - z drugiej strony - czy "nieostentacyjne" kibicowanie niemiecko-rosyjskim napięciom stwarza nam dobrą pespektywę... Przypomnijmy: zacieśniająca się komitywa niemiecko-rosyjska zawsze dla Polski kończyła się nieszczęśliwie (wie o tym nawet Wikipedia).
Polska - wspólnie z Europą Środkowo-Wschodnią - to największy partner handlowy Niemiec. Dodatkowo duże międzynarodowe przedsiębiorstwa, w tym niemieckie – np. Volkswagen – wstrzymały działalność lub wycofały się z Rosji i uruchamiają produkcję w innych miejscach.
Może zyskać na tym Polska – od wybuchu wojny na Ukrainie tylko w automotive pojawiło się ok. 2 tys. dodatkowych miejsc pracy, a sektorów, które będą zwiększać swoje moce produkcyjne w Polsce, może być więcej. Ocenili to eksperci Personnel Service i na pewno będziemy o tym rozmawiać podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w kwietniu, bo to nadzwyczaj ważne.
Przywódcy Unii właśnie zakończyli nieformalne spotkanie w Wersalu. To może być historyczny moment - pod warunkiem, że nie został wykreowany wyłącznie ku pokrzepieniu serc Ukraińców.
- Po pięciu godzinach gorących dyskusji liderzy UE zgodzili się co do eurointegracji Ukrainy. Proces się rozpoczął. Szybkie osiągnięcie tego zależeć będzie od nas i Ukraińców - ten bohaterski naród zasługuje na to, by wiedzieć, że jest mile widziany w Unii Europejskiej - przekazał prezydent Litwy, Gitanas Nauseda.
Jeśli Ukraina przetrwa i znajdzie się w Unii Europejskiej, to będzie dziejowa szansa nie tylko dla Ukrainców, ale i dla naszego kapitału, firm, inwestycji. To m.in. korzyści z bliskich więzi handlowych w przemyśle wytwórczym oraz migracji wykwalifikowanej pracowników, co zmniejsza niedobory siły roboczej w budownictwie, przemyśle spożywczym, rolnictwie i sektorze wytwórczym - wynika z analizy profesora Timo Baasa z Uniwersytetu Duisburg-Essen. Udowodnił on, że korzyści z przystąpienia nowych państw do Unii Europejskiej w 2004 r. były wyższe niż wkład finansowy "starych państw" związany z integracją.
Na koniec jeszcze jedno: na wojsku i strategiach frontowych się nie znam, ale wiele się mówi i pisze o tym, że Ukraina może wygrać wojnę z Rosją, a nawet że Rosję należy upokorzyć, żeby już nigdy nie miała imperialnych zapędów... Przestrzegałbym przed hurraoptymizmem. Dysproporcja sił - a zwłaszcza zasobów - jest duża, a pomoc militarna Zachodu - niezbyt rychliwa. Rosja może pokonać Ukrainę, Putin z Łukaszenką mogą przetestować wschodnią flankę NATO. Co to oznacza - wiadomo. Polska armia musi być gotowa. Realnie zagraża nam wojna. Koniec teatru.
Oglądasz archiwalną wersję strony Europejskiego Kongresu Gospodarczego.
Co możesz zrobić:
Przejdź do strony bieżącej edycji lub Kontynuuj przeglądanie